Monday, 16 June 2014

Tiramisu truskawkowe - byle razem

Zrobienie wpisu po tak długiej nieobecności to duże wyzwanie. Siedzę na balkonie i wdycham wieczorne powietrze. Nie wiem od czego zacząć, czym powinnam się z Wami podzielić, a co zostawić dla siebie. Mam kieliszek wina, miseczkę truskawek i widok na piękne jezioro Neuchâtel. Od ponad miesiąca mieszkam z Lolą w nowym miejscu. Mamy głośnych sąsiadów, ale widok z okien rekompensuje każdy irytujący nas dźwięk. Znajomych i przyjaciół z pracy mam na wyciągnięcie ręki, rano biegam nad brzegiem jeziora, codziennie poznaję nowe osoby i cieszę się życiem. Bo jest czym się cieszyć, a dawka stresu którą zafundowałam sobie na własne życzenie umocniła mnie w przekonaniu, że było warto i na przekór swoim obawom i strachowi okazało się, że jestem w stanie sobie ze wszystkim poradzić. To dobre uczucie. 
Nie wiem, czy blog odżyje. Nie chcę Wam niczego obiecywać. Kulinarnie na co dzień wieje u mnie nudą. Obżeram się truskawkami, czereśniami i pomidorami. W pracy jem sałatę z kurczakiem lub tuńczykiem, czasem bezglutenowy makaron z oliwą i czosnkiem, czasem dorzucę tam kilka krewetek. Feta, świeże zioła, ogórek - menu ubogie, ale zdrowe i sezonowe. Nie piekę chleba, nie piekę ciast. Często jem poza domem, bo jedzenie w tutejszych knajpach jest po prostu pyszne. Moje życie obróciło się o 180 stopni. To co kiedyś wydawało mi się przyjemnością dziś okazuje się być przykrym obowiązkiem. Mam wrażenie, że znowu mam 19 lat i zaczynam wszystko od nowa. Tyle, że z bagażem doświadczeń, których nikt mi nie zabierze. Wspaniałe uczucie.
Zrobiłam szybkie podsumowanie i okazuje się, że ostatnio prawie wcale nie jem słodyczy. Nadal gustuję w ciemnej czekoladzie, czasem okraszonej orzechami laskowymi lub migdałami. Nie podjadam gotowych wypieków, ponieważ kłócą się one z moją bezglutenową dietą. Wolę zjeść kilka daktyli, suszonych śliwek czy suszonych bananów. Ot nudne wybory :)
Ale czasem i ja miewam zachcianki. Zachcianki, które im dłużej wyczekane tym bardziej smaczne. Jak nagroda za celujące sprawowanie. Oczywiście, że wtedy upiekę sernik lub ukręcę tiramisu. Koniecznie z dużą dawką alkoholu i świeżymi, sezonowymi owocami. A co jeśli razem ze mną tiramisu ukręci kilka innych Dziewczyn? Każda po swojemu, tak jak lubi najbardziej? Wtedy wyjdzie cudo. Tiramisu truskawkowe. Ala, Anitka, Basia, Madzia i Monia - byle razem.


TIRAMISU Z WÓDKĄ, KOGLEM MOGLEM I TRUSKAWKAMI
/2 PORCJE/

6 podłużnych bezglutenowych biszkoptów (lub zwykłych)
50g (pół tabliczki) białej czekolady (bez dodatków)
2 żółtka
250g sera mascarpone
500g świeżych truskawek
kilka łyżek nalewki z porzeczek (lub innej niezbyt słodkiej)
1 łyżka octu balsamicznego
3 łyżki czystej wódki
Biszkopty wkładam do worka i kruszę na małe kawałki. Czekoladę ścieram na tarce do warzyw (drobne oczka). Garść startej czekolady zostawiam do dekoracji. Umyte truskawki kroję w niewielką kostkę. Przekładam je do miski i zalewam nalewką oraz octem balsamicznym. Dokładnie mieszam i wkładam do lodówki. Czekoladę rozpuszczam w rondlu na parze. Gdy jest płynna (ale nie gorąca) wbijam do niej żółtka i ubijam mikserem (lub blenderem), aż masa będzie gładka i zacznie gęstnieć. Studzę ją, dodaje do sera mascarpone i ubijam, aż całość będzie gładka. Dodaję całą wódkę (można dodać mniej - najlepiej jest spróbować masy) i jeszcze raz mieszam. Tak przygotowana masa będzie puszysta jak pianka. Na dno dwóch kieliszków wlewam spory chlust nalewki, przykrywam ją warstwą pokruszonych biszkoptów, dociskam. Na biszkopty wykładam warstwę pokrojonych truskawek, a te przykrywam warstwą serowo-zółtkową. Na masę wykładam kolejną warstwę biszkoptów, suto skrapiam je 'sosem' powstałym z truskawek, na biszkopty ponownie wykładam warstwę truskawek, a te ponownie przykrywam kremem. Wierzch deseru suto przyozdabiam pokrojonymi truskawkami i posypuję wiórkami białej czekolady. Przed podaniem deser schładzam mocno w lodówce. Można go zostawić tam na całą noc i podać na drugi dzień.
------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:
 

Sunday, 16 March 2014

Gluten free: Super pyszne ciasto drożdżowe!


Nawet nie wiecie jak ciężko mi na duszy bez pieczenia chleba na zakwasie czy chrupiących bułeczek. Cholernie ciężko. Mieszkanie w Szwajcarii dodatkowo utrudnia sprawę. Wyobraźcie sobie francuskie świeże wypieki z bardzo dobrej piekarni i pomnóżcie doznania smakowe ze trzy razy. Tak, wypieki tutaj to wypieki z najwyższej półki. Gdy przechodzę obok cukierni czy piekarni czuję się jak narkomanka na odwyku. Chce mi się wyć i płakać. Ale wiem, że życie bez glutenu jest dobre dla mojego organizmu. Zrobiłam próbę, zjadłam kuskus, dwa tygodnie wcześniej burgera i zostałam za to sowicie wynagrodzona... Robię więc co mogę by moja bezglutenowa dieta nabrała rozpędu. Mama podsyła mi kolejne przepisy ze swojego obszernego zbioru wycinków prasowo-magazynowych, przeglądam zasoby internetu, a zazwyczaj kombinuję sama. W temacie chleba niestety porażka goni porażkę, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa! Chcę stworzyć własną mieszankę mąk, zakwas i napisać taki przepis, który w pełni zadowoli moje podniebienie. Ten dzień w końcu nastanie, wiem to.

Myślę, że kluczem do pogodzenia się z byciem na diecie bezglutenowej, jest uświadomienie sobie że nie należy szukać odpowiedników czy zamienników produktów glutenowych. Tych po prostu nie znajdziemy. Ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby pokombinować i znaleźć takie połączenia, które będą nam po prostu smakować. Gluten jest wszędzie, nadaje smak, teksturę i to coś, co sprawia że trudno oderwać się od chrupiącego rogalika czy kromki świeżego chleba na zakwasie. Życie bez glutenu łatwe nie jest, ale może być smaczne. 

Tak jak moje bezglutenowe ciasto drożdżowe. Wyszło i d e a l n e. Puszyste, pachnące drożdżami, mięciutkie i aromatyczne. Takie ciasto potrzebuje niewiele. Kubek herbaty z cytryną czy czarnej kawy, dobra konfitura i można je skubać i skubać do woli...

BEZGLUTENOWE CIASTO DROŻDŻOWE
(PYSZNE)!

Mix mąk

200g mąki z kasztanów
400g mąki z brązowego ryżu
200g mąki kukurydzianej
100g mąki kokosowej
100g skrobi kukurydzianej
4 czubate łyżki mielonego lnu
(przesiać, wymieszać razem, zamknąć w słoiku lub puszce)

Ciasto właściwe

500g mixu mąk
25g świeżych drożdży lub 2 łyżeczki drożdży suszonych (nie instant)
100g cukru
300ml ciepłego mleka
3 jajka
150g masła
szczypta soli
skórka otarta z 1 cytryny
2 łyżki spirytusu
ziarenka wyjęte z 1 laski wanilii

Najpierw przygotuj zaczyn. Drożdże rozetrzyj dokładnie z 2 łyżkami cukru, aż będą płynne. Dodaj całe mleko (musi być ciepłe) i 4 kopiaste łyżki mixu mąk. Dokładnie wymieszaj, przykryj miskę ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 30 minut. Po pół godzinie dodaj resztę składników (masło dodaj na końcu) i wymieszaj ciasto mikserem, łyżką lub ręką. Ciasto nie powinno być zbyt gęste i zbite. Przykryj miskę ponownie ściereczką i zostaw ciasto na około godzinę w ciepłym miejscu. Po tym czasie ciasto przebij ręką i przełóż do podłużnej foremki - keksówki (użyłam blaszki o wymiarach spód - długość 22cm, szerokość 8cm, góra - długość 24cm, szerokość 10cm, głębokość - 7cm) wysmarowanej masłem lub oliwą. Ciasto powinno wypełnić nie więcej niż połowę blaszki. Następnie przykryj je czystą ściereczką i ponownie zostaw do wyrośnięcia (musi podwoić objętość). Piekarnik rozgrzej do temp 180C. Ciasto posmaruj z wierzchu rozmąconym jajkiem z łyżką mleka i piecz do suchego patyczka (ok. 35-40 min). Studź chwilę w piekarniku, a później na kratce. Pamiętaj żeby dobrze ostygło, zanim je pokroisz.

Polecam :)

------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:

Tuesday, 18 February 2014

Po prostu bigos


Za wpis z recepturą na bigos zabieram się już ponad 2 lata. Ile gospodarstw, ile Gospodyń i ilu Gospodarzy tyle samo różnych wersji przepisu na to staropolskie (narodowe?) danie. Tak strasznie chciałabym napisać coś mądrego i odkrywczego, ale dziedzina bigosu nie jest moim konikiem. Nie wysypie z rękawa historii jego pochodzenia, nie wiążę z nim żadnych wspomnień i opowiastek. Ja po prostu dobry (i chudy) bgios lubię jeść. Dla mnie musi on być chudy. Nie ma w nim miejsca na tłuste żeberka czy zbyt dużą ilość boczku. Jest za to miejsce na dużą ilość chudego mięsa oraz dobrej, pieczonej kiełbasy. Nie wiem co w bigosie jest tak wyjątkowego, że w każdej rodzinie gotuje się go co najmniej raz w roku. Przynajmniej w mojej rodzinie. I każdy gotuje go na swój, sobie tylko znany sposób. Bigos Babci K. Jest słodki (chyba za sprawą marchewki, której zdaje się Babcia daje sporo). Bigosu Babci S. nie pamiętam w ogóle i jestem prawie pewna, że u Niej w domu bigosu się nie jadało. Bigos Mamy jest tak samo chudy jak mój. Tato pewnie dorzuciłby więcej boczku i kawałek żeberka. Młodsza Siostra mięsa nie je, Starsza Siostra za mięsem nie przepada. Ale przecież ktoś musi podtrzymać rodzinną recepturę, więc padło na mnie z czego akurat się bardzo cieszę.
Tak więc bigos ma być chudy, ma zawierać dużo mięsa w kapuście, sporą ilość czerwonego wina, odrobinę nalewki porzeczkowej i kilka sztuk wędzonych śliwek. Mięsa winno być jeden kilogram na jeden kilogram kapusty, kapusty kiszonej winno być mniej więcej połowę ilości kapusty słodkiej, a sam proces gotowania potrawy winien trwać minimum 2 dni. Najlepiej po ugotowaniu bigos odstawić w chłodne miejsce, następnego dnia znów pogotować go kilkanaście minut, znowu odstawić na dzień i następnego dnia proces powtórzyć.
Można do bigosu dodać trochę przecieru pomidorowego lub ze 2 swieże pomidory (to w sezonie). Można dodać kawałki mięsa jakie się lubi lub jakie się akurat pod ręką posiada. Można wrzucić kilka pokrojonych świeżych grzybów, kawałek ostrej papryki, łyżkę powideł śliwkowych, można dodać wszystko na co się ma ochotę pamiętając, że finalna potrawa bigosem być musi.
A jeśli chcecie zreknąć sobie jaki bigos lubią moje Kumy lub mój przepis Wam się w ogóle nie podoba, to zajrzyjcie do BasiMoniki :)


BIGOS

10 sztuk wędzonych śliwek
20 g suszonych prawdziwków
500 ml czerwonego, wytrawnego wina
1.5 kg kiszonej kapusty (może być ta z marchewką)
1 duża główka kapusty białej (o wadze około 1kg)
1 kg wołowiny (moim zdaniem im chudsza tym lepsza)
1 kg pieczonej kiełbasy wieprzowej
200 g wędzonego boczku
2 duże cebule
1 mała główka czosnku
1 kwaśne jabłko
1 kieliszek nalewki z czarnych porzeczek
spora garść przypraw – ziele angielskie, jałowiec, liście laurowe, pieprz,
kminek (odrobina)
gorczyca (odrobina)
cukier (szczypta)
olej do obsmażenia mięsa i kiełbasy
Grzyby i śliwki zalałam 1/3 ilości wina i odstawiłam na bok. W tym czasie kapustę kiszoną posiekałam (gdyby była zbyt kwaśna opłukałabym ją w świeżej wodzie i porządnie odcisnęła), a świeżą poszatkowałam. Obie umieściłam w oddzielnych garnkach, zalałam niwielką ilością wody (w trakcie gotowania wodę dolewałam w razie potrzeby) i ugotowałam prawie do miękkości.
Wołowinę obsmażyłam ze wszystkich stron na silnie rogrzanym tłuszczu, zalałam resztą wina, dodałam obrane ząbki czosnku i dusiłam całość pod przykryciem przez około półtorej godziny, aż była miękka. Nie podlewałam wodą, bo nie było takiej potrzeby.
Kiełbasę pokroiłam w ćwierćplasterki, cebulę w cienkie piórka a obrane jabłko w dużą kostkę. Na patelni ponownie rozgrzałam olej, wrzuciłam cebulę, kiełbasę i wszystko porządnie podsmażyłam. Dodałam grzyby i śliwki (wraz z winem, w którym się moczyły) oraz jabłko. Dusilam całość na patelni przez około 10-15 minut.
Uduszoną wołowinę pokroiłam na mniejsze kawałki.
W wielkim garze połączyłam obie kapusty, dodałam wołowinę wraz z całym winem, dodałam kiełbasę wraz z całą zawartością patelni (cebula, śliwki, jabłko, grzyby), dodałam kieliszek nalewki, całość wymieszałam i porządnie doprawiłam.
Gotowałam aż kapusta była zupełnie miękka. Bigos ostudziłam, wstawilam do lodówki i zostawiłam w spokoju na całą noc. Na drugi dzień podgrzałam i gotowałam przez 15 minut. Znowu odstawiłam do lodówki na całą noc. Na trzeci dzień podałam na stół.


------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:
 

Gluten free: wytrawne kruche ciasteczka

Dziś rozpoczęłam czwarty tydzień diety bezglutenowej. Nie będę oszukiwać łatwo nie jest. Nie kuszą mnie ciastka, makarony bo te z łatwością mogę zastąpić, ale z każdego rogu łypie na mnie świeże pieczywo z chrupiącą skórką, puszyste chałki, francuskie rogaliki czy drożdżowe z kruszonką. A gdyby było mi za mało, to trafiła w moje ręce najlepsza włoska semolina... #jakżyć?
Miałam swoje małe uciechy, takie jedzeniowe grzeszki, na które pozwalałam sobie od czasu do czasu. Odwiedzenie miejsca w Lozannnie gdzie można kupić najlepszy bezmięsny kebab w pszennej picie, bagietka na zakwasie wypełniona suszoną szynką i grubymi plastrami sera Gruyère czy wypad z Żabami na najlepsze burgery w mieście. Czuję się jak narkoman, który nagle musiał przejść na odwyk. Brakuje mi wyrabiania chlebowego ciasta, pękniętej skórki i kojącego zapachu unoszącego się po całym domu. Brakuje jak cholera! Ale jako osoba (w końcu) dorosła, rozumiem że zdrowie mam tylko jedno i nie mogę dłużej nadwyrężać jego cierpliwości, bo chociaż rozciąga się jak guma, w końcu pęknie. Na szczęście mieszkam w kraju, który ma wspaniale zaopatrzone sklepy ze zdrową żywnością, a te mają wydzielone sekcje dla produktów bez glutenu. Ilość i wybór mąk jest przeróżna, więc przygotowałam sobie oddzielną szafkę i porządnie się zaopatrzyłam w niezbędne do bycia na diecie składniki. Nigdy nie miałam w zwyczaju zajadania się śmieciowym jedzeniem, ale teraz jeszcze dokładniej czytam etykiety, bo gluten może być dosłownie wszędzie. Czekolada w proszku? Frytki z piekarnika? Sos sojowy? Proszę bardzo. Gluten do usług, wystarczy tylko po niego sięgnąć.
Nie muszę na szczęście jeść tego okropnego białego jak ściana chleba, który pamiętam z dzieciństwa i który pleśniał szybciej niż zdążył się rozmrozić. Mogę sobie go upiec sama. Muszę tylko znaleźć dobre proporcje odpowiednich mąk. Na razie żaden z wypieków nie spełnił moich wymagań jakości. Ale upiekłam sobie kruche ciasteczka. Wytrawne, idealne jako dopełnienie mojej sałatki którą codziennie jem w pracy. Da się? Da. Tylko trzeba trochę pokombinować.


KRUCHE WYTRAWNE CIASTECZKA BEZGLUTENOWE

100g mąki ryżowej
100g mąki kukurydzianej
pół łyżeczki soli
100g zimnego masła (w kawałkach)
1 jajko (rozkłócone widelcem)
2 duże garście startego parmezanu
1 łyżeczka wędzonej ostrej papryki
1 białko (lekko ubite)
W misce wymieszałam obie mąki. Dodałam kawałki masła i wcierałam je palcami w mąkę tak długo, aż powstały drobne okruchy. Dodałam sól oraz jajko i szybko, ale starannie wymieszałam. Zlepiłam ciasto rękami, chwilę je wyrobiłam, uformowałam w kulę, owinęłam folią spożywczą i włożyłam na chwilę do lodówki. Następnie ciasto cienko rozwałkowałam, powycinałam kółka które ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, każde z nich posmarowałam białkiem, posypałam hojnie serem oraz wędzoną papryką. Ciasteczka piekłam w dobrze nagrzanym piekarniku (170stC) przez 10 minut. Ostudziłam i schowałam do szklanego słoika.
------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:

Thursday, 6 February 2014

Na śniadanie, obiad, podwieczorek, kolację... Jajecznica z jarmużem i serem Gruyère


Trochę wstydzę się napisać ile razy ostatnio spożywaliśmy tą jajecznicę. Znika tak samo szybko, jak szybko się ją przygotowuje. Jak każdą jajecznicę rzec bym mogła. Od jajek jestem uzależniona, tak samo jak od dobrego masła i dojrzałego, twardego sera. Jednym słowem mieszkam w idealnym dla swoich preferencji żywieniowych miejscu. Masło pachnie tutaj prawdziwie wiejsko, jajka smakują świeżym powietrzem a sery... Sery to prawdziwa poezja. Szwajcaria to prawdziwy serowy raj. Jak one pachną! Twarde, miękkie, kremowe. Prawdziwe królestwo smaków i aromatów. Jestem prawdziwą szczęściarą. Nie muszę wydawać fortuny i mam je wszystkie na wyciągnięcie ręki. Są takie wieczory, kiedy gotowanie nie wychodzi mi najlepiej. Sięgam wtedy po swój sprawdzony zestaw: kawałek sera (najczęściej Gruyère), połówka awokado i dwa 5-cio minutowe jajka. Czasem dokładam plasterek wędliny, czasem dwa. A czasem smażę sobie jajecznicę, koniecznie na maśle z wypieczonym w piekarniku na chrupko cienkim plasterkiem boczku. Boczek bosko chrupie, a jego lekko słony smak dodaje całej jajecznicy jeszcze więcej smaczku. Wraz ze schyłkiem lata lubię do jajecznicy wkroić pomidora i zaprawić ją słodką śmietanką. Czasem ton nadaje jej kawałek wędzonego łososcia i koperek, czasem pierwszy wiosenny szczypiorek, a odkąd Basia odkryła przede mną smak jajecznicy z kawałkami szwajcarskiegio Gruyère'a wiem że pozostanie on moją kropką nad i dla jajecznicy zimowej. Basiu bardzo Ci dziękuję. To jest jedno z najlepszych połączeń smakowych na świecie. 
Jeśli nie boicie się (ach, ach) tak bardzo dużej zawartości tłuszczu w serze, to gorąco Was zachęcam do konsumpcji tego cuda. Pracy niewiele, smaku aż nadmiar. Tylko zjedzcie ją od razu, najlepiej prosto z patelni, kiedy ser będzie się jeszcze lekko ciągnął. Totalny odlot. 
Poniższa porcja jest przeznaczona dla dwóch osób.


1 łyżka masła
1 łyżka oleju słonecznikowego
1 pęczek jarmużu  czyli około 8 dużych liści (ja użyłam odmiany Cavolo nero)
1 słodka cebula
1 ząbek czosnku
5 jajek
2-3 garście startego sera Gruyère (można zastąpić swoim ulubionym serem typu Bursztyn, Lazur, Gouda)
sól
pieprz
2 małe bułeczki opieczone w tosterze lub grillowane
szczypta ulubionych suszonych ziół
Jajka wbij do miseczki (sprawdź świeżość każdego z nich!), lekko rozbij widelcem i dodaj starty ser. Wymieszaj niedbale. Jarmuż porwij na małe kawałki. Cebulę pokrój w drobną kostkę, a czosnek bardzo drobno posiekaj. Na patelni rozpuść masło i dodaj oliwę. Dodaj cebulę, czosnek oraz jarmuż i smaż całość na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli a jarmuż zacznie się rumienić na brzegach. Wtedy wlej masę jajeczną i usmaż jajecznicę tak jak lubisz najbardziej. Dopraw ją solą, pieprzem i ziołami. Ja nie mieszam jej zbyt długo, pozwalam się jej swobodnie ściąć i zdejmuję z patelni jak jeszcze jest lekko płynna. Tą jajecznicę trzeba zjeść od razu, póki ser jest dobrze roztopiony. Na zimno nie smakuje już tak dobrze.


------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:

Wednesday, 29 January 2014

Pyszna, chrupiąca i kusząca. Surówka z czerwonej kapusty z pieczonymi buraczkami, jabłkiem i pomarańczą.


Ten kto jest dobrym (i wnikliwym) obserwatorem wie, że od kilku miesięcy czasu mam jak na lekarstwo, a właściwie to nie mam go wcale. Cierpi na tym blog, cierpię ja, cierpicie i Wy. Cierpią zleceniodawcy, bo jeszcze staranniej selekcjonuję spływające do mnie propozycje i wybieram tylko te najfajniejsze. I zawsze na szarym końcu jest On, Blog.Czy mam wyrzuty sumienia? Troszkę, bo chociaż wiem że nie muszę, to bardzo bym chciała bo a) lubię, b) chcę, c) sprawia mi to ogromną radość. I właściwie to tak tłumaczę się sama przed sobą, bo może po prostu jestem beznadziejna jeśli chodzi o organizację wolnego czasu? Ewa Chodakowska nie byłaby ze mnie dumna.

Wypadałoby ponęcić Was pączkami czy faworkami, ale niestety takich pokus i uciech musicie poszukać gdzie indziej. Słodyczy jemy niewiele, za to rozgrzewamy się zupami i chrupiemy sałatki. Dodatkowo od poniedziałku jestem na diecie bezglutenowej, ale o tym napiszę Wam w kolejnym poście.

Ostatnio usilnie poszukuję jarmużu i jak zwykle zamiast niego przynoszę do domu niewielką główkę czerwonej lub białej kapusty. Obie są wyśmienite, obie odpowiednio przygotowane zaspokoją najbardziej wymagające podniebienia. Trzeba tylko poświęcić im kilka minut i będą nie tylko chrupkie, ale także aromatyczne. A jeśli do kapusty dodamy upieczone buraczki? I soczyste jabłka? A może odrobinę soku z pomarańczy...?


1 mała główka czerwonej kapusty
1 mała czerwona cebula
spora szczypta soli
mała szczypta cukru lub ksylitolu
2 marchewki
2 kwaśne jabłka
3 duże upieczone (lub ugotowane) buraczki
1 pomarańcza
3 duże garście orzechów włoskich
5 łyżek soku z pomarańczy
4 łyżki oleju lub oliwy
2 łyżki miodu
2 łyżeczki soku z cytryny
Kapustę obierz z wierzchnich liści i drobno poszatkuj. Im kawałki będą cieńsze, tym sałatka będzie smaczniejsza. Cebule obierz i pokrój w cienkie piórka. Obie przełóż do miski, dodaj sól i ugniataj rękoma (załóż gumowe lub foliowe rękawiczki) przez 5 minut. Kapusta powinna zmięknąć. Wstaw miskę do lodówki na pół godziny i w międzyczasie przygotuj resztę składników. Marchewkę pokrój w cienkie plasterki, jabłka w kostkę (możesz je obrać jeśli nie lubisz skórki), z pomarańczy otrzyj skórkę, jej miąższ pokrój w kawałki, a buraczki obierz i pokrój w kostkę. Orzechy grubo posiekaj. Teraz przygotuj sos - wymieszaj skórkę i sok z pomarańczy, oliwę lub olej, miód oraz sok z cytryny i dokładnie wymieszaj. Wyjmij z lodówki kapustę z cebulą i dodaj do niej resztę składników. Polej całość sosem i dokładnie wymieszaj. Przed podaniem posyp orzechami. Z podanych proporcji wyjdzie porcja dla 4 osób. Przepis podpatrzyłam na stronie BBC GoodFood.
------
Around the kitchen table | 100% homemade. All rights reserved. Follow me on:

Tuesday, 21 January 2014

'Zwierciadło', luty 2014

Myślę, że już najwyższy czas by powrócić na łamy bloga. Minęły Święta, minął Nowy Rok, mija styczeń. Dużo wyjazdów, dużo pracy i dużo pozytywnej energii. Jeśli cały 2014 okaże się być tak samo dobry jak jego początek, będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Brak czasu zweryfikował wiele z mojej blogowej i fotograficznej pracy. Uważniej wybieram zlecenia, bo chcę cieszyć wolnymi weekendami. Nadal odrzucam propozycje reklamowe. Czas ucieka, życie jest krótkie, ale przecież tak samo piękne.

Mam nadzieję, że Wasz początek roku był wspaniały i że uśmiech nie schodzi z Waszych twarzy. 
Dziękuję że wciąż tu jesteście i pytacie o mnie. 

A dziś chciałabym Was zaprosić na łamy lutowego wydania magazynu Zwierciadło. Znajdziecie tam garść moich przepisów i zdjęć ku pochwale Ziemniaka. Bo to prawdziwy Król polskich stołów. Jeśli tylko dacie mu szanscę.

Do przeczytania!




------
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on:

Wednesday, 18 December 2013

Staropolski piernik dojrzewający po tuningu. Jutro pieczemy blaty, za 3 dni przekładamy je masą i powidłami.

Przepis uzupełniłam o kolejne etapy. Jutro musimy upiec blaty, by zdążyły skruszeć do Świąt. Ciasto po wyjęciu z lodówki będzie twarde, dlatego dobrze jest dać mu trochę czasu by osiągnęło temperaturę pokojową. Przy wałkowaniu będzie się lekko lepić, więc nie bójcie się posypać blatu mąką. Po upieczeniu mąkę można usunąć za pomocą pędzelka. Dla mnie ważną czynnością jest dokładne podzielenia ciasta na trzy równe części. Ciasto rośnie podczas pieczenia, więc od Was zależy jak wysoki piernik chcecie mieć. Ten ze zdjęcia Renaty jak dla mnie jest idealny dlatego użyję takiej samej formy jak Ona. Blaty po upieczeniu dobrze obciążamy, wtedy warstwy będą równe. Czyli znowu dokładnie tak jak lubię. Przepis na masę orzechową zaczerpnęłam ze starej Kuchni Polskiej z 1952 roku. Niestety autora nie znam. Blaty będę piekła jutro, zdjęcie zrobię w sobotę i pokażę Wam jak mi się upiekły. Upieczone blaty lecą ze mną do Polski i na miejscu z Mamą i Karoliną zajmiemy się etapem III i IV. Wtedy zrobię zdjęcie gotowego piernika i pochwalę się nim na łamach bloga.

No to co, pieczemy?

Po upieczeniu: piernik wcale nie urósł mi bardzo tak jak wyczytałam na innych blogach i jestem nieco rozczarowana. Chciałam mieć grubsze blaty. Myślę, że podzielę je na pół i złożę piernik z 6 części :) Winię za to ksylitol.

----
Dzisiejszy dzień był wspaniały. Czekałam na niego cały tydzień, bo najlepiej odpoczywam i relaksuję się w kuchni. Lubię mieszać w swoich rondelkach, kolejny raz układać formy do pieczenia, segregować papierowe torby i przyprawy. Nie raz słyszałam, że 'powinnam wyjść do ludzi', ale po całym tygodniu pracy marzę by zostać w domu i nic nie musieć. Wkładam luźne dresy, ciepłe skarpety i chowam się tam gdzie mi najlepiej. Każdy z nas odpoczywa inaczej. Ja odpoczęłam piekąc chleb i ciasto oraz gotując dwie zupy na kolejne dni. A na sam koniec nastawiłam ciasto na staropolski piernik dojrzewający. To dla mnie znak, że święta są tuż za rogiem. Specjalnie przygotowałam świeżą porcję przyprawy korzennej, wyciągnęłam z czeluści szafki schowany na tą okazję miód spadziowy i kupione wczoraj niewoskowane owoce cytrusowe. Przygotowanie piernikowego ciasta to po prostu coś pięknego. Korzenny zapach, który unosi się podczas mielenia przypraw, orzeźwiający i lekko szczypiący w nos aromat skórki ocieranej z cytrusów, łagodny zapach podgrzanego masła i lekko karmelowy zapach wrzącego miodu i cukru. Wszystko zamknięte w jednym korzennym cieście, cieście które kilkutygodniowego potrzebuje spokoju i odpoczynku w chłodnym miejscu.
Wiem, że znowu zrobiłam po swojemu ale czegoś mi w tradycyjnym przepisie brakowało. Jeśli boicie się mi zaufać, to po przepis klasyczny zajrzyjcie na blog Renatki, a jeśli tak jak ja lubicie szukać ideału to przepis poniżej poleca się Państwa uwadze. Dziś etap I, a kolejny już za kilka tygodni.

Pysznego poniedziałku!


STAROPOLSKI PIERNIK DOJRZEWAJĄCY
|na podstawie przepisu z książki "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole" autorstwa Marii Lemnis i Henryka Vitry|

Etap I - Przygotowujemy ciasto
(12 listopad, najpóźniej 10 grudzień)

500g prawdziwego, ciemnego miodu
1 szklanka ksylitolu (lub 1,5 szklanki cukru kryształu)
250g najlepszego masła
700g mąki pszennej typ 550
300g mąki żytniej typ 2000
4 jajka z wolnego wybiegu
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
2/3 szklanki zimnego mleka
1/2 łyżeczki soli
100g przyprawy korzennej (bez mąki i kakao)
3 łyżeczki startego korzenia imbiru
2 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej smażonej w cukrze
1 łyzka posiekanej skórki cytrynowej smażonej w cukrze
skórka otarta z 1 dużej cytryny
skórka otarta z 1 dużej pomarańczy

Miód, cukier i masło wkładamy do dużego garnka i podgrzewamy delikatnie prawie do wrzenia. Dodajemy imbir, skórki smażone w cukrze oraz skórki otarte ze świeżych owoców, zdejmujemy garnek z ognia i studzimy. Masa powinna być letnia, ale nie zimna ponieważ będzie kłopotliwa przy dodawaniu kolejnych składników. Sodę rozpuszczamy w zimnym mleku. Do ostudzonej masy dodajemy stopniowo mąkę, całe jajka, rozpuszczoną w mleku sodę, sól oraz przyprawę korzenną. Ciasto wyrabiamy dokładnie za pomocą miksera z mocnym silnikiem lub po prostu ręką. Ciasto na tym etapie będzie rzadkie i lekko klejące, ale w miarę plastyczna. Wyrobione ciasto przekładamy do kamionkowego lub emaliowanego garnka (bez odprysków), przykrywamy lnianą ściereczką i przenosimy w chłodne miejsce (piwnica, spiżarnia, lodówka), aby dojrzało. W trakcie leżakowania ciasto zgęstnieje do takiej konsystencji, że będzie można je rozwałkować, lekko podsypując mąką.

Etap II - Pieczemy piernikowe blaty
(19 grudnia)

Tego dnia pieczemy nasz piernik. Przygotuj formę o wymiarach 30cm x 25cm, a jej dno wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzej do 160C (tryb pieczenia góra/dół). Ciasto podziel na 3 równe części, najlepiej ważąc je na kuchennej wadze. Jedną część ciasta uformuj w prostokąt, rozwałkuj na wymiar dna foremki, wyrównaj boki i piecz przez przez 20 minut. Pod koniec pieczenia wbij w ciasto drewniany patyczek - jeśli będzie suchy pierwszy blat jest gotowy. Jeśli patyczek będzie oblepiony ciastem dopiecz je jeszcze przez kolejnych kilka minut. W ten sam sposób upiecz pozostałe blaty. Ostudź je, ułóż jeden na drugim (pozostawiając na spodzie każdego papier do pieczenia), zawiń szczelnie w folię aluminiową, połóż na wierzchu deską do chleba, a na desce ułóż kilka ciężkich książek. Tak opatulone blaty zostaw na 3 dni.

Etap III - Przekładamy nasz piernik masą i powidłami
(22 grudnia)

Masa orzechowa

250g orzechów (włoskich, migdałów, laskowych)
100g cukru pudru
125ml słodkiej śmietanki lub 2 białka
ziarenka wyskrobane z jednej laski wanilii
mały kieliszek rumu

dodatkowo słoik powideł śliwkowych lub dżemu z mirabelek

Orzechy prażymy w piekarniku, zawijamy w ściereczkę i 'poocieramy' o siebie, by pozbyć się skórek. Ostudzone mielimy w maszynce lub rozdrabniamy w blenderze. Dodajemy do nich cukier, śmietankę, wanilię i rum i dokładnie ucieramy. Zamiast śmietanki można dać białka - masa będzie trwalsza.

Blaty piernikowe rozpakowujemy i usuwamy papier. Kładziemy równo jeden na drugim. Bardzo ostrym i dużym nożem wyrównujemy wszystkie boki. Dolny blat smarujemy powidłami śliwkowymi, przykrywamy drugim blatem, a ten smarujemy masą orzechową (można zrobić na odwrót). Przykrywamy trzecim blatem, lekko dociskamy i zawijamy szczelnie w folię.

Etap IV - Oblewamy piernik polewą czekoladową
(23 grudnia)

300g dobrej, gorzkiej (lub deserowej) czekolady
60g miękkiego masła
opcjonalnie posiekane orzechy do posypania piernika

Piernik rozpakowujemy i ostrym nożem przekrajamy wzdłuż na dwa podłużne ciasta.Czekoladę siekamy. Na palniku stawiamy rondel wypełniony wodą (około 1/3), na nim ustawiamy mniejszy rondelek lub porcelanową miskę (nie powinna ona dotykać wody). Palnik włączamy i czekamy, aż woda się zagotuje. Wtedy zestawiamy rondel z palnika, dodajemy czekoladę i  rozpuszczamy ją, cały czas mieszając. Gotową masę odstawiamy na chwilę, aby nieco zgęstniała i następnie za pomocą szerokiego noża smarujemy nią wierzch i boki piernika. Dodatkowo możemy posypać wierzch piernika siekanymi orzechami. Pierniki odstawiamy do momentu, aż polewa zastygnie. Pamiętajmy by piernik szczelnie zwijać w folię aluminiową.

------ 
Around the kitchen table | happiness is homemade. All rights reserved. Follow me on: