
Dzisiejszy dzien minal mi szybko. Za szybko. To byl drugi sloneczny i cieply dzien w Manchester od niepamietnych czasow. Niestety jesli chodzi o pogode to nie dopisuje ona tutaj. I nie jest to mit. Moge to potwierdzic :)
W zwiazku z tym nie chcialam dzisiaj tracic czasu na gotowanie. Przypomnialam sobie o przepisie, ktory czekal w kolejce juz od jakiegos czasu.
O przepisie na danie lekkie, smaczne, a po zamianie kaszy kuskus na quinoa - z lekkim polskim akcentem.
Quinoa (tu cytuje za Wikipedia) to roslina uprawna, ktora pochodzi z Ameryki Poludniowej. Jest uprawiana od 5 tysiecy lat. Byla podstawowym pokarmem w panstwach Inkow i Aztekow. Ziarno komosy ryzowej (zwane quinoa lub ryz peruwianski) jest produktem wysokobialkowym. Mlode liscie sa jadalne, nadaja sie na surowki i salatki.
I juz tlumacze na czym polega ten polski akcent. Quinoa w smaku przypomina polska kasze jaglana, ale jest od niej lzejsza i bardziej delikatna. Poniewaz nie przepadam za makaronem, jest ona dla mnie dobra alternatywa dla ryzu, ktory potrafie zjesc zawsze i w kazdej ilosci.
Do tego pieczony baklazan, cukinia.. Mhmm..
Przepis pochodzi z pazdziernikowego Sainsbury's Magazine.
Pieczone warzywa z feta i quinoa
1 butternut squash (mozna zastapic batatem lub dynia)
1 baklazan
1 cukinia
10 pomidorow koktajlowych
2 lyzki orzeszkow piniowych
250 g quinoa
150 g sera feta (uzylam "Authentic Greek Feta" firmy FAGE)
garsc swiezych lisci miety
pokruszone chili
sol morska
oliwa z oliwek
Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. Obieramy i pozbywamy pestek butternut squash. Kroimy w grubsza kostke. Baklazana i cukinie kroimy w kostke bez obierania. Na blasze do pieczenia ukladamy pokrojone warzywa i solidnie skrapiamy oliwa z oliwek. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 25 minut. Na 10 minut przed koncem pieczenia do grillowanych warzyw dodajemy pomidorki koktajlowe. W miedzyczasie gotujemy quiona. W garnku gotujemy 500 g wody, solimy i dodajemy oplukana na sitku quinoa. Gotujemy przez 10 minut, zdejmujemy z palnika, przykrywamy i zostawiamy w spokoju do momentu, az cala woda zostanie wsiaknieta przez 'kasze'. Na suchej patelni prazymy orzeszki piniowe.
Upieczone warzywa mieszamy w garnku z quinoa, dodajemy posiekane liscie miety i doprawiamy swiezo zmielona sola i pieprzem. Na talerzu posypujemy potrawe pokruszona feta i prazonymi orzeszkami piniowymi.
Smacznego!



chyba spróbuje tej kaszy, jak piszesz że taka dobra
ReplyDeleterozumiem że proporcja wody do kaszy to 2do1, ale czy kaszy nie trzeba płukac przed gotowaniem (tak jak naszej jaglanej)?
Quinoa, obok amarantusa, jest najlepszym zbożowym źródłem białka, doskonale zbilansowanym pod względem aminokwasów egzogennych :)
ReplyDeleteAga-a
ReplyDeleteTak dokladnie na szklanke kaszy dajemy dwie szklanki wody. I pluczemy przed gotowaniem, ale to napisalam w przepisie:) Pozdrawiam
Anonimowy - dziekuje za porcje praktycznych porad:)
This comment has been removed by the author.
ReplyDeleteA mnie najbardziej w quinoa podoba się to, że jej ziarenka są niemal przezroczyste i takie drobniutkie. Przepis brzmi pysznie!
ReplyDeletePlowkowi sie skojarzyly te ziarenka z malymi Saturnami:)
ReplyDeletePozdrawiam Lisiczko:)
Bardzo, bardzo, baaaardzo podoba mi się ten przepis! Zapisuję do kajecika, inaczej zapomnę o przepisie, a byłoby szkoda...
ReplyDeleteAleż dobre wyszło! Pycha! Warto było. ;-) Dziękuję za przepis. :)
ReplyDeleteBardzo sie ciesze Malgosiu:) A Twoje zdjecia sa obledne!
ReplyDeletePrawda jest taka ze quinoa jest zwana zlotem Azteków.Rosnie w niezykłych warunkach i jest z rodziny prosowatych ja kasza jaglana.Jej fenomenem jest to ze posiada w sobie caly magazyn aminokwasow ,ktorych organizm ludzki nie potrafi wypodukowac samodzielnie.....dla laikow to nic nie znaczy bo oni zawsze znajda cos dla siebie u lekarza rodzinnego....Kulinarnie nie jest do zastosowania wprost bo jej zapach po ugotowaniu to jak mokra sloma....naprawe nie pachnie pieknie...dlatego trzba ja stosowac jako upychacz do wiekszych zastosowan.....miedzy innymi do falafeli,przepisu zamieszczonego na tym blogu.
ReplyDeleteSłoneczny Wietrze dziękuję pięknie za garść informacji. Będę miała więcej powodów na zastosowanie jej w kuchni. Następnym razem 'przyjrzę' się jej zapachowi bliżej bo przyznam że nie pamiętam czy pachniała aż tak źle :) Wiem jedno była naprawdę smaczna!
ReplyDeletePozdrawiam ciepło,
e.