Thursday, 4 September 2008

W poszukiwaniu smaków zastępczych



'Jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma'
Bardzo madra maksyma. Tylko czemu tak trudno ja wcielic w zycie?
Dzisiejszy wpis powstal w nastroju ogolnej smutnosci. Kazdy ma prawo miec dni gorsze i lepsze. Moj dzisiejszy dzien jest z gatunku tych gorszych. Nie zawsze uklada sie tak jak dokladnie bysmy tego chcieli. Czasami czlowiek musi zagryzc zeby i pogodzic sie z otaczajaca go rzeczywistoscia. Nie zawsze kolorowa.
Gdyby sie udalo uciec od tego wszystkiego co nam sie nie podoba, gdyby mozna bylo tak zwyczajnie pstryknac palcami i odwrocic wszystko o 180 stopni.

W takich chwilach moim azylem jest kuchnia. Lubie zatopic sie w przepisy i zupelnie odplynac myslami w swiat przypraw, smakow, zapachow...

W zeszly weekend udalo mi sie kupic bocwine.
Bocwina, zwana tez burakiem lisciowym (B. vulgaris convar. vulgaris) to odmiana buraka zwyczajnego, roslina jednoroczna z rodziny komosowatych. Pochodzi z Litwy. Jej liscie sa podobne do lisci buraka cwiklowego czy cukrowego, lecz z widocznymi ogonkami koloru czerwonego, zoltego lub bialego. Korzen ma walcowaty, czesto czerwono zabarwiony.
Wystepuje w dwu odmianach jako bocwina zwyczajna - bocwina wlasciwa (B. vulgaris convar. vulgaris var. vulgaris - z jej lisci przyrzadza sie zupy, surowki i salatki, uprawiana jest w niektorych rejonach swiata takze jako pasza) oraz bocwina szerokoogonkowa lub bocwina kardonowa (B. vulgaris convar. vulgaris var. flavescens, ma bardzo szerokie ogonki lisciowe, ktore sa jadane, podobnie, jak szparagi).

Przy okazji przeszukiwania zasobow Galerii Potraw natknelam sie na swietny przepis na botwinke zrobiona wlasnie z bocwiny. I tutaj moja milosc do tej potrawy dala znac o sobie - wszakze od dwoch lat botwinki nie smakowalam.
I oto co mi wyszlo.

Botwinka z bocwiny

600 ml wywaru warzywno-miesnego (kilka czesci kurczaka, marchew, korzen i nac pietruszki, seler, kawalek rzepy, cebula, lisc laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego, kilka ziaren pieprzu)
ok 600 g lisci bocwiny
4 ugotowane mlode buraczki
2 lyzki masla
150 g crème fraîche (mozna uzyc zwyklej kawasnej smietany)
2 jajka ugotowane 'na twardo'
sok z cytryny
sol
pieprz
koperek

W garnku o grubym dnie podsmazamy umyte i posiekane liscie oraz lodygi bocwiny. Dodajemy starte na tartce o grubych oczkach buraczki. Calosc chwile podduszamy na masle i zalewamy bulionem. Gotujemy ok 10 min lub do miekkosci posiekanych lodyg.
Zestawiamy z palnika i dodajemy sok z cytryny, co pozwoli odzyskac botwince zywy kolor.
Smietane o temperaturze pokojowej mieszamy w kubku z trzema lyzkami zupy i wlewamy do garnka. Doprawiamy sola i pieprzem do smaku. Posypujemy swiezym koperkiem i dodajemy czastki lub plasterki jajek.

Smacznego!

4 comments:

  1. Heej! Glowa do gory! Te 'gorsze' dni tez sa potrzebne, bysmy pozniej mogli docenic te 'lepsze' ;)
    A gotowanie/pieczenie faktycznie czasem bardzo pomaga.
    Twoja botwinka wyglada bardzo apetycznie, chetnie bym sie poczestowala :)
    Pozdrawiam!
    I zycze wielu dobrych, kolorowych dni! :)

    ReplyDelete
  2. Dziekuje Beo :*
    A na botwinke aka bocwinke zapraszam kiedy tylko zechcesz:)))

    ReplyDelete
  3. A mnie tez?:))) Zgadnij kto:P

    ReplyDelete
  4. a ja dodaję do tego talerzyk ugniecionych ziemniaczków polanych usmażonymi skwareczkami :D...ale mi narobiłas smaka Poleczko

    ReplyDelete

Dziękuję za odwiedziny :)

UWAGA - wszystkie komentarze są moderowane.
Komentarze złośliwie oraz zawierające SPAM są usuwane.