Sunday, 21 June 2009

Weekendowa Cukiernia #6 - Dymek z pianą i truskawkami



Pol roku temu zaczelo zmieniac sie moje zycie. Powoli, niezauwazalnie, ale jednak.
Kiedys wszystko mialam tak skrupulatnie zaplanowane.
Sobota - pranie, sprzatanie, wpis na blogu, piecznie, gotowanie i planowanie menu na caly tydzien.
Niedziela - spacer, moze zakupy, wypad do znajomych.
Poniedzialek - piatek - praca, silownia, dom.
I tak w kolko. Wszystko zgodnie co do minuty. Wieczorem przygotowywalam sobie ubrania na drugi dzien do pracy. Lunch gotowy w pudelku czekal, az zabiore go ze soba. I wieczny stres. Ze ciagle za malo, zbyt zle, niewlasciwie, z bledami.
Pol roku temu stalo sie cos, czego nikt nie mogl przewidziec. Cos co uswiadomilo mi, ze planowanie planowaniem, ale zycie i tak pisze nam scenariusze takie jakie samo chce.

W niedziele spalilam garnek. Jeden z trzech. Zostaly mi dwa - jeden wielki (jak na rosol czy bigos) i jeden maly rondel z grubym dnem.
W poniedzialek rano zaspalam do pracy. Obudzilam sie za piec 9-ta (o tej porze powinnam juz siedziec za biurkiem). Pierwszy raz od 6 lat, czyli od czasu kiedy pracuje.
Kiedys oplakiwalabym ten garnek pol dnia, w pracy spozniona spalilabym sie ze wstydu, a w glosna muzyke sasiadki wsluchiwalabym sie do rana niemogac zasnac.

Ale zwolnilam, wyluzowalam. Zrozumialam, ze na tak wiele rzeczy nie mamy wplywu, wiec po jakiego grzyba mam sie na darmo denerwowac i psuc sobie zdrowie?
Nic sie nie stanie, gdy odkurze mieszkanie w niedziele (tak jak dzisiaj), gdy wstaniemy godzine pozniej (dzisiaj rano ogladalismy Gladiatora lezac w lozku i jedzac grzanki z szynka i z serem), a wpis na blog zrobie w niedziele (wlasnie jestem w trakcie).
I wiecie co? Jest mi tak lepiej. Jestem zdrowsza, spokojniejsza, wyluzowana.
Wlasnie zagniotlam ciasto na bulki Micha i bardzo sie usmialam, gdy co chwile wypadaly mi z niego kawalki fig, ktore usilnie probowalam w to ciasto wgniesc. A jeszcze niedawno pewnie stalabym przy blacie kuchennym i klela na te figi pod nosem.
Nie. Nigdy wiecej.
Za oknem szaro - co z tego? Jeszcze bedzie cieplo i slonecznie. Na czole pryszcz - jak juz sie zrobil to niech sobie zyje. Na kuchence pyrkocze rosol z wczoraj - bardzo dobrze mam obiad z glowy i moge poczytac ksiazke.
A na deser po sniadaniu? Pyszne ciasto od Edysi w ramach Weekendowej Cukierni #6.

Edysiu dziekuje za super przepis. Polowek wczoraj wieczorem twierdzil uparcie ze nie jest glodny, kanapek nie chcial, a zjadl cztery kawalki.





Dymek z piana i truskawkami (proporcje dostosowane do tortownicy o srednicy 20cm)

2 szklanki maki pszennej
4 zoltka
1 kostka masla
3 lyzeczki cukru pudru
1 lyzeczka proszku do pieczenia

450g truskawek
1/2 lyzki kakao

4 bialka
1 szklanka drobnego cukru
2 lyzki maki ziemniaczanej
1 lyzeczka soku z cytryny

Make przesiekac z margaryna, nastepnie dodac zoltka, proszek do pieczenia i cukier puder. Zagniesc ciasto (jesli jest zbyt lepiace, mozna jeszcze podsypac maka.
Gotowe ciasto podzielic na pol. Jedna czesc ciasta owinac folia spozywcza i wlozyc na godzine do zamrazalnika.
Druga czesc rozwalkowac i wylozyc na natluszczona tortownice o srednicy 20cm. *Podpiec do zbrazowienia.
Truskawki oplukac, osuszyc, usunac szypulki. Pokroic na polowki i ulozyc na ciescie przecieciem do dolu.
Kakao wsypac do sitka i oproszyc nim truskawki.
Bialka ubic na sztywna piane ze szczypta soli, wciaz ubijajac wsypywac powoli cukier, a pod koniec make ziemniaczana i sok z cytryny.
Ciasto wyjete z zamrazalnika podzielic na dwie rowne czesci. Jedna zetrzec na tarce o duzych oczkach na truskawki. Na to nalozyc piane i na nia zetrzec druga czesc zamrozonego ciasta.
Wstawic do nagrzanego piekarnika i piec okolo godziny w 180ºC.

Smacznego!

*Po rozmowie z Alcia i Malgosia zdecydowalam sie podpiec spod ciasta.

A propos pryszcza na czole, to Polowek przypomnial pewnien wierszyk: 'Czarna krowa w kropki bordo gryzla trawe krecac morda' :)))))





16 comments:

  1. O! i to jest bardzo dobre podejście do życia. Nie brać codzienności na siłę, ale z niej korzystać :)*

    ReplyDelete
  2. Bo grunt to zdrowym być moja Droga. To pierwsze primo. Drugie primo jest takie, że dom jest do mieszkania a nie do sprzątania. I trzecie primo: wolę takie z niepodpieczonym spodem i mokrzejszą pianką;) Ale Twoje też jest OK:-*

    ReplyDelete
  3. Ależ Polko, nie posądzałąm cię o takie podejście. Dobrze, że już ci przeszło ( ja to nazywam: jesteś już zdrowa). Mi tak się stało, gdy raz zgubiłam wszytkie rachunki do zapłacenia i musiałam czekać na ponaglenia, by je ostatecnie zapłacić. A może wtedy, gdy wzięłam niechcący piżamę taty w teczce do szkoły...Nie wiem, to przychodzi i odchodzi.Zdjęcia piękne, choć ja nie jestem fanką ciast z truskawkami. A pleśniaka (dla mnie to pleśniak i już) lubię z jabłkami i śliwowym powidłem. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  4. Polko, ja właśnie uczę się tego spokoju od mojego męża, który po prostu ten spokój ma we krwi i doszłam do wniosku, że ja też tak chcę:)
    A powiedz mi , jeśli to nie tajemnica, co się takiego stało przełomowego, że tak wyluzowałaś?
    A ciasto okrągłe też chciałam zrobić, ale w końcu stanęło na prostokącie. Też robiłam z 4 jajek:)

    ReplyDelete
  5. No nareszcie doczekałam się na Twoją wersję dymka :) Ślicznie mu w takiej małej formie, a wyrósł wspaniale! O tym, że bardzo, ale to bardzo się cieszę że go upiekłas i że Wam smakowało, to na pewno wiesz :)

    Dlaczego podpiekałaś dolną część ciasta? Nie było za bardzo spieczone po upieczeniu całości?

    ReplyDelete
  6. Jasne - Polko - nie na siłę, lecz na siłownię ;)
    Ja tam nad niczym nie panuję i żyję w wiecznym stresie, ale gdybym miała całą energię życiową przeznaczyć na porządkowanie mojego świata - to wolałabym się nie narodzić. Moje panujące nad wszystkim koleżanki są chude (hm, może to dobra metoda?), wredne, sfrustrowane i... nie mają żadnych z tego uporządkowania gratyfikacji ("jestem barrrrrdzo zadowolona, świetnie zorrrrganizowana i nie mam czasu na lekturrrrry"- warczy jedna nade mną, kiedy spokojnie opowiadam o tym, co przeczytałam...)

    Ciasto Twoje piękne jak zwykle. A jaka pierzynka z białek!

    ReplyDelete
  7. sliczna ta pianka :)) taaaka wysoka, tez bym zjadla 4 kawalki a moze i 5:))
    ze mnie jest straszliwa planara, planuje wszytsko... od wyjscia z domu po zawsze dokladna liste zakupow i ilosc czasu jaka mam prezznaczyc na dana rzecz... masakra...:P, to czasem przeszkadza ale qurcze jakos nie moge sie tego ,,planerstwa,, pozbyc :))

    ReplyDelete
  8. Hehe... nie wiem co znaczy tak wszystko planować. Lubię lekki nieład, choć czasami bywam uporządkowana aż do przesady. Na całe szczęście L. nie jest aż takim bałaganiarzem jak ja i uzupełniamy się doskonale :-)
    Co prawda kiedyś też porządki w sobotę były na pierwszym miejscu, teraz uważam, że szkoda wolnego dnia na zawracanie sobie głowy JAKIMŚ sprzątaniem. STARAMY SIĘ utrzymywać porządek na co dzień. Wychodzi... raz lepiej, raz gorzej, ale weekendy są wolne ;-)

    I duuuużżooo luuuzuuu... polecam :)

    ReplyDelete
  9. Polko, fantastyczny wpis! :)) Super podejście i świetne ciacho!:) Buźka:***

    ReplyDelete
  10. Ale ci wyrosła beza:)
    Jestem wstrząśnięta,nie mieszana:)

    ReplyDelete
  11. Poleczko, Ty wiesz co jednak to bym z tym pryszczem nie wytrzemala :-)
    Ale serio: wpis super, po poprzednim takiego mi brakowalo - trzymam kciuki za Twoje nieuporzadkowanie, za ciasta nie musze bo sa nadal cudne! A do tego toz to ciasto z Bunkra Sztuki, jeee!
    :***
    PS. Za kass zapytam czy to byl jakisz szczegolny moment?

    ReplyDelete
  12. Bardzo mi się podoba twój Dymek ( taka pianka !!!!!) a jeszcze bardziej to co napisałaś przed dymkiem :))))) Polka tak trzymać :))))

    ReplyDelete
  13. Ojej, a ja znów wstydziłam się o to spytać, na szczęscie przede mną były inne wscibskie i bardziej odwazne :PPP

    JAki by to nie był moment, dobrze, że Cię tak odmienił, bo naprawdę nie ma sensu tracić zycia na złoszczenie się na drobiazgi. Choć sama nie zawsze o tym pamiętam...

    He he, śliczny komplement Ci BAsia dała, o tym Bunkrze Sztuki :)

    Miodzio!

    I buziol na koniec.

    PS nową stronę oglądam!

    ReplyDelete
  14. I u Ciebie taka cudna piana!!! Dlaczego mi nigdy taka nie wychodzi...:-(((

    A wiesz, ja mam odwrotny problem, kompletny brak zorganizowania...skutek jednak ten sam, stres i wieczne niezadowolenie, chyba pora to wreszcie zmienić ;-) Ściskam mocno!!! :-*

    ReplyDelete
  15. jaka piękna beza na wierzchu...

    ReplyDelete
  16. Upiekłam :) Wspaniałe! I choć miałam "małą" wpadkę to wiem, że piec je będę jeszcze nie raz :)

    A BTW to jak obiecałam, właśnie nadrabiam zaległości w Cukierni :)
    Buziaki :*

    ReplyDelete

Dziękuję za odwiedziny :)

UWAGA - wszystkie komentarze są moderowane.
Komentarze złośliwie oraz zawierające SPAM są usuwane.