
Idac za ciosem blogowania wklejam bulki, ktore wynalazl dla nas Mich w ramach Weekendowej Piekarni #36. Tak przeczuwalam, ze bedzie to cos extra, ale nie sadzilam ze AZ tak extra.
Smak bulek jest genialny. Smakuja pysznie i z dojrzewajaca szynka, i z serem plesniowym, i z imbirowo-gruszkowym dzemem. Smakuja pysznie same z maslem.
Podejrzewam ze moja wersja jest ciut ciezsza niz Wasze, bo jedyna maka zytnia jaka jest dostepna tutaj ad-hoc to maka zytnia razowa, wiec musialam pokombinowac troche z proporcjami. Ostatecznie zmieszalam ja pol na pol z maka pszenna chlebowa. Reszta proporcji pozostala taka sama. Ciasto fajnie sie wyrabialo. Bylo elastyczne i nie kleilo sie do blatu. W miare wyrabiania stawalo sie super sprezyste. Figi dodalalam na samym koncu wyrabiania. Troche mialam klopotu by ladnie wgniesc je w ciasto, ale sie udalo. Troche techniki i cierpliwosci i mozna cuda piec :)
Ciasto wyrastalo dwa razy. Pierwsze wyrastanie trwalo okolo 1.5 godziny, pozniej ciasto odgazowalam, podzielilam na czesci, uformowalam bulki i zostawilam na kolejna godzine. Mysle ze to podwojne wyrastanie nadalo im dodatkowej lekkosci. Troche sie balam, ze wyjda ciezkie gniotki, ale z piekarnika wyjelam pieknie pachnace i delikatne, lekko slodkie buleczki.

Co do wczorajszego posta to musze Was lekko rozczarowac, ale reszte historii pozostawie dla siebie. Nie jest to cos, o czym chcialabym pisac publicznie na forum, chyba ze wszystko sie wkoncu wyprostuje i ulozy. Wtedy Wam powiem, dobrze?
Dzisiejszy poranek mija mi strasznie leniwie. W zasadzie nie chce mi sie zabrac do pracy i od godziny zastanawiam sie co by tu robic zeby sie nie narobic ;) Wiem, ze w koncu moje lenistwo obroci sie przeciko mnie samej, ale ja tak bardzo nie lubie poniedzialkow. Zwlaszcza, ze wczoraj do poznej nocy ogladalismy film za filmem - miedzy innymi Le Fabuleux Destin d'Amélie Poulain (w rezyserii Jean-Pierre Jeunet), ktora odkrylam zupelnie na nowo. Kiedys ten film wydawal mi sie zupelnie oderwany od rzeczywistosci i nie moglam przez niego przebrnac. Po wczorajszym wieczorze jestem nim oczarowana. A wlasciwie nia, Amelia. I tak sobie mysle, ze wszystko zawsze jest brane tak strasznie na serio. Malo jest miejsca na wariactwo, niepowage i taka dziecieca, nieudawana radosc. Bo przeciez w pewnym wieku juz nie wypada. Bzdura. Mysle, ze kazdemu z nas odrobina szalenstwa jest jak najbardziej potrzebna. A idealem jest, jesli mamy dookola siebie Przyjaciol, ktorzy tak jak my maja ochote sie powyglupiac.
No i znowu sie rozpisalam, a mialo byc o bulkach! Jesli przebrneliscie przez ten esej to gratuluje :) Nagroda jest uscisniecie dloni Prezesa klubu sportowego Tecza, a po odbior nagrody zapraszam osobiscie. Wyslanie nagrod poczta nie bedzie rozwazane.
Mich & Alcia dziekuje Wam za kolejny i genialny odcinek Weekendowej Piekarni! Tworzycie razem zgrany Team :)

Bułki pszenno-zytnie z figami (przepis lekko zmodyfikowany)
10 dag suszonych fig
1 2/5 szklanki wody
1 lyzeczka suszonych drozdzy (nie uzywam drozdzy instant)
1.5 szklanki maki zytniej razowej
1.5 szklanki maki pszennej chlebowej
1 lyzeczka soli morskiej
Posiekac drobno figi i zagotowac z woda. Odstawic do ostudzenia (37 stopni C).
Odlac 2/5 szklanki ostudzonej wody z fig, wlac do miski i rozetrzec w niej drozdze. Zostawic na 10 minut.
Figi odsaczyc na sitku, a wode zachowac.
Wymieszac w misce oba rodzaje maki z sola, wlac rozmieszane z woda drozdze oraz wode z fig. Wyrobic ciasto, az bedzie gladkie i sprezyste (okolo 1o minut), przykryc szczelnie folia i zostawic na 1.5 godziny w cieplym miejscu.
Po tym czasie ciasto odgazowac i podzielic na 10 czesci. Z kazdej czesci uformowac bulki i ulozyc na blasze zlaczeniami do dolu.
Przykryc folia i zostawic do ponownego wyrosniecia (bulki powinny podwoic objetosc).
Nagrzac piekarnik do temperatury 200 stopni C, spryskac jego scianki woda, wstawic bulki i piec okolo 22-25 minut.
Smacznego!




Polko Twoje bułki są prześliczne! :) Przeczytałam wszystko :) Podoba mi się Twój styl pisania :)
ReplyDeleteBuźka serdeczna :***
Ps. Na zdjęcia Twoje też wchodzę:)
No ,pani Polko bułki pierwsza klasa ,no ,no :)))
ReplyDeleteA wiesz co ,lubię tą twoją pisaninę ,taki fajny felieton można rzecz ,a przy poniedziałku to bardzo miło mnie nastroił na dalsza część tygodnia :))))
pyszne musialy byc,musze w koncu zaczac cos piec :))bo nie ma,jak w niedziele swieze ,pyszne buleczki na sniadanie :)
ReplyDeletecudowne bułki! juz mam ochote na nastepną porcje:))
ReplyDeletePoleczko, ależ Pani Prezes! Ciekawy wpis zawsze mile widziany! Po uścisk Pana Prezesa klubu Tęcza chętnie się zjawię. :)
ReplyDeleteBułeczki to Pani upiekła piękne. W konkursie Miss mogłyby startować. :) I powiem Pani, że wczoraj piekłam je po raz drugi i użyłam właśnie mąki żytniej razowej i bułeczki wyszły nie mniej rewelacyjne (a może właśnie jeszcze lepsze), niż te na zwykłej mące żytniej. Więc wiemy, wiemy, jak to smakuje i ściskamy dłoń w piekarniczym pojednaniu. :)
Psze Pani, ho ho ;))
ReplyDeleteja mam do Micha wlasciwie jedno zdanie:)
ReplyDeleteprzepis wybrales wysmienity, dodatek fig jest genialny! dzieki :)
a Polce dziekuje, ze nam upiekla te pyszne buleczki :)
Polowek
A ja lubię jak się rozpiszesz, bo Ciebie się bardzo, ale to bardzo przyjemnie czyta :-)))Bułki cudne i żałuję, że nie mogłam się przyłaczyć, bo bardzo chciałam. A Amelię uwielbiam, to jedyny film, który mogę oglądać nieskończoną ilość razy ;-)
ReplyDeleteŻyczę pomyślnego zakończenia historii, cokolwiek to jest...A wiesz, w moim życiu też ostatnio wydarzyło się coś przełomowego, co zmieniło mnie już chyba na dobre ;-)
Poleczko! zazdrosze buleczek:) sa wspaniale! dasz gryza zestresowanej podrozniczce:P?
ReplyDeletepozdrawiaam:*
Zeżarło komentarz, hm... Ja bym sobie taką bułkę zeżarła, ale figi ze sklepów wywiało. Może poszukam?
ReplyDeleteA Amelia? - Super! Kupiliśmy kiedyś koleżance krasnala, ale nie chciała do ogródka. Widać źle rozpoznaliśmy marzenia ;)
ja to całe zycie zastanawiam sie co by tu robić, żeby się nie narobić więc doskonale cię rozumiem ;)
ReplyDeletea o dokończenie historii poprosze przy owym oblewaniu mojego tytułu magazyniera ;)
to kiedy co?
Komentarz może być tylko jeden - WARIACI jesteście i tyle! Nabrałem koloru z tego przejęcia i wyróżnienia. Dzięki
ReplyDeleteps. Gdzie jest Polka z trójkątem z ciasta?
Rynek zamojski ładny ale żeby tak plecami się do nas wystawiać? Byłem tam, byłem
Prędzej czy później wszystko się prostuje... Przynajmniej tak sobie powtarzam, bo inaczej to bym zwariowała :)
ReplyDeleteA Amelię uwielbiam. Zawsze wprawia mnie w dobry nastrój i pozwala spojrzec na świat z innej strony. I ta muzyka!!! Mam tę płytę, cudownie poprawia nastrój.
Usciski, Pollllleczko :)*
Ja to lubię te Twoje zdjęcia :)
ReplyDeleteA propos Jean-Pierre Jeunet'a - "Delicatessen" widziałaś? ;))