Saturday, 28 February 2009

Gra Anioła - Rosół z Jerezem



Kiedy nastepnym razem, bedziesz chcial uratowac jakas ksiazke, nie ryzykuj zycia... Zaprowadze Cie do tajemnego miejsca, gdzie ksiazki nigdy nie umieraja i nikt nie moze ich zniszczyc.

'David Martín, siedemnastoletni dziennikarz kroniki wypadków w barcelońskim dzienniku “La Voz de la Industria” marzy o wielkiej literaturze. A ma ku temu powody, bo talentu mu nie brakuje, o czym przekonany jest Pedro Vidal, jego mentor, felietonista i pisarz. Z jego to rekomendacji młody dziennikarz otrzymuje zlecenie napisania w trybie awaryjnym opowiadania do świątecznego numeru.
Z zadania wywiązuje się na tyle zadowalająco, że otrzymuje kolejne zamówienia, wreszcie zlecenie publikowania w odcinkach powieści “Tajemnice Barcelony”. Pewnego dnia David otrzymuje list od Andreasa Corellego, paryskiego wydawcy i admiratora jego talentu. W liście Corelli nie tylko wyraża swój podziw, ale zarazem zaprasza młodego pisarza do jednego z najlepszych barcelońskich domów uciech. David korzysta z zaproszenia, by spędzić tam niezwykłą noc w ramionach pięknej i tajemniczej kurtyzany. Gdy następnego dnia wraca do lokalu natrafia na zarosłe chwastami zgliszcza. W pobliskim barze dowiaduje się, że lokal spłonął pięć lat temu.
“Tajemnice Barcelony” odnoszą sukces i przysparzają dziennikowi czytelników, ale i powiększają szeregi zawistnych kolegów, którzy doprowadzają do zwolnienia Davida Martína z redakcji. Wspierany przez Pedro Vidala postanawia całkowicie oddać sie pracy pisarskiej. Podpisuje wieloletnią umowę z wydawnictwem Barrido i Escobillas na powieść w zeszytach zatytułowaną “Miasto Przeklętych”, którą publikować będzie pod pseudonimem Ignatius B. Samson. Po wielu latach wyczerpującej pracy David przekonuje swych wydawców, iz należy mu się rok wypoczynku i pomoc z ich strony na wydanie już nie brukowej, ale wreszcie ambitnej powieści. Wydawcy, acz niechętnie, ale przystają na to.
Ów rok urlopu od pisarskiego kieratu okazuje się dla Davida rokiem zwrotnym: udaje mu się zbliżyć do miłości swego życia, Cristiny Sagnier, ale właściwie tylko po to, by spłacić dług wdzięczności wobec Pedro Vidala i dokończyć za niego (a właściwie napisać mu, choć bez jego wiedzy) od dawna obmyślaną przez przyjaciela powieść, nie rezygnując z pisania własnej książki. Obie książki ukazują sie niemal w tym samym czasie. Powieść Pedro Vidala zostaje przyjęta przez środowiska literackie z entuzjazmem. Książka Davida (pierwsza książka wydana wreszcie pod własnym nazwiskiem) zostaje właściwie przemilczana. Cristina Sagnier wychodzi za mąż za Pedro Vidala. Na domiar złego David dowiaduje się, że toczy go śmiertelna choroba i przed sobą ma zaledwie kilka miesięcy życia.
Wówczas przypomina o swoim istnieniu Andreas Corelli, który proponuje Davidowi przyjęcie niezwykłego wyzwania literackiego. W grę wchodzi ogromna kwota, powrót do zdrowia i sława. Nieśmiertelna sława. David podejmuje grę.'

Zrodlo: Gra Aniola

- Wszystko w porzadku?
- Nic mi nie jest. Po prostu troche zmarzlem.
- Mam ugotowany rosol; swietnie panu zrobi. Niech pan szybko wchodzi.
Ujela mnie za ramie i poprowadzila w strone galerii
- Isabello, nie jestem inwalida.
Puscila mnie zawstydzona.
- Przepraszam.
Nie bylem w nastroju, by toczyc boje z kimkolwiek, a juz najmniej z moja uparta asystentka, pozwolilem wiec zaprowadzic sie na fotel i opadlem na niego jak worek kosci. Isabella usiadla naprzeciwko i przyjrzala mi sie zaniepokojona.
- Co sie stalo?
- Nic. Nic sie nie stalo. Ponoc czeka na mnie filizanka rosolu.
- Juz podaje.
Wyskoczyla do kuchni, skad zaczely dochodzic mnie odglosy krzataniny. Odetchnalem gleboko i zamknalem oczy, by po chwili uslyszec zblizajace sie kroki Isabelli.
Podala mi ogromna, dymiaca bulionowke.
- Przeciez to wieksze od nocnika.
- Prosze to wypic i nie wyrazac sie.
Powachalem rosol. Pachnial smakowicie, ale nie chcialem okazywac sie zbyt ukladny.
- Dziwnie pachnie - powiedzialem - Z czego to?
- Pachnie kurczakiem, bo jest z kurczaka, z sola i odrobina jerezu*. Smacznego!
Upilem nieco i wyciagnalem bulionowke ku Isabelli. Pokrecila glowa.
- Do dna!
Westchnalem i upilem kolejny lyk. Niestety rosol byl smaczny(...)**'




Rosol z Sherry (Jerezem)

4 litry wody
1 kurczak 'free range' (z wolnego wybiegu)
3 marchewki
2 pasternaki
2 lodygi selera naciowego z liscmi
2 cebule
3 cale zabki czosnku
1/2 duzej rzepy
3 grube szczypiory z cebulkami
pol natki pietruszki
1/2 lyzeczki tymianku
1/2 lyzeczki suszonego imbiru
1/2 lyzeczki pieprzu cayenne
cztery ziarna ziela angielskiego
pieprz cytrynowy
sol
kilka kropel sosu sojowego
szczypta kurkumy
1 lyzka stolowa bulionu w proszku (uzywam organicznego, veganskiego bulionu Marigold bez drozdzy i glutenu, ze zredukowana iloscia soli)
Sherry (Jerez) - po lyzce na kazda porcje rosolu

Do duzego garnka wkladamy oplukanego kurczaka, marchewki przekrojone na pol, psternaki przekrojone na pol, lodygi selera naciowego pociete na kilka czesci, cebule przekrojone na pol, czosnek, rzepe podzielona na mniejsze kawalki, szczypior, natke i nastepujace przyprawy: tymianek, imbir, pieprz cayenne, ziele angielskie i pieprz cytrynowy, zalewamy woda i gotujemy na wolnym ogniu ok 2 godziny. Po tym czasie wyjmujemy ugotowane warzywa i mieso i dodajemy sos sojowy, kurkume, bulion w proszku i sol. Rosol odcedzamy przez sito i ewentualnie doprawiamy do smaku. Przelewamy do bulionowek,dodajemy Sherry (Jerez) i posypujemy szczypiorem i natka pietruszki.

Smacznego!



*Jerez, Sherry, Xérès: Three Names, One Wine (trzy nazwy jedno wino)
Zrodlo: Di Wine Taste

Jerez - Sherry lub Xérès (pod takimi nazwami znane jest poza rejonem swojego pochodzenia) to hiszpanskie wino wzmocnione (ok. 16-20% alkoholu) pochodzace z Andaluzji, z rejonu Jerez de la Frontera.' Zrodlo: Wikipedia

** 'Gra Aniola' Carlos Ruiz Zafón

Przepis bierze udzial w zabawie Pinos 'W kuchni panny Marple'

W kuchni panny Marple

Weekendowa Piekarnia #21 - Chleb z pasternakiem i sezamem



W ten weekend Gospodynia jest sama organizatorka calej zabawy - Margot, a na wspolne pieczenie wybrala dwa przepisy - Ciemny wiejski chleb & Chleb z dodatkiem selera i sezamu . Oba przepisy pochodza z niemieckojezycznego (brrr) bloga niejakiej Pani Petry. Na szczescie Margot podala oba przepisy juz po polsku. Uffff! Co prawda przetlumaczyc to moze i bym przetumaczyla, ale mialabym dreszcze :)

No dobrze ale do rzeczy. Mialam chetke na oba chleby, ale we dwojke nie damy rady zjesc obu bochenkow w tym samym czasie. Mnie bardziej skusil chleb z dodatkiem selera, wiec postanowilam ze upieke wlasnie ten. Wczoraj pod koniec pracy przepis sobie wydrukowalam i z tymze przepisem w reku poszlam na zakupy. Ja nie wiem jak to sie stalo, ze czytajac SELER wbilam sobie do glowy PIETRUSZKA. A ze pietruszki tutaj nie uswiadczysz zakupilam 500g pasternaka. Potem plulam sobie w brode ze jestem niezorganizowana, po czym uswiadomilam sobie, ze tak jak korzenia pietruszki ze swieca szukac, tak o korzeniu selera moge pomarzyc.
Moim drugim pomyslem bylo zastapienie drozdzy zytnim zakwasem. Pomysl swietny, chleb wyrosl tylko... pierwsza faza wyrastania trwala ponad 3 godziny. W miedzyczasie ze dwa razy przysnelam, a gdy chleb wyrosl wstalam, uformowalam kule, wsadzilam ja do miski, miske do folii, miske w folii do lodowki i poszlam spac. Dzis ok. godziny 9 mialam wstac (w sobote nic nie zgoni mnie z lozka przed 9-ta) i chleb piec. Niestety wstalam 3 godziny wczesniej z pomoca nasze uroczej Sasiadki z dolu, ktora lubi w weekendy imprezowac, po czym impreze zawsze przynosi ze soba do domu ze wszystkimi jej uczestnikami. O jaka bylam zla! Ubralam sie, zeszlam na dol, pukalam, pukalam i nic. Wrocilam na gore i z muzyka 'w tle' zabralam sie za pieczenie mojego chleba. Tym sposobem ok. godziny 7-ej wyjelam z piekarnika pieknie pachnacy bochenek. Dalam mu chwile na to, by ostygl i zabralam sie za robienie zdjec, w miedzyczasie schodzac drugi raz na dol. Sasiadka znow nie otworzyla wiec juz (prawie) calkiem rozbudzona i zla jak osa chleb rozkroilam (niestety za szybko co widac na drugim zdjeciu), sfotografowalam i zjadlam pol kromki, cztajac wiadomosci na portalu Gazeta.pl. W miedzyczasie zeszlam na dol po raz trzeci i.. sukces! Pani Sasiadka ledwotrzymajacasienanogach otworzyla mi drzwi, po czym sobie 'porozmawialysmy' bardzo przeprosila (po raz czwarty w przeciagu ostatnich dwoch tygodni), muzyke sciszyla, ja wrocilam na gore i poszlam spac. I to cala historia :)

Oryginalny przepis u Margot, ja podaje swoj lekko zmodyfikowany

Chleb z dodatkiem pasternaka i sezamu

250g zakwasu zytniego
250g maslanki
12g soli
250g maki pszennej chlebowej
250g maki pszennej razowej
20g masla
200g pasternaka, obranego i startego na wiory
50g sezamu – uprazonego
1 jajko do posmarowania chleba
sezam do posypania

Sezam uprazyc na suchej patelni. Do miski wsypac obie maki, zalac je maslanka i wymieszac dokladnie. Miske przykryc folia i zostawic na pol godziny (autoliza). Nastepnie wierzch ciasta posypac sola i dodac zakwas, sezam i starty pasternak. Wyrobic ciasto recznie (metoda bertineta) przez ok. 5 minut. Nastepnie dodac maslo pokrojone w platki i wyrabiac kolejne 5 minut. Gotowe ciasto lekko odgazowac i uksztaltowac kule. Wlozyc do lekko naoliwionej miski i zostawic do wyrosniecia w cieplym miejscu na 3 - 3.5 godziny. W tym czasie ciasto dwukrotnie zlozyc. Wyrosniete ciasto lekko odgazowac, uformowac okragly bochenek, wlozyc do miski (zlaczeniami do gory) przykryc folia i wstawic na noc do lodowki. Na drugi dzien chleb wyjac na lopate, posmarowac jajkiem, posypac sezamem, naciac wedle uznania i wstawic do rozgrzanego piekarnika. Piec z para i na kamieniu w temperaturze opadajacej - 20 minut w 220 st.C, kolejne 20 minut w 200 st.C i ostatnie 20 minut w temp. 180 st.C. Chleb studzic na kratce.

Smacznego!




Tuesday, 24 February 2009

Shrove Tuesday (Pancake Day)!



Postanowilam, ze przyblize Wam troszke angielskiej tradycji. Skoro tu mieszkam, pracuje i zyje, nie wypada mi byc totalna ignorantka :) Wszakze jak kazda kultura i ta, angielska ma cos wartosciowego do przekazania.

Kazdy narod ma cos 'swojego' - my Polacy mamy Tlusty Czwartek, Anglicy natomiast maja swoj Shrove Tuesday- otatni wtorek przed Popielcem. Slowo shrove jest druga forma staroangielskiego wyrazu shrive, ktory doslownie oznacza wyznanie wszystkich grzechow. Dzien ten potocznie zostal nazwany Pancake Day (Dniem Nalesnika) i wypada pomiedzy 2-gim dniem lutego, a 9-tym dniem marca w zaleznosci od dnia, w ktorym przypada Wielkanoc.

Ale czemu akurat nalesniki? Prosta sprawa. W brytyjskiej kulturze Post to nie tylko wyrzeczenie sie miesa, ale rowniez mleka, masla i jajek. Chodzilo wiec o przygotowanie takiej potrawy, ktora wykorzysta te produkty, ktore nie beda jedzone przez kolejne 40 dni.

Pancake Day , zwany rowniez Pancake Tuesday (Nalesnikowym Wtorkiem) jest obchodzony rowniez w Irlandii, Australii, Nowej Zelandii, Indiach oraz w Kanadzie. Tradycyjny angielski nalesnik jest troszke cienszy niz francuski crepe i jest serowowany natychmiast po usmazeniu, a tradycyjne nadzienie, to gulasz miesny. Obecnie bardzo popularne sa nalesniki jedzone na slodko, posypane drobnym cukrem do wypiekow i polane odrobina soku z cytryny (dla porownania kanadyjskie nalesniki sa zazwyczaj polane syropem klonowym).

W lutowym numerze miesiecznika Kuchnia ukazal sie dosc spory artykul o angielskim Pancake Day. Oto jego fragment:

‘W każdy ostatni dzień karnawału, począwszy od roku 1753, szef kuchni przerzuca wielki naleśnik przez poprzeczkę, na której w XVI wieku wisiała kurtyna odgradzająca Under School (dla dzieci do 11. roku życia) od Upper School (dla młodzieży). O ten naleśnik odbywa się regularna walka, trwająca dokładnie minutę. Czas kontroluje sam dziekan. Kibicują nauczyciele, uczniowie (oczywiście ci nie biorący udziału w polowaniu na naleśnika) oraz szacowni goście - nierzadko bywają to członkowie brytyjskiej rodziny panującej. Uczeń, który wyszarpie największy kawałek, jest nagradzany złotym suwerenem. Taka moneta, choć nominalnie warta jednego funta, ma sporą wartość kolekcjonerską i zawiera nieco ponad 7 g czystego złota. Bywa, że zwycięzca dostaje suwerena do ręki lub - jeśli chce - jego wartość jest zapisywana na poczet przyszłorocznego czesnego. W zabawie ważna jest też zręczność szefa kuchni. Bywało, że jeśli niezgrabnie rzucony naleśnik nie przeleciał przez płot, uczniowie karali kucharza, obrzucając go wszystkim, co akurat mieli pod ręką. Najczęściej były to książki, przeważnie podręczniki do łaciny. Ciało pedagogiczne nie przyłączało się do owego procederu, ale też nie protestowało. Kara była słuszna i sprawiedliwa (…)’

Caly artykul dostepny jest w wersji on-line w serwisie Ugotuj to

A co z naszymi polskimi nalesnikami? Chyba kazdy pamieta ich smak i pyszne nadzienie z twarogu z cukrem i rodzynkami... Czasami odsmazanych na drugi dzien i grubo posypanych cukrem. Ja przyznaje ze robie je do dzis :)

I jeszcze taka mala ciekawostka... Dzisiaj przeciez mamy naszego polskiego sledzika. Wiec kto moze, niech chwyta kieliszki i widelce w dlonie! Cheers big ears!

Przyznaje, ze u mnie przepis troche 'na przekor', poniewaz skorzystalam z przepisu na nalesniki malo angielskie, a bardziej amerykanskie. Ale obiecuje, ze i te pierwsze zagoszcza na moim blogu dzis poznym wieczorem lub jutro wczesnym porankiem. Wszakze wszystkiego na raz zjesc sie nie da :)

Nalesniki z wedzonym lososiem i cytrynowo-kaparowym crème fraîche

300g pszennej maki
2 lyzeczki proszku do pieczenia
3 lyzeczki drobno pokrojonego cienkiego szczypiorku
4 cienko pokrojone kawalki grubego szczypioru (z dymka)
300ml mleka
50g masla roztopionego i ostygnietego
2 jajka, lekko roztrzepane
200g wedzonego lososia
sol
pieprz cytrynowy

Sos

6 lyzek stolowych crème fraîche (lub kwasnej smietany)
sok z 1 cytryny
2 lyzki stolowe oplukanych kaparow
2 lyzki stolowe posiekanego koperku + kilka galazek do dekoracji

W misce wymieszac make, proszek do pieczenia, oba rodzaje szczypiorku i duza szczypte soli. Dodac mleko i calosc miksowac na malych obrotach. Dodac jajka i maslo, calosc ponownie zmiksowac (ciasto ma byc geste). Doprawic pieprzem cytrynowym.
Rozgrzac patelnie z powloka nieprzywieralna i na rozgrzana klasc po lyzce stolowej ciasta. Smazyc dopoki na nalesniku nie pojawia sie male dziurki, wtedy odwrocic nalesnik na druga strone i smazyc jeszcze chwile, az nalesnik bedzie lekko brazowy (slowo zloty wydalo mi sie jakies takie nieodpowiednie:)). Wysmazyc cale ciasto, nalesniki odkadac na duzy talerz.
Smietane wymieszac z sokiem z cytryny i kaparami, dodac polowe porcji koperku. Na talerz polozyc dwa nalesniki, na wierzchu kazdego polozyc kawalek lososia i dodac sos. Calosc posypac koperkiem.

Zrodlo: Magazyn Olive, Grudzien 2008




Smoked salmon pancakes with lemon and caper crème fraîche

Ingredients

PANCAKES

300g plain flour
2 tsp baking powder
3 tsp chopped chives
4 spring onions, finely chopped
300ml milk
50g butter, melted and cooled
2 eggs, beaten
200g smoked salmon
salt
lemon pepper

DRESSING

6 tbsp crème fraîche
1 lemon, juiced
2 tbsp nonpareil capers , rinsed
2 tbsp chopped dill

To make the pancakes, mix the flour, baking powder, chives and spring onions with a large pinch of salt. Whisk the milk, butter and eggs together then whisk this into the dry ingredients to make a thick batter. Season with lemon pepper.
Heat a non-stick frying pan then drop in 1 large tbsp of the batter. Cook until holes appear on the surface then flip over and cook the other side until golden.
To make the dressing, mix the crème fraîche with the lemon juice and capers and half the dill (you want it to drizzle so add more juice if necessary). Put two pancakes on each plate, top with some smoked salmon then drizzle over the dressing and sprinkle with a little more dill.

Enjoy!


Recipe from Olive magazine, December 2008

Sunday, 22 February 2009

Dzień trzeci. Ostatni.



Na sam koniec Czekoladowego weekendu przygotowalam cos szybkiego, lekkiego i niskokaloryczngo. Tak tak jedna porcja tego musu zawiera tylko 261 kalorii, w tym tylko 28g weglowodanow :)
Post mial byc dluzszy i napisany wczesniej, ale niezapowiedzianie odwiedzili nas dzisiaj goscie. W dodatku juz drugi dzien potwornie boli mnie glowa, wiec robienie zdjec i patrzenie w monitor nie jest dla mnie dobrym lekarstwem. Powiem tylko tyle - mus jest pyszny, lekki, bez jajek, masla czy ciezkiej smietany. Polowek sprobowal i powiedzial, ze jak dotad lepszego nie jadl. I zyczy sobie by kazdy kolejny weekend byl weekendem czekoladowym. Czyli skubany mus dobry wyszedl :)
Beo dziekuje za zorganizowanie tak wspanialej zabawy :)

Mus z ciemnej czekolady z purée sliwkowym

1 puszka sliwek w sosie jablkowym (410g)
1 lyzka stolowa brandy (opcjonalnie)
50g gorzkiej czekolady (70% kakao), polamanej na kawalki*
skorka otarta z polowy pomaranczy**
300g naturalnego greckiego jogurtu
1 lyzka stolowa posiekanych pistacji

Od siebie dodalam

1 lyzeczke cukru z prawdziwa wanilia
1 lyzke stolowa brandy
1 lyzeczke cukru pudru

Odsaczyc sliwki zachowujac sok z zalewy, nastepnie delikatnie nacisnac kazda sliwke palcami i usunac pestke. Wydrylowane sliwki i zalewe wlozyc do blendera (nie dodajemy wiecej niz 100ml zalewy), dodac brandy i calosc zmiksowac na purée.
Czekolade rozpuscic w kuchence mikrofalowej (nie mam, nie uzywam - rozpuscilam w rondelku na kuchence), dodac otarta skorke z pomaranczy i ostudzic.
Jogurt przelozyc do dwoch miseczek i dodac rozpuszczona czekolade ze skorka pomaranczowa do jednej z nich. Ja dodatkowo do jogurtu bialego dodalam lyzeczke cukru z wanilia, a do czekoladowego lyzke brandy i lyzeczke cukru pudru.
Do czterech miseczek deserowych ukladac warstwami skladniki zaczynajac od purée sliwkowego, jogurtu, jogurtu z czekolada, a konczac warstwa puree. Na sam wierzch polozyc mala porcje jogurtu (bez czekolady). Mozna wymieszac warstwy za pomoca patyczka do szaszlykow.
Schlodzic w lodowce przez conajmniej godzine, a przed podaniem posypac pistacjami.

Smacznego!

*uzylam czekolady Lindt Excellence 85% kakao
**Uzylam skorki z calej pomaranczy

Przepis pochodzi z marcowego wydania GoodFood Magazine (2005)

Dark chocolate and prune mousse

410g can prunes, in apple juice
1 tbsp brandy (optional)
50g dark chocolate (70% cocoa solids), broken into pieces*
grated zest of ½ orange**
300g natural Greek-style yogurt
1 tbsp pistachios nuts, roughly chopped

Sth extra from myself

1 tsp vanilla sugar
1 tbsp brandy
1 tsp icing sugar

Drain off and reserve the juice from the prunes, then press each prune gently between your fingers to slip out the stone. Tip the prunes with the apple juice into a food processor or blender (there should be no more than 100ml juice).
Add the brandy, if using, then process the fruit to a purée.
In a small bowl, microwave the chocolate on High for 1-2 mins until melted(I melted it using a small saucepan over a medium heat). Stir in the orange zest and allow to cool slightly. Divide the yogurt between two bowls and stir the melted chocolate into one of them. I also added 1 tsp vanilla sugar to the yogurt and 1 tbsp brandy and 1 tsp icing sugar to the yogurt with melted chocolate.
Layer alternate spoonfuls of the three mixtures in four dessert tumblers, starting with a layer of prune purée, then natural yogurt followed by the chocolate yogurt mix. Finish with prune purée and top this with natural yogurt. If you like a marbled effect, swirl the layers together using a skewer.
Chill in the fridge for at least 1 hr before serving, then scatter over the nuts to decorate.

Enjoy!

* I used Lindt Excellence 85% cocoa solids
**I added zest of whole orange

Recipe from Good Food magazine, March 2005.


ERRATA

Pucharki pierwszy raz zobaczylam na blogu Trufli i sie w nich zakochalam! Nie moglam przestac o nich myslec, az wreszcie sa! :) Nie wiem czy sa dokladnie takie same, ale na pewno podobne :) Dzieki Truflu za inspiracje :*



Weekendowa piekarnia #20 - Miche z mąki mieszanej Jeffrey'a Hamelmana



O ja cie! Sama w to nie wierze:) Pieczemy juz razem po raz 20-ty! Przyznaje, ze nie we wszystkich piekarniach udzial wzielam, ale poprawilam sie i nadrabiam stracone wspolne pieczenie!

W tym tygodniu nasza Gospodynia jest Tatter. Kiedy przeczytalam wpis na Jej blogu naprawde bardzo sie wzruszylam. Tak pieknie napisala o sobie i o Margot. Zreszta sami mozecie Jej post przeczytac. Wiedzialam, ze tego odcinka piekarni ominac nie moge. I chociaz byl to weekend pracowity (wszakze trwa rowniez Czekoladowy Weekend Bei), wczoraj okolo godziny 17-tej wyjelam z piekarnika wieeeeeelki i pieknie pachnacy bochen chleba! :) Niestety nie wytrzymalam 12-tu godzin i chleb rozkroilam godzine temu... Ale nie mowcie nic Tatter:) Jest PYSZNY - mieciutki miazsz, chrupiaca skorka... Rozplywa sie w ustach. Pachnie prwdziwym wiejskim chlebem i swietnie smakuje zarowno z wedlina, jak i z dzemem truskawkowym.

Przepis kopiuje z blogu Tatter.

Miche z maki mieszanej Jeffrey'a Hamelmana

Zaczyn:
100g maki pszennejT85*
100g maki zytniej razowej
140g wody
3 lyzki aktywnego zakwasu zytniego

Skladniki zaczynu wymieszalam w misce, zakrylam szczelnie folia i zostawilam na 12 godzin w temperaturze 21C.

Ciasto wlasciwe:
500g maki pszennej T85*
100g maki zytniej rzowej
200g bialej pszennej maki chlebowej
690g wody, temp. 26C**
1 lyzka soli
340g zaczynu (wszystko minus 3 lyzki)

Do duzej (duzej!!!)miski wsypalam maki, zalalam je woda, wymieszalam wszystko dokladnie. Miske szczelnie przykrylam folia i zostawilam na godzine autolizy.
Nastepnie wierzch ciasta posypalam sola i dodalam zaczyn podzielony na kawalki. Wyrabialam ciasto recznie (metoda bertineta) przez ok. 6 minut. Ciasto jest mokre, dosc luzne, a gluten srednio rozwiniety. Po wyrobnieniu temperatura ciasta wynosila 24C.
Zostawilam ciasto do wyrosniecia na 2 1/2 godziny, skladajac ciasto w tym czasie 3 razy, co 40 minut. Gotowe ciasto odgazowalam lekko i uksztaltowalam z niego kule. Wlozylam ja do duzej drewnianej misy wylozonej omaczonym plotnem piekarskim. Zoastwilam do wyrosniecia na 2 - 2 1/2 godziny w temp. 24C.
Piec z kamieniem rozgrzalam do 240C. Pieklam z para przez 45 minut. Potem dopiekalam jeszcze przez 15 minut w temperaturze 215C. Po upieczeniu chleb nalezy dobrze wystudzic na kratce i unikac pokusy pokrojenia go przed uplywem 12 godzin (wiem - trudne, ale konieczne!)

*maka T85 to FARINE de BLÉ TYPE 85 (de MEULE) i w UK mozna ja zakupic tu: Flourbin
w USA podobna maka to high-extraction whole-wheat flour
Z braku powyzszych mozna wymieszac make pszenna z pelnego przemialu z biala pszenna maka chlebowa (85% i 15% odpowiednio).


*ja uzylam mieszanki bialej maki chlebowej Strong Bread Flour i maki razowej Strong Wholemeal Bread Flour
**Zmniejszylam ilosc wody do 640g
Niestety chleb przykleil mi sie do plotna, wiec nie dalam rady go naciac bo balam sie, ze zupelnie rozleje mi sie na kamien





Saturday, 21 February 2009

Czekoladożercow dzień drugi



Czyli nasz (moj i Polowka)dzien :) Jak ja sie ciesze, ze oboje kochamy czekolade w takim samym stopniu i nie musimy byc o Nia zazdrosni :)
No ale do rzeczy. Dzisiaj przepis, ktorego czesc staralam sie odtworzyc 'z glowy'.
Kiedy w listopadzie 2006 roku po raz pierwszy przylecialam do Londynu (bo tam zaczela sie moja emigracyjna przygoda), Polowek zabral mnie na kolacje do fantastycznej japonskiej restauracji - Wagamama. Jedzenie bylo nieziemskie od wspanialych przystawek (pierozki gyoza, czy fasolka sojowa edamame), po zupy (ramen), dania glowne (noodle dishes, rice dishes czy salatki), az po desery. Jesli kiedykolwiek bedziecie mieli okazje byc w Anglii, to goraca Was zachecam, zebyscie wstapili do Wagamama chociaz na zupe (ja nieskromnie dodam , ze jest to jedna z moich ulubionych restauracji).
I podczas tej mojej pierwszej kolacji, Polowek namowil mnie na fantastyczny deser - Chocolate fudge cake, z masa z bialej czekolady i wasabi. Ciasto podawane jest z galka lodow waniliowych, a calosc oblana jest sosem z ciemnej czekolady.
O ile przepis na samo ciasto znalazlam bardzo szybko (na forum Dana Lepard), o tyle przepisu na polewe znalezc nie moglam, wiec ja wymyslilam, majac w pamieci smak oryginalu. Ciasto upieklam w zeszlym tygodniu na probe. I chyba nigdy w zyciu lepszego nie jadlam... Wczoraj upieklam je ponownie, robilam zdjecia, a ciasto pojedzie z nami 'w gosci' :)
A wiec czekoladowego weekendu czesc druga u mnie rozpoczeta!

Czekoladowe ciasto fudge z chilli i z czekoladowa polewa z wasabi

200g bialej maki pszennej
1 lyzeczka proszku do pieczenia
1/2 lyzeczki sody oczyszczonej
75g kakao
1 1/2 lyzeczki cynamonu
100g solonych orzechow ziemnych, orzechow nerkowca lub mieszanki obu
3 lyzki stolowe tahini
1/4 do 1/2 lyzeczki platkow chilli*
225g jasnego cukru brazowego
100g gorzkiej czekolady dobrej jakosci (uzylam Lindt Excellence 85% cocoa)
75g niesolonego masla
2 duze jajka
175ml zimnego mleka (uzylam mleka koziego)**

Piekarnik nagrzac do 180C (termoobieg do 160C). Tortownice o srednicy 20cm wylozyc papierem do pieczenia (ja uzywam tortownicy z powloki nieprzywieralnej). Make, poszek do pieczenia, sode, kakao i cynamon wymieszac w misce i odstawic. Orzechy bardzo drobno zmielic, dodac paste tahini, platki chilli i cukier i wymieszac wszystko do polaczenia skladnikow. Maslo i czekolade rozpuscic w malym rondlu i dodac do 'orzechowej' mikstury. Do calosci dodac jajka i miksowac mikserem tak dlugo, az masa bedzie gladka. Na samym koncu dodawac na przemian mleko i suche wymieszane skladniki. Miksowac az skaldniki polacza sie, a masa bedzie gladka (bez grudek). Przelozyc mase do tortownicy i piec przez ok. 1 godzine, sprawdzajac drewnianym patyczkiem, czy ciasto upieklo sie. Ciasto wystudzic i polac czekoladowym sosem.

Czekoladowy sos z bialej czekolady i wasabi

150g bialej czekolady
200g miekkiego niesolonego masla
1 lyzeczka pasty wasabi
1 lyzeczka eksraktu waniliowego

Czekolade rozpuszczamy w malym rondlu i zostawiamy, by ostygla. W misce ubijamy maslo tak dlugo, az bedzie puszyste. Dodajemy czekolade, wanilie i paste wasabi. Miksujemy az skladniki polacza sie, a masa bedzie blyszczaca.

Smacznego!

*dalam pol lyzeczki, ale nastepnym razem dodam conajmniej 3/4
**dodalam 300ml mleka bo ciasto bylo za geste i mikser nie dawal sobie z nim rady

Chilli chocolate fudge cake

Ingredients

200g plain flour
1 tsp baking powder
1/2 tsp bicarbonate of soda
75g cocoa
1 1/2 tsp cinnamon
100g salted peanuts, cashews, or a mixture
3 tbsp tahini
1/4 to 1/2 tsp chilli flakes
225g light Muscavado sugar, or Panela
100g dark chocolate (I used Lindt Excellence 85% cocoa)
75g unsalted butter
2 large eggs
175ml cold milk

Method

Set the oven to 180C (160C fan) and line a round 20cm tin with non-sticking baking paper. Measure the flour, baking powder, bicarb, cocoa and cinnamon into a bowl and leave to one side. Grind the peanuts finely in a food processor then add the tahini, chilli and sugar and mix till combined. Melt the butter and chocolate in a saucepan, add to the nut mixture with the eggs and beat until smooth. Spoon into another bowl, stir in the milk then sift in the dry ingredients and beat until smooth. Spoon this into the tin and bake for about an hour. Ice when cold.

White choclate and wasabi paste icing

•150g white chocolate
•200g soft butter, unsalted
•1 tsp Wasabi paste
•1 tsp vanilla extract

Melt the chocolate and let it cool. In a bowl beat the butter until soft and creamy, add the chocolate, vanilla extract and Wasabi. Beat until smooth and glossy.

Enjoy!

*I used 1/2 tsp, but will add at least 3/4 when baking next time
**I used 300ml goats milk, as my food processor almost stopped running while adding a flour mixture




Friday, 20 February 2009

Czekoladożercy łączmy się!



Jak juz wszyscy domyslaja sie, dzisiejszy wpis bedzie o czyms, co kocham miloscia bezgraniczna! Za co jestem w stanie oddac wszelkie slodycze i desery swiata! Bez czego zyc nie mozemy zarowno ja, jak i moj Polowek. Dziesiejszy wpis bedzie o czekoladzie.
Jakis czas temu Bea na swoim blogu Moja Kuchnia zaproponowala nam kolejna zabawe blogowa – Czekoladowy weekend.
Jako milosnik gorzkiej czekolady nie moglam tej zabawy opuscic. Od dzisiaj przez kolejne dni bede delektowac sie czekoladowymi slodkosciami, a przepisy pojawia sie tu na blogu.
Ale na poczatek kilka slow o bohaterce zabawy – Pani Czekoladzie.

Czekolada stala sie jednym z najpopularniejszych smakow na swiecie. Jest ona glownym skladnikiem wielu slodkosci i deserow (ciastka, ciasta, lody, puddingi, paje czy cukierki). Czekolade o przeroznych ksztaltach lubimy dawac sobie jako prezenty.
Slowo czekolada pochodzi od slowa xocolatl, ktorego prekursorem sa Aztecy z Meksyku i jest polaczeniem dwoch slow: xocolli (gorzki) oraz atl (woda). Pierwotnie czekolada byla znana tylko jako spieniony i gorzki napoj, dopiero pozniej zaczela byc produkowana w tabliczkach, tak dobrze nam znanych i przez nas lubianych :)
Czysta, nieslodzona czekolada zawiera miazge kakaowa i tluszcz kakaowy (maslo kakaowe) w roznych proporcjach. Wiekszosc slodkich czekolad, ktore kupujemy jest polaczeniem wlasnie takiej czystej, gorzkiej czekolady i cukru. I tak:

• Czekolada gorzka zawiera cukier, maslo kakaowe, miazge kakaowa i czasami wanilie
• Czekolada mleczna zawiera cukier, maslo kakaowe, miazge kakaowa, mleko lub mleko w proszku i wanilie
• Czekolada biala zawiera cukier, maslo kakaowe, mleko lub mleko w proszku i wanilie

Najlepszej jakosci czekolada gorzka zawiera minimum 70% kakao (miazga kakaowa i tluszcz kakaowy), przy czym czekolada mleczna zawiera do 50% tych skladnikow, a czekolada biala tylko 33%.
Biala czekolada jest jedzona glownie dla przyjemnosci I niektorzy nawet nie nazywaja jej czekolada :) Ciemna czekolada ma dzialanie przeciwdepresyjne i wplywa na ogolne wzmocnienie organizmu, zatem z powodzeniem przydaje sie na poprawe humoru. Wspomaga rowniez nasz mozg przy ciezkim wysilku umyslowym i fizycznym.
Czekoladzie trudno sie oprzec i chyba trudno wyobrazic sobie cos bardziej odpowiedniego na romantyczny wieczor.

Moja pierwsza propozycja to klasyk – Sernik potrojnie czekoladowy.
Oryginalny przepis zmodyfikowalam, zmieniaja sposob wykoania spodu ciasta i dodajac czekoladowa polewe.

Sernik potrojnie czekoladowy

Spod

30g masla, stopionego
50g plynnego miodu
20ml chlodnej wody
20g jasnego brazowego cukru
120g maki pszennej
40g dobrej jakosci kakao

Masa serowa

3 x 300g pelnotlustego serka Philadelphia o temperaturze pokojowej (z checia uzylabym 900g bialego twarogu trzykrotnie mielonego, gdybym go miala:))
200g drobnego cukru do wypiekow
4 lyzki stolowe kakao, przesianego
2 lyzeczki ekstraktu waniliowego
3 lyzki stolowe Tia Maria
3 duze jajka
284ml kwasnej smietany
100g gorzkiej czekolady dobrej jakosci, stopionej (uzylam czekolady Lindt Excellence)

Polewa

100g gorzkiej czekolady dobrej jakosci (uzylam czekolady Lindt Excellence)
50g masla, niesolonego
1-2 lyzki stolowe Tia Maria

Piekarnik rozgrzewamy do 180C (jesli pieczemy z termoobiegiem do 160C, gazowy poziom 4). Tortownice o srednicy 25cm wykladamy papierem do pieczenia (ja uzylam tortownicy o srednicy 23cm z powloki nieprzywieralnej).
Mieszamy stopione maslo, miod, wode, cukier, make i kakao az skladniki polacza sie w kule. Ciastem wylepiamy dno tortownicy i pieczemy przez 10 min.
Zwiekszamy temperature piekarnika do 240C (220C/9). Za pomoca miksera laczymy ser i cukier, az powstanie kremowa i gladka masa. Nastepnie dodajemy kakao, wanilie, Tia Maria, jajka, smietane i rozpuszczona czekolade. Na podpieczony spod wylewamy mase serowa i lyzka wygladzamy jej powierzchnie. Pieczemy przez 10 minut po czym zmniejszamy temperature piekarnika do 110C (90C/1) i pieczemy kolejne 25-30 minut. Masa serowa powinna byc scieta po bokach, a srodek powinnien pozostac lekko plynny.
Wylaczamy piekarnik, uchylamy jego drzwiczki i studzimy sernik przez ok. 2 godziny. Przekladamy do lodowki najlepiej na cala noc.
W malym rondlu rozpuszczamy maslo i czekolade, az oba skladniki polacza sie. Lekko studzimy, dodajemy Tia MAria, mieszamy i gotowa polewa dekorujemy sernik.

Smacznego!

Triple chocolate cheesecake

For the base

30g hot melted butter
50g runny honey
20ml water
20g light brown sugar
120g plain flour, sifted
40g cocoa, sifted

For the cheesecake

3 x 300g packs full-fat Philadelphia cheese , at room temperature
200g golden caster sugar
4 tbsp cocoa , sifted
2 tsp vanilla extract
3 tbsp Tia Maria
3 large eggs
284ml pot soured cream
100g bar dark coffee chocolate , melted (I used Lindt Excellence)


For the sauce

100g dark chocolate , in pieces
50g unsalted butter
1-2 tbsp Tia Maria

Method

Heat oven to 180C/fan 160C/gas 4. Line the base of a 25cm (I used 23cm non-stick one) springform tin with baking parchment. Mix the melted butter, honey, water, sugar, flour and cocoa until well blended, then press firmly onto the base of the tin. Bake for 10 mins.
Turn oven temperature up to 240C/fan 220C/gas 9. Beat the cream cheese and sugar with an electric whisk until smooth and creamy, then whisk in the cocoa, vanilla, Tia Maria, eggs, soured cream and the melted chocolate.
Pour in the cheese mixture, then smooth the top. Bake for 10 mins, then turn the heat down to 110C/fan 90C/gas 1 for 25-30 mins. The filling should be set, but with a wobble in the centre. Turn off the oven, open the door a crack, then leave the cheesecake to cool in the oven for 2 hrs. Chill until ready to serve.
For the sauce, melt chocolate and butter in a small saucepan over a medium heat. Pour in the liqueur, mix well, then pour over the chilled cheesecake.

Enjoy!




Tuesday, 17 February 2009

Energy-boosting veggie soup



Czyli Marokanska zupa z ciecierzycy (Moroccan chickpea soup)

Ciecierzyca (inaczej wloski groch) jest jedna z pierwszych roslin uprawianych przez czlowieka. Pochodzi z Bliskiego Wschodu i znana jest w kuchni srodziemnomorskiej; w Polsce zdecydowanie niedoceniana. Przypomina ksztaltem nieduzy orzech laskowy. Z jednej szklanki drobnego, suszonego ziarna otrzymujemy okolo trzech szklanek ugotowanego.
Ciecierzyca jest wspanialym zrodlem energii, gdyz zawiera duzo magnezu oraz weglowodany zlozone, ktore stabilizuja poziom cukru we krwi. Weglowodany zlozone trawione sa powoli, dzieki czemu do krwiobiegu trafiaja w malych, ale stalych porcjach. Zapobiega to skokom poziomu insuliny, poniewaz przez dluzszy czas organizm zuzywa glukoze. Co wiecej organizm potrafi czerpac z nich energie potrzebna nam do zycia. Spozywajac weglowodany zlozone, chronimy nasz organizm przed hustawka glikemiczna, czyli duza roznica poziomow cukru we krwi.

Podczas porzadkowania starych magazynow, znalazlam mala ksiazeczke - dodatek do lutowego wydania magazynu Good Food 'Superhealthy recipes'. w tym wlasnie dodatku znalazlam przepis na Marokanska zupe z ciecierzycy - smaczna, prosta i na temat.

Skladniki:

1 lyzka stolowa oliwy z oliwek
2 zabki czosnku, zmiazdzone
1 srednia cebula, pokrojona w kostke
2 lodygi selera naciowego, pokrojone w kawalki
2 lyzeczki mielonego kuminu*
600ml wrzacego bulionu warzywnego**
400g pomidorow z puszki, pokrojonych
200g ugotowanej ciecierzycy
100g mrozonego bobu
skorka i sok z polowy cytryny
duza garsc swiezej kolendry lub natki pietruszki
chleb pita lub podplomyk***

Ciecierzyce namoczyc na 12 godzin. Po tym czasie ugotowac do miekkosci i lekko posolic.
W rondlu o grubym dnie rozgrzac olej, dodac czosnek, cebule i seler naciowy i smazyc na malym ogniu przez 10 minut, mieszajac, az cebula i seler zeszkla sie. Dodac kumin i smazyc przez kolejna minute.
Zwiekszyc moc palnika, dodac goracy bulion pomidory i ciecierzyce, oraz szczypte swiezo zmielonego czarnego pieprzu. Gotowac przez 8 minut. Dodac bob i sok z cytryny i gotowac przez kolejne 2 minuty.
Doprawic do smaku (ja doprawilam sola morska, platkami chili i pieprzem cytrynowym), nalozyc zupe do miseczek, posypac skorka z cytryny i natka pietruszki. Podawac z chlebem pita lub podplomykiem.

Smacznego!

*zastapilam mielonym kminkiem
**uzylam organicznego bulionu z kostki Marigold Organic Swiss (bez glutenu i drozdzy)
***uzylam chleba z Weekendowej piekarni #19

Ingredients:
1 Tbsp olive oil
2 garlic cloves,crushed
1 medium onion, chopped
2 celery sticks, chopped
2 tsp ground cumin
600ml hot vegetable stock
400g chopped plum tomatoes
200g chickpeas, cooked
100g frozen broad beans
zest and juice 1/2 lemon
large handful coriander or parsley
flatbread to serve

Soak the chickpeas overnight then drain and place in a large saucepan with cold water. Bring to the boil then reduce the heat and simmer until cooked.
Heat the oil in a large saucepan, then gently fry the garlic, onion and celery for 10mins until softened, stirring frequently. Tip in the cumin, then fry for another min.
Turn up the heat, then add stock, tomatoes and chickpeas, plus a good grind of black pepper. Simmer for 8 mins. Throw in the broad beans and lemon juice, then cook for 2 mins more. Season to taste (sea salt, crushed chilli and lemon pepper) then spoon into bowls and sprinkle over a little lemon zest and herbs. Serve with flatbread.

Enjoy!


Sunday, 15 February 2009

Weekendowa Piekarnia #19 - Weekendowy chleb Dany



W ten weekend pieklysmy z Dana z Lesnego Zakatka.
Dana zaproponowala przepis na chleb, ktorego recepture sama opracowala.
W piatek wieczorem zabralam sie do pracy i wczoraj wieczorem wyjelam z piekarnika pieknie pachnace dwa bochenki foremkowe. Po przeczytaniu przepisu, zastanawialam sie czy maka zytnia, ktora posiadam jest ciemna, czy jasna. Po dzisiejszym sniadaniu juz wiem - jest ciemna :) Stad u mnie ciemniejszy kolor ciasta chlebowego. Nie mialam tez miodu grycznaego i zastapilam go miodem akacjowym. Nastepnym razem nie rozdziele ciasta na dwie foremki, bo moje sa szersze i bochenki wyszly lekko plaskie. Co mi zupelnie nie przeszkadza, bo chleb jest naprawde smaczny.

Przepis kopiuje od Dany:

Weekendowy chlebek Dany

Ciasto zakwaszone: metoda trzystopniowa

1.Dzień poprzedzający pieczenie, u mnie godz. 16.30*

100g aktywnego zakwasu z mąki razowej typ 2000
150g mąki żytniej białej typ 720
150ml wody
Wszystkie składniki mieszamy tak do ich połączenia i pozostawiamy przykryte folią na 6 godzin, czyli do 22.30

2.Ten sam dzień godz. 22.30*

200g mąki żytniej białej typ 720
150ml wody
Mieszamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na min 8 godz.

3.Następny dzień rano, u mnie godz. 8.40*

100g mąki żytniej białej typ 720
100ml wody
Mieszamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na max 3 godz. U mnie 2 godz.

4.W międzyczasie tych 2 -3 godzin

100 g pestek dyni mielimy na mąkę**
200ml wrzącej wody
1 łyżka miodu gryczanego / ma bardzo intensywny zapach /***
2 łyżki octu balsamicznego
Sól morska do smaku

Wrzątkiem zalewamy mąkę z pestek dyni, mieszamy i dodajemy pozostałe składniki.

Zanim minie te 2-3 godziny, papka ostygnie. Ma dziwny, taki trochę brzydki kolor, nie przejmujmy się tym, w cieście wszystko się wymiesza. Dynia i miód da chlebkowi piękny zapach a ocet balsamiczny strukturę i moc wzrostu.

5.Czas minął, możemy zabrać się do robienia właściwego ciasta chlebowego.

Zużyłam całe ciasto zakwaszone czyli, przepis na chlebek wygląda następująco:

950g ciasta zakwaszonego z mąki żytniej białej typ 720
400g mąki żytniej białej typ 720
100ml wody / jeśli będzie to konieczne, możemy całej nie zużyć /****
Papka, czyli punkt 4
Najpierw do ciasta zakwaszonego dodajemy papkę, mieszamy, następnie mąkę i ewentualnie te 100 ml wody. Ciasto mieszamy jakieś 3 minuty aby wszystkie składniki się połączyły.

Zostawmy je w spokoju tylko na taki czas aby przygotować 2 foremki. Użyłam foremek w rozmiarze: 30 x 11. Mam takie rozsuwane, więc mogłam regulować ich długość. Posmarowałam smalcem, niedużo i wysypałam mąką razową. Ciasto wykładamy łyżką, maczaną w ciepłej wodzie. Konsystencja nie za luźna ale też nie może być za ścisła. Dużo luźniejsza od dobrze wyrobionej plasteliny. Ciasto w foremkach wypełnionych do połowy, wygładźmy na mokro, popryskajmy wodą i od razu posypmy pestkami dyni, aby po wyrośnięciu, tylko jeszcze spryskać wodą z dodatkiem odrobiny cukru i włożyć do piekarnika. Przykryjmy go folią spożywczą. Teraz musimy uważać aby nam nie przerosło. W odpowiednim czasie nagrzejmy piekarnik do 210st / u mnie termo obieg /.
Musi podwoić swoją objętość ale lepiej jak ciut mniej. Rośnie jak szalone, w ostatniej chwili włożyłam go do piekarnika, spryskując wodą z cukrem. Zmniejszyłam tem po 10 min. z 210st do 200-190 i piekłam jeszcze 30-40 min.
Przykryłam pod koniec pieczenia papierem i przełączyłam na termo obieg dół, aby spód chlebka był rumiany. Włożyłam 2 x po kilka kostek lodu na dno piekarnika w trakcie pieczenia.
Pozostawiłam chwilę w wyłączonym piekarniku aby gwałtownie nie wyjmować chlebków.
Waga chlebków po upieczeniu: 811g i 798g w sumie 1609g
Składniki użyte do wypieku: około 1800g


Uwagi:

* U mnie czasowo wygladalo to tak:
1. 24:00
2. 08:00
3. 16:00

** Uzylam 50g pestek dyni zmielonych blenderem i 50g mielonych mogdalow

*** Uzylam miodu akacjowego

**** Zuzylam cala wode - ciasto bylo bardzo geste

Smacznego!



Saturday, 14 February 2009

Beef, ginger & white onion. Stir-fry. Reaktywacja



W ramach braku natchnienia kulinarnego i napadow niepohamowanej zlosci z blogu wylecial niedawno napisany post - Beef, ginger & white onion stir-fry. Danie bylo smaczne to musze przyznac. Ale... No wlasnie to ale mnie pokonalo :) Brakowalo mi w smaku tego czegos. To raz.
A dwa zupelnie nie bylam zadowolona ze zrobionych przeze mnie zdjec. Wlasciwie to zalowalam, ze w ogole je zrobilam.
Po tygodniu rozmyslan i biernemu przygladaniu sie blogowi, postanowilam stir-fry wykonac raz jeszcze. Wolowine pokroilam na mniejsze kawalki, dodalam dodatkowe skladniki i zmienilam sposob gotowania ryzu.
I tym razem bylo to niebo w gebie. Doslownie. Mieso bylo kruche i bardziej wyraziste w smaku, a cala potrawa bardziej aromatyczna.

Osoby, ktore zostawily komentarz pod poprzednim postem przepraszam za fochy, ale mysle ze kazda z nas moze sobie na nie raz na jakis czas pozwolic ;)

Skladniki:

350g poledwicy wolowej
6 malych bialych cebul
1 jajko lekko roztrzepane
1 lyzka stolowa maki kukurydzianej
250ml oleju z pestek winogron
4 lyzki stolowe sosu sojowego
2 lyzki stolowe cukru
1 lyzeczka oleju sezamowego
1 i 1/2 lyzeczki octu ryzowego vinegar
5-cio centymerowy kawalek korzenia imbiru obrany i pociety wszerz
brazowy, dziki lub jasminowy ryz
natka pietruszki

Od siebie dodalam:

2 lyzki stolowe soku z limonki
kilka kropel sosu rybnego
peczek szczypiorku
2 papryczki chilli 'birdseye' (przekrojone na pol, pestki usuniete i pokrojone w cienkie kawalki)
sol
pieprz cytrynowy
rozkruszony lisc limonki kaffir

Wolowine kroimy w poprzek wlokien na male i cienkie kawalki.
Cebule kroimy na cwiartki, a pozniej kazda cwiartke w szerz na pol. Lekko rozdzielamy je na mniejesze kawalki.
W misce mieszamy kawalki wolowiny z rozmieszanym jajkiem, dodajemy lyzke maki kukurydzianej i 1 lyzke oliwy. Odstawiamy na 30 minut.
W osobnej misce mieszamy sos sojowy, cukier, olej sezamowy, ocet ryzowy,
rozkruszony lisc limonki kaffir, sos rybny, pieprz cytrynowy, sok z limonki i 2 lyzki wody.
W woku rozgrzewamy pozostala oliwe tak, by prawie zaczela dymic. Dodajemy wolowine (uprzednio wymieszana z jajkiem, maka i oliwa) i smazymy do momentu, az wolowina zmieni kolor z czerwonego na brazowy. Usmazona wolowine przekladamy na kratke woka (jesli mieso smazymy na patelni musimy je na chwile z niej zdjac i odlozyc na bok).
Na oliwe wzucamy pokrojone chilli, cebule, imbir, szczypior pokrojony w cienkie pierscienie i smazymy tak dlugo, az cebula zeszkli sie, po czym dokladamy usmazone mieso i calosc polewamy mieszanka sosu sojowego. Calosc smazymy jeszcze przez 2-3 minuty mieszajac, by cale mieso pokrylo sie powstalym sosem.
Posypujemy natka pietruszki i podajemy z ulubionym ryzem lub ugotowanym makaronem soba (u nas byla to mieszanka ryzu basmati oraz ryzu dzikiego.

Ingredients:

350g beef sirloin
6 small white onions
1 small egg, lightly beaten
1 Tbsp cornflour
250 ml rapeseed oil
4 Tbsp soy sauce
2 tsp sugar
1 tsp sesame oil
1.5 tsp rice wine vinegar
5-cm piece fresh ginger, peeled and thinly sliced
steamed rice or cooked soba noodles for serving
fresh flat-leaf parsley for garnish

Sth extra from myself:

2 Tbsp lime juice
few drops fish thai sauce
1 bunch spring onions, chopped
2 red birdseye chilli, split, deseeded
lemon pepper
1 crushed kaffir lime leaf


Thinly sliced beef against the grain and set aside.
Cut onions lengthways into quarters, then cut in half crossways. Set aside.
In bowl stir together beef and egg. Stir in cornflour and 1 tsp oil. Let stand for 30 minutes.
In a small bowl mix together soy sauce, sugar, sesame oil, vinegar, crushed kaffir lime leaf, fish sauce, lemon pepper, lime juice and 2 Tbsp water. Set aside.
Heat remaining oil in a wok over a medium-high heat until almost smoking and transfer beef to a hot oil. Cook until colour changes, then transfer to a platter. Add onions, ginger, chilli and spring onions and stir-fry until translucent, then add beef back to a wok.
Add soy sauce mixture, simmer for 2-3 minutes to thicken and to coat beef with soy mixture.
Serve hot over rice or noodles, garnished with parsley
.

Ryz basmati i dziki

Na dwie osoby potrzebujemy ok. 1 szklanke ryzu. Ryz przeplukujemy kilkakrotnie w zimnej wodzie i osuszamy. Do rondla o gubym dnie wlewamy wode (na 1 szklanke ryzu potrzebujemy 1.5 szklanki wody, solimy i stawiamy na duzym palniku. Wode doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy ryz, zmniejszamy moc palnika do minimum, przykrywamy rondel pokrywka i gotujemy ok. 15 minut. Ryz ma wchlonac cala wode i gotowac sie 'na parze'.

Smacznego!



Na podstawie "Main dishes. New healthy kitchen' Bonnier Books

Thursday, 5 February 2009

Classic spaghetti topped with wild rocket and king prawns



Za makaronem nie przepadam. Pomimo tego, ze nie stosuje zadnej diety (wg mnie najlepsza dieta jest regularne uczeszczanie na fitness - bez urazy dla wszystkich, ktorzy na dietach sa i diety stosuja:]), staram sie go unikac. A to dlatego, ze nie lubie pochlaniac dodatkowej porcji weglowodanow. Zamiast talerza np. spaghetti wole zjesc pyszny (zazwyczaj czekoladowy) deser, swieze owoce, kromke swiezo upieczonego chleba na sniadanie czy miseczke brazowego ryzu lub kaszy gryczanej.
Nasz organizm wie, co dla nas dobre, a co nie. Trzeba sie tylko w niego uwaznie wsluchac, bo on bardzo lubi nam mowic czego potrzebuje czesciej, a czego troszke rzadziej. Dlatego mysle, ze katowanie go dietami i narzucanie mu ograniczen predzej czy pozniej sie na nas zemsci. Oczywiscie na pewno istnieja i diety mniej restrykcyjne, ale taka juz chyba lwia natura ze nie lubimy podporzadkowywac sie z gory narzuconym zasadom, a duzo wieksza radosc sprawia nam korzystanie z silowni :)

Jednak czasami przychodzi taki dzien, ze organizm domaga sie czegos, czego juz od dluzszego czasu nie dostal. I wlasnie wtedy mamy ochote na to 'cos'. I jak tego nie zjemy to ta ochota nas trzyma i nie chce zostawic w spokoju :) Tak wlasnie bylo u mnie ze spaghetti. W czasie lunchu w pracyy przegladalam przepisy z nadzieja znalezienia pomyslu na popoludniowy obiad. Zobaczylam gdzies zdjecie spaghetti z tunczykiem i sie zaczelo! Wtedy przypomnialam sobie o przepisie znalezionym w starym 'Good Food Magazine'. Byl to przepis na klasyczne spaghetii. Dorzucilam do tego krewetki i rukole i wyszlo nader smaczne danie ;)

Skladniki

3 lyzki oliwy z oliwek
1 srednia cebula
4 glowki czosnku przecisnietego przez praske
600g pomidorow z puszki
20g swiezych lisci bazylii
2 mini papryczki chilli 'birdseye', nasiona usuniete, pokrojone w drobne kawalki
ok. 200g krewetek krolewskich
ok. 100g rukoli

sol morska
pieprz cytrynowy
szczypta suszonej bazylii
szczypta suszonego lubczyku

400g pelnoziarnistego makaronu spaghetti
dwie duze garscie tartego Parmigiano Reggiano

Cebule pokroic w kostke lub male i cienkie kawalki. Na patelni rozgrzac oliwe, dodajemy cebule i smazyc przez 5 minut, az cebula zeszkli sie. Dodac czosnek, pokrojone chilli i calosc smazyc kolejne 2 minuty. Nastepnie dodac pomidory i polowe porcji bazylii. Calosc gotowac na bardzo malym ogniu ok. 15 minut, az sos zacznie gestniec. Na sam koniec dodajeny rukole i krewetki i calos gotujemy 1-2 minuty. Przyprawiamy. Zestawiamy z palnika.

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcja na opakowaniu w lekko osolonej wodzie pamietajac, ze makaron ma byc ugotowany 'al dente' (w zaleznosci od rodzaju makaronu od 8 do 12 minut). Odcedzamy i przekladamy ponownie do garnka, w ktorym sie gotowal. Do makarony dodajemy sos i delikatnie, ale dokladnie mieszamy.
Na talerzu spaghetii posypujemy startym parmezanem i dekorujemy listkami bazylii.

Smacznego!



Przepis wlasny na podstawie przepisu z 'Good Food magazine' kwiecien 2006.

Monday, 2 February 2009

Weekendowa Piekarnia #17 - Chleb piwny (na zaczynie piwnym)



Ufff jestem cala i w komplecie:)

Wiecie co, nie bede sie rozpisywac.. Ten chleb jak na razie laduje na miejsce 1-sze w tabeli! Jest pyszny, lekki, puszysty, mieciutki, ma chrupiaca skorke.. I moglabym tak pisac bez konca :)

A najfajniejsze jest to, ze wcale nie jest pracochlonny. W ksiazce Dan Lepard przyznal, ze swoja metode wyrabiania chleba kilka razy po kilkanascie sekund odkryl zupelnie przez przypadek. Ja z poczatku w nia za bardzo nie wierzylam, ale niesamowite jest to, jak w ciagu tych kilkunastu minut odpoczywania ciasto sie zmienia w piekna i blyszczaca kule :)

Naprawde jestem pod ogromnym wrazeniem.

Jedyna uwaga to taka, ze juz nie pierwszy raz musialam zmniejszyc ilosc wody podanej przez Dana Lepard'a w przepisie. Z 250g zuzylam tylko 200g i ciasto wyszlo idealne.

Przepis podalam tu.

Chleb pachnie slicznie, pieknie wyrosl, nie pekl i prawie idealnie Go nacielam:)

Przepraszam tych, ktorzy zostawili komentarz pod usunietym postem :)




WeekendowaPiekarnia