Sunday, 29 March 2009

Weekendowa Piekarnia #25 - Włoskie bułki ze swieżą bazylią




Wczoraj wieczorem, kiedy zmeczylismy (w koncu) chleb z koperkiem, Polowek spytal mnie, czy moglabym upiec cos 'wiesz, takiego jasnego, pszennego, zeby mozna bylo maczac w oliwie z oliwek i tak po prostu zjesc'. Swietnie sie sklada, pomyslalam, bo Agatka (Gospodyni Weekendowej Piekarni #25) wynalazla super przepis na pszenne buleczki ze swieza bazylia. To jedne z tych buleczek, ktore trzeba upiec, zeby sie walilo i palilo :)
Wiec kupilismy ogroooomny peczek swiezej bazylii (wiem wiem lepsza jest swoja, ale nie mam), woreczek ziemniakow i dzisiaj po poludniu caly dom wypelnil sie zapachem swiezo upieczonych bulek. Jedna zjedlismy goraca (ale na pol), a teraz siedze (a wlasciwie pol-leze) na kanapie, popijam whisky z cola (light) i nie moge doczekac sie jutrzejszego sniadania :) W lodowce czeka juz kulka mozarrelli, oliwki nadziewane migdalami i solone maslo... Ale bedzie uczta!
I jeszcze naszla mnie taka refleksja, ze (mniej wiecej) rok temu upieklam swoj pierwszy chleb i przez ten rok tak duzo sie nauczylam - jaka powinna byc konsystencja ciasta chlebowego, jak ciasto skladac, jak odgazowac, jak formowac. I jeszcze tyle rzeczy do nauki przede mna! Bo wydaje mi sie, ze malo osob wie wszystko na temat pieczenia chleba (pomijajac te Mistrzynie, ktore znam - Ale aka Margot, Tatter, Mirabbelke i Dane oraz te, ktorych okazji poznac nie mialam). Mysle ze ciagle sie uczymy i , co najwazniejsze, jestesmy coraz lepsi. I oto chodzi :)

Przepis pozwole sobie skopiowac od Agatki (stad polskie znaki), ktorej bardzo dziekuje za pyszny przepis, a Margot za kolejny odcinek Weekendowej Piekarni

'Włoskie bułeczki z ziemniakami i bazylią (10-12 szt.)

Wieczorem przygotować bigę:

2g świeżych drożdży*
100g ciepłej wody (ok. 30 stopni)
200g mąki pszennej (używam typ 650, 12% białka)**

Drożdże rozczynić z wodą. Mąkę wsypać do miski, wlać drożdże, dokładnie połączyć (zagniatać, aż ciasto będzie gładkie - ręcznie ok. 5 minut, lub mikserem ok. 2-3 minuty). Ciasto będzie ścisłe i dość twarde. Przykryć folią, zostawić na 2-3 godziny w temperaturze pokojowej, następnie wstawić do lodówki na noc (max. 20 godzin)
Wyjąć z lodówki na ok. 2 godziny przed przygotowaniem ciasta.

Po 12 do 20 godzin przygotować ciasto właściwe:

10g świeżych drożdży*
150g wody
280-320g mąki pszennej j.w.***
140g ugotowanych i przeciśniętych przez praskę ziemniaków
2 płaskie łyżeczki soli (ok. 12g) - można dodać trochę więcej, jeśli ziemniaki są mało słone
1 łyżka oliwy****
10g drobno posiekanej bazylii (u mnie ok. 1/4 szklanki)*****

Bigę podzielić na małe kawałki.
Drożdże rozczynić w wodą. 280g mąki wsypać do miski, wlać drożdże, dodać bigę i przez ok. 5-8 minut zagniatać ciasto (ręcznie lub mikserem na małych obrotach).
Następnie dodawać po trochu ziemniaków, sól, oliwę i bazylię. Jeśli po ok. 5-8 minutach wyrabiania ciasto jest zbyt luźne, dodawać po trochu mąki. Wiele zależy od ziemniaków - jedne są bardziej wodniste, inne bardziej sypkie.
Przykryć ciasto folią o odstawić na ok. 60 minut.
Podzielić ciasto na 10-12 kawałków, każdy po ok. 80g. Uformować okrągłe lub owalne bułeczki. Ułożyć na przygotowanej blasze, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na ok. 60 minut.
Wyrośnięte bułeczki naciąć, wstawić do piekarnika nagrzanego do 225 stopni, zmniejszyć temperaturę do 200 stopni i piec ok. 20 minut.
Studzić na kratce.'

Smacznego!

Moje uwagi:

*uzylam drozdzy suszonych (40% podanej ilosci dla drozdzy swiezych)
**uzylam maki pszennej chlebowej Super Strong Bread Flour
***uzylam 280g maki, a przy koncowym wyrabianiu ciasta dosypalam mniej wiecej dwie garsci
****uzylam bazyliowa oliwe z oliwek Extra Virgin
*****listki bazylii porwalam drobno palcami



Wednesday, 25 March 2009

Weekendowa Cukiernia - Zaproszenie do zabawy



Kochani! Wiosna nadchodzi szybkim krokiem… A wiadomo wiosna to czas zmian i nowe pomysly rodzace sie w naszych glowach :) I pewnie dlatego jakis czas temu dostalam od Margot wiadomosc o nastepujacej tresci:

Poleczko wiesz (to Tatter wymyśliła nie ja :) ), że fajnie by było jakby była też taka Weekendowa Cukiernia i czy byś takiego czegoś nie poprowadziła, boś solidna firma i dobre pomysły masz.

Całusy,

Ala


Czy solidna firma to nie wiem, ale jedno wiem na pewno – piec i jesc ciasta uwielbiam! Wszelkie batony, cukierki, zelki, pianki, groszki, draze moga dla mnie nie istniec. Ale na kawalek domowego ciasta, pieknie pachnacego zawsze sie skusze. No chyba ze bedzie juz po 16tej.. :)

Jak powszechnie wiadomo ‘ciasto na niedziele’ piecze prawie kazdy z nas. No i te przepisy ‘do wyprobowania’ mamy ich setki, prawda? Wiec pomysl szybko podchwycilam, poprosilam Polowka-Artyste o zaprojektowanie logo i zaczelam intensywnie myslec i konsultowac sie z Dziewczynami.
Na poczatek zabawa odbywac sie bedzie co drugi weekend. A to z prostego powodu - jesli ktos mieszka sam na swoim gospodarstwie lub tez jest polowa pary, wie jak czasami ciezko jest pochlonac cale ciasto w ciagu jednego tygodnia (to znam z autopsji). Ale jesli zabawa nabierze rozpedu i bedzie duzo chetnych, to formule mozemy zmienic na cotygodniowa.
I jeszcze wazna rzecz – jesli w przepisie bedzie jakis skladnik, ktorego nie jestescie w stanie dostac/kupic, bo np. jest za drogi lub niedostepny tam gdzie mieszkacie (np. pozadany Golden Syrup) to nie przejmujcie sie. Przeciez zawsze mozna go zastapic! Ciasto ani nie bedzie gorsze w smaku, ani brzydsze. Wiec jesli ktos zaproponuje czekolade Lindt Excellence, ktora jest droga nawet w Anglii, to smialo mozna ja zastapic czekolada gorzka Wedla czy tez z Tesco, ktora de facto, jest bardzo smaczna.

Wiec co Wy na to?

Zasady Weekendowej Cukierni sa niemal identyczne jak zasady Weekendowej Piekarni. Co dwa tygodnie osoba prowadzaca wybierze przepis i opublikuje go na swoim blogu (przepis opublikuje rowniez i ja tutaj). Kazdy kto zapragnie sie dolaczyc, piecze ciasto, fotografuje i wyniki pracy publikuje na swoim blogu oraz wysyla je droga mailowa do mnie oraz do Gospodarza danego tygodnia. Moj @: zawszepolka@gazeta.pl

Pierwszy dwutydzien poprowadze ja, a przyszlych chetnych prowadzacych prosze o mailowe zgloszenia. Mam nadzieje, ze jakies beda :)

Czyli mamy dwa weekendy na pieczenie ciasta z przepisu ponizej: 27-29 marca i 3-5 kwietnia. Ostateczny termin wysylania zgloszen uplywa w dniu 05 kwietnia. Wpisy publikujemy w drugi weekend, czyli w dniach 3-5 kwietnia.
Prosze o emaile na adres wyzej podany o nastepujacej tresci:

1. Nazwa bloga + link do bloga
2. Imie kucharza
3. Link do przepisu

Podsumowanie bedzie sie tutaj pojawiac co drugi wtorek, tak jak w przypadku Weekendowej Piekarni. Pierwsze podsumowanie bedzie 07 kwietnia.

Zapraszam do wspolnej zabawy!

PS

Cukiernia - sklep sprzedajacy wyroby cukiernicze tj: paczki, ciasta, ciasteczka, torty, muffiny, slodkie buleczki, baby, mazurki, drozdzowki i wiele wiele innych...

Na pierwszy odcinek naszej zabawy (mozemy piec w ten weekend albo w kolejny) wybralam przepis na Maksymalnie czekoladowe ciasto: z musem czekoladowym i czekoladowa polewa

Ciasto

225g gorzkiej czekolady (70% zawartosci kakao)
5 duzych jajek, bialka i zoltka oddzielnie
150g drobnego cukru do wypiekow
125g niesolonego masla, miekkiego
50g mielonych migdalow
4 lyzki stolowe Grand Marnier (pocjonalnie)

Mus

142ml smietany kremowki
225g gorzkiej czekolady (70% zawartosci kakao)
4 duze jajka, bialka i zoltka oddzielnie

Polewa:
200g gorzkiej czekolady (70% zawartosci kakao)
50g masla
2 lyzki cukru pudru

Piekarnik nagrzac do 180 st.C (termoobieg 160 st.C, piekarnik gazowy poziom 4). Okragla tortownice o srednicy 20cm wylozyc papierem do pieczenia.

Zaczynamy od ciasta - czekolade roztapiamy w kapieli wodnej. Gdy czekolada rozpusci sie, odstawiamy ja aby ostygla. Zoltka ubijamy z cukrem (najlepiej mikserem) az masa bedzie gladka i lsniaca. Nie przerywajac miksowania dodajemy po trochu maslo ubijajac mikserem na malych obrotach. Nastepnie dodajemy wystudzona czekolade i mielone migdaly. W osobnej misce ubijamy bialka i dodajemy do masy jajecznej w dwoch czesciach delikatnie mieszajac. Przekladamy do tortownicy i pieczemy 45 - 50 minut (ciasto ma byc lekko wilgotne w srodku, ale wypieczone na brzegach). Studzimy, wyjmujemy z tortownicy i przecinamy w poziomie na pol. Dol ciasta przekladamy z powrotem do tortownicy i nasaczamy likierem.

Teraz mus - smietane ubijamy, a czekolade rozpuszczamy jak poprzednio. Do czekolady dodajemy zoltka, ubijamy, dodajemy ubita smietane i mieszamy do polaczenia skladnikow. Oddzielnie ubijamy bialka i dodajemy do czekoladowej masy. Mase wykladamy na spod ciasta, wyrownujemy i przykrywamy drugim blatem. Wstawiamy na noc do lodowki.
Na drugi dzien ciasto wyjmujemy z tortownicy i przygotowujemy polewe - maslo, czekolade i cukier topimy w kapieli wodnej, lekko studzimy i pokrywamy nia ciasto.

Smacznego!

Ponizej kod DO NOWEGO ZMNIEJSZONEGO banerka, jesli komus sie podoba :)








Przepis pochodzi z kwietniowego wydania magazynu Delicious, a tutaj mozna zobaczyc jak ciasto pieknie wyglada (to jest to przybrane stokrotkami z papieru ryzowego)

Sunday, 22 March 2009

Weekendowa Piekarnia #24 - Wiosenny chleb ze świeżym koperkiem




W tym tygodniu Gospodynia zabawy byla Aklat, ktora prowadzi blog Ucztujac..., a do pieczenia wybrala przepis na wspanialy chleb ze swiezym koperkiem. Iscie wiosenny :) I pyszny!

Oryginalny przepis wykorzystuje tylko drozdze, wiec postanowilam wprowadzic jedna mala zmiane - zamiast jogurtu dodawanego do ciasta wlasciwego dodalam aktywny zakwas zytni 100% hydracji. Do pieczenia uzylam dwoch mak w nieco innych proporcjach:

- Super Strong Premium White Bread Flour - biala maka pszenna chlebowa
- Strong Wholemeal Bread Flour - maka pszenna chlebowa z pelnego przemialu

Po oryginalny przepis zapraszam do Aklat, ja podaje u siebie ten, ktory uwzglednia moje zmiany.

Chleb ze swiezym koperkiem

Sponge

227g letniej wody
0,5 lyzeczki suszonych drozdzy
149g maki pszennej chlebowej
29g maki pszennej chlebowej z pelnego przemialu

Ciasto wlasciwe

caly sponge
60g swiezego koperku, posiekanego
227g zakwasu zytniego
1,5 lyzeczki soli
300g maki pszennej chlebowej
60g maki pszennej chlebowej z pelnego przemialu

Skladniki na sponge wymieszac, owinac folia spozywcza i zostawic na 3-12 godzin w temperaturze pokojowej (u mnie trwalo to 4 godziny).
Sponge wymieszac z zakwasem, dodac obie maki oraz koperek. Zostawic na 30 minut, po czym wyjac na lekko naoliwiony blat. Dodac sol i zagniesc ciasto, az bedzie sprezyste i gladkie. Wyrobione ciasto uformowac w kule i wlozyc do naoliwionej miski zlaczeniami do gory. Przykryc folia i zostawic do wyrosniecia na ok 2.5-3 godziny lub do momentu podwojenia objetosci. W czasie rosniecia ciasto zlozyc raz.
Wyrosniete ciasto wyjac na blat, lekko odgazowac, uformowac okragly bochenek i ponownie wlozyc do miski lub koszyka zlaczeniami do gory na ok 1,5-2 godziny. Ciasto ma podwoic swoja obejtosc, ale nalezy uwazac zeby ne przeroslo. Ja sie niestety zagapilam i mi przeroslo, wiec moj bochenek rozlal sie lekko w bok zamiast urosnac do gory.
Piekarnik nagrzac do 250 st.C wstawic wyrosniety chleb, zmniejszyc temperature do 220st.C i piec z para przez 40 minut. Chleb studzic ma kratce, az zupelnie ostygnie.

Smacznego!

PS

Obu Paniom dziekuje za zabawe i wspanialy przepis :)

PS2

Olasz dziekuje za czujnosc :* :)))

Thursday, 19 March 2009

A miało być marchewkowe




Ale nie jest, bo w ostatniej chwili zmienilam zdanie. Wszak kobieta zmienna jest. A to wszystko za sprawa dorodnych pasternakow, ktore kupilismy podczas wtorkowych zakupow. I sie upieklo. Ciasto :)
Kiedys podawalam juz przepis na ciasto cukiniowe, a calkiem niedawno na ciasto buraczane. Poniewaz piec i jesc ciasta uwielbiamy oboje, zawsze wyszperam jakis przepis "do wyprobowania'. Przepis na ciasto z pasternakiem (jesli mialabym dostep do korzenia pietruszki to uzylabym pietruszki) znalazlam na stronie angielskiego magazynu Delicious i musze powiedziec, ze ciesze sie bardzo, ze na niego trafilam. Ciasto jest pyszne. Jest lekkie, ale wilgotne. Niezbyt slodkie. Pyszne do kawy czy nawet szklanki zimnego mleka. I chociaz staram sie nie jesc nic slodkiego po godzinie 15-tej, to wczoraj wieczorem zjadlam dwa spore kawalki tego ciasta. I wcale nie jest mi zle z tego powodu :)
Dokonalam drobnych modyfikacji przepisu zastepujac make z ulepszaczami maka zwykla oraz mielonymi migdalami. Zastapilam rowniez polewe jogurtowa pysznym karmelowym sosem, ktory na swoim blogu podala Anoushka (Anoushko dziekuje sos jest rewelacyjny!) oraz... a zreszta zobaczcie sami :)

Ciasto z pasternakiem i suszonymi owocami

200g mieszanych suszonych owocow (m.in. zurawina, sultanki, koryntki)
4 lyzki stolowe polslodkiego Sherry*
2 lyzki stolowe plynnego miodu
3 duze jajka
175ml oleju z orzechow wloskich**
200g jasnego cukru brazowego
175g maki pszennej***
50g mielonych migdalow***
0.5 lyzeczki proszku do pieczenia
0.5 lyzeczki sody
1 lyzeczka mielonego imbiru
1 lyzeczka przyprawy korzennej (cynamon, nasiona kolendry, galka muszkatolowa, imbir, gozdziki, kminek)
skorka otarta z cytryny
225g pasternaka obranego i startego na tarce do jarzyn z grubymi oczkami

Karmel z solonym maslem

100g cukru
2 lyzki stolowe wody
50g solonego masla
7 lyzek crème fraîche

Piekarnik nagrzac do 180st.C (termoobieg 160stC, piekarnik gazowy poziom 4). Okragla forme o srednicy 22cm wysmarowac maslem, a spod wylozyc krazkiem papieru do pieczenia.
Suszone owoce umiescic w malym rondlu, dodac Sherry i miod i doprowadzic do wrzenia. Gotowac na malym ogniu przez ok. 2 minuty, az caly plyn zostanie wchloniety przez owoce.
W duzej misce za pomoca miksera ubic jajka, olej i cukier przez ok. 3 minuty, az masa bedzie kremowa i gladka. Oddzielnie wymieszac make z soda, proszkiem do pieczenia, mielonym imbirem, przyprawa korzenna i skorka otarta z cytryny. Do masy jajecznej dodawac stopniowo suche skladniki i delikatnie wymieszac. Na samym koncu dodac starty pasternak i suszone owoce wraz z calym plynem.
Ciasto przelozyc do przygotowanej formy i piec ok. 50 minut (do 1 godziny), robiac probe drewnianym patyczkiem.

Aby przygotwac karmel nalezy rozpuscic, nie mieszajac, wode z cukrem w garnku z grubym dnem. Gotowac, az cukier przybierze zloty kolor i zacznie gestniec. Zestawic z ognia, dodac maslo w kawalkach i dokladnie wymieszac. Nastepnie dodac crème fraîche i ponownie wymieszac. Odstawic do przestygniecia. Pokryc ciasto.

Smacznego!

* oryginalnie sok pomaranczowy
** oryginalnie olej slonecznikowy
*** oryginalnie 225g maki z ulepszaczami





Parsnip and dried fruit cake

Ingredients

200g mixed dried fruit
4 tbsp orange juice*
2 tbsp honey
3 large free-range eggs
175ml sunflower oil**
200g light muscovado sugar
225g self-raising flour***
½ tsp baking powder
½ tsp bicarbonate of soda
1 tsp ground ginger
1 tsp mixed spice
Grated zest of 1 lemon
225g parsnips, grated

For the icing

100g icing sugar
2 tbsp water
50g butter, salted
7 tbsp crème fraîche

Method

Preheat the oven to 180°C/fan160°C/gas 4. Grease a 22cm round, loose-bottomed cake tin with a little butter. Line the base of the tin with a circle of baking paper.
Place the mixed dried fruit in a saucepan with the orange juice and honey and bring to a boil. Simmer for 2 minutes until the fruit is plump and the liquid has been absorbed.
Put the eggs, sunflower oil and sugar in a large bowl and whisk with an electric hand whisk for about 3 minutes until creamy. Sift over self-raising flour, baking powder, bicarbonate of soda, ground ginger, mixed spice and the grated lemon zest. Fold into the mix with the parsnips and the mixed fruit mixture.
Spoon into the prepared tin and bake for 50 minutes -1 hour or until a skewer inserted into the centre comes out clean.

For the caramel, place the water and sugar into a non-stick pan over a low heat, and simmer without stirring until the sugar dissolves.
Slowly bring to the boil to make the caramel. As soon as the mixture thickens and begins to smell of caramel, remove from the heat, add the butter cut into chunks and stir well until butter melts. Then add the crème fraîche and stir again. Leave to cool, and cover your cake.


* I used medium-sweet Sherry
** I used walnut oil
*** I used 175g plain flour and 50g ground almonds


Monday, 16 March 2009

Gołąbki vege z kaszą gryczaną i grzybami




Ponad pol roku temu, kiedy moj blog nabieral rozpedu, podalam przepis na galabki z miesem i z ryzem.
Galabki sa jedna z potraw, do ktorych lubie wracac. Mimo ze wydaja sie bardzo pracochlonne, w rzeczywistosci takie nie sa. Wiecej przy nich brudnych garow niz czasu spedzonego w kuchni :) Wczoraj wracajac ze spaceru, zastanawialismy sie co zjesc na obiad. Mieso - nie. Makaron - nie. Ziemniaki - nie. Na pewno nic z miesem, bo mieso lubie, ale chwila oddechu od niego przydaje sie kazdemu. Poniewaz mam spore zapasy kaszy gryczanej, postanowilam zrobic wegetarianskie golabki z kasza wlasnie i z grzybami. Po spacerze wstapilismy do sklepu, gdzie udalo mi sie znalezc w miare dorodna kapuste z luznymi liscmi oraz ladne grzyby portobello. I oto wynik :)
Zrodla przepisu podac nie moge, bo dzisiejsze (a raczej wczorajsze) golabki to taka wolna amerykanka. Dodam tylko, ze duzo lepsze w smaku bylyby lesne grzyby suszone, ale niestety moje wszystkie zapasy sie wyczerpaly :(

Jeszcze kilka slow do zdjec... Pierwsza warstwe golabkow pozarlismy zanim zdazylam zrobic zdjecia i jak sie okazalo zjedlismy te najbardziej reprezentatywne, wiec do sesji zalapal sie jeden koslawy :) Ale zdjecia na wystawe nie ida, wiec mysle ze mozecie mi wybaczyc :D





Golabki z kasza gryczana i grzybami

1 glowka bialej kapusty
1 szklanka kaszy gryczanej
2 szklanki wody
250g pieczarek portobello
1 jajko
1 lyzka majeranku
1 zabek czosnku
1 duza szalotka
1/2 lyzeczki suszonej natki pietruszki
1/2 lyzeczki suszonego tymianku
1/2 lyzeczki suszonego lubczyku
sol
pieprz czarny
pieprz cytrynowy
1-2 lyzki oleju
500ml bulionu warzywnego

Sos grzybowy

1 lyzka stolowa masla
100g pieczarek portobello
1/2 lyzeczki maki ziemniaczanej
maly kubeczek kwasnej smietany
1/4 szklanki mleka
1 duza szalotka
suszona natka pietruszki
suszony tymianek
suszony lubczyk
sol
pieprz czarny


Duzy garnek napelnic woda. Kapuste obrac z wierzchnich lisci i wlozyc do garnka z gotujaca sie woda (kapusta powinna byc cala przykryta). Przykryc garnek i blanszowac kapuste na malym ogniu bardzo delikatnie obracajac glowke jeden raz. Zblanszowana kapuste ostrożnie wyjac z garnka, delikatnie zdjac liscie i odłozyc do przestygniecia. Z lisci poscinac grube nerwy.
Kaszę gryczana ugotowac w dwoch szklankach wody, pamietajac, ze nie nalezy jej rozgotowac (gdy kasza wchlonie wode, zestawiamy garnek z palnika).
Na patelni rogrzac 2 lyzki oleju i podsmazyc drobno pokrojona szalotke. Gdy bedzie szklista dodac zmiazdzony zabek czosnku, a nastepnie pokrojone w kawalki grzyby.
Gdy calosc poddusi sie, zdjac z patelni, dodac do ugotowanej kaszy i calosc doprawic przyprawami. Na samym koncu dodac lekko roztrzepane jajko.
Na kazdym lisciu kapusty polozyc lyzke farszu i zwinac w klasyczne golabki (zwinac do srodka boki liscia, zagiac nasade tak by przkryla zawiniete boki i delikatnie zrolowac cały lisc).
Dno garnka rzymskiego (moja Mama uzywa prodiza) zalac niewielka iloscia bulionu, wyscielic pozostalymi liscmi kapusty i ulozyc na nich golabki zawinięciem do dolu, ciasno jeden obok drugiego. Zalac golabki reszta bulionu. Przykryc garnek pokrywka i calosc piec w piekarniku ok. 1-1.5 godz w temp. 180 st C.

Grzyby na sos pokroic w kawalki. Na patelni rozgrzac lyzke masla, dodac pokrojona drobno szalotke i podsmazyc. Gdy stanie sie szklista dodac grzyby. Smietane rozmieszac z mlekiem i maka ziemniaczana. Dodac do podduszonych grzybow. Doprawic.

Upieczone galabki wylozyc na talerz i polac sosem.

Smacznego!





Recipe in english coming soon

Sunday, 15 March 2009

Wiosna, ach to Ty!



'Dzisiaj rano niespodzianie zapukala do mych drzwi
Wczesniej niz oczekiwalem przyszly te cieplejsze dni
Zdjalem z niej zmokniete palto, posadzilem vis a vis
Zapachnialo, zajasnialo, wiosna, ach to Ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty (...)'


Marek Grechuta 'Wiosna Ach To Ty'

Dzisiaj w Manchester byla piekna pogoda. Slonce swiecilo w okna naszego mieszkania od samego rana. Bylo pieknie, cieplo, bezdeszczowo wiec niewiele myslac wybralismy sie na dlugi wiosenny spacer w poszukiwaniu oznak wiosny. Ja zrobilam sobie przerwe od gotowania, a Polowek porzucil ogladanie skrotow ze wszystkich strzelonych i obronionych bramek...
Piekny to byl dzien!

W zalaczeniu kilka foto-dowodow.

Pozdrawiam goraco,

Polka














Saturday, 14 March 2009

Weekendowa Piekarnia #23 - Chleb na czerwonym winie z orzechami piniowymi i figami



Przyznam ze przezywalam chwile grozy - ciasto wydawalo sie byc lepkie i balam sie, ze zamiast pysznego chleba bede miala... gniot. Ale wszystko dobrze sie skonczylo. Ciasto w miare odpoczywania nabieralo sprezystosci i gladkosci. Chleb jest pyszny! Wiem, ze nie wypada sie samemu chwalic, ale mysle ze wybor tego przepisu byl strzalem w 10-tke.

Dziekuje wszystkim za wspolna zabawe!


Wielkimi krokami zbliza sie kolejna Weekendowa Piekarnia i to ja mam zaszczyt byc jej Gospodynia. 23 odcinek! Mozecie w to uwierzyc? Ile to juz tygodni wspolnego pieczenia! :) Ile miesiecy!
Kiedy Margot spytala mnie, czy i tym razem zaproponuje cos 'zakrapianego' nie moglam Jej odmowic. Wiedzialam, ze bedzie to przepis z ksiazki 'The handmade loaf', ktorej autorem jest Dan Lepard.
Zapraszam wszystkich do monopolowego po butelke dobrego, czerwonego wina i zapraszam do wspolnego pieczenia!



Chleb na czerwonym winie z orzechami piniowymi i figami

Pasta orzechowo-figowa (waga po namoczeniu i odsaczeniu - 350g)

250g czerwonego wina (autor nie okresla jakiego, ja mysle ze dobrze byloby uzyc wytrawnego)
100g orzeszkow piniowych
200g suszonych fig, pokrojonych w osemki

Ciasto wlasciwe

250g pszennej maki chlebowej (50%)*
250g pszennej maki chlebowej razowej (50%)*
1,5 lyzeczki soli
260g wina i wody (nalezy zuzyc cale wino, ktore zostanie nam po odsaczeniu fig i orzeszkow piniowych oraz dodac tyle wody by razem bylo 260g) (52%)
1,25 lyzeczki swiezych, pokruszonych drozdzy (1%) (czyli bedzie jakies 0,5 lyzeczki drozdzy suszonych i niepelne 0,5 drozdzy instant)
150g pszennego zakwasu (30%) (nie mam wiec uzyje zytniego)**
350g odsaczonych fig i orzeszkow piniowych

W rondlu umieszczamy pokrojone figi, orzeszki piniowe i wino. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 1 minute. Zdejmujemy z palnika, przykrywamy i zostawiamy na noc w temperaturze pokojowej mieszajac jeden raz przed pojsciem spac. Na drugi dzien odcedzamy i zachowujemy cale wino. Dodajemy do niego tyle wody, by caly plyn dal nam 260g.

W duzej misce mieszamy obie maki i sol. W drugiej misce mieszamy zakwas z woda i winem; dodajemy figi i oszeszki piniowe. Dodajemy make do mokrych skladnikow i calosc mieszamy reka (lub za pomoca miksera, ale na niskich obrotach bo z naszych fig nie zostanie nic). Gdy skladniki polacza sie, miske przykrywamy i odstawiamy na 10 minut, aby ciasto odpoczelo. Po 10 minutach ciasto wyjmujemy na lekko omaczony lub naoliwiony blat i krotko zagniatamy (10-15 sekund). Przekladamy do czystej miski, przykrywamy i odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie ciasto zagniatamy ponownie (10-15 sekund), po czym ciasto skladamy i przekladamy z powrotem do miski na 1,5 godziny. Po tym czasie ciasto wyjmujemy, lekko odgazowujemy (inaczej bedziemy miec wieeeelekie dziury) i dzielimy na dwie rowne czesci. Z kazdej czesci formujemy kule i zostawiamy na 5 minut. Nastepnie kazda kule walkujemy w owal o grubosci mniej wiecej 2cm. Moja uwaga jest taka, ze mozna albo zostawic jeden okragly bochenek, albo zostawic dwa okragle bochenki mniejsze. Ja nie bede raczej ich walkowac bo nie lubie plaskich chlebow :) Jak zechcemy tak zrobimy. Jesli zdecydowalismy zostawic kule (jedna lub dwie), to wkladamy je do koszykow (koszyka) zlaczeniami do gory, jesli je rozwalkowalismy to zostawiamy nasze dwa 'placki' na omaczonej scierce i przykrywamy druga omaczona scierka. Zostawiamy do rosniecia na ok. 1,5 godziny.
Piekarnik nagrzewamy do 210 st.C. Wierzch bochenkow lekko smarujemy oliwa (za pomoca pedzelka) i nacinamy na ukos na calej powierzchni (mozna naciac jak kto lubi). Przenosimy bochenki na blache (kamien) i pieczemy przez 45 minut do zloto-zbrazowienia. Upieczony bochenek wyda pusty odglos jesli w niego popukamy.

Zapraszam!

* poniewaz nie lubimy razowego pieczywa uzylam 400g maki pszennej chlebowej i 100g maki pszennej chlebowej razowej

** uzylam zakwasu zytniego

PS

A tu mi Google wygooglalo dwa przepisy: Pierwszy wierny oryginalowi i Drugi upieczony na zaczynie

Dodam tylko ze w ksiazce ten chleb nie jest tak czerwony jak w tym pierwszym przepisie, ale moze pozmieniali kolory :D



Thursday, 12 March 2009

Krupnik mojej Mamy. Najprostszy. Najlepszy.



Przyznam, ze nosilam sie z zamiarem ugotowania zupy jarzynowej. Bo to, ze zupe zjesc chcialam bardzo, to wiedzialam. Nie wiedzialam tylko jaka. Zwlaszcza, ze kolejny raz obiecalam sobie wyprobowac przepisy (a przynajmniej polowe z nich) z ksiazek, ktore juz nabylam, zanim kupie nowe. Taaaak obiecanki-cacanki. Juz ostrze zeby na kilka kolejnych.
Ale wracajac do zupy... Pomysl na krupnik podsunela mi Patrycja, z ktora lubie rozmawiac o zdrowym odzywianiu. I chociaz osobiscie diet unikam jak ognia, a one zupelnie do mnie nie przemawiaja, to bardzo cenie wszelkie Patrycji porady.
Wiec stanelo na krupniku. Zaczelam przeszukiwac rozne przepisy, sprawdzajac skladniki, przyprawy i wiecie co odkrylam? Tak naprawde wiekszosc z nich niewiele ma wspolnego z prawdziwym polskim krupnikiem. Postanowilam nie cudowac i zrobilam krupnik taki, jaki zapamietalam z domu. Lekki, delikatny, gotowany na delikatnym miesie, a nie kosciach i z duza iloscia warzyw. Kiedys jak bylam mlodsza zarzekalam sie, ze nigdy przenigdy nie bede miala dzialki bo jest tam pelno mrowek ;) Teraz oddalabym wiele za kawalek ogrodka z dobra ziemia. Wierze, ze moje marzenie sie kiedys spelni.

Krupnik jest bardzo pozywna zupa. Swietnie sprawdza sie w chlodne, jesienne i zimowe dni i tak naprawde moze zastapic caly obiad. Mozna uzyc kaszy jeczmiennej drobnej, albo grubej. Mozna warzywa zetrzec na tarce lub pokroic w kostke. Najwazniejsza rzecz to umiejetnosc odpowiedniego doprawienia zupy i powstrzymania sie przed dodaniem wiekszej ilosci kaszy, bo choc na poczatku zupa wydaje sie byc rzadka, to kasza pecznieje i zamiast zupy bedziemy miec gulasz :) Krupnik mozna ugotowac na wywarze miesnym lub warzywnym. Warto tez dodac kilka suszonych grzybow.

Zapraszam na zamojski krupnik!



Krupnik mojej Mamy

3l wrzatku
1 szklanka kaszy jeczmiennej
mieso z kurzych udek (mozna pominac)
4-5 malych ziemniakow
4 pasternaki (lepsza jest pietruszka, ale jak sie nie ma co sie lubi...)
4 marchewki
1/3 nieduzego selera (mam! znalazlam!)
1/2 rzepy
3 liscie laurowe
4-5 ziarenek ziela angielskiego
1 caly zabek czosnku
1 duza obrana cebula
pieprz do smaku
sol do smaku
kilka suszonych grzybów
garsc posiekanej natki pietruszki
garsc posiekanego koperku
1 lyzka stolowa dobrego masla

Warzywa pluczemy i obieramy; cebule opalamy nad ogniem (ja uzylam palnika spozywczego). Do duzego rondla wkladamy:
2 marchewki, 2 pasternaki, mieso, liscie laurowe, ziele angielskie, kilka ziarenek pieprzu, kilka suszonych grzybow, seler, rzepe, czosnek, opalona cebule i zalewmy 3l wrzatku.
Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na malym ogniu okolo godziny. W miedzyczasie kroimy ziemniaki w kostke i pluczemy je w zimnej wodzie, a na tarce do jarzyn (grube oczka) scieramy pozostale marchewki i pasternaki (pietruszki). Po godzinie wyjmujemy mieso i warzywa z wywaru, wywar odcedzamy i przelewamy do czystego garnka. Warzywa z wywaru kroimy w kostke, mieso dzielimy na male kawalki. Do wywaru dodajemy oplukana kasze, ziemniaki pokrojone w kostke, starte warzywa, warzywa z wywaru i podzielone na kawalki mieso i calosc gotujemy do miekkosci kaszy. Doprawiamy sola i pieprzem. Na samym koncu dodajemy solidna lyzke dobrego masla. Przed podaniem posypujemy natka pietruszki i koperkiem.

Smacznego!

Przepis dedykuje mojej Mamie :*

Recipe in english coming soon

Tuesday, 10 March 2009

Wegetariańskie curry z zielonej soczewicy (Veggie green lentils curry)



Dawno. dawno temu... zobaczylam bardzo fajny przepis na blogu Bei. Przepis na gulasz z ciecierzycy i soczewicy brzmial jak najbardziej interesujaco. Pozniej na Galerii Potraw przypomniala go Ola. I tak zapadl mi w pamieci az do wczoraj, kiedy kilka tajskich baklazanow (dokladnie sztuk 8) wybieralo sie do smietnika, zupelnie nie pytajac mnie o zgode. Okazalo sie, ze w lodowce lezy sobie pol opakowania pieczarek 'chestnut', a w szafce jak zwykle trzymam maly arsenal roznego rodzaju soczewicy. I z mala pomoca tego przepisu wymyslilam sobie gulasz. Zupelnie bezmiesny i wegetarianski.

Poniewaz biuro w ktorym pracuje jest zaopatrzone w kuchenke mikrofalowa, wczoraj przynioslam sobie mala porcje tego gulaszu na lunch. Koledzy 'po fachu', dwaj rodowici Anglicy, dla ktorych miara dobrego jedzenia jest okreslona ilosc bekonu w danej potrawie, spytali co tak ladnie pachnie. Gulasz - odpowiedzialam. A z czego? - padlo ochocze pytanie. Wiec zaczelam po kolei wymieniac skladniki. W polowie przerwali mi i zawiedzionym glosem, jednomyslnie odpowiedzieli - bleeeeeeee...No ale o gustach nie nie dyskutuje :) Zreszta jak mozna dyskutowac o gustach osob, dla ktorych tematem przewodnim jest bekon pod roznymi postaciami - bekon na toscie, na kanapce, jajka na bekonie, bekon pieczony, bekon smazony, kielbaski w bekonie, bekon w kielbaskach itp... :))
Za to nam gulasz bardzo posmakowal i juz wymyslam w glowie rozne wariacje na jego temat. Nastepnym razem sprobuje paste curry zastapic proszkiem curry, moze dodam jakies warzywo, a jakies zabiore? Chodza mi po glowie pomidory, ktore sa w przepsie Bei... No zobaczymy :)
Dodam jeszcze tylko jedno - szkoda ze w Polsce je sie tak duzo ziemniakow, a tak malo soczewicy!

A ponizej dwie tabelki w temacie samej soczewicy:

Wartosci odzywcze na 100g soczewicy:


Zrodlo: Wikipedia


Zrodlo: Wikipedia

Wegetarianskie curry z soczewicy

1 duza cukinia, pokrojona w krotkie slupki
8 tajskich baklazanow, pokrojonych w cwiartki
10 pieczarek ‘chestnut’, przekrojonych na pol
2 srednie marchewki, pokrojone w krotkie slupki
2 srednie pasternaki, pokrojone w krotkie slupki
1 czerwona papryka, pestki usuniete, pokrojona w paski
3 lyzki stolowe oleju (ja uzylam rzepakowego)
1 lyzeczka papryki w proszku
1 czerwona cebula, pokrojona w cienkie polplasterki
1 lyzeczka ziaren groczycy
1 lyzka stolowa zielonej pasty curry
250g zielonej soczewicy
750ml bulionu warzywnego (uzylam organicznego bulionu z kostki Marigold Organic Swiss bez glutenu i drozdzy)
2 lyzeczki suszonej kolendry

Piekarnik nagrzac do 190°C(termoobieg 170°C, piekarnik gazowy poziom 5). Pokrojone warzywa umiescic na duzej i plaskiej blaszce do pieczenia. Skropic oliwa (mozna uzyc wiecej wtedy warzywa nie beda suche) i posypac papryka w proszku. Lekko wymieszac, tak by wszystkie warzywa pokryly sie oliwa rownomiernie i piec 15-20 minut do zbrazowienia. W miedzyczasie w rondlu o grubym dnie i na niewielkiej ilosci oleju podsmazyc cebule. Kiedy cebula zeszkli sie dodac nasiona gorczycy i smazyc tak dlugo, az zaczna strzelac (a zaczna!). Nastepnie dodac paste curry i soczewice. Smazyc calosc doslownie chwilke i wlac bulion. Zmniejszyc moc palnika i gotowac 15-20 minut, az soczewica bedzie miekka i wchlonie bulion (w razie koniecznosci mozna dodac wiecej bulionu). Na samym koncu dodac grillowane warzywa i suszone kolendre.

Smacznego!





Veggie green lentils curry

Ingredients

1 large courgette, cut into chunks
8 egg plants, quartered
10 chestnut mushrooms, halved
2 medium carrots, cut into chunks
2 medium parsnips, cut into chunks
1 red pepper, deseeded and sliced
3 tbsp vegetable oil
1 tsp paprika powder
1 red onion, chopped
1 tsp mustard seeds
1 tbsp green curry paste
250g dried green lentils
750ml vegetable stock
2 tsp dried coriander

Method

Preheat the oven to 190°C/fan170°C/gas 5. Place all vegetables (egg plants, courgette, chestnut mushrooms, carrots, parsnips, and red pepper) in a shallow roasting tin. Drizzle with 3 tbsp vegetable oil and sprinkle with paprika. Stir well to coat and bake for 20-25 minutes, until golden brown.
Meanwhile, in a pan, gently fry red onion, chopped, for 5 minutes, until soft. Add mustard seeds and cook until they pop, then stir in green curry paste.
Stir in 250g dried green lentils and 750ml vegetable stock and simmer for 15-20 minutes, until the lentils are tender.
Stir in a handful chopped fresh coriander and roasted vegetables. Serve immediately.

Enjoy!



Sunday, 8 March 2009

Weekendowa Piekarnia #22 - Warkocz pszenny jabłkowo-cynamonowy



W tym tygodniu gospodarzy nam Kasiac z blogu Pokrojone doprawione, ktora wybrala dwa super przepisy (oba mozna zobaczyc u samej Kasiac tutaj.
Jako ze jest nas tylko dwoje i dawno juz pieklam cos slodkiego, wybralam Warkocz pszenny jablkowo-cynamonowy. Korcilo mnie jak nie wiem, zeby cos zmienic, ale postanowilam ze tym razem pozostane wierna (no moze prawie) oryginalowi :)
Chleb (warkocz) pieknie pachnie podczas pieczenia i jest bardzo smaczny. Co prawda nie smakuje jak chalka, bo nie ma dodatku masla, ale z dodatkiem dzemu czy zoltego sera .. poezja!

Zmniejszylam tylko ilosc drozdzy, ktore przed dodaniem do maki reaktywowalam w cieplej wodzie i zrobilam swoj warkocz z polowy porcji, a i tak wyszedl wieeeeeelki. I nie uzylam foremki, bo zamarzyl mi sie ksztat chalki :)

Kasiac dziekuje za super przepis, a Margot za wytrwalosc w prowadzeniu wspolnej zabawy!

PS
Od 10 lat mam krotkie wlosy i naprawde zapomnialam jak sie plecie warkocz! Dlatego jest lekko koslawy :D



Warkocz pszenny jabłkowo-cynamonowy

1/4 lyzki suszonych drozdzy
1 lyzka jasnego cukru muscovado
1/2 szkl cieplej wody (40-45°C)
1/2 szkl cieplego mleka
3 szkl maki pszennej chlebowej (strong bread flour)
1 duze jablko obrane i pokrojone w kostke
1/2 szkl suszonych rodzynek
1/2 szkl posiekanych orzechow wloskich
1 lyzka oleju z orzechow wloskich
1 duze jajko w temp. pokojowej
1 lyzeczka mielonego cynamonu
1/2 lyzeczki syropu klonowego
1/2 lyzeczki przyprawy korzennej
1/2 lyzki soli

Drozdze rozpuscic w 1/2 szklanki cieplej wody (aktywacja drozdzy). W duzej misce uzywajac trzepaczki balonowej wymieszac cukier, cieple mleko i 1 szklanke maki, po czym dodac mieszanke dorozdzy i wody. Calosc wymieszac az masa bedzie gladka, przykryc folia spozywcza i odstawic do wyrosniecia na ok 1 godzine.
Po godzinie dodac orzechy, rodzynki, olej, jajko, cynamon, syrop klonowy, przyprawe korzenna, sol i reszte maki. Calosc polaczyc za pomoca miksera, az ciasto utworzy kule, po czym wyjac na lekko naoliwiony blat i wyrabiac recznie az bedzie gladkie i sprezyste. Pod koniec zagniatania dodac pokrojone jablka i wgniesc je w ciasto.
Czysta miske wysmarowac olejem, wlozyc ciasto, obrocic by cale pokrylo sie olejem, zakryc folia i zostawic do wyrosniecia w temp. pokojowej na 1.5 - 2 godziny.
Po tym czasie ciasto wyjac na lekko naoliwiony blat i odgazowac. Podzielic na trzy rowne czesci i z kazdej uformowac walek o dlugosci 40 cm (grubszy po srodku a cienszy na koncach), po czym zaplesc warkocz. Konce ciasta mocno skleic i lekko podwinac pod spod. Warkocz zostawic do wyrosniecia do podwojenia objetosci.
Piekarnik nagrzac do 175 st.C i wstawic warkocz. Piec 20 minut, posmarowac roztrzepanym jajkiem i piec kolejne 20 - 25 minut.

Smacznego!



Friday, 6 March 2009

Buraczane. Ciasto. Mocno czekoladowe.



foodelek: przepisy tygodnia

No wszystkiego sie spodziewalam, ale ze znajde taki przepis i to na stronie angielskiego magazynu.. to powiem Wam ze jest to dla mnie duze zaskoczenie. Po pierwsze dlatego, ze Anglicy burakow jedza malo. Nie znaja cwikly, barszczu czerwonego, gotowanych tartych buraczkow z odrobina smietany. A szkoda przeciez burak to taka dobra rzecz! Po drugie nigdy nie spodziewalam sie, ze efekt takiego polaczenia bedzie tak rewelacyjny... Poezja!
To tyle slowem wstepu :) Zapraszam do przestudiowania skladnikow i polecam to ciasto z reka na sercu :)

PS
Polowek do tej pory nie chce mi uwierzyc ze w ciastku sa tarte buraki :) I wsunal dzisiaj ze trzy kawalki i cos tak czuje ze to nie koniec...

Ciasto czekoladowo-buraczane

250g gorzkiej czekolady polamanej na kawalki (uzylam Lindt Excellence 85%)
3 duze jajka
200g jasnego cukru muscovado
100ml oleju slonecznikowego
1 lyzeczka ekstraktu z wanilii
100g maki pszennej*
1/4 lyzeczki sody oczyszczonej**
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
50g mielonych migdalow
250g surowych burakow

Nie moglam sie powstrzymac i ciasto pokrylam moim ulubiona masa:Czekoladowym sosem z bialej czekolady i pasty Wasabi

150g bialej czekolady
200g miekkiego niesolonego masla
1 lyzeczka pasty Wasabi
1 lyzeczka ekstraktu z wanilii


Piekarnik nagrzac do 180°C (termoobieg - 160°C, piekarnik gazowy – poziom 4). Tortownice o srednicy 22cm (ja uzylam 20cm z powloki nieprzywieralnej) posmarowac maslem i wylozyc papierem do pieczenia.
Czekolade polamana na kawalki wlozyc do miski, umiescic nad garnkiem z parujaca woda i rozpuscic, az bedzie lsniaca. Odstawic by lekko przestygla.
Jajka ubic z cukrem i oliwa za pomoca miksera przez okolo 3 minuty (ja ubilam najpierw jajka z cukrem i na koncu dodalam olej). Mikser odstawic i za pomoca drewnianej lyzki bardzo delikatnie ‘wmieszac’ do masy jajecznej ekstrakt waniliowy, przesiana make, sode i proszek do pieczenia, oraz mielone migdaly.
Buraki obrac i zetrzec na tartce o drobnych oczkach, uzywajac rekawiczek gumowych (chyba ze lubimy sie pochwalic w pracy jak to lubimy trzec buraki :)) Odcisnac nadmiar soku. Do masy jajecznej dodac starte buraki i stopiona czekolade. Calosc delikatnie wymieszac.
Przelozyc mase do tortownicy i piec przez ok 50 – 60 min, robiac probe drewnianym patyczkiem. Piekarnik wylaczyc zostawiajac w nim ciasto na chwile; pozniej ciasto wyjac i ostudzic na kratce.
Biala czekolade rozpuszczamy w misce ustawionej nad garnkiem z parujaca woda i zostawiamy, by ostygla. W drugiej misce ubijamy maslo tak dlugo, az bedzie puszyste. Dodajemy czekolade, wanilie i paste Wasabi. Miksujemy az skladniki polacza sie, a masa bedzie blyszczaca. Sosem pokryamy cale ciasto i wstawiamy do lodowki.

* oryginalnie 100g maki pszennej z ulepszaczami (po co skoro i tak dodajemy proszek i sode)
** oryginalnie 1/2 lyzeczki (zdecydowanie za duzo)




Chocolate beetroot cake

Ingredients

250g plain chocolate, broken up (I used Lindt Excellence 85% cocoa)
3 large free-range eggs
200g light muscovado sugar
100ml sunflower oil
1 tsp vanilla extract
100g plain flour*
1/4 tsp bicarbonate of soda**
1/2 tsp baking powder
50g ground almonds
250g raw beetroot

White choclate and wasabi paste icing

150g white chocolate
200g soft butter, unsalted
1 tsp Wasabi paste
1 tsp vanilla extract

Method

Preheat the oven to 180°C/fan160°C/gas 4. Grease a 22cm round, loose-bottomed cake tin with a little butter and line the base with baking paper.
Place the plain chocolate in a bowl and set over a pan of gently simmering water. Allow the chocolate to melt slowly until smooth, then set aside to cool.
Place the eggs, sugar and sunflower oil in a large mixing bowl and whisk together, using an electric hand whisk, for about 3 minutes until the mixture is smooth and creamy. Stir in vanilla extract, then sift over self-raising flour, bicarbonate of soda, baking powder and gently fold in, together with the ground almonds.
Using a pair of rubber gloves to protect your fingers from staining, peel and grate the beetroot, then squeeze out the excess liquid. Fold the beetroot into the mixture with the cooled chocolate, until thoroughly mixed.
Pour the mixture into the prepared tin and bake for 50 minutes-1 hour. Cover with foil if the cake browns too quickly. Test the cake by inserting a skewer into the centre to see if it comes out clean. Cool for a little while, then remove from the tin and leave to cool completely on a wire rack.
For the icing, place white chocolate in a bowl set over a pan of gently simmering water. Allow to melt gently until smooth. In a small bowl beat the butter until soft and creamy, add the melted chocolate, vanilla extract and Wasabi paste. Beat until smooth and glossy. Cover your cake and keep it chilled.

* the original recipe uses self-raising flour instead of plain flour
** the original recipe uses 1/2 tsp bicarbonate of soda




Zrodlo: Delicious Magazine

Wednesday, 4 March 2009

Tajskie Zielone Curry z Kurczaka (Thai Green Chicken Curry)



foodelek: przepisy tygodnia

Kiedy pierwszy raz zamowilam tajskie curry w restauracji Busaba w Londynie, nie sadzilam ze wkrotce stanie sie ono jedna z moich ulubionych potraw.
Zielone curry mialam okazje jesc pozniej wiele razy (miedzy innymi w restauracji Tampopo), ale nigdy nie moglam sie zdecydowac na zrobienie curry w domu. Zawsze brakowalo mi jakiegos skladnika (jak to sie mowi ‘biednemu wiatr w oczy wieje’ :)). I niby jestem od internetu i zasobow przegladarki Google mocno uzalezniona, a dopiero calkiem niedawno wpadlam na pomysl aby za jej pomoca poszukac sklepu z tajskimi artykulami spozywczymi w swojej okolicy. I co sie okazalo? Dwie minuty od mojej pracy znajduje sie ogromny tajski Food Store! Sklep znajduje sie w chinskiej dzielnicy China Town i choc ciezko go znalezc, bo miesci sie w piwnicy i nie jest dobrze oznaczony, spotkalismy tam mnostwo wielbicieli tajskiej kuchni.
Powiem Wam tylko jedno – weszlam tam i nie wiedzialam w ktora strone mam spojrzec. Jest tam doslownie WSZYSTKO. Warzywa, owoce, mrozonki, slodycze, ryz, maki, pasty curry, makarony, dodatki. WSZYSTKO. Wiec niewiele myslac nabylam droga kupna kilka potrzebnych skladnikow i postanowilam zrobic zielone curry z kurczaka. Ubolewam tylko nad brakiem tajskiej bazylii, ktora akurat byla ‘w drodze’, ale bardzo mila Pani przeprosila mnie i zaprosila ponownie w tym tygodniu, co na pewno uczynie.
Czuje ze pokochalam ten sklep od pierwszego wejrzenia.

Tajskie Zielone Curry z Kurczaka

500g miesa kurczaka (udka) bez kosci pocietego w paski
1 lyzka stolowa oliwy z pestek winogron lub rzepakowego
2 lyzki stolowe zielonej pasty curry
1 lyzka cukru palmowego
1-2 zdzbla trawy cytrynowej
6-8 lisci limonki kaffir (swieze podzielone na kawalki, suszone uzyte w calosci)
400ml (1 puszka) mleka kokosowego
100ml kremu kokosowego
200g tajskich baklazanow
150g dlugiej zielonej fasolki pocietej na kawalki
2 lyzki sosu rybnego
garsc swiezej kolendry (uzylam suszonej)
garsc tajskiej bazylii i male czerwone tajskie chilli (opcjonalnie)
swiezy korzen galangalu (5-cio centymetrowy kawalek)

Mieso kurczaka pociac w paski. W woku lub duzej patelni rozgrzac olej i dodac krem kokosowy. Smazyc przez 5 minut az bedzie lsniacy i gesty. Dodac paste curry i cukier i smazyc przez okolo minute; dodac trawe cytrynowa. Dodac kurczaka, smazyc przez 2-3 minuty mieszajac. Wlac mleko kokosowe i smazyc dopoki na wierzchu nie pojawi sie cienka warstwa oleju. Zmniejszyc ogien i dodac sos rybny, fasolke, baklazany i liscie limonki (jesli uzywamy suszonych). Gotowac na srednim ogniu do miekkosci warzyw. Na samym koncu dodac starty galangal i jesli uzywamy swiezych lisci limonki dodac je teraz. Curry zestawic z ognia i posypac kolendra, tajska bazylia oraz posiekanym chilli. Curry najlepiej smakuje lekko przestudzone - wtedy staje sie kremowe i uwalnia najwiecej smaku i aromatow.
Podawac z ryzem jasminowym.

Zrodlo: Przepis to kompilacja przepisu Joanny z GP oraz przepisu znalezionego on-line na stronie Thai Food Online



Thai Green Chicken Curry

Ingredients

500g skinless, boneless chicken (in bite sized pieces)
1 tablespoon Vegetable oil
2 tablespoons Green curry paste
1 tablespoon Palm sugar
1-2 stalks Thai Lemongrass
6-8 Fresh Kaffir lime leaves, torn into pieces
200g Thai Eggplant
150g stringless beans cut into pieces
400ml (1 can) Coconut milk
100ml coconut cream
2 tablespoon of Thai fish sauce
5-cm piece of fresh galangal, grated
Small handful of Thai Coriander, roughly chopped
Thai Basil and Thai Red Chillies (optional)

Method

Cut the chicken up into smallish bite size pieces.Heat the oil in a wok or large frying pan and add the coconut cream. Cook until thick and glossy. Add the green curry paste and sugar and cook over a fairly high heat for about a minute, stirring with the lemongrass. Stir in the chicken and cook for 2-3 minutes. Add the coconut milk slowly, and continue to stir while cooking until a thin film of oil appears on the surface. Reduce the heat slightly and fish sauce, beans, eggplants and kaffir lime leaves (if using dried ones). Bring to a boil and cook over a medium heat until the chicken begins to change colour. Adjust the flavours to suit yourself. Add the galangal and kaffir lime leaves (is using fresh ones). The curry is now best left to sit for a few minutes so the sauce becomes creamier. You will also taste the true flavours of the curry paste ingredients when it's slightly cooler. Garnish with Thai basil and chopped Thai red chilli.
Serve with lots of fragrant Thai jasmine rice.


Monday, 2 March 2009

Picau ar y Maen (Welsh Cakes)



Dzien Swietego Dawida (Dewi Sant, Saint David czy tez Dydd Gŵyl), patrona Walii, obchodzony jest 1-go marca. Dzien ten zostal ustanowiony na czesc smierci patrona, ktory zmarl wlasnie w tym dniu w 589 roku i jest obchodzony az po dzien dzisiejszy.
W 2003 roku w Stanach Zjednoczonych dzien Sw. Dawida zostal uznany za swieto panstwowe, a w dniu 1 marca budynek Empire State Building w Nowym Jorku zostal oswietlony barwami narodowymi Walii - czerwonym, zielonym i bialym.

Co roku w kazdym miescie organizowane sa parady, a najwieksza z nich odbywa sie w miescie Cardiff. W innej miejscowosci Colwyn Bay (polnocna Walia) w paradzie bierze udzial kilkaset mieszkancow, w tym dzieci w wieku szkolnym. Walijczycy obchodza ten dzien radosnie, bawiac sie, spedzajac czas z przyjaciolmi na wspolnych obiadach, przyjeciach, koncertach i recitalach. Dodatkowo by uczcic ten dzien, mieszkancy Walii nosza dwa symbole - mezczyzni symbol pora, osobisty symbol Sw. Dawida (leek), a kobiety zonkila (daffodil), ktore rozkwitaja wlasnie w marcu. Por ma znaczenie patriotyczne - zolnierze walijscy byli ubrani bardzo podobnie do wrogich zolnierzy angielkich i zeby moc sie odroznic nosili wlasnie pory. Te dwa symbole laczy cos jeszcze - maja bardzo podobne nazwy w jezyku walijskim: por to Cenin, a zonkil to Cenin Bedr. Mlodsze dziewczynki czasami do szkoly ubieraja specjalny walijski stroj - dluga welniana spodnice, biala bluzke, welniany szal i walijski kapelusz.

Zrodlo: Wikipedia

Jedna z potraw przygotowywanych w dniu Sw. Dawida sa Walijskie Ciastka (Welsh Cakes), wygladem przypominajace nasze racuchy. Nam (mi i Polowkowi) ich smak przypomina troche angielskie Hot Cross Buns. Ciastka robi sie bardzo szybko, skladniki pieknie lacza sie w kule, ciasto calkiem niezle sie walkuje (musialam troszke posypac blat maka) i szybko smazy. Ciastka sa smaczne i idealne na lekkie sniadanie. Dodam tylko ze tradycyjnie przygotowuje sie je z masla i smalcu. Ale do takich rzeczy trzeba miec dobry, domowy smalec. Ja poprzestalam na dodaniu masla. I jeszcze maly dodatek - przepis w jezyku walijskim :) Powodzenia w czytaniu!

Ciastka walijskie

240g maki 'self-raising'(z ulepszaczami)*
1 lyzeczka przyprawy korzennej (cynamon, nasiona kolendry, galka muszkatolowa, imbir, gozdziki, kminek)
120g masla
90g drobnego cukru do wypiekow
60g rodzynek (koryntek)
30g sultanek
1 jajko

Make przesiac do miski, dodac sol i przyprawe korzenna. Maslo pokroic w kostke i dodac do maki, nastepnie za pomoca palcow lub 'pastry blender' polaczyc razem, az cala mieszkanka zacznie laczyc sie w grudki. Dodac rodzynki (koryntki), sultanki i cukier. Na samym koncu dodac lekko roztrzepane jajko. Wszystko razem wymieszac i jesli ciasto jest zbyt suche dodac 1-2 lyzki mleka. Ciasto wyjac na blat lub stolnice i rozwalkowac na grubosc 5mm. Wyciac 5cm krazki (z podanej ilosci powinno wyjsc ok. 12). Patelnie z powloka nieprzywieralna rozgrzac i smazyc ciastka do zbrazowienia najpierw z jednej strony, a pozniej z drugiej, obracajac je jeden raz w trakcie smazenia. Dobrze usmazone ciastka powinny byc brazowe na krawedziach, ale miekkie w srodku. Usmazone posypujemy cukrem i podajemy cieple.
Welsh cakes pozostaja swieze przez 4-5 dni jesli trzymane sa w folii. Smakuja rownie dobrze na zimno. Moga byc podane z maslem i z dzemem, a nawet z dzemem i serem.

Smacznego!

* mozna uzyc 240g zwyklej maki pszennej i dodac 1 lyzeczke proszku do pieczenia



Picau ar y Maen

Cynhwysion:

240g blawd hunan-godi
1 llwy de sbeis cymysg
120g menyn
90g siwgwr mân
60g cwrants
30g sultanas
1 wy

Wedi hidlo'r blawd i fowlen dylid ychwanegu'r halen a'r sbeis cymysg. Torrwch y menyn yn sgwariau bychan cyn ei rwbio i fewn i'r blawd gyda blaenau'r bysedd nes fod y cymysgfa fel briwsion mân. Wedi hyn gellid ychwanegu'r ffrwythau a'r siwgwr. Yn olaf, gellir ychwanegu wy wedi ei guro a'i gymysgu i fewn i wneud toes caled. Os nad yw'n dod at ei gilydd yn dda gellir ychwanegu ychydig o ddwr neu lefrith. Pan mae'r toes yn barod dylid ei ddodi ar fwrdd marmor neu bren wedi ei iro a blawd a'i rowlio allan i drwch o tua 5mm. Gellir torri'r cacenau allan nawr gyda torrwr toes tua 5cm mewn diamedr (dylid cael tua dwsin o gacenau o'r cymysgedd yma). Yn draddodiadol 'roeddynt yn cael eu pobi ar gridl ffwrn ond gellid defnyddio padell ffrio ddi-lynn sych ar wres canolig. Dylid pobi'r picau nes yn frown euraidd ar yr ochor gyntaf cyn ei droi drosodd a cwblhau'r coginio ar yr ochor arall. Dyliai'r picau fod wedi eu pobi ar bob ochor ond yn dal ychydig yn feddal yn y cannol. Pan maent yn barod dylid hidlo siwgwr caster ar ben y cacenau a'u gweini yn boeth.



Welsh Cakes

Ingredients:

240g self-raising flour
1 tsp mixed spice
120g butter
90g caster sugar
60g currants
30g sultanas
1 egg

Method:

After sifting the flour into a bowl add the salt and mixed spice. Next cut the butter into cubes, and begin ribbing into the flour with your fingertips until the mixture resembles fine breadcrumbs. Now add the currants, raisins and the sugar. Finally add a beaten egg and mix in to form a stiff dough (if the dough fails to come together add a little water or milk). Tip out onto a floured board or granit worksurface and roll out until it's about 5mm thick. Use a 5cm cutter to form the cakes (this mixture should yield about a dozen). Set the Welshcakes in this and cook on one side until golden brown. Then turn them over and cook on the other side (only turn once if possible). When done the Welshcakes should be golden brown on both sides but still a little soft in the middle. Arrange on a plate, sift some caster sugar over the top and serve hot.
The Welshcakes will keep in a sealed tin for four or five days and are quite delicious cold. They may also be served topped with butter and jam (or even jam and cheese).


Zrodlo: Celtnet Recipes