Thursday, 30 July 2009

Pieczony kurczak w sosie teriyaki, chutney z mango i quinoa




Ja dziękuję za takie lato :( Cały lipiec wypełniony jest po same brzegi deszczem, zimnem, wilgocią i burzą z piorunami... Już nawet nie jest okropnie – jest OBRZYDLIWIE. Z ukrywaną zazdrością (ukrytą za łączami, złączeniami i ekranami) patrzę jak większość z Was narzeka na upały. Naprawdę wiele bym dała za kilka dni gorąca i promieni słonecznych. Piegi z nosa znikły mi już miesiąc temu, bo wtedy po raz ostatni raz widziały słońce.

Dzisiaj spóźniłam się do pracy. Wyjście z domu opoźniala ulewa z gradem i burza z piorunami. A dodać trzeba, że burzy boję się okropnie. Jak byłam mała to zawsze chowałam się pod stół i prosiłam Mamę, by zakrywała go tak dużym obrusem, by jego brzegi zwisały aż do samej podłogi. Niestety dorosłe życie wymaga od nas wielu poświęceń i czasami trzeba wyjść z domu pomimo okropnej pogody. No i wyszłam dzisiaj, bo wydawało mi się, że już padać przestaje... Po pięciu miutach byłam cała mokra. Wiatr wywijał moją parasolką w każdą strone, jak chciał, a ja jak na złość nie mogłam zatrzymać żadnej taksówki! Dookoła grzmiało i błyskało.
Doszłam do pracy mocno wystraszona, mokra i zziębnięta (nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię to słowo:)). Zrobilam sobie kubek dobrej herbaty Earl Grey i próbuję wyschnąć i ochłonąć po tych okropnych przeżyciach. Lubię szum desczu, ale dopóki nie muszę wyjść z domu i w szumie tym uczestniczyć.

Dzisiaj rano wgrałam na blog zdjęcia z mojego ostatniego obiadu tydzień temu. Nie znaczy to, że nic nie jem! Ale nie chce mi się gotwać i co wieczór robię proste i szybkie sałatki. Ciężko jest ugotować sobie coś wykwintnego, kiedy wychodzi się z domo o godzinie 8-ej, a wraca o 19-tej... Brakuje mi oddechu i wolnego czasu.

Obiad był prosty, ale bardzo smaczny. Ostatnio jem mało mięsa, ale raz na jakiś czas czuję, że nie mam ochoty na nic innego. Wtedy zazwyczaj jem drób lub wołowinę. Kupiłam sobie pierś z kurczaka z farmy ekologicznej, dzień wcześniej zamarynowałam w pysznym sosie teriyaki i upiekłam. A do tego gwóźdź programu, bez którego myślę całe danie nie smakowało by tak rewelacyjnie – chutney z mango. Przepis na ten chutney znalazłam w serwisie Ugotuj.to. Gorąco Wam go plecam! Jest pyszny. Można go zrobić i trzymać w lodówce przez około tydzień (w zamkniętym słoiczku) i jeść w towarzystwie kanapek z żółtym serem lub wędliną.

Trochę smutno wygląda ta samotna pierś kurczęcia na talerzu, ale (jak wiecie) od pewnego czasu gotuję tylko dla samej siebie, więc staram się nie robić tego na zapas bo nigdy nie wiem, na co będę miała ochotę jutro :)

Sos teriyaki używany jest głównie do marynowania mięs pieczonych na grilu, ale również świetnie wykańcza kade danie. Smakuje rewelaxyjnie jako dip. Po zrobieniu możemy trzymać go przez kilka tygodni w lodówce.





Pieczony kurczak w sosie teriyaki, chutney z mango i quinoa


Sos teriyaki
Źródło: The Wagamama Cookbook by Hugo Arnold

110g cukru
4 lyżi stołowe jasnego sosu sojowego (light soy sauce)
2 lyżki stołowe sake
1 lyżeczka ciemnego sosu sojowego (dark soy sauce)

W małym rondlu podgrzewamy cukier i jasny sos sojowy, aż cukier rozpuści się. Gotujemy na bardzo małym ogniu przez 5 minut (sos lekko zgęstnieje). Zdejmujemy z palnika i dodajemy sake oraz ciemny sos sojowy. Studzimy.

Pieczony kurczak

dowolna część kurczaka (ja użyłam piersi)
sos teriyaki

Piers z kurczaka marynujemy przez minimum dwie godziny (najlepiej przez całą noc) i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180st.C, az nabierze głębokiego brązowego koloru.

Chutney z mango
Źródło: Serwis Ugotuj.to

1 owoc mango
2-3 ząbki czosnku
1 korzeń imbiru wielkości kciuka
10g masła
2-3 ziarna gorczycy
40g cukru
10-15 ml białego octu winnego
sól, kolorowy pieprz
curry do smaku

Czosnek i imbir siekamy i podsmażamy na maśle. Dodajemy pokrojone w kostkę mango, gorczycę, cukier, ocet winny i zalewamy wodą, tak by przykryła owoce. Doprawiamy solą, pieprzem i curry, dusimy do miękkości. Podajemy ciepły lub zimny.
Chutney możemy włożyć do słoiczka i trzymać w lodówce przez ok. tydzień. Z podanych proporcji wyszły mi dwa małe sloiczki.

Quinoa (porcja na jedną osobę)

½ szklanki quinoa
wrzątek
sól

W rondlu gotujemy szklankę wody, solimy i dodajemy opłukaną na sitku quinoa. Gotujemy przez 10 minut, zdejmujemy z palnika, przykrywamy i zostawiamy do momentu, aż cała woda zostanie wsiaknieta przez 'kasze'.

Smacznego!


Tuesday, 28 July 2009

Hot Cross Buns na otwarcie




Butelka rozbita o burtę – otwieram odświeżony blog :)

Powoli kończę tutaj porządki. Powoli, bo straciłam wszystkie linki włącznie ze spisem treści...
Nie pozostaje mi nic inengo jak wklepać wszystko od nowa :) Ale w sumie planowałam zabrać się za to juz od dłuższego czasu, więc nawet sie cieszę. Fajna zabawa, tylko żmudna trochę.

Na bieżąco będę uaktualniać etykiety, tytuły postów i ten nieszczęsny spis treści. Spróbuję zgromadzić linki do tych samych stron, które miałam wcześniej. Myślałam, że uda mi się zrobic to wczoraj wieczorem, ale czas skurczył się zbyt szybko. Dajcie mi jeden wieczór więcej, a wszystko wróci do normy!

Mam nadzieję, ze polubicie nowy szablon tak samo jak ja. Przyznaję, że ten wcześniejszy wywoływał u mnie atak klaustrofobii. Wszystko było tak bardzo ściśnięte :)
Chyba z ulgą mogę powiedzieć, ze to wersja finalna i (oprócz logo, które na pewno mi się znudzi po jakimś czasie) szablonu już zmieniać nie będę. Kurczę jak ja lubię zmiany! :)

Acha i postanowiłam potrenować pisanie z polskimi znakami - w końcu planujemy wrócić do Polski, to taki trening jak znalazł.

A dzisiaj miało być obiadowo, ale na specjalne życzenie Paulinki serwuję najbardziej klasyczny angielski przepis na jak najbardziej klasyczne, pachnące cynamonem bułeczki – Hot Cross Buns, jedzone tradycyjne w Wielki Piątek jako symbol ukrzyżowania. Wyjmowałam je z piekarnika w tym samym czasie, w którym Lisiczka opublikowała ten post i pisała o cynamonie w srodku lata. Bo kto powiedział, że Hot Cross Buns smakują tylko na Wielkanoc? One smakują tak samo pysznie przez cały rok. Tylko trzeba znaleźć dobry przepis. Ja znalazlam w mojej nowej książce :) Tak, tak zrobiłam sobie prezent i tydzień temu zamieszkała ze mną TA książka. Wymarzona, wyczekana... genialna! Juz od tygodnia chciałam wyprobować jakis przepis i w końcu się udało :) Ciasto jest genialne, świetnie ze mna ze mną wspołpracowało. Z każdą minutą robiło się coraz bardziej plastyczne i miękkie. Idealne. Ale właśnie tego spodziewałam sie po Panu Hamelmanie :) Mistrz nad Mistrzami!





Hot Cross buns
Źródło: Jeffrey Hamelman ‘Bread’


Zaczyn

1.3 oz mąki pszennej chlebowej (1/4 szklanki, 37g)
6.7 oz ciepłego mleka (7/8 szklanki, 190g)
1/2 łyżki stołowej cukru (9 g)
2 i 1/4 łyżeczki drożdzy suszonych lub instant

Wszystkie składniki zaczynu wymieszać razem za pomocą miskera lub trzepaczki, przykryć folią i zostawić w ciepłym miejscu. Zaczyn będzie bardzo płynny i powinien zwiększyć objętość 4-ro krotnie.


Ciasto wlaściwe

zaczyn j/w
12 oz mąki pszennej chlebowej (2 i 3/4 szklanki, 340g)
4 łyżki stołowe miękkiego masła
1 jajko
1/4 szklanki cukru (57g)
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżki stolowej przyprawy do piernikow (bez maki)
4 oz rodzynek lub sułtanek (3/4 szklanki, 115g)
1.3 oz posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej lub cytrynowej (1/4 szklanki, 37g)

Mąkę umieszczmy w misce i dodajemy miękkie masło. Za pomocą miksera mieszamy calość, aż powstaną małe grudki.
Dodajemy jajko, cukier, sól, przyprawy i wszystko ponownie mieszamy.
Dodajemy zaczyn, mieszamy, odstawiamy mikser i wyrabiamy ciasto ręcznie przez ok. 10 minut (na początku będzie się lekko kleic do rąk, ale poźniej świetnie będzie z nami pracować).
Przykrywamy folią i odstawiamy na 1 godzinę w ciepłe miejsce (po 30 minutach ciasto lekko odgazowujemy).
Wyrosnięte ciasto lekko zagniatamy kilka razy i dzielimy na 12 równych części. Formujemy bułeczki i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w 1.5 centmetrowych odstępach. Przykrywamy folia i odstawiamy na kolejną godzinę.


Pasta

4 oz miękkiego masła (1/2 szklanki)
3 oz mleka (3/8 szklanki)
1 łyżka ekstraktu z wanili (można pominąć)
4 oz cukru (1/2 szklanki)
skórka otarta z 1 cytryny
1 jajko
8 oz mąki pszennej (1 i 7/8 szklanki)

Masło z cukrem rozpuszczamy w małym rondlu. Dodajemy mleko, wanilie, skórke otartą z cytryny i odstawiamyna chwile by calość lekko przestygła.
Dodajemy rozkłócone jajko, mieszamy.
Dodajemy mąke i mieszamy.


Syrop

8 łyżek cukru
1/2 szklanki wody

Z wody i cukru gotujemy syrop. Odstawiamy.


Na wyrośnięte bułki wyciskamy pastę najpierw w rzędach poziomych, a poźniej pionowych - na kazdej bułce powstanie krzyż.
Piekarnik nagrzewamy do 220 st.C, wstawiamy bułki i pieczemy przez 14-16 minut, az ładnie zbrazowieją.
Po wyjęciu z piekarnika smarujemy je ciepłym syropem.

Smacznego!


Monday, 27 July 2009

Chwilowo nieczynne. Zapraszamy ponownie jutro :)


Drodzy Czytelnicy moich wypocin :)

Dzis w godzinach wieczornych i prawodpodobnie jutrzejszych godzinach porannych ten blog nie bedzie dostepny ze wzgledu na mala inwentaryzacje.
Jutro po poludniu wszystko powinno wrocic do normy.

Przepraszam Was za wszelkie komplikacje i utrudnienia!

Polka

Obrazek pochodzi ze strony mattwrightpr.com

Sunday, 26 July 2009

Kandyzowany imbir & Malinowo-jeżynowy fizz z syropem imbirowym






Ekhm ekhm... na wlasne zyczenie zafundowalam sobie dzien z tych, co to sie wstaje rano tylko po to, by z lodowki wyciagnac butelke zimnej wody, postawic ja przy lozku i polozyc sie ponownie na pol (albo i wiecej) dnia. Przy okazji w duszy blagajac sasiadow, coby nie halasowali za bardzo. A przy kazdej probie podniesienia glowy wyzej niz centymetr nad poduszka, zaczyna sie zalowac, ze tak dobrze sie wczoraj spedzalo wieczor pociagajac kolejne lyki piwa, piwa z lemoniada, cidera czy w koncu znowu piwa...

Na szczescie jest juz wieczor i na dobre powrocila moja sprawnosc fizyczna i psychiczna.
W sumie nie bylo tak zle, bo mysle ze okolo poludnia stanelam na nogach i rzucilam sie w wir porzadkow. Umylam wielkiego kwiata, ktorego nienawidze z calego serca za to, ze zajmuje pol pokoju (pozbyc sie go nie mozemy, bo zamieszkal w tym mieszkaniu wczesniej niz my), wyszorowalam piekarnik, lodowke, lazienke, wytarlam kurze - podsumowujac mieszkanie lsni jak nigdy dotad :) Moze czesciej powinnam wychodzic w piatkowe wieczory??
Jedno wiem - kolejny raz przekonalam sie, ze pracuje z najwspanialszymi ludzmi na swiecie (pomijajac jedna osobe, ktorej nie lubimy i ktorej nie bylo z nami wczoraj bo jest na wakacjach. Hura!).

Ale za to zrobilam sobie cos pysznego, co pomoglo mi zwalczyc dzisiejszego kaca. Tak, nazwijmy rzecz po imieniu - mialam OGROMNEGO kaca :)

Pare dni temu zrobilam kandyzowany imbir z mysla o ciastku, ktore razem z Kasiac pieczemy w ramach Weekendowej Cukierni #9. Co prawda moglam pojsc do sklepu i go po prostu kupic, ale ominelaby mnie cala frajda zwiazana z jego karmelizowaniem.
Korzystalam z tego przepisu i wyszlo cudo. Dzisiaj zaczelam przegladac sobie Wasze blogi i zauwazylam, ze Viri zrobila swoj imbir dokladnie w ten sam sposob :) Viri niezle wyszlo, co?
W kazdym razie z powodu dzisiejszego ciaglego pragnienia postanowilam, ze zrobie sobie cos extra do picia z wykorzystaniem wlasnie syropu imbirowego. Zajrzalam do lodowki, ogarnelam jej zawartosc, uswiadomilam sobie, ze jestem genialna (dzien wczesniej kupilam troche sezonowych owocow), wygrzebalam przepis, troche go zmodyfikowalam i zrobilam sobie pyszny sok.
Jedna wazna uwaga - do wszelkich lemoniad, deserow itp., uzywamy skorki z NIEWOSKOWANYCH cytryn. (zeby cytryny dluzej zachowaly swiezosc, moczy sie je, suszy i woskuje im skore). W innym wypadku mozemy sobie zaszkodzic.

No dobrze, ale po kolei.

Kandyzowany imbir
Zrodlo: davidlebovitz.com





500g korzenia imbiru
800g cukru
1l wody
szczypta soli


Imbir obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Plasterki nie moga byc zbyt cienkie, wiec najlepiej uzyc bardzo ostrego noza (uwaga na palce!).
W rondlu o grubym dnie (najlepiej duzym) ukladamy plasterki imbiru i zalewamy je woda. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy moc palnika i gotujemy przez 10 minut. Wyjmujemy je z garnka, odcedzamy i ponownie gotujemy w ten sam sposob.
Dodajemy cukier, szczypte soli i karmeizujemy, az syrop osiagnie temperature 106 st.C.
Zdejmujemy garnek z palnika i albo wlewamy calosc do sloikow, albo odcedzamy imbir od syropu.
W pierwszym przypadku sloiki zakrecamy, odstawiamy do ostygniecia, chowamy do lodowki i zuzywamy w przeciagu roku.
W drugim przypadku syrop wlewamy do butelki i postepujemy j/w, a plasterki imbiru posypujemy cukrem i suszymy na kratce do studzenia pieczywa przez noc. Przechowujemy w pojemniku na zywnosc przez kilka miesiecy.









Malinowo-jezynowy fizz z syropem imbirowym

Na podstawie Delicious Magazine, July 2009





1 szklanka swiezych malin
1 szklanka swiezych jezyn
100g drobnego cukru
skorka starta z 4 duzych niewoskowanych cytryn
sok wycisniety z 4 duzych cytryn
sok imbirowy
butelka dobrze schlodzonej gazowanej wody mineralnej
kostki lodu
1 niewoskowana cytryna pokrojona w plasterki

Maliny, jezyny i cukier umieszczamy w blenderze i miskujemy na purée. Nastepnie partiami przecieramy przez sito, aby pozbyc sie pestek.
Purée mieszamy z sokiem i skorka z cytryn i chlodzimy w lodowce.
Tuz przed podaniem laczymy je z dobrze schlodzona gazowana woda mineralna, plasterkami cytryny i kostkami lodu. Do kazdej szklanki dodajemy po lyzeczce syropu imbirowego.
Pijemy natychmiast.

Smacznego!


Thursday, 23 July 2009

Klasyczny chłodnik z botwinki




Pewnie moglabym zaczac tego posta mniej wiecej tak: ‘Kiedy patrze na miske pelna chlodnika, przypomina mi sie od razu ile dziur w plocie mial moj Dziadek od strony Mamy...'
Ale nie zaczne bo ja bardzo nie lubie w ten sposob pisac. Zreszta takie pisanie nie wymaga zadnego wysilku oprocz lania wody :)
A po drugie u nas w domu nigdy nie jadlo sie chlodnikow (jadlo sie duzo zup, ale zawsze byly one cieple i jestem wdzieczna Mamie, ze zarazila mnie swoja miloscia do zup.), wiec zadnych wspomnien z dziecinstwa na ich temat nie mam.
Natomiast pamietam kiedy dokladnie zetknelam sie z chlodnikiem po raz pierwszy. Bylo to tuz po zakonczeniu nauki w Liceum i rozdaniu swiadectw maturalnych, kiedy zaczelam swoja pierwsza prace. Pracowalam w jednym z ogrodkow piwnych, ktorych w okresie letnim na Rynku w Zamosciu jest pelno.
Dla porzadku nie zdradze nazwy restauracji, do ktorej owy ogrodek nalezal bo:
Po pierwsze nie wszystkie wspomnienia z ta praca sa mile (dodam tylko ze pracowalam tam trzy sezony wakacyjne)
Po drugie to takie nieetyczne :)

Wracajac do chlodnika bo znowu zbaczam z tematu... Na dole w piwnicy miescila sie glowna restauracja, zmywak oraz kuchnia, a na gorze ogrodek z parasolami. Pracowalysmy we dwie i nie mialysmy do pomocy zadnego kucharza ani nikogo od zmywania brudnych naczyn – wszystko musialysmy robic same. No ale takie sa uroki pracowania w malych miejscowosciach. Kiedys gotujac pierogi dla owczesnego Prezydenta miasta (poniewaz byl dobrym znajomym mojego ‘Szefa’ czesto do ‘nas’ przychodzil razem ze swoimi wspolpracownikami zachowujac sie przy tym jak swinia), odkrylam w lodowce chlodnik. Wiedzialam z 'czym to sie je', bo byl w Menu i ludzie czesto zamawiali go w upalne, letnie dni. Moja ciekawosc doprowadzila do podkradniecia jednej lyzki tej wspaniale pachnacej, zimnej zupy. Od tamtej pory oszalalam na punkcie chlodnika z botwinki! Podczas studiow, gdy mieszkalam we Wroclawiu, pojawial sie on w mojej misce wraz z pojawieniem sie na straganach botwinki.
Zawsze ten sam. Bez udziwnien. Nieskomplikowany.
Z czasem wypracowalam swoj przepis, ktory tak naprawde nie rozni sie niczym od przepisow, ktore spotkalam na Waszych blogach.
Skorzystalam rowniez z nauk Mamy i juz wiem co zrobic, zeby chlodnik (botwinka czy barszcz czerwony) zachowal swoj piekny gleboki kolor. Nie potrzeba zadnych sztucznych koncentratow z butelek czy torebek, bo ja takich rzeczy nie uznaje, nie kupuje i nie jem. Wystarczy ugotowac swoj warzywny bulion, na jego bazie przygotowac chlodnik i uzyc kilku kropli wycisnietych z cytryny. I ot caly sekret :)

No to jedziemy!

Klasyczny Chłodnik z botwinki

2-3 peczki botwinki (lepsza jest ta z mlodymi buraczkami)
1 peczek rzodkiewki
1 ogorek szklarniowy lub 4 ogorki ogrodowe
pol peczka szczypiorku
peczek koperku
900 ml maslanki lub kefiru
maly kubeczek kwasnej smietany
bulion warzywny (ewentualnie z kostki bulionowej bez dodatku glutenu i drozdzy)

sol
pieprz
sok z cytryny
3-4 zabki czosnku
maly kawalek prawdziwego masla
jajka ugotowane na twardo (po jednym na osobe)

Botwinke wraz z buraczkami myjemy, osuszamy i drobno kroimy.
Nastepnie calosc przekladamy do rondla z rozgrzanym maslem i chwile smazymy. Zalewamy niewielka iloscia bulionu tak, aby przkryl warzywa i gotujemy do 10 minut.
Garnek zdejmujemy z palnika i od razu dodajemy sok z cytryny, by botwinka odzyskala ladny czerwony kolor. Odstawiamy do ostygniecia.
Polowe ogorka scieramy na tarce do warzyw (grube oczka), a polowe kroimy w niezbyt grube cwiercplasterki.
Polowe peczka rzodkiewek kroimy w polplasterki, a polowe scieramy j/w.
Koperek i szczypiorek siekamy.
Czosnek scieramy na specjalnej tarce lub przeciskamy przez praske.
W duzej salaterce mieszamy ostudzona botwinke wraz z wywarem, starte i pokrojone: ogorek (lub ogorki) i rzodkiewki, koperek, szczypiorek, kefir lub maslanke i smietane.
Calosc doprawiamy sola, swiezo mielonym pieprzem, czosnkiem i odrobina cukru.
Chlodzimy w lodowce przez minimum dwie godziny.

Smacznego!








Wednesday, 22 July 2009

Weekendowa Cukiernia #8 - Podsumowanie & Weekendowa Cukiernia #9 - Zaproszenie w imieniu Kasi (Pokrojone doprawione)




W piekarniku konczy sie piec chleb. Zwykly. Pszenny, do ktorego dodalam dwie spore garsci uprazonego slonecznika. Wyrosniety i naciety. Piecze sie powoli i leniwie, bo tak lubi.

W oczkiewaniu na ciepla kromke z maslem i pomidorem, pragne rzec, ze minal kolejny odcinek Weekendowej Cukierni. Gospodarzyla nam
Nina i razem z Nia pieklismy (a w zasadzie pieklam ja i Mafilka:)) Zygmuntowke. Pomimo problemow technicznych ciastko udalo sie upiec i zjesc. A bylo co chrupac. Mniam!
Ciastko jest pracochlonne, ale jego smak wynagradza caly wlozony w nie trud.

Jednoczesnie wraz z Kasia i Jej blogiem Pokrojone doprawione pragniemy Was zaprosic do Weekendowej Cukierni #9. Propozycje Kasi to Ciasto brzoskwiniowe z kandyzowanym imbirem oraz Maids of Honour.
Serdecznie zapraszamy!

A Zygmuntowke piekly:

Mafilka i Jej Bog Zaczynam kucharzenie

Nina i Jej blog Nina w kuchni


Zawszepolka (czyli ja) i moj blog Around the kitchen table

Dla przypomnienia... Moze ktos sie skusi :)





Deszczowe calusy dla Was!

Polka


PS

Chleb rewelka! Wlanie wcinam druga kromke :)

Monday, 20 July 2009

Prosiaki :) Weekendowa Piekarnia #40.



Weekendowej Piekarni #40 przewodzila Muffingirl i tu sobie mozna zobaczyc, jakie wybrala dla nas przepisy. Ja zrobilam proziaki.
Wlasciwie nie wiem co napisac, bo na ich temat wszystko juz zostalo napisane :) Mam nadzieje, ze mi wybaczycie, ale juz pozno i wraz z godzina 22:00 opuscila mnie wena tworcza.
Za to dodam cos z Wikipedii:

'Proziaki - to placki mączne z dodatkiem "prozy" (sody oczyszczonej) pochodzące z Podkarpacia, gdzie są znane od ponad 150 lat. Składają się z mąki pszennej lub pszenno - żytniej, jajek, kwaśnej śmietany, wody, soli i najwyżej 1 łyżeczki sody oczyszczonej, pieczone na blasze przy tradycyjnych kuchniach kaflowych opalanych drewnem. Ich kształt może być okrągły (średnica około 6 - 10 cm) lub czworokątny. Obecnie ze względu na zanik kuchni z blatem stalowym piecze się je najczęściej na patelni na niezbyt głębokim tłuszczu (oleju lub smalcu). Mogą też być wyrabiane na słodko, gdy do ciasta doda się cukier.'

I w zasadzie to by bylo na tyle na dzisiaj :) Przyznaje bez bicia, ze nie mialam zsiadlego mleka, ale mialam maslanke. Robilam z 1/4 porcji i wyszlo mi 6 proziakow. Dalam 1 jajko. Smiesznie mi te proziaki urosly, bo tylko z jednej strony i wygladaja jak pyszczki zwierza jakiegos. Ale sa bardzo puszyste i bardzo smaczne. Acha i nie wiedzialam co znaczy 'zagniatac dlugo' wiec zaniatalam przez trzy piosenki Ani Dabrowskiej :)

Ala & Muffingirl duza buzia dla Was! :*




Podkarpackie proziaki
Zrodlo: "Kuchnia Doliny Strugu"

Z podanych proporcji wyjdzie około 40 proziaków

1 kg maki (uzylam pszennej chlebowej)
1,5 lyzeczki sody
0,5 litra kwasnego mleka (uzylam maslanki)
1 lyzeczka soli
2-3 jajka

Do naczynia wlac kwasne mleko i dodac pozostale skladniki.
Wyrabiac dlugo, rozwalkowac na grubosc 1,5 - 2 cm i wykrawac szklanka.
Piec na blasze w temperaturze 170 st.C przez ok. 15-20 minut, az z obu stron beda rumiane.

Smacznego!





Saturday, 18 July 2009

Ciastko grzechu warte! Zygmuntówka - Weekendowa Cukiernia #8




Kochani pomimo moich wczorajszych uwag i czwartkowych niepowodzen powiem jedno - ROBCIE zygmuntowke. Jest genialna!

Sprobuje ujac to tak: wyobrazcie sobie, jak Wasze podniebienie smakuje kolejno chrupka beze, rozplywajaca sie w ustach ubita smietane, pozniej jest lekko kwasno od zurawiny, slodko od czekoladowego musu, a na samym koncu gryziecie chrupki migdalowy spod... Poezja smakow!

Tak, Zygmuntowka jest slodka, ale taka wlasnie ma byc. Domyslam sie, ze Panu Witoldowi Teledzinskiemu, chodzilo wlasnie o wyrazny, slodki smak przelamany kwaskowatoscia zurawiny. I choc dalej uwazam, ze przepis podany w sieci mial za zadanie zniechecic koknurencje do ewentualnego kopiowania, a oryginalna receptura jest strzezona w czelusciach siedziby cukierni Nova, to jesli zdamy sie na intuicje i wlasne doswiadczenie, wyjdzie nam ciastko warte zachodu i setek zjedzonych kalorii :)

Z 1/4 porcji skladnikow wyszly mi czery ciastka o srednicy 9cm. Na zdjeciu widoczne sa trzy, bo jedno zjadam wczoraj po silowni :) A co!

Mi najlepiej smakuje owa Zygmuntowka z czarna, gorzka kawa, ale swietnie komponuje sie z moim ulubionym Martini Rosso.

Jednoczesnie prosze Was o uniesienie w trakcie weekendu kieliszkow w gore i wypicie za mnie toastu, bo pomyslnie przeszlam etap rekrutacji i dostalam prace, o ktora sie staralam :)))))))))))

Oryginalny przepis znajdziecie u Niny, ja podaje ten lekko zmodyfikowany.





Zygmuntowka
Składniki na 20 porcji

Korpus migdałowy
(zmienilam proporcje bo nijak nie chcial mi sie upiec)
Ten spód wymaga dopracowania, myślę że należałoby zmniejszyć ilość mąki bo ten spód powinien być bardziej miękki.

600g maki
150g masla
200g cukru
120g bialek (4 szt.)
160g platkow migdalowych

Bita smietana

1 litr smietany kremowki (36%)
100g drobnego cukru

Mus czekoladowy

200g cukru
200 ml wody
100g zoltek (6-7 szt.)
500g gorzkiej czekolady

Beza
Zrodlo: Forum CinCic

115g bialek (3 duze)
225g cukru

Konfitura zurawinowa

1 sloiczek





Bialka ubijamy. Cukier laczymy z maka i dodajemy platki migdalowe. Rozpuszczamy maslo i dodajemy je do przygotowanej masy. Dodajemy ubite bialka.
Masa migdalowa wykladamy foremki i opiekamy na złoty kolor w temp. 200-210 stopni C przez ok. 15 minut. Pozostawiamy do wystygniecia.

Smietane ubijamy z cukrem na sztywno.

Gotujemy cukier z woda do temperatury 121 st.C. Otrzymanym syropem zalewamy zoltka i mieszamy, az do wystygniecia.
Rozpuszczamy czekolade i laczymy ja z zoltkami.
Do powstalej masy dodajemy 400g ubitej wczesniej smietany.

Bialka rozpuscic z cukrem na parze mieszajac, az cukier calkowicie sie rozpusci i masa bedzie dosc ciepla. Zdjac z ognia i ubijac az masa bedzie zimna (okolo 15 min).
Z otrzymanej masy szprycujemy bezowe krazki o srednicy ok. 6 cm, ktore nastepnie ksztaltujemy w forme korony.
Piekarnik rozgrzac do temperatury 150 st.C i od razu zmniejszyc ja do 110 st.C.
Piec bezy tak dlugo, az utworzy sie skorupka, a nastepnie zmniejszyc temp. do 65 st.C i, w zależnosci od wielkosci, suszyc bezy ok 1,5-2 godziny.

Gotowy korpus wypełniamy w 2/3 musem czekoladowym. Nakladamy 2 lyzeczki zurawiny i szprycujemy bita smietana. Wierzch przykrywamy bezowa korona.

Smacznego!





Friday, 17 July 2009

Weekendowa Cukiernia #8. Kilka wstępnych uwag.




Slow kilka na temat Zygmuntowki, ktora pieczemy w ramach Weekendowej Cukierni #8. Nasza Gospodynia jest Nina i do Niej zapraszam po wszystkie potrzebne szczegoly.

Jako opiekunka calej zabawy pomyslalam, ze napisze dzisiaj szybko kilka uwag, a pozniej dopisze co dopisane byc powinno.
Za Zygmuntowki zabralam sie wczoraj wieczorem. Pieklam z 1/4 porcji i wyszlo mi sztuk cztery o srednicy 9 cm. Ciastko wyglada oblednie, mus czekoladowy smakuje jak najwyzszej jakosci kogel-mogel. Calosci nie probowalam, bu bylo juz za pozno, ale nie omieszkam zrobic tego dzisiaj :), a jutro rano cykne foty.

Przyznam, ze wielokrotnie podczas pieczenia przeszlo mi przez mysl, iz Pan Witold Teledzinski, własciciel cukierni Nova, laureat konkursu na nowe ciastko warszawskie mial w domysle wykonczyc ewentualna konkurencje bo wg mnie przepis podany w do wiadomosci publicznej ma pewnie niedociagneicia.
Ale zacznijmy od poczatku:

Spod

Zrobiony scisle wedle przepisu wyladowal w koszu. Ciasto pieczone 5 minut jest surowe, a przetrzymane dluzej kruszeje i nie ma sily, zeby wylozyc nim foremki. Za drugim razem bialka ubilam i dodalam na koncu do reszty skladnikow, a surowym ciastem wylozylam foremki i wsadzilam do pieca. Wyszlo pyszne!

Mus czkoladowy

Jest niesamowicie smaczny. Ale uwaga szybko tezeje, wiec z nakladaniem go na spod musimy sie strzeszczac :)

Zurawina

Idalne polaczenie z caloscia!

Smietana

Nie za slodka, nie za mdla – pycha! Troche sie ‘slizga’ po zurawinie, ale da rade ja nalozyc na wierzch.

Beza

No i tu tez sa schody. Bezy z tego przepisu mi nie wyszly. Ja generalnie mam dwie lewe rece do ich pieczenia, ale takie cos to mi sie jeszcze nie przydazylo :)
Goracy syrop rozpuszcza ubite bialka i o formowaniu korony mozecie zapomniec :) Dzisiaj wracam do domu i pieke bezowe korony raz jeszcze, ale z normalnego przepisu.

Podsumowujac

Ciastko wyglada pysznie! Mysle, ze tak samo smakuje, wiec bardzo Was zachecam do pieczenia, ale proponuje zaufac swojej intuicji i wniesc kilka poprawek.

Nino wiesz dzieki Tobie mam powod by znowu odwiedzic Warszawe :*

Chetni moga sobie zobaczyc tutaj, jak to cudo wyglada i poczytac o nim co nieco :)
I oczywiscie czkekam na Wasze opinie!

Polka

Thursday, 16 July 2009

'Bang bang, I hit the ground , bang bang ...'




Dostalam! Ola, Atina oraz Aga-aa trafily prosto w serce :)
Ale zyje, mam sie dobrze i podaje dalej.

Bede troche nieposluszna, ale wymyslilam sobie ze skoro zostalam postrzelona 3-krotnie, to stosujac proste, matematyczne rownanie (3x6)/2=9 moge ustrzelic 9 osob :) I zeby nie zapetlac zabawy, to nie bede celowac w osoby do tej pory ustrzelone :) Oraz zeby zabawy nie przerywac, nie zostana tez ustrzelone osoby, ktore nie lubia sie w takie rzeczy bawic oraz te, ktore sa na wakacjach lub maja przerwe w blogowaniu :P

Oto zasady zabawy:

1. Podac linka do bloga osoby, która nas 'ustrzelila’

2. Zacytowac u siebie 'zasady' zabawy

3. Napisac szesc rzeczy o sobie

4. ‘Ustrzelic' nastepnych szesc osob

5. Uprzedzic wybrane osoby, zostawiajac komentarz na ich blogu


No to jedziemy!

Info ogolne

Nazywam sie Zawszepolka ;) Mieszkam w polnocno-zachodniej Anglii, w miescie wiecznego deszczu. Moja Mama gotuje najlepiej na swiecie, mam dwie ukochane Siostry (jedna starsza i jedna mlodsza), za ktore jestem gotowa wskoczyc w ogien, mam Przyjaciolke M, ktora kocham jak Siostre i kiedys bede miala tego psa.

Polowek

Pojawil sie w moim zyciu 3 lata temu i to zupelnie przypadkowo. Od tamtej pory wierze w przypadki. I nie probujcie mi wmowic, ze to przeznaczenie :)

O sobie samej

Jestem wredna. Ale sprawiedliwa. Jako kogos lubie, to calym sercem, ale jesli ktos mi zajdzie za skore to ma przechlapane, bo ja nie odpuszczam. Nie jestem konfliktowa, tylko nie lubie jak ktos oszukuje, pisze bzdury, przypisuje sobie cudze zaslugi oraz nie potrafi powiedziec 'dziekuje', za okazana pomoc.

Ludzie

Nie cierpie malkontentow. Uwielbiam sluchac ludzi (mniej mowic), doradzac im i wprawiac w dobry nastroj. Ale jesli ktos codziennie na cos narzeka, to juz dla mnie zbyt wiele.

Hobby

Nie lubie wizji, kocham fonie. Uwielbiam sluchac, chociaz od dziecka mam pamiec wzrokowa. Ostatnim moim odkryciem muzycznym jest Gaba Kulka (goraco polecam!).
Wyjatkiem jest ogladanie skeczy kabaretow: Potem oraz Kabaretu Moralnego Niepokoju(KMN). Jestem od nich uzalezniona nie mniej niz od internetu. Uwielbiam czytac dobre ksiazki i kupowac czasopisma kulinarne.

Uzaleznienia

1. Polowek

2. Kuchenny Stol

3. Robienie zdjec potrawom (najlepsze swiatlo do robienia zdjec mam obecnie pomiedzy godzina 6.30 i 7.30 rano, wiec jesli chce miec ladnie doswietlone zdjecia wstaje godzine wczesniej niz zazwyczaj; ale lubie te poranne chwytanie momentow kiedy jestem tylko ja, aparat i obiekt)

4. Te chipsy, ktore staram sie jesc nie czesciej niz co dwa miesiace

5. Swiezo wycisniety sok z pomaranczy

6. Internet, chociaz ostatnio wracam do czytania ksiazek i jest mnie w wirtualnym swiecie mniej

7. Ten, ten i ten sklep

8. Polowek mi przypomnial ze jeszcze jest jedno uzaleznienie: Fitness First

A strzelam do:

1. Anoushki, bo mnie za to zabije :)

2. Eli, bo moze zmusze ja do napisania posta

3. Ptasi, bo umiescila wczoraj przepis na pyszne kotlety :)

4. Tatter, bo to sasiadka zza miedzy

5. Mojej Ziomalki Agi

6. Mi, bo ma piekne rzeczy

7. Malgosi, bo maja z Polowkiem wspolne zainteresowania

8. Edysi, bo nasze znaki zodiaku sie lubia

9. Anny (mam nadzieje, ze ustrzeli Kass i Kasiac)

A na koniec, zeby nie byc goloslowna zapraszam do obejrzenia jednego z moich ulubionych skeczy KMN (mam nadzieje, ze dziala!):



PS
Portret wykonal moj kolega z pracy - James S. :)

PS
Tytul posta to fragment piosenki "Bang Bang" Nancy Sinatra.

Tuesday, 14 July 2009

Chłodno, chłodniej... chłodnik!



Ten post zaczelam pisac wczoraj okolo polnocy, ale zasnelam i zapomnialam go opublikowac. Zatem publikuje go dzisiaj, ale zostawiam w niezmienionej formie.

'Polowek jest juz od paru godzin w Londynie. A ja snuje sie po domu i probuje wymyslec sobie jakies zajecie. Przejrzalam wszystkie ksiazki kulinarne, jakie mamy. W piekarniku pieka sie male slodkosci, ktore zabiore ze soba jutro do pracy. W myslach odhaczam kolejne pozycje z mojej listy i sprawdzam, czy Polowek zabral wszystko co potrzebne. Kubek, talerz, miska, komplet sztucow... Koszule, garnitur, buty. O nie! Zostawil jedne. No nic, zabierze je nastepnym razem, przeciez za dwa tygodnie sie widzimy. AZ za dwa tygodnie.
W domu na stole czekala na mnie kartka. Kilka slow, a ja poryczalam sie jak bobr.

Popijajac chlodnik, zaplanowalam sobie zajecia na kolejne dni. Przejrze gazety, uporzadkuje szafe, wyrzuce zapomniane ciuchy. I uporzadkuje sobie szafki kuchenne! I wiele innych rzeczy zrobie. Ale powoli. Trzeba rozlozyc wszystko rownomiernie na 14 dni.
W lodowce chlodzi sie butelka mojego ulubionego bialego wina, a ja czuje, jak zoladek powoli zaciska mi sie w supel na mysl o srodzie. Zdradze tylko, ze ma to zwiazek z aplikacja, ktora tak skrupulatnie ostatnio wypelnialam. Jutro pocwicze sobie testy. A wlasciwie pocwicze je zaraz. Auc, komputer parzy mi nogi. To moze jednak jutro...?
Zatem jutro, a ja dokoncze pisac post. Bo chlodnik zrobilam. Dwa wlasciwie. Ale dzisiaj pokaze Wam ten owocowy. Wlasciwie to taki owocowy misz-masz. Ale pyszny. Mozna go doprawic slodka smietanka, kefirem lub maslanka. Albo mozna nie doprawiac go w ogole. Mozna go pic z filizanki lub kubka. Mozna go wlac do miski i zjesc ze slodkimi grzankami. Mozna z jagodziankami. Jak kto lubi.
Aha i w zasadzie mozna go zrobic na dwa sposoby - gotowy mozna przetrzec przez sito (to sposob dla tych, ktorzy nie lubia miec pestek z malin pomiedzy zebami), albo (tak jak ja) mozna uzyc blendera i po ostudzeniu calosc zmiksowac na gladka mase.
Ale jedno Wam powiem, trzeba sobie dogadzac. Male przyjemnosci, a tak wiele znacza i tyle zmieniaja :)

A wlasnie, oryginalny przepis troche przerobilam. Link do niego znajdziecie tuz pod tytulem.'


Chlodnik owocowy
Na podstawie przepisu z serwisu Ugotuj.to

1 szkl. swiezych malin
1 szkl. swiezo wycisnietego soku z pomaranczy
1 lyzeczka cukru
starta skorka z 1 malej pomaranczy i 1 cytryny
1 szkl. melona pokrojonego w kostke
1 jablko pokrojone w kostke
0.5 szkl. swiezych czarnych jagod (czernic)
1 szkl. zielonych winogron przekrojonych na pol (bez pestek)

odrobina cynamonu
kilka gozdzikow

duzy kubek kefiru lub maslanki

Wszystkie owoce i przyprawy wlozyc do duzego garnka z szerokim dnem i zalac woda tak, by przykryla ona owoce. Doprowadzic do wrzenia i gotowac 8-10 minut.
Zdjac z palnika i ostudzic.
Przetrzec przez sito lub zmiksowac za pomoca blendera.
Schlodzic w lodowce i tuz przed podaniem wymieszac z zimnym kefirem lub maslanka.

Smacznego!

Z podanego przepisu wychodza 4 porcje.





Saturday, 11 July 2009

Smaki dziecinstwa...? Jagodzianki!




Ciasto drozdzowe to moj numer jeden jesli chodzi o wypieki. Smakuje swietnie zarowno na slodko jak i wytrawnie. Uwielbiam laczyc jego skladniki, wyrabiac, patrzec jak z kazdym uderzeniem zaczyna odchodzic od brzegow miski. Lubie patrzec jak wyrasta i zamienia sie w puszysta kule. Lubie formowac bulki, buleczki, paluszki. Lubie przekladac je do formy i patrzec jak nabiera rumianego koloru w piecu.

Spod rak mojej Mamy wychodza najlepsze drozdzowe wypieki jakie kiedykolwiek jadlam. Nic nie jest w stanie zastapic Jej precyzji wyrabiania ciasta i formowania z niego przeroznych ksztaltow. Za kazdym razem wklada w to cale swoje serce. Pewnie dlatego jest dla mnie wzorem, ktory zawsze bede nasladowac i z calych sil bede sie starala, zeby moje dzieci mogly powiedziec o mnie to samo, co ja moge powiedziec o Niej - moja Mama jest najlepsza Gospodynia Domowa (i nie tylko!) pod sloncem.

Wypieki drozdzowe sa dla mnie jednym z najpiekniejszych wspomnien z dziecinstwa. Goscily czesto w naszym domu pod postacia drozdzowek, buleczek, ciasta z kruszonka, z owocami i pewnie dlatego tak bardzo je lubie. Ale jest jeden warunek - ciasto musi byc idealnie puszyste. Nie ma w nim miejsca na zadne udziwnienia czy dodatkowe przyprawy, ktore psuja jego smak. Ma byc dobre w swojej prostocie.

Pamietam jak dzis, kiedy Mama zdradzila mi swoj sekret. Podczas wyrabiania ciasta na buleczki drozdzowe z jablkami i cynamonem (moje ulubione) powiedziala, ze ciasto bedzie puszyste i lekkie dopiero wtedy, gdy uderzymy w nie piescia minimum 100 razy i dopiero jak zacznie odchodzic od miski dodamy do niego stopiony tluszcz. Zapamietalam sobie na zawsze ta rade i zawsze ja stosuje. Mamusiu dziekuje :*





Od kilku dni chodzily za mna jagodzianki. Zwlaszcza, ze co chwile pojawiaja sie one na Waszych blogach. Dodatkowo Ala podczas wieczornych pogaduch napisala mi tak: 'Patrz Poleczko Malgosia tez zrobila jagodzianki. To chyba czas na nas co?'. Skubana dobrze wiedziala, ze nie bedzie musiala dwa razy mnie namawiac. Chcialam do wspolnego pieczenia namowic i Olciaky, ale nas wyprzedzila i sobie upiekla sama :P Ale nastepnym razem nam sie nie wywinie :)

Chcialam juz dawno wyprobowac przepis z Kuchni Polskiej wyd. Ex libris, a Ala chciala koniecznie upiec jagodzianki z przepisu, ktory podala u siebie Tatter. Wiec w ramach eksperymentu zrobilam jagodzianki z obu przepisow, ale z polowy porcji. Jagodzianki okragle sa od Tatter (po lewej stronie na zdjeciach), a podluzne to te z Kuchni Polskiej (te po stronie prawej). Oba ciasta wyrabialam tak samo. Dodam tylko, ze ja uzywam drozdzy suszonych, ktore trzeba aktywowac tak samo jak drozdze swieze. Nie lubie uzywac drozdzy instant, bo nie czuc ich zapachu. Testerem byl niezrzeszony Polowek, bo ja moglabym byc posadzona o lizusostwo.

Oto opinia Polowka z wczoraj: "Smakuja podobnie nie widze roznicy. Sa prawie tak samo puszyste. No moze te okragle troche bardziej. Aha i okragle sa bardziej slodkie.'
Oto opinia Polowka z dzis: 'Oooo dzisiaj czuc roznice. Te okragle sa tak samo miekkie jak wczoraj, a te podluzne takie suchawe, az trzeba popijac. Moge poprosic o druga szklanke mleka?:)'
Ja podzielam opinie Polowka i z reka na sercu polecam jagodzianki z przepisu Tatter, ktora radzi uzyc maki pszennej chlebowej. Naprawde jest roznica w smaku.

Niefortunnie do zdjecia wybralam kaprysna okragla bulke, w ktorej pochowaly sie jagody, ale szkoda mi bylo rozkrajac kolejna. Mam nadzieje, ze uwierzycie mi na slowo, ze do kazdej buleczki dalam czubata lyzke jagod :)

Jagodzianki I
Zrodlo: 'Kuchnia Polska. Tradycyjna' wyd. Ex libris





50 dag maki
5 dag swiezych drozdzy (1,5 lyzeczki drozdzy suszonych lub instant)
2 jajka
10 dag cukru
5 dag masla
1 szkl. mleka
sol

50 dag czarnych jagod
2-3 lyzki cukru
1 lyzka bulki tartej
papier do pieczenia
1 jajko roztrzepane i wymieszane z odrobina mleka

Z drozdzy, polowy szklanki cieplego mleka, 1 lyzki cukru i 1 lyzki maki przygotowujemy zaczyn. Odstawiamy w cieple miejsce, az do podwojenia objetosci.
Reszte maki przesiac do miski, ogrzac i wlac wyrosniety zaczyn. Dodac jajka, cukier, cieple mleko i szczypte soli.
Wyrobic ciasto, uderzajac je piescia minimum 100 razy. Gdy ciasto zacznie odchodzic od brzegow miski dodac stopione i ostudzone maslo i ponownie wyrobic.
Wyrobione ciasto przykryc folia i odstawic w cieple miejsce do wyrosniecia (ciasto ma podwoic objetosc).
W tym czasie pluczemy jagody, odsaczamy nadmiar wody i zasypujemy je cukrem oraz
tarta bulka.
Wyrosniete ciasto nalezy odgazowac i podzielic na 16 kawalkow. Kazdy kawalek rozplaszczamy na dloni, nakladamy czubate lyzke jagod i zlepiamy, formujac buleczki.
Ukaldamy na blasze wylozonej papierem do pieczenia i zostawiamy na 45 minut w cieplym miejscu do wyrosniecia.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st.C.
Wyrosniete bulki smarujemy jajkiem z mlekiem i wstawiamy do nagrzanego pieca.
Pieczemy ok. 30 minut, az ladnie zbrazowieja.
Studzic na kratce.

Jagodzianki II
Na podstawie przepisu Tatter





500g maki pszennej chlebowej
50g swiezych drozdzy (1,5 lyzeczki drozdzy suszonych lub instant)
szczypta soli
1 szkl. mleka
2 jajka
50g masla
100g cukru
2 lyzki cukru waniliowego z prawdziwa wanilia

500g jagod
3 lyzki cukru
1 lyzka maki ziemniaczanej

1 jajko roztrzepane i wymieszane z odrobina mleka

Z drozdzy, polowy szklanki cieplego mleka, 1 lyki cukru i 1 lyzki maki przygotowujemy zaczyn. Odstawiamy w cieple miejsce az do podwojenia objetosci.
Reszte maki przesiac do miski, ogrzac i wlac wyrosniety zaczyn. Dodac jajka, cukier, cieple mleko i szczypte soli.
Wyrobic ciasto, uderzajac je piescia minimum 100 razy. Gdy ciasto zacznie odchodzic od brzegow miski dodac stopione i ostudzone maslo i ponownie wyrobic.
Wyrobione ciasto przykryc folia i odstawic w cieple miejsce do wyrosniecia (ciasto ma podwoic objetosc).
W tym czasie pluczemy jagody, odsaczamy nadmiar wody i zasypujemy je cukrem oraz
maka ziemniaczana.
Wyrosniete ciasto nalezy odgazowac i podzielic na 16 kawalkow. Kazdy kawalek rozplaszczamy na dloni, nakladamy czubate lyzke jagod i zlepiamy, formujac buleczki.
Ukaldamy na blasze wylozonej papierem do pieczenia i zostawiamy na 45 minut w cieplym miejscu do wyrosniecia.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st.C.
Wyrosniete bulki smarujemy jajkiem z mlekiem i wstawiamy do nagrzanego pieca.
Pieczemy ok. 30 minut, az ladnie zbrazowieja.
Studzic na kratce.

Smacznego!






Jagodowo nam!

Thursday, 9 July 2009

Ufo, nie chałka. Bagietki, nie chleb...




Wczoraj w nocy dostalam anonimowa wiadomosc na skrzynke gazetowa, ktora to wiadomosc mnie okropnie rozdraznila. A ze chcialam ten temat poruszyc juz dawno i nadarzyla sie swietna okazja, postaram sie tutaj odpowiedziec na nia krotko, zwiezle i na temat. Zreszta i tak mam okropnie duzo pracy, wiec na dlugie rozwlekanie tematu nie mam czasu. Oto fragment maila:

(...)Ale mam jedna uwage. Dlaczego zawsze podajesz zrodlo przepisu? Mam wrazenie, ze Twoj blog bylby atrakcyjniejszy, gdybys chociaz czesc przepisow traktowala jako swoje. Przeciez i tak zawsze cos zmieniasz, wiec przepis staje sie Twoim wlasnym. Przemysl to, moze zyskasz wiecej czytelnikow?

Pozdrawiam,

Anonimowy Czytelnik
'

Napisze to tylko raz i wiecej nie bede sie wypowiadac na ten temat, bo dla mnie sprawa jest jasna jak slonce. Pewnie naraze sie niektorym z Was (chociaz mam nadzieje, ze nie :)), ale ja lubie i cenie szczerosc.
Dla mnie istnieje niepisane prawo blogosferyzawsze podaje zrodlo przepisu, ktory umieszczam na swoim blogu. Jesli z jakiejs przyczyny zrobic tego nie moge, bo albo wygrzebuje jakies wycinki z gazet, albo uzywam skanow z zeszytu mojej Mamy, to zawsze staram sie to zaznaczyc we wpisie. Dodanie kilku skladnikow, zastapienie ich innymi czy tez ich odjecie NIE rozwiazuje dla mnie problemu, bo wciaz bedziemy sie na czyims przepisie wzorowac. Tak samo zmiana sposobu przygotowania nie czyni przepisu naszym. Dla mnie jest to kradziez, taka sama jak kradziez zdjec, na ktora psiocza wszyscy (ja tez i slusznie, bo krasc nie mozna). A Autorce/Autorowi przepisu na pewno zrobi sie milo jesli wspomnimy, skad przepis mamy. Zwlaszcza, ze jest mnostwo narzedzi internetowych (np. wyszukiwarka Google czy Durszlak) i naprawde nie jest trudno odnalazec oryginalne zrodlo).
To tyle.

A teraz czas na nadrabianie zaleglosci!

Weekendowej Piekarni #37 przewodzila Gospodarna Narzeczona i Jej blog Na kruchym spodzie, ktora miedzy innymi zaproponowala przepis na Chalke na zakwasie z ksiazki Maggie Glezer „A Blessing of Bread”. Chalke upieklam, bo juz dawno mialam ja w planach. Zrobilam jedna duza i wyszla mi troche ufowata, w zasadzie wstydze sie Wam ja pokazac, ale byla pyszna. A wszystko przez to, ze sie zagapilam i pierwsza faze rosniecia... przespalam (drzemka kanapowa). Chalka rosla zbyt dlugo bez skladania (4 godziny) i zlapala za duzo pecherzykow powietrza. A ze przypomnialam sobie o niej pozno w nocy (ok. 24...) na pol spiaco ja odgazowalam, zrolowalam w walek i zrobilam koslawego ‘skreta’, ktory powedrowal na noc do lodowki. Na drugi dzien wyjelam go (ja) z lodowki na godzine przed pieczeniem (musialam isc do pracy, wiec nie moglam czekac ani minuty dluzej) i wsadzilam do pieca. I mi pekla. Ale wyrosla duza. I, o dziwo, puszysta :) Z duzymi dziurami :D
I mam prosbe – czy na zdjeciu ponizej tez widzicie mordke szczeniaka lub malego kota?? Czy to tylko moja zapracowana glowa?





Przepis kopiuje z blogu GN (moje zmiany podaja w nawiasach).

Chalka na zakwasie
Przepis pochodzi z książki Maggie Glezer „A Blessing of Bread”

Zaczyn:

35g aktywnego pszennego zakwasu
(dalam zytni)
80g ciepłej wody
135g mąki pszennej chlebowej

W misce mieszamy wodę z zakwasem, a następnie wsypujemy mąkę. Dokładnie wyrabiamy na jednolite ciasto. Przykrywamy folią i dostawiamy na 8 do 12 godzin.

Ciasto właściwe

60g ciepłej wody
3 jajka i jedno do wysmarowania chałek
8g soli
55g oleju roślinnego
65g miodu
(uzylam miodu z mniszka lekarskiego)
400g mąki pszennej chlebowej (musialam dac o 100g maki wiecej)
200g kwaśnego ciasta

W dużej misce ubijamy wodę, jajka, tłuszcz, miód i sól, a następnie wsypujemy stopniowo mąkę, całość mieszając drewnianą łyżką. Powstanie nam postrzępione ciasto.
Dodajemy kwaśne ciasto i wszytko razem mieszamy. Wykładamy na stolnicę, w tym czasie ciasto się lepi do rąk, ale nie warto się tym przejmować.
Na stolnicy oprószonej mąką wyrabiamy ciasto wilgotnymi dłońmi przez około 8-9 minut ( nie dłużej niż 10 minut). Ciasto powinno być zwarte o konsystencji ciastoliny. Miskę po cieście myjemy w gorącej wodzie, wycieramy do sucha i do takiej nagrzanej miski wkładamy ciasto, przykrywamy folią i odstawiamy do fermentacji na 2 godziny. W tym czasie ciasto może wcale nie urosnąć!
Po tym czasie wykładamy na omączoną stolnicę. Ciasto wałkujemy i dzielimy nożem na pół. Każdą część rolujemy. Następnie rolkę wałkujemy dłońmi tak by zusykać długi, cieńszy na końcach wałeczek.
Kazdy wałeczek składamy na pół i podwieszamy na patyczku, a następnie zaplatamy jedno ramię na drugie, aż do końca. Patyczkiem wykonujemy jeszcze kilka skrętów w przeciwnym kierunków. Z drugim wałeczkiem postępujemy tak samo. Oba wałki układamy na blasze lub w okrągłej formie wyłożonej pergaminem. Zostawiamy do wyrastania na 5 godzin
(moim zdaniem jest to stanowczo za dlugo).
Piekarnik rozgrzewamy pod koniec wyrastania do 180 st. C. Przed pieczeniem chałki smarujemy jajkiem rozkłoconym ze szczyptą soli. Pieczemy 500g chałki 25-35 minut, większą 45 minut.





Weekendowej Piekarni #38 przewodzila Ania i Jej blog Moja mala kuchnia, ktora zaproponowala miedzy innymi przepis na pyszny Chleb z orzechami laskowymi i suszonymi sliwkami z ksiazki Jeffreya Hamelmana "Bread".
We wtorek w drodze powrotnej do domu wstapilam do Tesco Express z zamiarem zakupienia potrzebnych skladnikow. Jak na zlosc nie bylo tego, czego potrzebowalam, wiec w torbie wyladowaly orzechy wloskie i szuszona zurawina. Pieczenie poszlo mi gladko. Ciasto super sie wyrabialo, pieknie roslo i nie sprawialo zadnych klopotow. Z lekka nostalgia spojrzalam za to na swoja forme do pieczenia bagietek, ktora uzylam dwa razy od momentu kupienia i postanowilam, ze nie bede formowac bochenka, tylko dwie bagietki. Wyszly FENOMENALNE. Przepis jest rewelacyjny, a ja w przyszlym tygodniu zamawiam ksiazke Mistrza – Hamelmana :)





Przepis kopiuje z blogu z blogu Ani (moje zmiany podaja w nawiasach).

Chleb z orzechami laskowymi i suszonymi śliwkami
Przepis pochodzi z ksiazki Jeffreya Hamelmana "Bread"


Zaczyn

100 gr mąki pszennej chlebowej
60 gr wody
20 gr zakwasu (pszennego w przepisie oryginalnym, ja uzylam zytniego)

Ciasto właściwe

275g mąki pszennej chlebowej
125g mąki pszennej razowej
270g wody
25g miękkiego masła
10g soli
7-8g świeżych drożdży (dalam doslownie kilka granulek drozdzy suchych – nie instant!)
zaczyn
60-65 gr orzechów laskowych (dalam wloskie)
60-65 gr suszonych śliwek (np. kalifornijskich), grubo pokrojonych (dalam suszona zurawine)

Mieszamy składniki zaczynu aż się dobrze wymieszają - powstanie bardzo gęsta masa. Przykrywamy i zostawiamy na 12-16 godzin.
Zanim weźmiemy się do wyrabiania ciasta należy wyprażyć orzechy - w tym celu nagrzewamy piekarnik do temperatury 180-200 C i wysypujemy orzechy (całe) na blachę. Wkładamy do piekarnika (środkowa półka) na 8-12 minut. Później po wystudzeniu skórka powinna bardzo łatwo schodzić, wystarczy potrzeć kilka orzechów między dwoma dłońmi. Same orzechy powinny być lekko brązowe z wierzchu. Tak wyprażone orzechy dadzą bardzo piękny aromat naszemu chlebowi.
Gdy mamy gotowy zaczyn mieszamy składniki ciasta - zostawiamy na razie osobno orzechy i śliwki dodamy je później - tuż przed końcem wyrabiania.
Przyp. Polki - Drozdze nalzey aktywowac wczensiej w niewielkiej ilosci cieplej wody
Ciasto wyrabiamy aż do uzyskania średnio rozwiniętego glutenu. Będzie ono trochę luźniejsze, czym nie należy się przejmować, gdyż orzechy i śliwki przyjmą część wilgoci. Pod koniec wyrabiania dodajemy orzechy ze śliwkami i wyrabiamy jeszcze krótko do ich równomiernego wymieszania się.
Zostawiamy ciasto przykryte do wyrośnięcia na 1 - 1 1/2 godziny.Jeśli ciasto wyrasta godzinę to nie musimy go składać, jeśli ma wyrastać 1 1/2 godziny to składamy je raz po 45 minutach.Kształtujemy bochenek i dajemy do wyrośnięcia do koszyka lub przekładamy ciasto do przygotowanej wcześniej foremki (wysmarowanej tłuszczem i wysypanej otrębami). Tutaj Hamelman pisze, że można z powodzeniem upiec z tego przepisu bułki - wtedy dzielimy ciasto na przykład na 8 części, kształtujemy bułki i zostawiamy pod przykryciem do wyrośnięcia.Tak przygotowany chleb / bułki powinny wyrastać około 1 godziny.Nagrzewamy w międzyczasie piekarnik do 235 C i gdy chleb jest gotowy wkładamy go do piekarnika i pieczemy z parą. Po 15 minutach skręcamy temperaturę do 215 C i pieczemy dalsze 25-30 minut.Gotowy chleb studzimy na kratce.


Smacznego!





Wednesday, 8 July 2009

Pasztet z soczewicy Agnieszki Kręglickiej. Pyszny!




Myslalam o czym chcialabym Wam napisac dzisiaj.
O tym, ze caly dzien pada deszcz - nie, bo to nudne. O tym, ze ledwo zyje po silowni - tez nie, bo to jeszcze gorsza opowiesc niz ta deszczowa. O aplikacji nie, bo jak sie za wczesnie pochwale to nic mi nie wyjdzie.
Napisze o pasztecie. Pysznym pasztecie. I o zmianach. Bo winna Wam jestem kilka slow wyjasnien.

A i o prezencie, ktory dostalam od Ptasi :) Wlasciwie co tu pisac jak mozecie go sobie obejrzec po prawej stronie zaraz pod danymi kontaktowymi. Ptasiu dziekuje :*

Kiedy dwa lata temu przeprowadzalismy sie z Londynu do Menczesteru, nie przypuszczalam, ze tam wrocimy. Bylam swiecie przekonana, ze naszym nastepnym przystankiem bedzie Wroclaw, Poznan lub Warszawa. Niestety (a moze stety?) wszystko przewrocilo sie do gory nogami. Final jest taki, ze w tym roku wracamy na stare smieci z calym naszym dobytkiem (a nazbieralo sie tego!). To wielka zmiana, bo tak bardzo cieszylismy sie ze, ucieklismy od dusznego i smierdzacego metra, od wiecznie pedzacych ludzi i kosztownego zycia. Z drugiej strony otwieraja sie dla nas nowe mozliwosci, wiec staram sie ta nasza przeprowadzke widziec w samych pozytywnych barwach, szczegolnie ze czekaja na nas Znajomi i Przyjaciele, ktorzy ciesza sie z naszego powrotu.
Jest jednak jeden duzy minus. Polowek wyjezdza pierwszy, a ja musze zostac tutaj przez kolejne cztery miesiace... Bedzie ciezko, bo tesknimy za soba wciaz tak samo mocno (a moze nawet mocniej?) jak na poczatku naszej znajomosci, kiedy przez 5 miesiecy ja mieszkalam we Wroclawiu, a On tutaj, w Londynie. Dla mnie obca jest teoria, ze wraz z rosnacym stazem zwiazku tesknota mija. Bzdura. Jesli dwoje ludzi jest ze soba coraz dluzej, coraz wiecej spraw ich laczy, tesknota rosnie wprost proporcjonalnie. I szczerze Wam powiem, ze mam nadzieje, ze zawsze bedziemy za soba tesknic tak bardzo, ze az bedzie nas skrecac :)
Ale obiecuje, ze nie bede marudzic i narzekac. Postaram sie by na tej naszej rozlace nie ucierpial blog. Jedyny klopot moge miec z pieczeniem chleba i ciast, ale najwyzej bede wszystko robic z 1/3 porcji podanych w przepisie :)

Jesli chodzi o pasztet to ostrzegalam, zarzekalam sie i w koncu go upieklam. A jak sprobowalam kawalek dzis rano, to pozalowalam, ze tak pozno za pieczenie sie zabralam. A mowa o pysznym pasztecie Agnieszki Kreglickiej, ktorym podzielila sie z nami Aklat (Aklat prowadzi super blog – Ucztujac. Pasztet ten piekla rowniez Ala i tez Jej bardzo smakowal.
Ja bardzo lubie wegetarianskie pasztety. Te miesne mniej, bo sa jak dla mnie zbyt mialkie (Aga-aa ktory to skecz?:P). Za to lubie miesne klopsy :) Ale niewazne przeciez to wpis o pasztecie! Czy ja sie kiedys powstrzymam od tych glupawych dopisek? :)
Jak juz mowilam pasztet jest genialny, a zestaw przypraw ktory poleca Pani Agnieszka fajnie podkreca smak soczewicy. Jedyna moja zmiana, to zastapienie czerwonej soczewicy, za ktora nie przepadam, soczewica zielona. Wzbogacilam rowniez zestaw przypraw o pieprz seczuanski i pieprze cytrynowy, a takze o mielony, suszony imbir.
Goraco Wam ten pasztet polecam, bo nie jest pracochlonny, a efekt przejdzie Wasze najsmielsze oczekiwania!
A Polowek stwierdzil, ze to jeden z najlepszych pasztetow jakie jadl i ze smakuje jak Paprykarz Szczecinski :) No ale co mial powiedziec Szczecinianin z krwi i kosci :D





Pasztet z zielonej soczewicy

Na podstawie przepisu Agnieszki Kreglickiej

1 szkl zielonej soczewicy
3 sredniej wielkosci marchewki
1 srednia cebula
3 duze zabki czosnku
1 lyzeczka zmielonego kminku
1 lyzka koncentratu pomidorowego
lisc laurowy
kilka ziaren ziela angielskiego

sol
pieprz
kawalek startego imbiru
pieprz cayenne
curry
slodka papryka
pieprz seczuanski
mielony imbir
pieprz cytrynowy
sos sojowy
olej
3 jajka

Soczewice oplukac i ugotowac w 2 szklankach wody razem z lisciem laurowym i zielem angielskim. Wymieszac z koncentratem.
Marchewke zetrzec, cebule i czosnek drobno pokroic.
Na patelni rozgrzac olej wrzucic rozdrobnione warzywa i przyprawy i smazyc na malym ogniu. Nie nalezy zalowac przypraw, ich smak czesciowo zgubi sie po wymieszaniu z soczewica i jajkami. Gdy warzywa zmiekna polaczyc je z soczewica i dodawac po jednym jajku dokladnie mieszajac (ja uzylam miksera).
Mase przelac do foremki (ja uzylam dwoch mniejszych) wysmarowanej maslem i wysypanej bulka tarta.
Piec 30-40 minut w 180 stopniach. Przed pokrojeniem pasztet ostudzic.

Smacznego!





PS

I na koniec kolejna 'kartka'... Przepraszam, ale nie moglam sie powstrzymac :)))


Tuesday, 7 July 2009

Weekendowa Cukiernia #7 - Podsumowanie & Weekendowa Cukiernia #8 - Zaproszenie w imieniu Niny (Blog - Nina w kuchni)



Weekendowa Cukiernia #7 przeszla do historii wraz z miniona niedziela. Nie udalo jej sie zebrac tak obfitych plonow jak jej poprzedniczce, ale kilka osob zdecydowalo sie nie opuscic jej (i mnie) w potrzebie :)

Gospodarzyla nam Mafilka i Jej blog Zaczynam kucharzenie, ktora to wybrala przepis na delikatne ciasto biszkoptowe z jogurtowym kremem i z jagodami . No mowie Wam pycha!
Ja co prawda sie lekko wylalamalam i z powodu braku zelatyny zrobilam to ciasto w postaci deserow w szklankach, ale licze ze Mafilka ma dobre serducho i zaliczy je do Cukierni :)))

Dziewczyny bardzo Wam dziekuje za wspolne pieczenie i juz dzis zapraszam wszystkich chetnych na wspolne pieczenie do Niny – naszej Gospodyni kolejnego odcinka Cukierni. A co proponuje Gospodyni? Ja juz wiem a Wy sprawdzcie sami juz dzisiaj wieczorem (wtedy pojawi sie zaproszenie na blogu u Niny:))))

A w miniony dwuweekend piekly takie oto Cukierenki (Cukierniczki) :)

Alcia vel Margot i Jej blog Kuchnia Alicji

Beata i Jej blog Lubie gotowac

Grazyna i Jej blog Oswajamy kuchenke mikrofalowa

Karolcia i Jej blog For the body and soul

Mafilka i Jej blog Zaczynam kucharzenie

Magdalena vel Magoldi i Jej blog Kopalnia Smakow

Muffingirl i Jej blog Muffingirl

Zawszepolka czyli ja i moj blog Around the kitchen table

Serdecznie Was pozdrawiam!

Polka

PS

A na poprawe humoru (jesli ktos czuje dzisiaj tak samo z powodu deszczu - miserable)dwie z wielu kartek ktore mozna bylo kupic we wroclawskim Empiku 3 lata temu (kupilam po jednej kartce z kazdego rodzaju i zeskanowalam, a skany odnalazlam kilka dni na zapomnianym dysku zewnetrznym) :)))))