Friday, 28 August 2009

Gigantes plaki





No trochę mnie tu nie było. Krótko, ale jednak. Ale pewnie zauważyliście brak moich komentarzy pod Waszymi postami. A powód jest jeden – w pracy jest masa nowych obiowiązków, a w domu postanowiłam ukrócić sobie przesiadywanie w sieci i wrócić do czytania. Słabo wychodzi, ale się staram :)

Dzisiaj będzie coś pomidorowego. Coś, co urzekło moje kubki smakowe. Ale o tym za chwilkę. Wcześniej słów kilka o...

...wyprawie do IKEA. Słabo było. W sumie pełne rozczarowanie. W IKEA ostatni raz byłam ponad rok temu, więc bardzo się ucieszyłam jak razem z Agnieszką postanowiłyśmy się tam wybrać w środowe popołudnie. Nawet to, że okropnie zmokłyśmy nie popsuło nam humoru. Babskie plotki w pociągu, których tak bardzo mi tu brakuje, dużo śmiechu, rozpromienione buzie... Uff dojechałyśmy. Szybka przerwa na meatballs z zurawiną i oddałyśmy się zakupowym przyjemnościom. A właściwie chiałyśmy się oddać, a tu kicha. Niestety IKEA nie miała nic ciekawego do zaoferowania. Ta sama kolekcja gadżetów kuchennych jak rok temu, ta sama kolorystyka, to samo wzorcnictwo. Nudy! Nie było na czym oka zwiesić. Kolejny raz przekonałam się, że nic nie pobije sklepów takich jak Habitat, Heal’s, Muji czy Laura Ashley. Oraz moich ulubionych Almi Decor czy Duka.

Trochę rozżalona nabyłam drogą kupna nową formę do pieczenia, zestaw plastikowych pojemników na żywność, mały flakonik, dwa talerze, klipsy spożywcze i rękawice do chwytania gorących przedmiotów. Moja noga nie przekroczy progu tego sklepu conajmiej przez kolejny rok!

A wracając do przepisu, to dzisiaj coś fasolowo-pomidorowego. Ponoć prosto ze słonecznej Grecji. Najlepsze dzień po upieczeniu i skropione oliwą z oliwek. Smaczne jako przystawka lub lekki lunch.

Zapraszam na Gigantes plaki!





Gigantes plaki ('Giant beans baked in the oven', Fasola Jaś pieczona w piekarniku)
Źródło: Good Food Magazine, September 2009

400g suchej fasoli jaś
1 cebula, drobno pokrojona
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
2 łyżki przecieru pomidorowego
800g dojrzałych pomidorów, obranych ze skórki i pokrojonych na większe kawałki
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka suszonego oregano
szczypta cynamonu
2 łyżki natki pietruszki plus extra do posypania po upieczeniu

Fasolę namaczamy na noc. Na drugi dzień wodę wylewamy i gotujemy fasolę w świeżej wodzie na pół twardo (ok. 40 minut).
Piekarnik rozgrzewamy do 180 st.C.
Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę i czosnek i smażymy na małym ogniu przez 10 minut. Ma się zezłocić, ale nie zbrązowieć.
Dodajemy przecier pomidorowy i smażymy kolejną minutę.
Dodajemy pozostałe składniki i smażymy na małym ogniu przez 2-3 minuty.
DOdajemy fasolę, mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem.
Całość przekładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy bez przykrycia przez godzinę. Fasola wchłonie nadmiar płynu, a całość będzie przyjemnie gęsta i aromatyczna. Po wyjęciu z pieca posypujemy pozostałą natką.

Smacznego!








Pomidorowy Sezon 2009

Tuesday, 25 August 2009

Domowy aromatyczny ketchup




Właściwie nie chciałam wstawiać tu przepisu na ketchup zwłaszcza, że całkiem niedawno taki przepis podała u siebie Olga.

Ale...

Zawsze jakieś ale musi się pojawić :) Na moją zgubę w pobliskim sklepie trafiłam na przecenę pomidorów, bo... były zbyt dojrzałe. A jak wiadomo nam, kobietom ciężko jest oprzeć się przecenom i promocjom. Więc nabyłam całe 3 kilo z myślą, że jednak ketchup zrobię, a tym samym sprawdzę, czy umiem robić przetwory.
Tak Proszę Państwa. Z przetworami jestem na bakier, bo co roku zmieniamy miejsce zamieszkania i wizja przenoszenia słoików mnie przeraża. W dodatku zazwyczaj staramy się wynając mieszkanie blisko centrum, wieć ani chłodnej sieni, ani spiżarki ani piwnicy nie mam. Ale wszystko wskazuje na to, ze w miejscu gdzie mieszkamy teraz zostaniemy (a przynajmniej zostanę ja) przez kolejne pół roku, więc postanowiłam że spróbuję i sprawdzę, czy dobra ze mnie gospodyni.

Słoiki przygotowałam metodą mojej Mamy. Na dno garnka położyłam bawełnianą ściereczkę (ochrania ona dno garnka przed porysowaniem), nalałam wody, włożyłam słoki, zakrętki i postawiłam na palnik. Gotowałam całość około pół godziny. W tym
czasie dobrze nagrzałam piekarnik i wysuszyłam w nim i zakrętki i słoiki. Dobrze jest trzymać je w cieple, dopóki nie będziemy ich napełniać, ale zawsze można je kolejny raz podgrzać.

Uzbrojona we wszystkie potrzebne składniki (i cierpliwość) zabrałam sie do przygotowywania ketchupu. Bardzo się ucieszyłam, gdy po porównaniu mojego przepisu z przepisem Olgi okazało się, że nieznacznie się one różnią - okropnie nie lubię dublować podanych już przez Was potraw. I najważniejsza rzecz 'mój' przepis nie zawiera papryki, której ze względu na problemy żołądkowe jeść nie powinnam, a i tak za dużo sobie z nią pozwalam...

Dodam jeszcze, że niecały rok temu ta oto Frania vel Tatter podała u siebie przepis domowy ketchup wg Jamiego O. A więc do wyboru do koloru!

I ostatnia uwaga (obiecuję, że już kończę gadać!) zdecydowałam się swojego ketchupu nie przecierać, tylko dobrze go zmiksowałam za pomocą blendera. Jak będę chciała ketchup gładki to sobie kupię :) Ten swój pierwszy wolałam taki ... bardziej namacalny :)





Domowy aromatyczny ketchup
Źródło: BBC GoodFood Magazine, September 2009

4 duże cebule
250g selera naciowego
5 łyżek oleju rzepakowego
4 duże ząbki czosnku
1 łyżeczka nasion kolendry
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
2 łyżeczki soli selerowej
2 kg dojrzałych pomidorów, pokrojonych na duże kawałki
3 łyżki przecieru pomidorowego
1/2 łyżeczki Tabasco
200ml białego octu winnego
200g złotego drobnego cukru

W blenderze umieszczamy cebulę i seler naciowy, pokrojone na większe kawałki. Rozdrabniamy.
W rondlu o grubym dnie (ważne) rozgrzewamy olej, dodajemy rozdrobnioną cebulę i seler, przykrywamy i smażymy na małym ogniu przez około 5 minut.
Dodajemy ząbki czosnku, gotujemy kolejne 5 minut.
Dodajemy przyprawy i dusimy kolejną minutę.
Po tym czasie dodajemy resztę składników, doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy moc palnika i gotujemy ketchup na małym ogniu przez około godzinę. Ketchup ma zmniejszyć objetość prawie o połowę.
Po tym czasie ostrożnie przelewamy całść do blendera i ponownie rozdrabniamy.
Następnie przecieramy przez sito (ja ten etap pominęłam).
Jeśli ketchup wydaje nam się zbyt rzadki, możemy ponownie podgrzewac go w rondlu na małym ogniu aż zgęstnieje.
Ciepły przekładamy do ciepłych, wysterylizowanych słoików. Zakręcamy i odstawiamy do wystygnięcia.
Ketchup możemy trzymać w lodówce przez 3 miesiące, lub zamrozić w małych porcjach.

Smacznego!





Pomidorowy Sezon 2009

Sunday, 23 August 2009

Biały ser i świeży chleb. Domowe. Najlepsze.







Dwie rzeczy są dla mnie rano najważniejsze - dobra, mocna kawa zaparzona we włoskim ekspresie i smaczne, treściwe śniadanie. A treściwe śniadanie to nie płatki czy muesli, po których za godzinę robię się głodna. Dla mnie takim śniadaniem jest kanapka. Na własnoręcznie upieczonym chlebie (pieczywo kupuję bardzo rzadko i tylko wtedy gdy nie mam czasu nic upiec), koniecznie z dobrym, lekko solonym masłem i dodatkami. A dodatki mogą być różne. Przeróżne. Co kto lubi :)

Istnieje dla mnie kanapka No. 1 - chleb, masło, biały ser, pomidor, sól i świeżo mielony czarny pieprz. Nie ma lepszej. Niech się schowają wszelkie mięsa, wędliny i pasztety.
O miłości i tęsknocie za dobrym serem można poczytać u Anoushki. Mogłabym się podpiąć obiema rękami pod tym co napisała. Z jedną różnicą - tutaj w Anglii w każym większym mieście jest sklep z polskimi artykułami. Co więcej i w Tesco można je znaleźć. Ale co z tego jak ser jest pakowany i po otwarciu wylewa się z niego pół szklanki wody. Mrożony ser jest fuj. Uwierzcie.

Pamiętam wielkie bloki sera w osiedlowym spożywczaku. To była magia! Panie, które zawsze dokładnie wiedziały jaki kawałek odkroić, żeby wyszło 30 dag. Zawsze się zastanawiałam skąd One wiedzą? Pamiętam ten ser. Świeży, pachnący, soczysty. Zawsze półtłusty. Zastanawialiście się kiedyś, czemu człowiek zaczyna doceniać pewne rzeczy dopiero wtedy, kiedy nie może ich mieć na co dzień? Dziwne z nas stworzenia.

Ponad dwa lata temu pewna forumowiczka o wdzięcznym nicku Pinkink2 założyła pewnien wątek, za który do końca życia będę biła jej pokłony do samej ziemi. Wątek zaczęła takimi oto słowami:

'Od czasu do czasu na różnych kuchennych forach można napotkać na rozpaczliwe pytania od tych z daleka od Polski gdzie albo jak zdobyć polski w smaku biały ser.'

Później wątek rozwija się (tutaj jest jego kontynuacja i gdzieś tam pod koniec można znaleźć mój pierwszy ser:)) i gorąco polecam Wam jego przeczytanie. Bo warto. Warto również poświęcić godzinę, żeby później móc delektować się ulubioną kanapką.
Ser z przepisu Pinkink robiłam już wielokrotnie i chyba udało mi się dopasować proporcje do swoich kubków smakowych. Warto popróbować różnych kombinacji i znaleźć odpowiedni dla siebie smak.

A do sera oczywiście domowy chleb. Oczywiście od Mistrza Hamelmana. Chleb eksperyment, bo z konieczności musiałam użyć inną mąkę niż podano w przepise. Ponad rok temu kupiłam mieszankę, w skład której wchodzą trzy różne mąki - mąka pszenna, mąka pszenna razowa i mąka żytnia, oraz ziarna pszenicy. I właśnie ją użyłam do wypieku chleba na zakwasie z ziarnami (Sourdough Seed Bread - dla posiadających książkę strona 176)





Chleb na zakwasie z ziarnami (Sourdough Seed Bread)
Źódło: "Bread' Jeffrey Hamelman

Zaczyn

1 i 1/8 szkl. mąki pszennej chlebowej (138g)
3/4 szkl. wody (170g)
2 łyżki aktywnego zakwasu*

Składniki zaczynu wymieszać, przykryć folią i zostawić w temperaturze pokojowej na 12-16 godzin.

Namaczanka

3/8 szkl. ziaren siemienia lnianego (60g)
3/4 szkl. wody (170g)

Wymieszać, przykryć folią i zostawić na 12-16 godzin w temperaturze pokojowej

Ciasto właściwie

5 5/8 szkl. mąki pszennej chlebowej** (697g)
5/8 szkl. mąki żytniej razowej** (73g)
7/8 szkl. ziaren słonecznika (108g)
3/8 szkl. ziaren sezamu (54)
1 3/8 szkl. wody (320g)
1 łyżka i 1/2 łyżeczki soli
zaczyn (całość minus 2 łyżki)
namaczanka

Ziarna słonecznika i sezamu tostujemy przez 6 minut w temperaturze 190st.C. Studzimy.
Wszystkie składniki ciasta chlebowego umieszczamy w misce, mieszamy i wyrabiamy gładkie i elastyczne ciasto.
Przykrywamy folią i zostawiamy na 2.5 godziny (fermentacja). Ciasto składamy dwukrotnie po 50 minutach wyrastania.
Po tym czasie ciasto lekko odgazowujemy i dzielimy na dwie części. Z obu części formujemy bochenki (podłużne lub okrągłe), umieszczamy w koszykach złaczeniami do góry, przykrywamy folią i zostawiamy do ponownej fermentacji (do podwojenia objętości).
Wyrośnięte nacinamy, wkładamy do rozgrzanego pieca (230st.C) i pieczemy z parą przez 45 minut.
Studzimy na kratce.

*po wszelkie porady i informacje zapraszam do Mistrzyni Tatter
** ja obie mąki zastąpiłam w/w mieszanką mąk





Domowy biały ser
Źródło: Galeria Potraw

3.5 litra świeżego mleka (nie UHT)
1 litr maślanki
mały kubek jogurtu naturalnego
mały kubek kwaśnej śmietany

Do dużego garnka wlewamy maślankę, śmietanę i jogurt. Mieszamy.
Dodajemy mleko, mieszamy, przykrywamy gazą i odstawiamy do skwaśnienia (u mnie trwało to półtorej doby).
Gdy całość skwaśnieje, stawiamy garnek na małym ogniu i podrzewamy. Gotujemy około 45 minut, aż powstaną grudki sera i serwatka. Zauważyłam, że czas gotowania zależy od stopnia skwaśnienia sera. Dla mnie idealne jest 45 minut później ser robi się twardy i suchy.
Sito wykładamy gazą i odcedzamy ser od serwatki. Zostawiamy na chwilę i gdy większość serwatki odcieknie, gazę zawiązujemy i ser zawieszamy nad naczyniem, do którego będzie skapywać resztę serwatki.
Należy zachować czujność, bo zbyt długie skapywanie sprawi, że ser będzie suchy. U mnie trwało to 4 godziny i ser lekko się kruszył przy krojeniu.

A teraz bierzemy kromkę świeżego chleba, smarujemy grubo masłem, obkładamy plasterkami sera, pomidora, posypujemy solą i pieprzem i jemy za smakiem :))

Smacznego!





Pomidorowy Sezon 2009

Friday, 21 August 2009

Małe grzeszki, wielkie przyjemności




Ha! Wczoraj zrobiłam coś baaaaaaardzo złego :) I jak mi dobrze z tym!
Ponieważ ostatnio jestem niepoprawna muzycznie, postanowiłam być również niepoprawna kulinarnie. Za namową kolegi z pracy (uff dobrze, że nie pracuje ze mną w zespole, bo pewnie takie rzeczy zdarzałaby się częściej) poszliśmy na lunch do popularnej sieci restauracji fast food na moją ulubioną 'legendarną kanapkę z kurczakiem' duuuże frytki i colę (dietetyczną ma się rozumieć;)).
I co? I nic. Dobre było. Ani się nie otrułam, ani mi nic nie odpadło, ani mi nic nie przybyło. Niektórzy widzieli 'moje' djęcie to mogą potwierdzić :) Nie mam ani jednego wyrzutu sumienia :)
I tak sobie myślę, że człowiek, który pozwala sobie na szaleństwa i nie odmawia sobie przyjemności to człowiek szczęśliwy. I kropka.

Ale żeby nie rozbestwić się na dobre, dzisiejsza kolacja była jak najbardziej niskokaloryczna i zdrowa. W dodatu pyszna. Czego chcieć więcej? Jak jest łosoś, są i kapary. Jak są kapary, jest sok z cytryny. Potem już avokado, szpinak, jajko i pomidory.
I wychodzi nam smaczna sałatka. Nawet bardzo smaczna.

Warunki są trzy. Przede wszystkim dojrzałe avokado. Bezdyskusyjnie. Inaczej będzie mdłe i zupełnie bez smaku.
Drugi warunek to wędzony łosoś dobrej jakości. Można dodać go mniej, ale musi mieć delikatne mięso.
Po trzecie kapary. Jeśli kupimy te w zalewie octowej, daje sobie rękę uciąć, że sałatka będzie dosyć niezjadliwa. Takie kapary są okrutnie kwaśne. No chyba, że ktoś lubi jak mu kwasota buzię wykręca :) Ja nie lubię i zdecydowanie preferuję kapary w oliwie.

Trochę brakowało mi koperku, jako smacznego dopełnienia całości, ale ja jestem w temacie koperku zboczona. Mogłabym go dodawać wszędzie (tak samo jak czosnek zresztą). Ale tak sobie myślę, że z łososiem stworzyłby on (ten koperek) bardzo zgrany duet.

No dobrze koniec gadania. Moja wena jeszcze nie wróciła na dobre i dzisiaj pozwoliła mi napisać tylko to, co powyżej :)

Całusy!






Sałatka z wędzonego łososia, jajek i pomidorów (2 duże porcje)

Źródło: BBC Good Food Magazine, September 2009

4 jajka
opakowanie liści młodego szpinaku (400g)
12 pomidorków koktajlowych
pół zielonego ogórka
1 dojrzałe avokado*
szczypior**
250g wędzonego łososia (ja dałam 120g i było go dużo)

Sos

3 łyzki oliwy (ja dałam 5)
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżka kaparów w oliwie
1 łyżka wody
sól
czarny pieprz
ew. koperek

Jajka gotujemy 'na twardo'. Jeśli lubimy mieć bardzo ścięte żółtko gotujemy je przez 8 minut, jeśli mniej to 7. Obieramy i dzielimy na ćwiartki lub szóstki. Jeśli podzielimy je na ósemki, to będziemy ich w sałatce szukać grabiami.
Pomidory myjemy i dzielimy na połówki.
Ogórka kroimy w kostkę.
Avokado obieramy, kroimy na cienkie cząstki i skrapiamy sokiem z cytryny.
Szpinak myjemy, osuszamy (najlepiej w suszarce do sałaty) i rodzielamy pomiędzy talerze.
Na szpinaku układamy poidory, kawałki ogórka, szczypior i cząstki avokado. Na wierzchu układamy cząstki jajek i kawałki wędzonego łososia.
Oliwę, sok z cytryny, musztardę, wodę i połowę ilości kaparów miksujemy w blenderze. Doprawiamy świeżo mielonym czanym pieprzem i solą.
Sałatkę polewamy sosem i dodajemy resztę niezmiksowanych kaparów.

Smacznego!

PS
Ja pod koniec konsumowania dodałam do sałatki cząstki rzodkiewki - efekt powalający bo fajnie chrupie i dodaje delikatnej ostrości.

*avokado skrapiamy sokiem z cytryny od razu po obraniu i pokrojeniu - to zapobiegnie jego czernieniu
**szczpiorek ma być gruby, nie cienki :)




Pomidorowy Sezon 2009

Thursday, 20 August 2009

Weekendowa Cukiernia #10 - Podsumowanie & Weekendowa Cukiernia #11 - Zaproszenie w imieniu Mafilki (Zaczynam kucharzenie)




Winna Wam jestem przeprosiny. Jak zauważyliście panuje tu ostatnio cisza. Dzisiejsze podsumowanie miało pojawić się jak zwykle we wtorek, ale weny mi brak. Nie mogę ubrać odpowiednio tego, co chcę Wam napisać. Dodatkowo od ponad miesiąca zacieśniam przyjaźń z moją nową koleżanką - bieżnią. Uwierzcie mi godzina poświęcon tej Pani i człowiek wraca do domu wykończony. Ale sobie znalazłam towarzystwo :) Ale warto! Chociażby dlatego, żeby z radością i smakiem zjeść wielki kawał ciasta pełnego brzydkich kalorii :)

Na początku podsumowania chciałam serdecznie powitać w naszym gronie dwie nowe Cukierenki! Alinka i Fellunia zdecydowały się przyłączyć do Weekendowej Cukierni #10 i upiekły rewelacyjną krajankę, którą zaproponowała nam Joanna. Serce mi się raduje, kiedy nowe osoby dołączają do WC. Mam nadzieję, że będzie nas więcej i więcej! I oczywiście dziękuję moim Kompankom za dzielne dotrzymywanie kroku we wspólnym pieczeniu. Dodatkowo Alince dziękuję za miłe słowa, które bardzo podniosły mnie na duchu.

Ostatni odcinek Cukierni upłynął nam pod znakiem ptysiowego ciasta, malin (tudzież jeżyn) i bitej śmietany. Yum! Joanna wybrała dla nas pyszną propozycję - po wszelkie szczegóły zapraszam do Joanny właśnie i Jej bloga Notatki kulinarne.

Jednocześnie w imieniu Mafilki (po znajomości Gospodarzy nam już po raz drugi) zapraszam do Weekendowj Cukierni #11. Propozycja Mafilki to jabłecznik francuski - nie wiem jak dla Was, ale dla mnie brzmi fantastycznie! Namawiam Was do pieczenia, bo ciasto jest bardzo łatwe, szybkie i założę się, że bardzo smaczne :)

A w Weekendowej Cukierni #10 udział wzięły:


Alcia vel Margot i Jej blog Kuchnia Alicji


Alinka i Jej blog Pysznie, pyszniutko


Fellunia i Jej blog Bezglutenowa babeczka


Joanna i Jej blog Notatki kulinarne


Karolcia i Jej blog For the body and soul...(wersja polska)


Mafilka i Jej blog Zaczynam Kucharzenie

Tili i Jej blog Kuchnia Szczęścia

Zawszepolka czyli ja i mój blog Around the kitchen table


Dziewczyny dziękuję za wspólne pieczenie!

Jeśli ktoś ma ochotę gspodarzyć WC to piszcie śmiało, a dla wszystkich znajdzie się wolny termin :)


Pozdrawiam,

Polka

Saturday, 15 August 2009

Ghost Post :))




Pewnie teraz przecieram prawe oko. Albo lewe. Albo oba na raz :) A może jestem już w drodze na Notting Hill albo Primrose Hill? Albo jeszcze śpię. Właściwie to nie wiem co teraz robię, bo post został napisany w piątek. Jedno wiem na pewno - jestem w Londynie i zamęczam gadaniem Połówka na śmierć. No co w końcu przez dwa tygodnie się trochę tego nazbierało, prawda? :)

Jestem trochę zła, bo musiałam zostawić w domu aparat. W zamian za to na dnie torby leży chleb. W sumie sensowna zamiana. Zdjęć tym razem żadnych nie zrobię. Trudno. Poprawię się następnym razem, obiecuję!

Spoglądam na zegarek – 09:11. Rany julek jeszcze tak dużo godzin pracy, a mi się nie chce. Kleją mi się oczy, a w myślach wyliczam, czego zapomniałam zabrać. Oczywiście szczoteczki do zębów i klapek – standard.

Dobrze to ja idę zrobić sobie power coffee (mega mocną kawę), a Wam zostawiam do obejrzenia zdjęcia krajanki malinowej, którą jeszcze w ten weekend pieczemy a ramach Weekendowej Cukierni #10. Trochę mnie korciło, żeby tak jak Mafilka z krajanki zrobić eklerki, ale jednak wygrała krajanka. Pyszna. Wilgotna. Winna. Super lekka. Chociaż mogłoby się wydawać, że litr śmietany zrobi swoje, nie zrobił :) Wręcz przeciwnie. Ciasto jest genialne. Ja do środka napchałam jeżyn, bo maliny po prostu zżarłam :) Uratowałam dosłownie kilka i ozdobiłam nimi ciasto. Joanno dziękuję za bycie Gospodynią i za wybranie tak smacznego i prostego przepisu. I szybkiego. Mi zrobienie ciasta zajęło nie więcej niż 35 minut. Serio serio :)

Ach i mam do Was ogromną prośbę! W weekend będę odcięta od internetu, więc osoby które krajankę zrobią proszę o przesłanie linku na zawszepolka@gazeta.pl. To bardzo ułtatwi mi napisanie podsumowania i wtedy na pewno nikogo nie pominę.
Z góry uprzejmie dziękuję :*

Acha i chciałam podziękować za wszystkie nominacje! Wkrótce się do nich ustosunkuję :) I odpiszę na zaległe maile... :( I odwiedzę Wasze blogi! Przepraszam jestem ostatnio beznadziejna!





Krajanka z jeżynowym (lub malinowym) nadzieniem
Źródło: Blog Joanny - Notatki Kulinarne

Ciasto parzone

70g masła
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
200ml wody
200g mąki
5 jajek

Nadzienie

300g świeżych jeżyn lub malin
50g cukru pudru
1 łyżka rumu
1 litr śmietany
80g cukru
1 łyżka cukru pudu do oprószenia

2 blachy do pieczenia 42x35cm (ja użyłam po prostu 2 razy 1 blachy z piekarnika)

Zagotować wodę z masłem, cukrem i solą.
Wsypać od razu całą mąkę i mieszać tak długo, aż masa zacznie odstawać od ścian garnka, uformuje się w kulę, a dno garnka pokryje się białawym nalotem. Masę przestudzić.
Nagrzać piekarnik do 250 stopni C.
Dwie blachy do pieczenia wysmarować tłuszczem i lekko oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Do masy dodawać kolejno jajka i ciągle ja ucierać, aż nabierze konsystencji miękkiego ciasta parzonego.
Ciasto podzielić na 2 części i cienko rozsmarować je na dwóch blachach do pieczenia. Piec po kolei na środkowym poziomie piekarnika przez 10-15 minut na kolor złocisty.
Po upieczeniu ostrożnie oddzielić nożem ciasto od blachy i ostudzić.
Jeden ostudzony płat ciasta pokroić na 3 paski o szerokości 10cm. drugi płat ciasta pokroić nożem na malutkie kawałki-płatki.
Jeżyny (maliny) przebrać (10 malin odłożyć na przybranie), posypać cukrem pudrem i skropić rumem. Owoce trochę rozgnieść widelcem i na krótko odstawić.
Śmietanę z cukrem ubić na sztywno. 2/3 bitej śmietany wymieszać z rozgniecionymi malinami i wyłożyć na paski ciasta ptysiowego.
Trochę bitej śmietany na rozetki włożyć do szprycy cukierniczej z ząbkowaną końcówką. Resztą tej śmietany posmarować boki i wierzch krajanki i obsypać płatkami ciasta. Szprycą wycisnąć 10 rozetek z bitej śmietany i każdą ozdobić maliną.
Lekko z góry oprószyć cukrem pudrem (whoops zapomniałam!)

Smacznego!





A na koniec bądźmy trochę niepoprawni muzycznie! :)
Pamiętacie TE hity? Ja spędziłam przy nich cały wczorajszy (znaczy się czawrtkowy) wieczór :)










Wednesday, 12 August 2009

Nadziewać, czy nie nadziewać oto jest pytanie







Jak pewnie większość z Was zauważyła, ostatnio częściej pojawiają się tutaj nowe posty. Ale chyba czas zwolnić. Boję się, że w natłoku przepisów i mi i Wam coś umknie.

Odkąd siedzę tu sama, mam więcej czasu na fotografowanie jedzenia. Pewnie dlatego i zdjęcia i przepisy posłusznie czekają na swoją kolej. I tak naprawdę chciałabym Wam pokazać wszystko od ręki, ale tak się nie da, kurka wodna. Musi być wszystko po kolei i w swoim czasie.

Ostatnio kolejny raz przeczytałam fantastyczną książkę Joanny Chmielewskiej ‘Lesio’. Czytałam ją w pracy w czasie przerwy obiadowej i śmiałam się do łez. Koledzy z pracy do dzisiaj nie rozumieją, jak książka może aż tak bardzo rozśmieszyć. Autentycznie płakałam ze śmiechu. Podjerzewam, że większość z Was Panią Chmielewską zna. A tym, którzy nie znają Jej książek, polecam ‘Lesia’ z całego serca.

‘Lesio’ jest piątą z kolei opowieścią Joanny Chmielewskiej, która porzuciła swój zawód architekta i zajęła się pisaniem powieści przeróżnego gatunku. Akcja książki toczy się w miejscu, w którym pracowała Pani Joanna. Kim naprawdę jest Lesio? Ponoć był kolegą z pracy, z którym Pani Joanna dzieliła pokój.
W książce Lesio jest architektem w jednej z warszawskich pracowni. Ale nie jest zwykłym architektem. Ma bardzo skomplikowany umysł – jest pomysłowy, bardzo roztargniony, zapracowany i, tak jak my boryka, sie z codziennością. A to planuje zamordować Personalną, która codzienne podsuwa mu książke spóźnień, a to planuje wykończyc konkurenta o uczucia koleżanki z pracy - Barbary, a na dodatek miewa problemy z żoną...
To jak zachowuje się Lesio, zdecydowanie odbiega od ogólnie przyjętych standardów. Ale właśnie dlatego książka jest tak bardzo zabawna. Bo tak naprawdę Lesio to po trochu każdy z nas, chociaż trudno nam się do tego przyznać.

I oczywiście w książce można znależć masę dowcipów jak na przykład:
'Jak pół pośladka lufcikiem' czy 'Stój, ty żłobie polowy, w gromnicę szarpany' i wiele wiele więcej, ale trzeba przeczytać całość. Nie ma mocnych :)

Jaki związek ma moja opowieść o 'Lesiu' z przepisem, który dzisiaj prezentuję - nie wiem :) Jedynie taki, że do dziś pamiętam jak ze starszą Siostrą Dagmarą siedziałyśmy wieczorami na fotelach (każda na swoim) i czytałyśmy książki, których dzięki pasji naszej Mamy w domu jest baaaaardzo dużo. Pamiętam jak dziś Dagmarę czytającą właśnie ‘Lesia’ i zalewając się łzami ;) To Ona mnie Lesiem zaraziła.

I może dlatego naszła mnie ochota na obiad, który od zawsze był podawany w domu. A może dlatego, że kupiłam śliczne małe patisony? :) Co za różnica. Danie jest pyszne i gorąco Was do niego zachęcam!

Ach i sos. Zwykły pomidorowy sos. Niebo w gębie! Moja Mama zabiela go kwaśną śmietaną. Też smaczny. Jak kto lubi!








Patisony i papryki nadziewane mięsem i ryżem z sosem pomidorowym
(Przepis zrobiłam na oko, tak jak robi to Mama)


4 patisony
4 czerwone papryki
1 duża biała cebula
250 g mielonego mięsa*
½ szklanki ryżu ugotowanego na pół twardo**
1 jajko
olej do smażenia
świeżo mielony pieprz
pieprz cytrynowy
sól***
szczypta suszonego tymianku
odrobina płatków chilli

lekki bulion warzywny lub mięsno-warzywny

Papryki i patisony myjemy, osuszamy i ścinamy im czubki. Z papryk usuwamy nasiona i biały miąższ, a patisony wydrążamy ostro zakończoną łyżeczką, tak by przy skórce została jego cienka warstwa.
Cebulę kroimy w drobną kostkę i smażymy na rozgrzanym oleju, aż się zeszkli.
Mięso mieszamy z ryżem, cebulą i jajkiem. Hojnie doprawiamy pieprzem, solą i resztą przypraw. Dodajemy natkę pietruszki.
Gotowym farszem napełniamy papryki i patisony. Przykrywamu odciętymi czubkami i układamy w dwóch szerokich rondlach z grubym dnem (papryki w jednym, a patisony w drugim). Zalewamy bulionem tak, by przykrył warzywa. Dusimy na wolnym ogniu przez około 25 minut.

Sos pomidorowy

oliwa z oliwek
4 duże ząbki czosnku
6 - 8 dużych mięsistych pomidorów
sól morska
świeżo mielony czarny pieprz
ewentualnie kwaśna śmietana****

Na patelni rogrzewamy oliwę. Dodajemy posiekany czosnek i smażymy (czosnek ma się zezłocić, ale nie przypalić).
Dodajemy listki bazylii i pomidory uprzednio obrane ze skórki. Gotujemy na wolnym ogniu, aż pomidory zmiękną. Można im pomóc i troszkę je pomiętolić w garnku.
Sos doprawiamy solą i pieprzem. Gdy pomidory się rozpadną, przecieramy sos przez sitko i ponownie gotujemy go na wolnym ogniu aż zgęstnieje.

Patisony i papryki podajemy z sosem.

Smacznego!







* ja użyłam wołowiny, ale wieprzowina jest lepsza – ja nie lubię jej smaku i zapachu więc jej nie jadam

** jeśli dodamy ryż ugotowany z nadzienia zrobi nam się klucha


*** ja użyłam wędzonej soli Maldon - pycha!


**** co kto lubi!



Pomidorowy Sezon 2009

Sunday, 9 August 2009

'Coco avant Chanel', kilka wspomnień i francuska zupa cebulowa




Chciałam napisać o pewnej książce, ale w czwartek wieczorem byłam w kinie na cudownym filmie i mam głowę pełną wrażeń, miłych wspomnień i planów na przyszłość.
Z koleżanką z pracy (dzięki Agnes raz jeszcze za bardzo miłe towarzystwo!), wybrałyśmy się na film 'Coco avant Chanel'. Do dzisiaj nie mogę przestać myśleć o tym, co zobaczyłam.

Film przepięknie pokazuje historię Coco Chanel, jej entuzjazm i determinację w dążeniu do celu. Pokazuje ludzkie namiętności i przeszkody, z którymi na co dzień musimy się spotykać. Ale pokazuje również wiarę we własny talent, zapał i nie zbaczanie z raz obranej ścieżki. Dla mnie jednak najważniejszy motyw to ten, jak być oryginalnym i podążać za własnym stylem bez ślepego podążania za modą i ogólnie narzuconymi wytycznymi. Moment, kiedy Coco zrzuca z siebie obrzydliwie falbaniastą i rózową sukienkę i doszywa do swojej skromnej sukienki w kratkę rękawy i kołnierzyk odcięte z białej męskiej koszuli jest pełen magii. Wyszłam z kina jak zaczarowana. Wracając do domu z politowaniem patrzyłam na wpół pijaną angielską społeczność, na kobiety w obcisłych, półprzeźorczystych getrach i kusych powyciąganych podkoszulkach i wiecie co? Uświadomiłam sobie jak bardzo brak im klasy. I nie chodzi o to jakiej marki ciuchy noszą, bo nawet w najdroższych ubraniach od najlepszego projektanta mody można wyglądać jak w szmatach, ale o to jak się zachowują, w jaki sposób się do siebie odnoszą i co sobą prezentują. Brak im kultury i pasji.

Uświadomiłam sobie również jak bardzo jestem zafascynowana Paryżem, w którym dzięki uprzejmości Połówka, Ani i Marka miałam okazję być już dwa razy. I tak jak dla niektórych z Was Włochy, tak dla mnie Paryż jest wymarzonym miejscem, gdzie chciałabym żyć i mieszkać. Niestety znam tylko jedno słowo (no może dwa) w języku francuskim, więc moje marzenie pozostanie tylko marzeniem i prawdopodobnie nigdy się nie spełni.
Architektura, zieleń, małe sklepiki projektantow mniej lub bardziej znanych, kawiarenki, restauracje, obyczaje, kultura i klasa Paryżan - to wszystko sprawia, że Paryż jest miejscem pięknym i magicznym, do którego chciałoby się wracać i wracać i spędzać tam każdą wolną chwilę. Z każdego miejsca bije spokój i brak pośpiechu. Dzięki Ani i Markowi miałam okazję poznać Paryż zupełnie z innej strony, być w miejsach gdzie zwykły turysta nigdy nie trafi albo trafi przez przypadek. Za to im bardzo dziękuję. Za przespacerowane kilometry i cierpliwość w odpowiadaniu na moje liczne pytania. Spędziłam tam swoje zeszłoroczne urodziny. Najpiękniejsze jakie do tej pory miałam...

Ach i bagietki! Pyszne, pszenne i chrupiące. Najsmaczniejsze jakie kiedykolwiek jadłam! Niesione w koszykach i lnianych torbach i ludzie podskubujący je w drodze z piekarni, uśmiechnięte twarze i pogodne oblicza.
Magia bije z każdego zakamarka tego miasta.

















A wracając do filmu. Postanowiłam coś zmienić i powrócić do swojej pasji sprzed lat ukrytej głeboko w zakamarkach mojej głowy. Ale na razie nie powiem więcej. Zobaczymy czy uda mi się tą pasję stamtąd na nowo wydostać.

W duchu filmu i wspomnień zapraszam na prawdziwą francuską zupę cebulową. Za przepis dziękuję Anoushce, która znalazła w piątek wolną chwilę i zechciała się z mną nim podzielić. Przepis prosty i w swej prostocie genialny, (nieznacznie przeze mnie zmodyfikowany) - ta zupa nie potrzebuje wielu przypraw i dodatków, które 'zagłuszą' smak i aromat cebuli. Przepis wpisuję tak, jak podała mi go Anoushka, a w nawiasie moje zmiany(Anoushko dziękuję dobra z Ciebie Kobieta:*)





Francuska zupa cebulowa

'0.5 kg malej, białej cebuli - jak kupisz wielkie główki, to uda Ci się zrobić zupę BEZ smaku (zważyłam potrzeba około 4-5 sztuk)

1 łyżka masła - ja używam ghee - daje więcej smaku (dałam 2 łyżki)

płaska łyżka białej mąki (pominęłam, bo nie lubię smaku mąki w zupach)

sól

pieprz (koniecznie świeżo mielony)

woda (użyłam 750ml lekkiego bulionu warzywnego)

kromki bagietki (po 2 na osobę)

tarty żółty ser - tradycyjnie dodaje się ser Compte, ale jak nie masz, to daj średnio ostry (mi-salé) Gruyère też się sprawdzi (i dałam Gruyère)

100ml białego wytrawnego wina (to już mój pomysł)

sok wyciśniety z połowy cytryny (dodałam od siebie)

świeży lub suszony tymianek

Cebulę kroisz na cienkie plasterki. Wrzucasz na rozgrzane masło i karmelizujesz. Powoli, na niewielki ogniu. Możesz od czasu do czasu pomieszać, ale niezbyt energicznie ;) Cebula ma być brązowo-złota i wydzielać zapach karmelu. Uważaj, żeby jej nie przypalić!
Pod koniec dodajesz mąkę. Mieszasz i zalewasz wodą. (Ja pominęłam mąkę, zamiast wody dodałam bulion, 100ml wina i sok z cytryny)
Gotujesz jeszcze jakieś 10-15 minut na sporym ogniu – żeby zredukować ilość płynu tak gdzieś o 1/4.
Doprawiasz do smaku solą i pieprzem.
Rozgrzewasz mocno piekarnik z grillem. Opiekasz w tosterze/piekarniku kromki bagietki.
Wkładasz je do zupy, posypujesz startym serem i wkładasz do piekarnika na 5 -10 minut. Ser powinien się przypiec na złoto.
Podajesz natychmiast.
Możesz jeszcze oprószyć świeżo mielonym pieprzem i kilkoma listkami tymianku. Ten tymianek to już wersja nieortodoksyjna… ale mnie ona tam bardzo pasuje :)'

Smacznego!


Friday, 7 August 2009

Cukiniowe szaleństwo czas zacząć!Tarta z cukinią, koperkiem, szpinakiem i orzeszkami piniowymi.

Kochani, jest pięknie i słonecznie! Dotrę do pracy 'suchą stopą' i wreszcie z uśmiechem na buzi przekroczę jej próg. A jeśli pogoda się utrzyma, weekendu nie spędze w domu, porządkowanie szafy przełożę na inny dzień, za to wezmę aparat w dłonie i pójdę w teren robić zdjęcia! Nareszcie :)





Rok temu w okolicach grudnia kupiłam sobie świetną książkę kucharską. Książka nosi tytuł 'Best-ever pastry cookbook' i jest autorstwa Pani Catherine Atkinson. Książka jest genialna - zawiera ponad 135 przepisów na tarty, pies (paje), flany czy quiche. Ale oprócz przepisów opatrzonych fantastycznymi zdjęciami, zawiera osobny rozdział poświęcony przygotowaniu (krok po kroku) wyżej wymienionych. I tak. Możemy przeczytać, jak wykonać przeróznego rodzaju ciasta do tart (słodkie, słone, czekoladowe, pszenne, razowe, kruche, francuskie, serowe, kukurydziane), jak wykonać ciasto ptysiowe oraz ciasto na prawdziwy strudel. Mamy osoby podrozdział pokazujący jak przygotowac paje (ciasto i nadzienia) oraz w jaki sposób je piec, by zachowały swój aromat. Mamy wreszcie osobny pozdrozdział na temat ozdabiania tart - robienia przeróżnego rodzaju falbanek, warkoczy, ozdobnych listków, różyczek itp. Mamy również cały podrozdział poświęcony różnego rodzaju wypełnieniom i sosom. I wiele, wiele innych. I same przepisy... I zdjęcia... Cudo! Mogłabym pisać bez końca. Z ręką na sercu mogę wszystkim tą książkę polecić. I powiem szczerze, że od tatmetj pory nie kupiłam żadnej innej książki o tartach, bo ta wystarczy mi na (conajmniej) dwa kolejne lata.

Pamiętam, że moją uwagę przykuła tarta z cukinią i koperkiem. Wiedziałam, że jak tylko pojawią sie pierwsze młode cukinie to zrobię ją bez chwili wahania. Czekałam prawie rok :) I się doczekałam. W sklepach pojawiły się pierwsze młode warzyw i z radością kupiłam kilka najmniejszych i najbardziej jędrnych. A dodatkowo kupiłam je w moim ulubionym organicznym sklepie Unicorn, o którym Wam już wielokrotnie wspominałam (sklep jest kawał drogi od naszego domu, ale w ostatnią niedzielę w ramach popołudniowego spaceru wybraliśmy się tam z Połówkiem, który kupił sobie kilka rzeczy spożywczych do Londynu).

Cukinia pchodzi z rodziny dyniowatych (tak jak ogoórek, melon czy kabaczek). Jej walory smakowe po raz pierwszy odkryli Włosi i wdzięcznie nazywają ją zucchini, jednak w Anglii cukinia nosi francuską nazwę courgette (właściwie nie wiadomo czemu, ale Anglicy i Francuzi pomimo, że się nie lubią, podkradają sobie nazwy i obyczaje). Cukinia jest bogata w beta-karoten i luteinę, które pozytywnie wpływają na zdrowie naszych oczu, a ich wchłanianie przez nasz organizm wspomaga dodatek oliwy. Cukinia zawiera dużo witaminy C i bardzo mało kalorii - wartość energetyczna 100 g cukinii wynosi tylko ok. 15-16 kcal! Same plusy :)) Żeby zachować jak najwięcej witamin, młodej cukinii nie obieramy ze skórki.

Wracając do tarty, to postanowiłam wzbogacić jej smak przed dodanie kilku składników - młodych liści szpinaku, szwajcarskiego sera Gruyère oraz prażonych orzeszków piniowych (żadnego z tych składników nie ma w oryginalnym przepisie). A najważniejszy składnik to świeży koperek. Naprawdę nie warto go żałować, bo świetnie pokręca smak cukini. I dużo świeżo mielonego czarnego pieprzu. Niebo w gębie!
Moja drobna uwaga - nie polecam do tarty sera cheddar, gdyż jego mocny smak zdominuje aromat cukinii





Tarta z cukinią, koperkiem, szpinakiem i orzeszkami piniowymi

Spód tarty
Na formę o średnicy 20cm

225g mąki pszennej
szczypta soli
115g zimnego masła pokrojonego w dużą kostkę
45-60 ml zimnej wody
1 łyżeczka suszonego koperku

Do miski przesiewamy mąkę, dodajemu suszony koperek i mieszamy.
Dodajemy masło i za pomocą palców lub pastry blender (można użyć blendera) rozdrabniamy całość, aż powstaną małe grudki.
Stopniowo dodajemy wodę i mieszamy tylko do połączenia składników (inaczej ciasto będzie twarde).
Owijamy w folię i chłodzimy przez około 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 st.C.
Ciasto cienko rozwałkowujemy i wykładamy nim formę na tartę.
Nakuwamy widelcem, przykrywamy papierem do pieczenia, obciążamy ceramicznym grochem i pieczemy przez 1o minut. Po tym czasie papier i groch zdejmujemy i dopiekamy kolejne 5 minut.
Studzimy.

Farsz


2 łyżki oleju słonecznikowego
3 młode cukinie pokrojone w cienkie plasterki
2 zółtka
150 ml Crème fraîche lub kwaśnej śmietany
1 ząbek czosnku
dwie garści młodych liści szpinaku
100g orzeszków piniowych
2 garści żółtego sera Gruyère
pęczek świeżego koperku
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Przyprawy
(wedle uznania, poniżej mój zestaw obowiązkowy)

pieprz cytrynowy
szczypta suszonego tymianku
szczypta suszonego lubczyku
odrobina płatków chilli

Plasterki cukinii smażymy na rozgrzanym oleju nie dłużej niż 3 minuty. Odkładamy na bok i odsączamy z nadmiaru tłuszczu (świetnie sprawdza się w tej roli ręcznik papierowy).
Na wystudzonym spodzie tarty układamy kolejno - umyte i osuszone liście szpinaku,
uprażone orzeszki piniowe, starty ser i plastry cukinii.
Crème fraîche mieszamy z żóltkami i wszystkimi przyprawami i delikatnie wylewamy na tartę.
Pieczemy całość przez 20-25 minut.
Wyjmujemy, studzimy i zjadamy ze smakiem :)

Smacznego!









Zdjęcie ksążki pochodzi z tej strony

Polecam również:

Salatkę podwojnie cukiniową i fasolową

Zupę baklazanową z ciecierzycą

Ciasto z cukinii

Tuesday, 4 August 2009

Weekendowa Cukiernia #9 - Podsumowanie & Weekendowa Cukiernia #10 - Zaproszenie w imieniu Joanny (Notatki kulinarne)



Kiedy Margot vel Alcia i Tatter vel Pusia podrzuciły mi pomysł na założenie Weekendowej Cukierni miałam lekkie obawy... Przed oczami miałam czarną wizję, że zostanę sama i nikt nie przyłączy się do zabawy :) Jak widać moje obawy były niesłuszne, bo pomysł Wam się spodobał i jest coraz więcej chętnych na wspólne pieczenie.

Z tego co zauważyłam do tej pory, wolicie piec ciasta proste, a mniej te skomplikowane. I ja uważam, że w prostocie smak i siła, chociaż czasami lubię rzucać sobie wyzwania i upiec coś trudniejszego, co wymaga więcej wysiłku i pochłania więcej czasu. Czasami coś nie wyjdzie, czasami wyjdzie nadzwyczaj smaczne :) Jak w życiu – nie da się wszystkiego zaplanować od deski do deski, bo jak się staramy i nam zależy, to właśnie wtedy nam nie wychodzi tak jakbyśmy sobie życzyli :)

Duma mnie rozpiera, że coraz to nowe osoby dolączają do Cukierni i że chcą jej gospodarzyć. Piszcie, a dla każdego znajdzie się wolny termin!

Jeszcze mała uwaga – proszę pamiętajcie o wysyłaniu mi maili z linkiem do Waszego wypieku, bo teraz w każdy weekend będę zajęta i nie będę mogła śledzić wszystkiego na bieżąco, a boję się, że jakiś blog mi umknie i ominę go w podsumowaniu.

W ostatni dwuweekend Weekendowej Cukierni #9 gospodarzyła nam Kasiac i Jej blog Pokrojone doprawione .

Kasiac wybrała dla nas dwa przepisy :

Ciasto brzoskwiniowe z kandyzowanym imbirem

Ciasteczka Maids of Honour

A wspólnie z nami piekły:

Ciasto brzoskwiniowe z kandyzowanym imbirem

Agatai Jej blog Kuchnia Agaty

Karolcia i Jej blog For the body and soul...(wersja polska)

Kasiac(nasza Gospodyni) i Jej blog Pokrojone doprawione

Mafilka i Jej blog Zaczynam Kucharzenie

Magoldi i Jej blog Kopalnia smaków

Małgosia i Jej blog Pieprz czy wanilia

Margot i Jej blog Kuchnia Alicji

Pinkcake i Jej blog Trochę inna cukiernia

Tilianara i Jej blog Kuchnia Szczęścia

Viridianka i Jej blog Cioccolato Gatto

Zawszepolka czyli ja i mój blog Around the kitchen table


Ciasteczka Maids of Honour

Bea i Jej blog Bea w kuchni

Kasiac i Jej blog Pokrojone doprawione

Magoldi i Jej blog Kopalnia smaków


Mafilka i Jej blog Zaczynam Kucharzenie

A już dzisiaj wspólnie z Joanną i Jej blogiem Notatki kulinarne pragniemy zaprosić Was do Weekendowej Cukierni #10. Prze kolejne dwa tygodnie pieczemy Krajankę z malinowym nadzieniem. Zapraszam do Joanny po wszelkie szczegóły :)

Pozdrawiam,

Polka Dupolka

Monday, 3 August 2009

27...





…lat minęło. Tak Kochani w piątek miałam swoje mało święto. Dziękuję pięknie za życzenia tym, co pamiętali i chciało im się naskrobać parę linijek prosto od serca :*

Urodziny zawsze starałam się spędzić w domu z Rodziną. Co roku udawało się dotrzeć tam na czas, niestety juz drugi raz z rzędu nie udało mi się dojechać (dolecieć) do Zamościa. Trochę mi smutno z tego powodu, bo urodziny powinno się spędzać z najbliższymi (Połówku dziękuję, że dojechałeś :*), ale w ramach rekompensaty postanowiłam upiec sobie tort. Prawdziwy, klasyczny, polski tort dla dorosłych :)

Przyznaję szczerze, że z lekką trwogą patrzę, jak coraz mniej ludzi piecze torty w domu, a pyszne, polskie torty wypierane są przez obce pokryte ohydną masą cukrową, lukrem plastycznym czy masą z pianek marshmallows. Wolę spędzić całą noc w kuchni piekąc i ozdabiając tort, niż karmić siebie czy bliskich okropnym sztucznym tworem. I co z tego, że tort upieczony w domu nie będzie miał wydrukowanego obrazka Kopciuszka czy Królewny Śnieżki? Będzie za to dużo zdrowszy, a Kopciuszka można kupić w postaci książki i razem z dzieckiem poczytać. Tak ja zostałam wychowana i tak będę starała się wychować swoje dzieci.

Do dzisiaj mam obraz Mamy spędzającej w kuchni kolejne godziny nocne i ozdabiającej tort tak, by wyglądał jak najpiękniej. Mama uwielbia piec w nocy, kiedy wszyscy śpią, kiedy jest cicho i nikt nie kręci się po kuchni. Ja mam to chyba po Niej i kiedy jestem wypoczęta i wyspana uwielbiam piec w nocy chleb, bułki czy ciasta. W tle cicho gra muzyka, tak by nikogo nie obudzić i nie przełamywać ciszy nocnej bo cisza jest bardzo uspokajająca. I uwierzcie lub nie najładniejsze chleby wychodzą mi nocą :) Wtedy ładnie rosną i ładnie dają się nacinać. Wszystko można robić powoli i bez pośpiechu, że zaraz trzeba gdzieś wyjśc, albo co gorsza, wpadną do nas niezapowiedziani goście. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku – przeczytajcie post Agnieszki, a będziecie wiedzieć o czym mówię ;)

Jak już wspomniałam klasyczny tort to dla mnie numer jeden. Nie zamienię go nigdy w życiu na kupne torty z cukierni. I chociaż wiem, że jest to ogromny pochłaniacz czasu i jeśli ktoś pracuje, ma rodzinę i dzieci, to ciężko się zmobilizować, gorąco Was namawiam, żebyście kiedyś spróbowali upiec taki tort. Zawsze wychodzi. Nie ma szans, żeby się nie udał. Ważna sprawa – biszkopty pieczemy dzień wcześniej i zostawiamy na noc bez przykrycia, żeby lekko obeschły – będą sie lepiej kroić i nasączać.

W roli urodzinowego ciasta w pracy wspaniale sprawdziło się ciasto, które zaproponowała Kasia w ramach Weekendowej Cukierni #9. Wszystkim smakowało, a koledzy z pracy zgodnie okrzyknęli go mianem Ginger Cake :) Kasiu dziękuję za super przepis – ciasto świetnie się spisało! By lepiej zniosło podróż z domu do pracy upiekłam je w małej keksówce i tak jak Małgosia kawałki brzoskwiń posypałam cukrem i zapiekłam w cieście. Pycha!

PS
Dzisiaj powinien dojść do mnie mój wymarzony, wyczekany, cudowny prezent urodzinowy. Dziękuję Połówku :*





Tort polski

Biszkopt jasny

6 dużych jaj (XL) lub 8 mniejszych (M)
1 szkl cukru
1 i ¼ szkl mąki pszennej
¼ szkl mąki ziemniaczanej
szczypta proszku do pieczenia (dosłownie na czubku łyżeczki)

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st.C.
Mąki i proszek do pieczenia mieszamy w misce.
Jajka ubijamy z cukrem do białości mikserem na najwyższych obrotach. Nie oszukujemy – masa ma conajmniej potroić objętość, być biała i na jej powierzchni mają ukazać się liczne pęcherzyki powietrza.
Do ubitej masy jajecznej dodajemy partiami wymieszane z proszkiem do pieczenia mąki i łyżką delikatnie(!) mieszamy całość, sięgając dna miski.
Tortownicę o średnicy 26cm (lub więcej) smarujemy masłem, spód wykładamy krążkiem papieru do pieczenia i wylewamy do niej masę mączno-jajeczną. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 45 minut.
I teraz uwaga – nie chodzimy koło piekarnika i co najważniejsze NIE ZAGLĄDAMY do biszkoptu. Zostawmy go w spokoju, a urośnie wysoki i puszysty.
Piekarnik wyłączamy i zostawiamy biszkopt w środku. Gdy wysygnie wyjmujemy i dostudzamy na kratce.

Biszkopt ciemny

6 dużych jaj (XL) lub 8 mniejszych (M)
1 szkl cukru
1 szkl mąki pszennej
¼ szklanki mąki ziemniaczanej
¼ szkl ciemnego kakao najwyższej jakości
szczypta proszku do pieczenia (dosłownie na czubku łyżeczki)

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 st.C
Kako, obie mąki i proszek do pieczenia mieszamy w misce.
Jajka ubijamy z cukrem do białości mikserem na najwyższych obrotach.
Do ubitej masy jajecznej dodajemy partiami wymieszane z proszkiem do pieczenia mąki i łyżką delikatnie(!) mieszamy całość, sięgając dna miski.
Tortownicę o średnicy 26cm (lub więcej) smarujemy masłem, spód wykładamy krążkiem papieru do pieczenia i wylewamy do niej masę mączno-jajeczną. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 45 minut.
Piekarnik wyłączamy i zostawiamy biszkopt w środku. Gdy wysygnie wyjmujemy i dostudzamy na kratce.

Masa jasna

1 kostka miękkiego masła (niesolonego)
3 żółtka
½ szkl cukru pudru
2-3 łyżki wódki

Zółtka ubijamy z cukrem pudrem do białości.
Oddzielnie ubijamy miękkie masło, aż będzie białe i puszyste.
Do ubitego masła dodajemy partiami ubite żółtka z cukrem pudrem i całość miksujemy na najmniejszych obrotach miksera.
Na koncu dodajemy wódkę i mieszamy.

Masa ciemna

1 kostka miękkiego masła
3 żółtka
½ szkl cukru pudru
3 łyżki ciemnego kakao najwyższej jakości
2 łyżki wody
2-3 łyżki wódki

Zółtka ubijamy z cukrem pudrem do białości.
Oddzielnie ubijamy miękkie masło, aż będzie białe i puszyste.
W małym rondlu mieszany kakao z wodą na papkę, rondel umieszczamy nad drugim z gotującą sie wodą i gotujemy na parze, aż masa będzie gładka i lśniąca (ok. 10 minut)
Do ubitego masła dodajemy partiami ubite żółtka z cukrem pudrem i całość miksujemy na najmniejszych obrotach miksera.
Na koncu dodajemy wystudzoną masę kakaową, wódkę i mieszamy.

Dżem

Słoiczek kwaśnego dżemu (najlepiej z mirabelek)

Do nasączania biszkotów

szklanka mocnego, posłodzonego naparu z herbaty
3 łyżki wódki

Napar z herbaty mieszamy w wódką i schładzamy.

Do ozdoby

siekane orzechy
dowolne ozdoby (w granicach rozsądku)

Każdy biszkopt przekrajamy na dwa krążki.
Bierzemy pierwszy krążek, układamy na paterze przecięciem do góry i nasączamy herbatą z wódka. Smarujemy dżemem i przykrywamy kolejnym krążkiem (przecięciem do góry).
Kolejny krążek nasączamy i smarujemy masą.
Układamy na nim kolejny krążek przecięciem do góry.
Postępujemy tak samo z kolejnym krążkiem.
Ostatni krążek nasączamy i układamy przecięciem do dołu.
Wszystkie krążki lekko dociskamy.
Ja przełożyłam tort masą jasną, ale można wykorzystac obie masy w dowolnej konfiguracji.
Wierzch i boki tortu smarujemy masą ciemną i dowolnie ozdabiamy.
Ja posypalam boki siekanymi orzechami, a na górę wykorzystałam resztę mas.

Tort wstawiamy na noc do lodówki, wtedy wszystkie smaki nabiorą charakteru, a biszkopty nie bedą suche.

Mi wyszedł tort-gigant, bo moja największa tortownica ma średnicę 23 cm :)





Ciasto brzoskwiniowe z kandyzowanym imbirem
forma ø 23 cm, szklanka = 250 ml





1 szkl mąki
szczypta soli
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
½ łyżeczki cynamonu
¼ szkl. miękkiego masła (daję 60 g)
1 łyżeczka otartej skórki z cytryny
¾ szkl drobnego cukru do wypieków (ważne, żeby był drobny!!!)
1 jajko
1 żółtko
¾ szkl zmiksowanych świeżych brzoskwiń (1-2 owoce w zależności od wielkości)
2 łyżki drobno pokrojonego kandyzowanego imbiru






Piekarnik nastawić na 175°C. Formę wysmarować masłem, dno wyłożyć papierem do pieczenia, a boki oprószyć mąką.
Wymieszać w misce mąkę, sól, sodę, proszek do pieczenia, sproszkowany imbir i cynamon. Odłożyć na bok.
Brzoskwinie sparzyć wrzątkiem, obrać ze skórki i zmiksować na puree.
W następnej misce bardzo dokładnie rozetrzeć masło ze skórką cytrynową (do białości). Stopniowo wsypywać cukier i miksować aż masa będzie biała i puszysta. Dodać jajko, dobrze zmiksować. Dodać żółtko i znów zmiksować. Teraz zmniejszyć obroty na najwolniejsze (lub w ogóle odłożyć mikser i wziąć łyżkę - jak ja to robię). Połowę mieszanki mącznej przesiać do masy maślano - jajecznej i wymieszać delikatnie tylko do momentu połączenia się składników. Wlać puree brzoskwiniowe i wmieszać je w masę. Teraz dodać drugą połowę mąki i kandyzowany imbir i znów delikatnie wymieszać, aby składniki tylko się połączyły.
Ciasto przełożyć do formy, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec około 35 min.
Wyjąć, ostudzić przez 10 min i wyjąć z formy. Przygotować macerowane brzoskwinie i/lub bitą śmietanę.
Podawać w jednym z wariantów podanych w notce powyżej.

Macerowane brzoskwinie
(autorka nie podaje proporcji - poniżej proponuję sprawdzone przeze mnie proporcje)

1 duża brzoskwinia
sok z pół cytryny
1 łyżeczka cukru pudru

Brzoskwinię sparzyć wrzątkiem i obrać ze skóry. Pokroić na ósemki i jeszcze na pół (lub mniejsze, jak ktoś woli). Cukier wsypać do miseczki, zalać sokiem z cytryny, wymieszać. Dołożyć pokrojone brzoskwinie i całość wymieszać. Gotowe!

Smacznego!