
Zaczęło się od niewinnej pogawędki na gmail’owym czacie. Moim z Anoushką, którą czasami pieszczotliwie nazywam Siostrunią :) No i udało mi sę Ją namówić na gospodarzenie jednemu odcinkowi Weekendowej Cukierni. Rozmowę sobie poczytali? Poczytali pewnie :) Ja to się tylko cieszę, ze głupot żadnych tam nie popisałam bo jeszcze by to A wkleiła i dopiero by było! Kupa śmiechu jak nic!
Przepis Anoushka wynalazła GENIALNY. Przyznaję, jest on troszkę pracochłonny, ale gdybym to ciasto miała i pięć dni robić to bym je zrobiła. I zrobię je jeszcze nie raz. Za miesiąc będę gościć przemiłe warszawsko-wrocławskie towarzystwo, które koniecznie musi tego ciasta skosztować. Połówek po pierwszym kęsie powiedział jedno słowo: ‘………’ (czyt. pyszne). Nie mogę słowa użyć, bo mi blog administracja usunie. Mnie się ciśnie na usta jeszcze inne, ale również go nie mogę użyć. Powiem tylko, że ciasto jest pioruńsko dobre :)
U mnie oczywiście nie odbyło się bez przygód. O dziwo z kremem poszło mi jak z płatka.
Przygodę miałam ze spodem. Nie śmiejcie się, ale ja żadnego brownie nigdy wcześniej nie piekłam, więc zupełnie nie wiedziałam jak ma być konsystencja ciasta. Dodałam wszystkie (a przynajmniej tak mi się wydawało) składniki z zgodnie z przepisem, ciasto było dosyć gęste ale ‘tak ma być’ pomyślałam. Przełożyłam je do formy, wsadzam do pieca wzrokiem omiatając kuchenny blat, czy aby o niczym nie zapomniałam. Patrzę jajka sobie leżą. Myślę ‘co do diaska skąd tam jajka????’ Nic może za dużo wyjęłam? I nagle żaróweczka cyk! JAJKA!! Przecież nie dodałam jajek!! Normalnie pewnie bym się popłakała, ale szybko ciasto z formy wyjęłam, dodałam jajka, ubiłam i siup z powrotem do formy. I się udało. Uff :)
Pyszne wyszło.
Brownie będę piekła znów niedługo.
Spód już miałam, z masą jak pisałam poszło mi gładko, rodzynki podpalał Połówek, bo ja znając życie bym coś sfajczyła, no to została polewa. Kochana Anoushka wysłała mi super polewę, o której u siebie pisała. Zrobiłam wszystko jak należy, lekko ją ostudziłam i... zastygła mi zanim zdążyłam ją dobrze rozłożyc na cieście. Dobrze, że na zdjęciu tego nie widać :)
No i co ja Wam mogę napisać? Piekącym dziękuję za udział w zabawie, a tym co nie piekli niech języki pouciekają wiadomo gdzie :D
Jednocześnie zapraszam w imieniu Olciaky przepis oblikuje niebawem, więc proszę zaglądajcie do niej. Ja sama nie wiem, co dla nas Panienka wymyśliła i nie powiem, ciekawość mnie po kawałeczku zżera :) Oby mnie chociaż trochę na jutro zostało!
A moje dzieło znajdziecie jak zwykle na końcu tuż za podsumowaniem :)
PODSUMOWANIE :D
WC #13
Gospodarz: Anoushka i Jej blog ...et si vous veniez manger chez nous?
Przepis: Pierre Hermé, brownies, koniak i złote perełki
Piekły:
Alcia i Jej blog Kuchnia Alicji
Anoushka i Jej blog ...et si vous veniez manger chez nous?
Beata i Jej blog Lubię gotować
Ewena i Jej blog Rasberries and cream
Fellunia i Jej blog Bezglutenowa babeczka
Joanna i Jej blog Notatki kulinarne
Małgosia i Jej blog Pieprz czy wanilia
Michaszka i Jej blog Gotowanie to przyjemność
Tili i Jej blog Kuchnia Szczęscia
Viri i Jej blog Cioccolato Gatto
Zawszepolka czyli ja i mój blog Around the kitchen table (poniżej)
WC #14
Gospodarz: Olciaky i Jej blog Internetowa cukierenka Olcik
Przepis: ??????? :)
A oto moje ciasto:
Pierre Hermé, brownies, koniak i złote perełki
Źródło: Pierre'a Hermé "Mes desserts préférés" Agnès Vienot Editions, 2003, str. 195

Złote perełki, czyli rodzynki
120g żółtych rodzynek
70g wody
70g whisky Jack Daniels
Rodzynki umieścić w niewielkim garnuszku. Zalać je wodą i zagotować. Gotować przez 1-2 minuty do momentu, aż woda prawie całkowicie wyparuje.
Zdjąć garnuszek z ognia, zalać whisky i podpalić, starając się przy okazji nie poparzyć paluchów, tudzież nie puścić z dymem kuchni ;)
Potrząsać płonącym garnuszkiem do moment, aż płomień zgaśnie. Przełożyć do szklanej miseczki, dokładnie przykryć i ostudzić. Przechować w lodówce nawet do 5 dni. Rodzynki najlepiej przygotować dzień wcześniej.
Brownies
70g poszatkowanej gorzkiej czekolady
130g miękkiego masła
2 jajka średniej wielkości, w temperaturze pokojowej, delikatnie ubite
125g cukru
60g przesianej mąki
100g grubo poszatkowanych orzechów pecan
Nagrzać piekarnik do 180°C. Wysmarować tortownicę o ø 22 cm masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zdjąć z ognia i odczekać, aż jej temperatura spadnie do 45°C (gdy robiłam pierwszym razem, nie miałam termometru... i też wyszło ;)).
Masło delikatnie wymieszać przy pomocy silikonowej łopatki do momentu, aż uzyska kremową konsystencję (oczywiście użyłam miksera na najwolniejszych obrotach ;)) Dodawać, cały czas dokładnie mieszając, czekoladę, jajka, cukier mąkę oraz orzechy pecan.
Przełożyć ciasto do tortownicy. Piec około 10-13 minut. Ciasto powinno mieć suche brzegi i delikatnie kleić się po środku. Wyjąć z piekarnika i pozostawić do ostygnięcia.
Ciasto, dokładnie zawinięte, można przechowywać przez 2 dni w lodówce lub przez miesiąc w zamrażalniku.

Crème pâtissière
125g pełnotłustego mleka
1/2 laski wanilii
2 małe żółtka
25g cukru
11 i 1/2 g przesianej Maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
12 i 1/2 g miękkiego masła
Laskę wanilii rozciąć i wyskrobać nasionka. Zalać wszystko mlekiem. Zagotować. Zdjąć z ognia, przykryć i odstawić na 30 minut.
Przygotować dwie miski o różnej średnicy tak żeby jedną można było włożyć do drugiej. Wypełnić większą lodem (użyłam jednej metalowej miski, którą uprzednio wstawiłam do zamrażarki na godzinę).
W garnuszku z grubym dnem, ubić razem żółtka, cukier oraz przesianą Maïzenę. Dodać ¼ mleka i nadal ubijać. Gdy wszystko dokładnie się połączy i będzie miało taką samą temperaturę, dodać resztę mleka. Wyjąć laską wanilii.
Podgrzewać delikatnie krem bez przerwy ubijając, aż do momentu, gdy się zagotuje. Gotować 1-2 minuty cały czas ubijając. Zdjąć krem z ognia i przełożyć do mniejszej miski i ustawić ją w misce z lodem. Schładzać cały czas energicznie mieszając, żeby nie porobiły się grudki. Gdy krem osiągnie temperaturę 60°C dodać po trochu masło mieszając, aż dokładnie się rozpuści i połączy z kremem. Ostudzić.
Szczelnie przykryty crème pâtissière można przechowywać do 2 dni w lodówce
Krem z whisky
340g śmietanki double cream
4g żelatyny
3 i 1/2 łyżki whisky
190g kremu pâtissière
Namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie. Odcisnąć i odstawić na bok.
Ubić delikatnie śmietankę (ubiłam mocniej niż delikatnie ;)). Odstawić na bok.
Rozpuścić żelatynę w garnuszku. Dodać koniak i dokładnie wymieszać. Dodać ¼ kremu pâtissière i wymieszać. Jeżeli temperatura kremu jest wyższa niż 21°C, wstawić miskę z kremem do zimnej wody.
Dodać pozostały krem pâtissière, delikatnie wymieszać. Na końcu dodać ubitą śmietankę i ponownie wymieszać.
Przezroczysta polewa
Jeżeli macie już dosyć i na samą myć o kolejnej chwili spędzonej przy garach, robi się Wam słabo, to możecie użyć galaretki z jabłek lub pigwy. Galaretką, przed użyciem, należy delikatnie podgrzać. Jeżeli macie ochotę przygotować samemu polewę, oto przepis ;)
50g cukru
1 opakowanie przezroczystej polewy żelującej do tart owocowych
150g wody
skórka z połowy cytryny i pomarańczy
łyżeczka soku z cytryny
1/4 laski wanilii
3 listki mięty
Wymieszać polewę żałującą z cukrem. Odstawić na bok.
Wodę podgrzewać z rozkrojoną wanilią, skórką cytryny i pomarańczy. Gdy jest letnia, dodać, cały czas mieszając drewnianą łyżką, wymieszany cukier z polewą. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować około 3 minut. Dodać sok z cytryny i ponownie zagotować. Zdjąć garnek z ognia, dodać listki mięty, przykryć i odstawić na około 15 minut. Odcedzić polewę i pozostawić do całkowitego ostygnięcia w temperaturze pokojowej. Jeśli polewa za mocno się zetnie wystarczy ją delikatnie podgrzać.
Polewę można przechowywać w lodówce przez tydzień lub po prostu ją zamrozić.
Końcówka:)
Odsączyć rodzynki na sitku. Przed użyciem osuszyć je dodatkowo ręczniczkiem papierowym. Przełożyć ciasto ponownie do tortownicy, lub użyć obręczy ze stali nierdzewnej (ta ostania świetnie się sprawdza).
Wylać na ciasto połowę kremu. Na krem wyłożyć rodzynki (zostawić do dekoracji ¼ rodzynek) i przykryć ponownie kremem. Wygładzić starannie wierzch.
Wstawić ciasto na godziną do zamrażalnika. Tak przygotowane ciasto, dokładnie zawinięte w folię można przechowywać w zamrażalniki przez 2 tygodnie.
Udekorować ciasto pozostawionymi rodzynkami oraz świeżym winogronami. Polać zimną polewą i wstawić do lodówki na godzinę.
Smacznego!

















































