Sunday, 29 November 2009

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta...!




No i nie wytrzymałam! Nazwijcie to jak chcecie, ale to już chyba silne uzależnienie - żeby zrobić dzisiejszy wpis wieczorową porą, kupiłam dostęp do internetu. Dosłownie :) Ale to przecież ostatni dzień Korzennego Tygodnia Ptasi oraz Cytrusowego Weekendu Tatter. No i co, miałam przegapić? Nigdy w życiu! I tak mi za dużo blogowych zapaw uciekło sprzed nosa... Nie nie nie. Tym razem się nie dam :)

Czekając na wtorek w nadziei, że nasza sieć już będzie aktywna, zapraszam Was na pyszne ciasto oraz coś 'do popicia' tego ciasta. Można byc rzec zestaw obowiązkowy :)) A że Święta juz za pasem, oba przepisy są iście świąteczne oraz świąteczny jest również klimat zdjęć.

Uwielbiam to przedświątęczną gorączkę! To jedyny czas w roku, kiedy robienie zakupów to dla mnie ogromna przyjemność. Lubię 'nasze' miasto, bo jest przepięknie ozdobione. Lubię wystawy sklepów, bo są takie radosne. Świąteczna atmosfera jest dosłownie wszędzie! W głowie ułożyłam sobie całe menu swiąteczne, którego oczywiscie nie zrealizuję, bo święta spędzamy z rodziną w Polsce. Za to postanowiłam, że przez najbliższy miesiąc będę publikowała tylko i wyłącznie swiąteczne przepisy. Różne. Polskie, zagraniczne. Różne, różniste. Mam nadzieję, że i u Was pachnie już Świętami w całym domu :)

Dzis z wielką radoscią przyłączam się, trochę skromnie, do obu zabaw.

Zapraszam!

PS

Podsumowanie Orzechowego Tygodnia już niebawem - przepraszam za opóźnienie - sila wyższa...


Świąteczne ciasto makowe
Żródło: Przepis od Ani





Pierwszy raz na to ciasto natknęłam się u AMA i dwa dni temu molestowałam Anię mejlowo o przepis. To chyba najprostsze i najsmaczniejsze ciasto makowe na świecie. W internecie widziałam już wiele wersji tego przepisu, ale dla mnie TEN jest numerem jeden. Jak zwykle trochę utrudniłam sobie pieczenie i zrobiłam swoją masę makową. Uwierzcie mi lub nie jest sto razy lepsza niż kupna!

900g świątecznej masy makowej* (lub 1 puszka masy makowej Bakalland)
1/2 szklanki drobnego cukru do wypieków
8 jajek
8 łyżek bułki tartej
1 łyżeczka przyprawy korzennej**

Tortownica o średnicy 23cm wysmarowana masłem i wyłożona papierem do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 170st.C.
Jajka miksujemy z cukrem za pomocą miksera. Miskujemy dosyć krótko - tylko do połączenia składników i do pokazania się pierwszych pęcherzyków powietrza, tak by nie rozrzedzić na bardzo całej masy.
Dodajemy porcjami masę makową i miksujemy mikserem na wolnych obrotach.
Dodajemy bułkę tartą i przyprawę i całość mieszamy.
Wylewamy masę do tortownicy i pieczemy ok. 1 godzinę (aż do 'suchego patyczka').
Studzimy najpierw w formie, a później na kratce.





Świąteczna masa makowa
Źródło: Kuchnia Polska wyd. 'Ex libris'





2 szklanki maku
50g suszonych fig
50g suszonych daktyli
100g mieszanych orzechów
50g migdałów
150g rodzynków opłukanych i sparzonych gorącą wodą
3 łyżki miodu
2 opakowania cukru waniliowego
3 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej
łyżka masła
zapach migdałowy do ciasta

Mak zalać gorącą wodą i gotować na małym ogniu do momentu, aż ziarenka maku dadzą się rozetrzeć w palcach.
Odcedzić, ostudzić i smielić dwa razy w maszynce z drobnym sitkiem lub porcjami zmielić za pomocą blendera (tzw. żyrafy).
Migdały sparzyć, obrać ze skórki i drobno pokroić.
Orzechy, figi i daktyle pokroić na małe kawałki.
W rondlu o grubym dnie rozpuścić łyżkę masła, dodać miód i wymieszać. Dodać zmielony mak, bakalie, rodzynki, cukier waniliowy, zapach migdałowy i skórkę pomarańczową.
Całość chwilę podsmażyć, cały czas delikatnie mieszając.
Sprobować i jeśli masa będzie za mało słodka dodać więcej miodu.

Z podanych proporcji wychodzi około 1300g masy.

** Przepis na moją wersję przyprawy korzennej podam niebawem





Grog jabłkowy (Warm apple toddy)
Źródło: Magazyn 'Olive', Listopad 2009





750ml soku jabłkowego
1.5 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1.5 łyżeczki kulek ziela angielskiego
1 małe jabłko pokrojone w cienkie plastry
500ml jabłkowego cydru
80ml calvados (wytrwany winiak z jabłek)

Sok jabłkowy wraz z przyprawami umieszczamy w rondlu i podgrzewamy, aż do momentu wrzenia. Zestawiamy z palnika i odstawiamy na 15 minut.
Odcedzamy i przelewamy z powrotem do rondla. Podgrzewamy.
Na dno dzbanka wkładamy plastry jabłka, wlewamy gorący sok jabłkowy , cydr i calvados.
Podajemy natychmiast.
Można dodać odrobinę cynamonu.

Smacznego!



Thursday, 19 November 2009

Dzień Pluszowego Misia i Misiowe nagrody dla Dużych i Małych!




25 listopada obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia, a jako że bajkopisarki Bajecznej Fabryki
znają doskonale takie święta, zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w naszym pierwszym KONKURSIE (zarówno dla Waszych Pociech jak i dla Was samych!!!)

Gwarantujemy baaaaardzo ciekawe NAGRODY !!! :)

Zasady i szczegóły konkursu dostępne na Bajecznej Fabryki!

Zapraszamy do wspólnej zabawy!!!!!! :)

Tuesday, 17 November 2009

Czas podsumowań




Tak więc Orzechowy Tydzień uważam za zakończony :)
Tyyyyyyyyyyyle blogów wzięło w nim udział!

Mam nadzieję, że wszyscy uczestnicy pamiętali o wysłaniu drogą mailową linków do swoich przepisów, bo już niedługo biorę się za podsumowanie. Myślałam o 'książce' podobnej jaką zrobiła nam w zeszłym roku Ela, ale czuję w kościach że bez pomocy Eli się nie obędzie no i przede wszytkim muszę poczekać na podłączenie do sieci. Nie myślcie, że to tak długo trwa w całej Anglii - mądra Polka wymyśliła sobie tańszą opcję, która u nas 'na wsi' nie jest dostępna i teraz ona, ta Polka przy pomocy Połówka kombinuje co zrobić, żeby internet w domu miec jakikolwiek... Kiedyś Wam to opiszę - kupa śmiechu przez łzy:)

Właśnie zdałam sobie sprawę, że Weekendowa Cukiernia ucierpiała troszkę przez ostatni tydzień. Prawdę mówiąc, troszkę ją zaniedbałam na rzecz Orzechowego Tygodnia. A tak być nie może. Dlatego też nie pokażę Wam mojej ostatniej orzechowej propozycji - w zamian za nią będzie dzisiaj podsumowanie WC#16, której przewodniczącą była Gosi@ oraz zaproszenie do WC#17, której gospodarzy Iv z blogu Kokoko. Tym samym oświadczam, że WC#17 zostaje wydłużona o jeden tydzień - czyli propozycje Iwonki pieczemy aż do 29 listopada włącznie! Bo powiem Wam w sekrecie, że naprawdę warto się przyłączyć (ja już jedną z propozycji zrobiłam i mówię z ręka na sercu - deser warty grzechu!).

Ach i ostatnia rzecz - z nieukrywaną niecierpliwością, niecierpliwie jak na szpilkach czekam na premierę filmu 'New Moon'(drugą część sagi 'Twilight') w Manchester... Bardzo żałuję, że nie mogłam pojechać do Londynu, w którym to premiera 'New Moon' się już odbyła. Ech...
I pomyśleć, że mieszkaliśmy rzut beretem od miejsca, gdzie można było podziwiać Edwarda Cullen’a (Battersea Park)! Oby tylko druga cześć sagi była bardziej wierna książce, bo ‘Twilight’ mnie lekko rozczarował.
A czas oczekiwania na premierę umila mi wspaniała muzyka, o której nie wypada jeszcze dzisiaj pisać (Agnes :*)...



Podsumowując

WC#16

Gospodarz: Gosi@


Piekły











Zawszepolka czyli ja (poniżej)


WC#17

Gospodarz: Iv



Ciasto dyniowe z żurawiną i z orzechami
Robiłam z połowy porcji na foremkę do babki drożdżowej o średnicy 17 cm




240g masła
200g brązowego cukru
200g świeżych lub mrożonych owoców żurawiny (użyłam suszonej żurawiny z dodatkiem cynamonu)
120g grubo posiekanych orzechów pekan lub włoskich

2 jajka
250g puree dyniowego
90ml oleju roślinnego
200g mąki pszennej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
200g cukru
1 łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki soli

Masło stopić na patelni, dodać cukier i podgrzewać, aż cukier względnie się rozpuści (ja zrobiłam karmel). Dodać orzechy i żurawinę i chwilę razem podgrzewać.
Do zamkniętej formy o średnicy 24-26 cm (ja użyłam formy na babę drożdżową) wyłożonej papierem do pieczenia, wylać powstała masę i odstawić.
W misce zmiksować jajka z cukrem. Dodać olej, puree dyniowe oraz mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, cynamonem i solą i całość dobrze wymieszać.
Ciasto wylać na przestudzoną masę żurawinowo-orzechową.
Piec w uprzednio nagrzanym piekarniku (175 st.C) przez ok. 40 minut (zrobić próbę drewnianym patyczkiem - jeśli wbijemy go w ciasto i wyjmiemy suchy ciasto jest już gotowe).
Po upieczeniu wyjąć ciasto z piekarnika, pozostawić na 10-15 minut do ostygnięcia, przykryć talerzem i szybkim ruchem odwrócić ciasto na talerz.
Można podawać z bitą śmietaną (pominęłam).

*Dynię obrać, pokroić na kawałki, owinąć w folię aluminiową i piec w temp. 180st.C aż będzie miękka (około 1 godzinę). Po wyjęciu pognieść ją widelcem.
Smacznego!

Moje uwagi

Podczas pieczenia z formy może wylać się odrobinę karmelu, więć formę dobrze jest postawić na blaszkę i dopiero na kratkę. Ciasto po upieczeniu (tak jak u mnie) może wyglądać jakby miało zakalec - nie należy się tym przejmować. Jego struktura jest inna, ponieważ podczas pieczenia wchłania tłuszcz.
Smakuje wybornie :)



Thursday, 12 November 2009

Orzechowo mi! I słodko.




Dzisiaj będzie na orzechowo-słodko. Ten wpis chciałam zachować na sam koniec Orzechowego Tygodnia, ale nie mogłam się powstrzymać żeby Wam jak najszybciej go nie pokazać :)
Że słodkie lubimy oboje z Połówkiem pisałam wiele wiele razy. A jeśli słodkie jest dodatkowo czekoladowe... Istny raj! Ale ale jeśli chodzi o słodkie to oboje jesteśmy wybredni. Nie lubię kupnych ciast i ciasteczek. Nie lubię batonów i cukierków. Myślę, że duży wpływ miała na to moja Mama, która zawsze znalazła czas żeby upiec coś słodkiego, a w domu na stole gościły tylko domowe wypieki. Jedyne ciastka z cukierni jakie pamiętam to były pyszne ciastka owocowe - kruchy listkowany spód i zabójczo słodko owocowa masa. Owocówki były tak wysokie, że nie dało się ich zjeść nie brudząc przy tym połowy buzi włącznie z nosem i czołem :) A i ptysie, których Mama nigdy nie piekła. No dobrze były jeszcze lody gałkowe, które Tato kupował w lodziani 'U Bachty' i przynosił do domu w specjalnym termosie. Ale i tak dla mnie najmilszym wspomnieniem jest zapach niedzielnego, domowego ciasta. Staram się i ja piec coś 'na niedzielę', chociaż przyznaję że piekę dużo mniej niż parę mięsięcy temu. Gdy na dworze jest zimno nie mam ochoty na słodycze. Wolę zjeść twarde i soczyste jabłko albo wcinać marchewkę.
Ale czasem, jeśli jest ku temu okazja lubię w kuchni zaszaleć i przygotować coś wykwintnego.
W zeszłym tygodniu odwiedziła mnie jedna z moich Sióstr, razem z M i A, więc postanowiłam ich ugościć jakimś pysznym deserem. Dosłownie dwa tygodnie przez Ich przyjazdem dorwałam książkę 'Nigella Express' za przysłowiowe grosze! Zapłaciłam za nią... całe 5 funtów! Dodam, że cena wyjściowa to funtów 25. I jak osoby Pani Lawson za bardzo nie trawię, tak Jej przepisy lubię bardzo. Zgodnie z Agnes stwierdziłyśmy, że na całe szczęście książka nie mówi i nie mizdrzy się do kamery :)

Przy przeglądaniu książki wpadł mi w oko przepis na Chocolate pistachio fudge i postanowiłam go przygotować, dodając od siebie trzy ekstra składniki (oznaczone w przepisie *). Fudge wyszedł pyszny! Jedyne co mnie rozczarowało i w sumie zdziwiło, to jego tekstura. Na zdjęciu w książce fudge jest kruchy (czyli taki jak powinien być), a mój jest ... miękki i trochę gumowaty. Nie zmieniałam proporcji, użyłam czekolady Lindt (80% zawartości kakao) i naprawdę nie wiem dlaczego wyszło mi coś zupełnie innego. Ale już kombinuję i następnym razem (a będzie, uwierzcie mi) zmniejszę ilość mleka kondensowanego na rzecz większej ilości masła. Zoabczymy co mi wyjdzie - dam Wam znać :)

Drugi przepis to klasyczne crumble, ale za to z niezwykłą kruszonką, na którą pomysł zaczerpnęłam z ksiązki 'New healthy kitchen. Desserts' wydawnictwa Bonnier Books. Kruszonka jest genialna, bardzo krucha i bardzo prosta w wykonianiu - masło topi się rondlu i dodaje do reszty składników. Deser powstał dosłownie na potrzeby chwili - nie korzystałam z zadnego przepisu i użyłam owoce jakie miałam pod ręką. Przyznaję, że to crumble upiekłam ze dwa (!) miesiące temu, kiedy był sezon na śliwki i kiedy można było kupić smaczne jagody. Wpis sobie czekał w kolejce, ale jakoś się do dzisiaj nie doczekał. Właściwie to przypomniałam sobie o nim przez przypadek... Właściwie to prawie zupełnie przez przypadek skasowałam zdjęcia. A tu jak znalazł wpasuje się w Orzechowy Tydzień :) Zaraz zaraz jak to mówią? Że głupi to ma szczęście?? :)

No to je(dzi)emy!

Chocolate Pistachio Fudge
Na podstawie 'Nigella Express' Nigella Lawson






350g gorzkiej czekolady (minimum 70% zawartości kakao)
puszka mleka kondensowanego (397g)
30g masła
szczypta soli
150g niesolonych pistacji

szczypta mielonego imbiru*
szczypta mielonego cynamonu*
szczypta suszonych płatków chilli*

Czekoladę łamiemy na kawałki. Umieszczamy w rondlu o grubym dnie razem z kondensowanym mlekiem, masłem solą i przyprawami. Podgrzewamy na małym ogniu, aż do połaczenia składników.
Orzechy (w przepisie Nigella radzi je lekko rozdrobnić - ja dałam całe) dodajemy do masy i całość mieszamy.
Prostokątne naczynie (dłuższy bok musi być mniejszy niż 20cm, inaczej fudge będzie płaski) wykłądamy folią spożywczą i na to wykładamy masę, wygładzając jej wierzch.
Zostawiamy do ostygnięcia i kroimy na kawałki.
Trzymamy w lodówce lub zamrażalniku.





Crumble z wykwintną kruszonką





3 śliwki
1 jabłko
garść czarnych jagód
garść suszonej żurawiny
1-2 łyżki soku jabłkowego
cukier waniliowy (do smaku)
cynamon
kardamon
odrobina startej gałki muszkatołowej

Kruszonka
Na podstawie: 'New healthy kitchen. Desserts' Bonnier Books
(podane proporcje wystarczają na duże naczynie do zapiekania, ja zrobiłam kruszonkę z 1/3 porcji i wystarczyła mi na 4 małe naczynka do zapiekania takie, jak na zdjęciach)

125g mąki pszennej
185g cukru demerara
90g płatków owsianych
60g wiorków kokosowych
75g posiekanych migdałów
2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
125g masła, rozpuszczonego

Śliwki kroimy na mniejsze kawałki.
Jabłka kroimy w kostkę.
Śliwki i jabłka umieszczamy w rondlu, dodajemy żurawinę, sok jabłkowy i przyprawy. Gotujemy około 5-7 minut, aż owoce lekko zmiękną. Na samym końcu dodajemy jagody, mieszamy.
Przygotowujemy kruszonkę - mąkę, płatki, cukier, wiórki kokosowe, migdały, cynamon i imibir mieszamy w misce. Dodajemy stopione masło i całość mieszamy widelcem aż do powstania kruszonki.
Małe naczynia do zapiekania wypełniamy owocami. Wierzch owoców posypujemy kruszonką.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temp. 180st.C i pieczemy około 20 minut.

Kruszonkę możemy trzymać w lodówce przez 4 tygodnie



Smacznego!



Tuesday, 10 November 2009

Orzechowo mi!



Kochani! Przede wszystkim dziękujemy za pierwsze nadesłane przez Was propozycje :) Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć równie wspaniałą książkę jaką rok temu stworzyliśmy z Elą.

Wczoraj był pierwszy dzień Orzechowego Tygodnia :) Mam dla Was małą garść informacji. Miałam większą, ale nie chciałam przynudzać więc postanowiłam wpis skrócić, a i tak jest długi :)

Można powiedzieć, że orzechy są tuczące, ale pamiętajmy że każdy z nas jest inny. To co tuczy nas niekoniecznie musi tuczyć wszystkich. Ile organizmów, tyle sposobów odżywiania. Popatrzcie na książki o dietach – jest ich setki. Jedna zaleca jedzenie tylko tłuszczy, inna mówi że tłuszcze są fe i można nam jeść tylko węglowodany itepe itede. Już nawet nie wiem ile jest wersji piramidy żywienia. Gdybym ja jadła tyle makaronu ile Aga-aa i Oczko, po miesiącu wyglądałabym jak napuchnięty potwór, a zapewniam Was, że obie Dziewczyny są mega mega zgrabne. Z kolei ja mogę pozwolić sobie na jedzenie tłusto i nie przybędzie mi od tego ani grama (wiadomo, że nie mówię o zjadaniu kilogramowej golonki na późną kolację). Nikogo do jedzenia orzechów nie namawiam ani nie zmuszam, ale poczytać można nie? :) Zapraszam więc do czytania!

Spożywanie porcji orzechów częściej niż raz w tygodniu wykazuje ochronne działanie przed wystąpieniem zawału serca i udaru mózgu. Im częściej orzechy jemy, tym większy jest stopień ochrony.
Faktem jest, że około 80% energii orzechów stanowią tłuszcze, ale większość z nich to korzystne dla zdrowia kwasy tłuszczowe jedno- i wielonienasycone. Zawartość kwasów tłuszczowych nasyconych, podwyższających stężenie cholesterolu we krwi, jest niska. Tłuszcze jednonienasycone a zwłaszcza wielonienasycone obniżają stężenie cholesterolu LDL (złego cholesterolu) i zmniejszają stężenie lipidów w surowicy krwi. Poza korzystnymi kwasami tłuszczowymi, białkiem oraz błonnikiem pokarmowym, każdy rodzaj orzecha zawiera swoisty dla siebie zestaw witamin i składników mineralnych. Większość orzechów jest bogata w:

witaminę E, antyoksydant o własnościach zmiatających wolne rodniki, zapobiegający uszkadzaniu przez wolne rodniki komórek organizmu
kwas foliowy, który między innymi zapobiega wzrostowi stężenia homocysteiny we krwi (homocysteina jest aminokwasem, jej wysokie stężenie jest uważane za jeden z czynników ryzyka chorób układu krążenia na tle miażdżycy)
magnez, mający znaczenie w regulacji ciśnienia tętniczego

Ponadto orzechy zawierają mnóstwo innych korzystnych składników, takich jak sterole roślinne, fitoestrogeny oraz inne składniki roślinne, które korzystnie wpływają na funkcjonowanie układu krążenia. Korzystne dla zdrowia jest spożywanie garści mieszanki orzechów kilka razy w tygodniu. Należy jednak pamiętać o tym, że:

•Orzechy charakteryzują się wysoką kalorycznością, dlatego powinny być stosowane jako zamiennik innych produktów spożywczych a nie spożywane dodatkowo
•Najlepiej jest spożywać orzechy w postaci naturalnej, na surowo. W czasie pieczenia lub smażenia może dojść do obniżenia zawartości aktywnych składników
•Orzechy solone powinny być spożywane z umiarem, zwłaszcza przez osoby, które powinny ograniczać spożycie soli
•Niektóre osoby mają alergię na orzechy (orzeszki ziemne*, orzechy brazylijskie, laskowe, migdały, itp.), chociaż zwykle jest to alergia tylko na jeden rodzaj orzechów. Alergia na orzechy może spowodować nawet wystąpienie wstrząsu anafilaktycznego, dlatego osoby z alergią na orzechy powinny unikać spożywania nawet śladowych ich ilości

*Orzeszki ziemne nie są prawdziwymi orzechami. W rzeczywistości należą do grupy roślin strączkowych, podobnie jak fasola i groch. Jednak ich skład odżywczy jest porównywalny do orzechów i wydają się one być równie dobre dla zdrowia jak prawdziwe orzechy.
Orzechy zawierają niski wskaźnik GI, a co najważniejsze osoby które orzechy jedzą żyją przeciętnie trzy lata dłużej od osób, dla których orzechy są be. W polskiej tradycji orzechy są symbolem szczęścia. Dlatego stanowią nieodzowny element polskich wigilijnych stołów - ich obecność wróży pomyślność domowi. Ale orzech to także ulubiony smakołyk intelektualistów. W starożytności orzech włoski uważany był za symbol czaszki ludzkiej. Jego zielona pokrywa miała odwzorowywać skórę, skorupka - czaszkę, a owoc orzecha – mózg. Być może stąd właśnie bierze się fakt, że orzechy powszechnie są uważany za owoce, którymi należy się zajadać, aby stać się mądrzejszym.

I to tyle uff :) A oto moje pierwsze propozycje. Postanowiłam zacząć od pieczywa i dodatków. Moim faworytem jest pasta z koziego twarożku. Pycha!

Szybkie pesto z orzechów włoskich i pieczarek
Na podstawie: Jola Słoma i Mirosław Trymbulak 'Nakarmić duszę'



100g orzechów włoskich
1 pęczek bazylii
oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia (extra virgin)
150g pieczarek, pokrojonych na kawałki
skórka otarta z połowy cytryny
2-3 łyżki soku z cytryny
świeżo mielony pieprz
sól wędzona Maldon*

Na patelni rozgrzewamy trzy łyżki oliwy. Wrzucamy pieczarki i orzechy włoskie. Smażymy, aż pieczarki puszczą sok i zmiękną.
Odstawiamy do ostygnięcia.
Za pomocą blendera miksujemy całość na gładką masę, dodając świeżą bazylię, skórkę, sok z cytryny i tyle oliwy, by otrzymać konsystencję pesto.
Doprawiamy solą i pieprzem.

*W przepisie pominięto przyprawy, jednak pieprz i sól wędzona fajnie podkręcają smako pesto. Można dodać zwykłą sól, jeśli wędzona jest trudno dostępna.


Pasta twarożkowa z orzechami pekan
Na podstawie: Jola Słoma i Mirosław Trymbulak 'Nakarmić duszę'



100g miękkiego serka koziego*
1/4 szkl. rzeżuchy
1/4 szkl. posiekanych orzechów pekan**
1/4 szkl. utartej marchwi
sok z cytryny
odrobina soli
świeżo mielony czarny pieprz
1 łyżka mleka koziego***

Wszystkie produkty miksujemy na jednolitą masę za pomocą blendera. Doprawiamy do smaku.

*Oryginalny przepis podawał użycie zwykego twarożku
**W oryginale orzechy włoskie
***Można użyć zwykłego mleka krowiego


Chleb na zakwasie żytnim z jadalnymi kasztanami
Na podstawie: Jeffrey Hamelman 'Bread' p.208 'Sourdough Rye with Raisins and Walnuts '

1 oz = 28.35 g

Zaczyn

9.6 oz mąki żytniej razowej
7.7 oz wody
2 łyżki dojrzałego zakwasu żytniego

Składniki zaczynu wymieszać w misce, przykryć folią i odstawić na 14-16 godzin.

Ciasto właściwe

Cały zaczyn minus dwie łyżki
1 lb 4.8 oz mąki pszennej chlebowej
1.6 oz mąki żytniej razowej
14.1 oz wody
1 łyżka soli
1.5 łyżeczki suszonych drożdży lub drożdży instant
4 oz jadalnych kasztanów w zalewie, pokrojonych na kawałki

Wszystkie składniki ciasta (oprócz kasztanów) mieszamy w misce, wykładamy na blat i wyrabiamy ręcznie ok. 10 minut.
Uwaga: jeśli używamy drożdży suszonych należy je aktywować w małej ilości ciepłej wody!
Dodajemy kawałki kasztanów osuszone na papierowym ręczniku i jeszcze raz krótko wyrabiamy.
Formujemy kulę, wkłądamy do naoliwionej miski, przykrywamy folią i zostawiamy do wyrośnięcia na godzinę.
Po tym czasie ciasto odgazowujemy, dzielimy na dwie części i formujemy bochenki.
Umieszczamy w koszykach złączeniem do góry, przykrywamy folią i zostawiamy na kolejną godzinę.
Chleb nacinamy i wkładamy do nagrzanego pieca (240 st.C). Pieczemy z parą przez 15 minut, po czym zmniejszamy temp. do 220 st.C i pieczemy kolejne 25 minut.
Studzimy na kratce.

Smacznego!




Informacje o orzechach zaczerpnęłam z tej strony


Wednesday, 4 November 2009

Orzechowy Tydzień – Zaproszenie do zabawy UWAGA ZMIANA ADRESU




Kochani przepraszam za zamieszanie, ale nastąpiła mała zmiana...

Bardzo proszę wszystkich o wysyłanie linków na nowy adres:

orzechowytydzien@gmail.com

Adres ten będzie aktywny tylko podczas trwania Orzechowego Tygodnia oraz tydzień później aż do opublikowania podsumowania. Mam nadzieję, że to dla Was nie kłopot, a my z Elą będziemy mieć pewność że żadnego maila nie przeoczymy :)

No i zapomniałam o najważniejszym!

Tu możecie zerknąć sobie na podsumowanie Orzechowego Tygodnia z roku 2007

O tu możecie zerknąć na podsumowanie Orzechowego Tygodnia z roku 2008

A w dodatku tu Ela dała nam szansę pobrać wspaniała książkę, którą gorąco Wam polecam!



W tym roku spotkał mnie ogromny zaszczyt. Właściwie do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że to spotkało właśnie mnie i jak sobie o tym pomyślę, to mnie ze wzruszenia ściska.
A może to motyle w brzuchu bo jestem tak podekscytowana i szczęśliwa? A może wszystko na raz, bo w tym roku to ja zapraszam Was na Orzechowy Tydzień Eli.
Jak do tego doszło? Sama nie wiem :) Ela jest chyba jakąś Czarodziejką to raz. A dwa TAKIEJ osóbce i TAKIEJ zabawie się nie odmawia.

Bardzo długo robiłam podchody, żeby się z Elą zapoznać. Kiedy ja stawiałam pierwsze kroki w blogosferze, Ela była już doświadczoną blogowiczką :) Myślę, że Jej wpisy i piękne zdjęcia po prostu mnie onieśmielały i nie wiedziałam jak Elę zagadać :) Nie to żebym myslała, że Ela będzie patrzyła na mnie z góry – od razu wiedziałam, że jest przemiłą, pełną ciepła i dobrego słowa Panienką :) Ale jest jedna rzecz, której o mnie nie wiecie – trochę czasu musi upłynąć, zanim się z kimś zapoznam. Szczególnie po ostatnim roku z dużą ostrożnością dzielę się z innymi swoimi uczuciami.
Moje podchody nieraz skupiały się na Margot vel Alci i Tatter vel Frani, które prawie co wieczór męczyłam, mówiąc: ‘Pozdrówcie ode mnie Elę’. Myślę, że Tatter miała mnie dosyć, bo postanowiła wziąć sprawy w swoje ręcę i pewnego wieczoru do naszych pogaduch na skype dołączyła... Elę. Mogę się tylko domyślać, że miała uśmiech od ucha do ucha i niezły ubaw, po czym... sobie poszła zostawiając mnie z Elą sam na sam. No nogi się pode mną ugięły :) ‘Co ja mam napisać?’ – mysłałam – ‘A co jeśli Ela mnie nie polubi? Co jeśli pomyśli, że się narzucam?’ Moje obawy były zupełnie niepotrzebne, bo słowa same płynęły i przegadałam z Elą cały wieczór. Później były kolejne i kolejne, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że Ela jest mi bardzo bliska, bo nie muszę przed Nią niczego udawać, bo jest naturalna i szczera, bo jest tak samo wrażliwa jak ja, a nasze marzenia idą dokładnie w tym samym kierunku.
Mogłabym pisać więcej i więcej, ale resztę zostawię dla siebie. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie jak istotne jest dla mnie to, że Ela mi zaufała i powierzyła prowadzenie tegorocznego Weekendu orzechowego. Elu dziękuję :*

Kochani chciałabym Was oficjalnie zaprosić do wspólnej zabawy, która odbędzie się w dniach 09–15.XI.2009.
Wszyscy, którzy kochają orzechy i chcą się z Nami bawić, niech rozgoszczą się w kuchni, gotują, pieką, smakują! Niech radosne łupanie, chrupanie, siekanie i miksowanie wypełni nasze uszy! Bez ciśnienia, bez stresu – mamy się dobrze bawić i czerpać z tego radość. Nie przejmujmy się kaloriami! Oblizujmy łyżki, palce, miski!

Osoby, które jak zwykle mają coś do powiedzenia, nech po prostu ominą zabawę szerokim łukiem bez zbędnego spamowania i zawracania nam głowy.

A na koniec bardzo ważna rzecz – osoby, które przyłączą się do zabawy proszę o wysłanie linku wraz z nazwą bloga, autora i potrawy na orzechowytydzien@gmail.com
Podsumowanie pojawi się tydzień po zakończeniu zabawy, więc spokojnie jest czas. Bardzo nie chiałabym kogokolwiek pominąć w podsumowaniu, więc Wasz los leży w Waszych rękach :)
Jeśli ktoś nie prowadzi bloga nic nie szkodzi :) Moja skrzynka pocztowa jest dla Was otwarta! Piszcie, a ja z radością dopiszę Was do podsumowania!

I na koniec rzecz najprzyjemniejsza – banerki, które zrobiła Ela ( ja tylko zamieniłam je w magiczny kod, który pozwoli Wam wstawić je u siebie na blogach).
Banerki są w dwóch wersjach – dużej i małej :) Śmiało pobierać, nie marudzić!

Baner duży




Baner mały




Piszcie jeśli macie pytania – ja odpowiem na nie dzisiaj, póki mam dostęp do internetu :D lub w poniedziałek z rana jak tylko dotrę do pracy!

Dodam tylko, że i Ela napisze kilka słów u siebie, chyba że przyjedzie mnie udusić, za to że tyle kłapię dziobem :)

Ściskam Was,

Polka



Monday, 2 November 2009

WP #49 i Pani Dynia







Kolejny raz koło nosa przeszła mi iście jesienna zabawa, której (jesli dobrze kojarzę) założycielką była Bernadetta. Mnie wśród Was jeszcze nie było, a jak dołączyłam do blogowej społeczności opiekunką dyniowej zabawy była Bea i tak jest do dzisiaj :)
Kolejny rok dokładnie z tych samych przyczyn nie udało mi się do niej dołączyć. Wylot do Polski, przeprowadzka i brak internetu z taką różnicą, że rok temu byliśmy w Szczecinie. Pisząc tego posta, czuję jakbym zrobiła jedno pełne okrążenie i znalazła się dokładnie w tym samym miejscu co rok temu.
Ale jestem o kilka kroków do przodu, a za najważniejszy uważam poznanie kilku wspaniałych osób. Do tego tematu wrócę w osobnym poście, bo jest kilka rzeczy którymi chcę się z Wami podzielić i niektórym z Was za nie podziękować.
Przede wszystkim dziękuję tym, którzy do mnie zaglądają pomimo tego, że ja zaglądać do nich nie mogę z przyczyn w/w. Ale mam nadzieję, że już niedługo nadrobię wszystkie zaległości!

Co się jeszcze zmieniło? Pewność siebie i znajomość języka angielskiego. Niezła szkoła życia, ale warto przez nią przejść chociażby dla samej siebie. Aczkolwiek z nieukrywaną niecierpliwością oczekuję na powrót do domu.

Weekendowa Piekarnia obchodziła niedawno swoje urodziny. Dokładnie pamiętam kiedy u
Ali pojawił się pierwszy wpis z zaproszeniem do wspólnej zabawy. Ja nie od razu się do niej dołączyłam, bo rok temu zaczynałam swoją przygodę z wypiekiem domowego pieczywa. Ale to właśnie WP zbliżyła mnie do Margot (Ali), a przez Alę do Tatter (Frani) i wielu innych osób. I teraz staram się co tydzień piec z Wami, chociaż bez bicia przyznaję, że nie zawsze mi to wychodzi (przerywnik: zastanawiam się, czy nad nami mieszkają jakieś słonie, bo z każdym stawianym u sąsiadów na górze krokiem trzęsie się nam mieszkanie i kolejny raz dochodzę do wniosku, że Anglicy są niewychowani i zupełnie nie przejmują się, że wokól nich mieszkają ludzie. A szkoda...)

Minionemu odcinkowi WP przewodziła Gospodarna Narzeczona , która gustuje w bardzo wyszukanych i smacznych przepisach. Ja wybrałam przepis na Pan de Calabaza (Sefardyjski chleb z dynią), jako że dynię lubię i teraz jest najlepszy okres na jej smakowanie. Ponieważ chałka gościła u mnie niedawno, postawiłam na okrągłe bułki i tu przyznam, że trochę oszukałam. Ponieważ miałam za mało puree z dyni, a marzył mi się miąższ bułek w kolorze żółtym, do ciasta dodałam kurkumę (często dodaję jądo rosołu, żeby poprawić jego kolor). I wyszły puszyste, mięciutkie, pachnące i pięknie żółte bułki!

Gospodarna Narzeczono dziękuję za podzielenie się z nami tym przepisem - bułki wędrują na listę ulubionych. Alu dziękuję za cierpliwość do nas wszystkich :)



Pan de Calabaza (Sefardyjski chleb z dynią)
Źródło: Na kruchym spodzie

60g puree z dyni*
1 łyżeczka suszonych drożdży
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/2 łyżeczki kurkumy
470g mąki pszennej chlebowej
140g ciepłej wody
70g cukru trzcinowego
8g soli Maldon
55g oleju rzepakowego
2 jajka

W misce mieszamy kardamon, imbir i drożdże. Dodajemy 90g mąki i ciepłą wodę. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
Gdy zaczyn zacznie pracować (pojawią się bąbelki) dodajemy cukier, sól, olej, 1 jajko i puree z dyni. Całość mieszamy.
Dodajemy resztę mąki, kurkumę i mieszamy.
Gdy ciasto zacznie formować się w kulę, wyjmujemy je na blat i wyrabiamy 10 minut. Ciasto ma być gładkie, miękkie i lśniące.
Wyrobione ciasto formujemy w kulę i przekładamy do naoliwionej miski.
Przykrywamy folią i odstawiamy w ciepłe miejsce na 2-3 godziny - ciasto ma potroić objętość.
Po tym czasie ciasto odgazowujemy i dzielimy na 12 części. Formujemy okrągłe bułki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odległość między nimi.
Przykrywamy folią i odstawiamy do wyrośnięcia (do podwojenia objętości).
Piekarnik nagrzewamy do 180st.C.
Wyrośnięte bułki smarujemy rozkłóconym jajkiem i wstawiamy do nagrzanego pieca.
Pieczemy 20-25 minut.
Studzimy na kratce.

Smacznego!

* Dynię obieramy, wyjmujemy pestki, a miąższ kroimy w kawałki. Owijamy folią i pieczemy do miękkości (około godziny) w temperaturze 180st.C. Gdy ostygnie rodrabniamy ją na puree za pomocąblendera.