"...KOCHAM CIĘ, już posmarowałam Tobą chleb"
Nie będę bojkotować Walentynek. Nie będzie tu dziś wyszukanych cytatów, natchnionych przemyśleń i wyegzaltowanych życzeń. Dlaczego?
A na przykład dlatego, że tradycja ta wywodzi się z XIV- wiecznej Anglii, a ja ponoć jestem ignorantką wobec wszystkiego co angielskie :) Św. Walenty, patron zakochanych, był ponoć chrześcijańskim kapłanem, który, według legendy, za czasów cesarza rzymskiego Klaudiusza II udzielał potajemnie ślubów. Robił to wbrew cesarskiemu edyktowi, zabraniającemu udzielania małżeństw (imperium potrzebowało młodych mężczyzn do zaciągu do wojska) i został za to zamordowany w 270 roku.
I co z tego, że w sklepach od co najmniej trzech tygodni jest przesłodko różowo? Że na każdym kroku czyhają na nas różowe serca? A może ktoś ten kolor lubi?
I tak sobie myślę, że negując Walentynki musiałabym wyrzec się kawałka siebie. Nie będę przekreślać tego, co kiedyś dostarczało mi tyle emocji. I co z tego, że człowiek dorasta i zaczyna inaczej wartościować swoje życie? Pamiętacie jak byliście nastolatkami? Jak z utęsknieniem czekało się na TEN dzień? Jak bardzo chciało dostać się chociaż jedną walentynkę? Podrzucanie walentynkowych kartek do plecaków, zostawianie ich na wycieraczkach, znajdowanie kwiatów przy drzwiach wejściowych do domu... Jakie to było... niewinne. A ile emocji temu towarzyszyło. I te motyle w brzuchu... Wybaczcie to odważne stwierdzenie, ale mam wrażenie że teraz bycie fajnym jest modne... Trzeba słuchać 'ambitnej muzyki, czytać 'mądre książki' i za nic w świecie nie można się przyznać, że np. Walentynki nie są takie złe...
A może ktoś przeżywa teraz największą miłość swojego życia? Może ktoś właśnie pierwszy raz się zakochał? Dlaczego mamy to wszystko oceniać?
A może ktoś przeżywa teraz największą miłość swojego życia? Może ktoś właśnie pierwszy raz się zakochał? Dlaczego mamy to wszystko oceniać?
I chociaż z Połówkiem Walentynek nie świętujemy, bo tak naprawdę mamy je przez cały rok w spojrzeniach, splecionych dłoniach, w oczekiwaniu na weekendy, w podarowanym słoiku marmolady, w kromce chleba ukrojonej na śniadanie, w każdej spędzonej razem chwili, to zawsze kupimy sobie nawzajem jakiś mały drobiazg. To przecież taka dobra okazja, żeby się trochę porozpieszczać :)
I chociaż osobiście za Walentynkami nie przepadam, to nie będę się dziś mądrzyć.
Zatem w walentynkowym duchu, choć na przekór różowym sercom, czerwonym ustom i kapiącej od nadmiaru słodyczy mam dla Was piosenkę i zielony przepis.
Przepis to w zasadzie nic nowego bo taki deser pokazywała niedawno Ela. Moją wersję polecam tym, którzy lubią Sake, zieloną herbatę i lubią sobie utrudniać życie :)
Z za wspólne pieczenie dziękuję Edytce co ma cięty jęzor :p
Tiramisu zielone (z podanych proporcji wyszło mi 5 niedużych szklanek deseru)
Kiedyś zobaczyłam piękne zdjęcie tutaj i pomyślałam, że dostosuję przepis do upodobań swoich kubków smakowych
Biszkopt z Matcha
3 jajka
1/2 szkl cukru
1/2 szkl mąki pszennej
2 łyżeczki herbaty w proszku Matcha
1/2 szkl cukru
1/2 szkl mąki pszennej
2 łyżeczki herbaty w proszku Matcha
5 kropli ekstraktu z migdałów
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 st.C.
Mąkę przesiewamy do miski.
Jajka ubijamy z cukrem do białości mikserem na najwyższych obrotach.
Do ubitej masy jajecznej dodajemy ekstrakt z migdałów oraz partiami mąkę i łyżką delikatnie(!) mieszamy całość, sięgając dna miski.
Prostokątną blachę o wymiarach 20x30 cm smarujemy masłem, spód wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy do niej masę mączno-jajeczną. Wkładamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.
Zostawiamy w piekarniku do przestygnięcia, następnie studzimy na kratce.
Syrop z Matcha
½ szkl wody
½ szkl cukru
2 łyżki Sake (u mnie Honjōzō-shu)
1 łyżeczka zielonej herbaty w proszku Matcha
Wodę doprowadzić do wrzenia. Dodać cukier i gotować przez 5 minut do tzw. nitki
Zdjąć z palnika dodać Sake i Matcha.
Dokładnie wymieszać i ostudzić.
Masa Mascarpone
500 g sera Mascarpone
4 żółtka
3 łyżki cukru pudru lub bardzo drobnego cukru do wypieków (ja użyłam golden caster sugar)
3 łyżki Sake
1 łyżeczka zielonej herbaty w proszku Matcha
5 kropli ekstraktu z migdałów
Żółtka ubijamy z cukrem jak najkrócej (dłuższe ubijanie pozwala na przedostanie się większej ilości pęcherzyków powietrza, a to powoduje rozrzedzenie się masy jajecznej).
Stopniowo dodajemy ser Mascarpone i bardzo powoli (ale jak najkrócej) ubijamy całość mikserem na najniższych obrotach.
Dodajemy ekstrakt z migdałów, Sake i Matcha, jeszcze raz mieszamy.
200ml naparu z zielonej herbaty
3 łyżki Sake
1 łyżeczka zielonej herbaty w proszku Matcha
2 łyżki białego cukru
4 listki żelatyny
Listki żelatyny namaczamy w zimnej wodzie tak, by swobodnie pływały.
Zostawiamy na 10 minut.
Po tym czasie dobrze je odciskamy i wkładamy do blaszanej miski.
Miskę ustawiamy na garnku z wrzącą wodą i rozpuszczamy żelatynę (uwaga miska nie może dotykać wody).
W małym rondlu podgrzewamy zieloną herbatę i cukier.
Gdy cukier rozpuści się, zestawiamy z palnika do ostygnięcia.
Dodajemy Sake i Matcha. Mieszamy.
Całość dodajemy do rozpuszczonej żelatyny dokładnie mieszając. Lekko studzimy.
Wykonanie
Na dno pucharków lub szklanek wlać trochę galaretki. Poczekać, aż zastygnie.
Z biszkoptu wyciąć krążki o średnicy szklanki lub paski (gdy używamy prostokątnego naczynia).
Na zastygniętą galaretkę wyłożyć cienką warstwę masy Mascarpone.
Na nią ułożyć krążek biszkoptu namoczony w syropie.
Na biszkopt wyłożyć znowu masę Mascaropne.
Na to znów biszkopt i znowu masa.
Przykryć folią spożywczą i zostawić na całą noc w lodówce.










Mniam :o) tiramisu to moj ulubiony deser... szkoda ze jestem taka leniwa! ha ha
ReplyDeleteNie lubie Walentynek od kiedy mieszkam w Anglii. Tutaj jakos wszystko jest nastawione tylko na zakochanych, a wczoraj bedac w miescie widzialam wielu biednych facetow ktorzy czolgali sie z torbami za swoimi damami, ktore z kolei dzierzyly w reku ich karty kredytowe. Niektore baby naprawde przesadzaja.
A w Kanadzie Walentynki sa swietem dla wszystkich ktorych sie lubi i kocha! Kartki, czekoladki, kwiaty, drobne prezenty daje sie nie tylko swoim polowkom, ale takze rodzinom, przyjaciolom, wspolpracownikom itd. Dlatego ludzie az tak bardzo sie nie przejmuja, ze nie maja z kim spedzac Walentynek romantycznie, bo zawsze jest ktos kto ich lubi i kogo oni lubia nawzajem. :o)
To do wtorku? ;o)
Agnieszka
Jestem pod wieeeeelkim wrażeniem! Polko cóż za obłędnie piękny deser! Rewelacja!:)))
ReplyDeletePolka, jakie te Twoje zdjęcia piękne! nie mogę się nagapić... Marmolada pomarańczowa mi stygnie za oknem - zrobiłam z dodatkiem swojskiego, bardzo dobrego bimbru. Zapowiada się nieziemsko. Jeżeli reflektujesz na te moje poziomki to podaj na maila adres. Czuję się zobowiązana w podziękowaniu za te foty i przepis wysłać Ci słoiczek (myślę, że taki smak polskiej poziomki uprzyjemni Ci pobyt w tym dalekim kraju ;-)
ReplyDeleteTez sie mi sie podobal u Eli ten deser. U Ciebie rownie pieknie sie prezentuje. Pieknie jak zawsze. Wszystkiego najlepszego na Walentynki Polonio.
ReplyDeletePrzepraszam za brak polskiej czcionki. Nie swieci sie zielone swiatelko twoje juz. A ja tez bym z Toba chetnie... Calusy
GN
Nie było tak strasznie jak myślałam, ale walczyłam do nocy, tak jak mówiłam :p
ReplyDeleteWarto było, bo jest pyyyycha! I nawet D. ze smakiem jadł i nie przeszkadzało mu to ze jest zielone ;)
Wpis będzie jak się blox odblokuje. Wybrałam sobie taką godzinę, to mam za swoje...
Coś w tym jest że z czasem jak już dorastamy inaczej patrzymy na to święto i zgadzam się z Tobą w zupełności miłość jest po to żeby ją celebrować, cieszyć się nią i dbać przez cały krągły rok :-). Swoją drogą to Walenty też jest opiekunem epileptyków więc pod tym kątem dla mnie dzisiejszy dzień jest ważniejszy. Duży buziak :-):*
ReplyDeletezdjecia fajne kompozycyjnie, zielona herbate lubie wylacznie w kubku. na temat dzisiejszego swieta (?) sie nie wypowiadam bo naleze do tej innej, przedwalentynkowej bajki ;)
ReplyDeleteChętnie bym zjadła coś takiego, w Walentynki czy nie w Walentynki:)
ReplyDelete"Trzeba słuchać 'ambitnej muzyki, czytać 'mądre książki'" - oj, jak ja to dobrze znam ...
Pozdrowienia!
Polko, a gdzie Ty matche kupujesz?
ReplyDeleteDeser wysmienity!
Ja walentynek nie swietuje. Ale moj Polowek oswiadczyl mi sie w nie, 3 lata temu i co roku zasila budze kwaciarni ;) Mamy wiec mala rocznice :)
wiesz Poleczka , bardzo mi się podoba to co piszesz
ReplyDeleteMasz racje , mnie zaczyna trochę denerwować ,że wszystko teraz w ,,modzie" jest bojkotować-prezenty na Boże Narodzenie , Walentynki , zakupy....
a tiramisu wygląda pięknie , e tam pięknie cudnie
Ja tam ani nie świętuję, ani nie bojkotuję. ;-) Z każdym przeżytym rokiem na Walentynki zwracam co raz mniej uwagi, ale kiedyś... No kiedyś, to się czekało, a jakże. :)
ReplyDeletePola, mnie się podoba, że na czas Walentynek poszłaś w zielone, a nie w czerwone. :) I do tego jakimi fajnymi, smacznymi fotkami! :)
A tak na marginesie, mam w swoich "zasobach" zdjęciowych zielone tiramisu (no, ale nie takie odjazdowe jak Twoje :)) i sobie tak czekało na publikację w bliżej nieokreślonej przyszłości. No, ale teraz, jak i u Ciebie, i u Eli się pojawiło, to ja już na trzeciego się nie będę wciskać. :D Co prawda, ponoć im ciaśniej tym kochaśniej, ale chyba nie aż tak, haha. :D
Poleczko Kochana,
ReplyDeletelubię tutaj przychodzic i zatapiac się w słowach. i zdjęciach cudnych.
ciekawe czy kiedyś spróbuję takiego cuda..
Lubię tę piosenkę:)
ReplyDeleteOj zielono Wam w te Walentynki:D
Kiss
Polciu, dziś także napisałam moje wspomnienia o latach dzieciństwa i oczekiwaniu na walentynkowe kartki i o motylkach, to chyba jakaś telepatia :-) pokierowałam się dziś zasadą, że przez żołądek do serca i dałam Mojemu Małżonkowi chlebek, ale żeby nie było też miał coś zielonego, a mianowicie koperek :-) Twój deser wygląda niesamowicie, o fotkach już nie piszę, bo ile można wazelinować?! :-) udanego świętowania, pozdrawiam cieplutko z białej (dość białego!!!!) stolicy
ReplyDeletewspaniale wyglada Poleczko. Nic tylko wziac lyzeczke i zajadac! :)
ReplyDeletesciskam:*
Polko ja nawet lubię te różowe serca i choć nie mówię, że to święto nie jest trochę kiczowate i że miłość okazywać trzeba sobie na co dzień, ale tak mi dziś smutno, że męża wzywały obowiązki zawodowe, a ja siedzę sama, snując się po domu jedynie w towarzystwie kubka kawy...
ReplyDeleteAnyway, deser zachwycająco piękny :)
A ja się zastanawiałam, co to jest to pierwsze, na początku ;) Myslałam, że to jakieś zielone scones na snaidanie!
ReplyDeleteFajne, widziałam u ELi i podziwiałam. Zaintrygował mnie syrop - w P-szu zalega u mamci wieli baniak sake i nikt tego nie chce ruszyć, bo ponoć niedobre. Ja nie próbowałam, ciekawa jestem smaku...
Hm... Mnie Walentynki drażnią, te zewnętrzne. Ale wewnątrz jest miło, ciepło i traktuję to święto bardziej jako przypomnienie, że mam kogoś, kogo nie chciałabym stracić przez humory, złe słowa i złe dni.
BUziaki wielkie, Pola. I dla POLówka też, mniejsze ;)
Ja kiedyś walentynkom byłam przeciwna, ale teraz to bym sobie chętnie poświętowała, tylko co z tego... A a propos bycia fajnym, to "Mały skarbczyk porad życiowych" ;) mówi: "Nie musisz być taki jak wszyscy" i to jest jedna z tych zasad, w które od zawsze głęboko wierzę, tym bardziej, że najczęściej "bycie takim jak wszyscy" sprowadza się do własnego dyskomfortu, w niczym jednak nie polepszając jakości życia innych. Oj, znowu się wymądrzam. A walentynek na co dzień można Ci tylko zazdrościć. Pozdrawiam!
ReplyDeleteja lubie różowy kolor! :) i zielony zresztą też :)
ReplyDeleteByłam u Edysi, Fajny deser wymyśliłaś!
ReplyDeleteMam nadzieję, że przywołacie nim wiosnę :)
Polcia, myslalam ze przepadlas, a Ty po prostu nie swietujesz Walentynek :-)
ReplyDeletePowiem Ci, a zreszta Ty to wiesz, moja glowna uwage przyklula w przepsisie sake, ktorej smaku zreszt ajuz nie pamietam... Ta galaretka to jawne szalenstwo - cztery listki zelatyny - Ty chcesz nas z torbami puscic :D
"Ignorancji w sprawach angielskich" nie bede komentowac, nie damy sobie uzywac durniom!
Buziak wielki :**
PS. Gdy zobaczylam pierwsze zdjecie, to pomyslalam ze rozsypany proszek to to zielone koreanskie delikatessen - ale mnie uspoloilas :-)
Ech, piękny ten deser... aż mi dech zaparło:)
ReplyDeleteOniemiałam. Deser wygląda przepysznie, a żem wielka fanka tiramisu, to jak tylko dopadnę matchę, wymodzę niezwłocznie.
ReplyDeletePóki co matchy brak, a jam na zwykłe tiramisu skazana jest.
Nic to, co się odwlecze to nie uciecze. :)
pozdr
agata
Grr! A ja dalej nie mam matchy i nie zapowiada się, bym miała ją mieć. Potrójne Grrr!
ReplyDeleteCo do Walentynek - nie odczuwam nawet, że dzisiaj takowy dzień. Bo u mnie brak Połówka, co by mi kupował różowe (nie. nie lubię) serduszka. Póki co do szczęścia mi niepotrzebny. ;))
A piosenkę bardzo lubię. Genialny cytat! :)
Pozdrawiam!
W czasie studiów na fil. słowiańskiej obchodzilismy 14II cyrylometodejki - w końcu świętujący dziś z Walentym Cyryli i Metody to patroni Słowian;)
ReplyDeleteBardzo lubię tę piosenkę, a deser musi byc obłędny! Galaretka z sake.. Przypomniała mi się Twoja winna przedświąteczna galaretka - pyszna była :)))
I jeszcze jak zwykle o zdjęciach chciałam, że piękne są - u Ciebie to nawet umazana łapka od miksera wygląda jak z żurnala :)
Uściski :)))
walentynek nie obchodzę. nie dlatego, że bojkotuję, że robię wbrew wszystkim i nie dlatego, że u mnie walentynki są każdego dnia.
ReplyDeleteKochana Poldziu! Lubię wyjątkowe dni. To taka chwila, by się zatrzymać, by docenić to Szczęście, ktore trzyma mnie za rękę, tuli i ukradkiem odgarnia kosmyki włosów z mojej buzi. To taka chwila, gdy nic poza nami nie istnieje. Codzienność zabija to. Dlatego fajne są takie dni :) my nie obchodzimy Walentynek, bo zaledwie 6 dni później mamy swoją rocznicę. Takie święto, które znaczy dla nas więcej :)
noooooo
a zielone cudo zamawiam jako deser powitalny, gdy do Ciebie przyjadę :)
chyba, ze mnie już nie chcesz... moja Walentynko :****
Bardzo mi się podobają zdjęcia. Są takie subtelne i delikatne. Pasujące do zielonej herbaty. I tak, naprzekór zimie.
ReplyDeletePodoba mi się idea kanadyjska: walentynki dla tych, których lubimy! Z siostrą zrobiłyśmy dziś Mamie tulipan-origami..
ps. cały dzień chodziła za mną ta piosenka. A tutaj proszę, na Twoim blogu również gości:-)
ReplyDeletewidze nowy kolor Poleczko :) biszkopt z matchą chodzi za mną od nieco ponad miesiąca, więc pewnie skorzystam z Twojego przepisu
ReplyDeletepozdrawiam ciepło i razem z Twoją zielenią trzymam kciuki za wiosnę
a hasło do komentarza to "impola" :)
Muszę przyznać, że robi wrażenie. :]
ReplyDeleteChociaż ja właśnie jestem w wieku, który powinien być wiekiem szaleńczej miłości, która póki co nie nadeszła. Obraziłam się na walentynki, prawdę mówiąc. :]
Poleczko,
ReplyDeleterozwalilas mnie tym tiramisu! Piekne i napewno pyszne:)
A co do Walentynek to znasz moje zdanie:)
Buziak rozowy ;) walentynkowy:D
Nie ma się co zarzekać, każdy pretekst jest dobry do zjedzenia zielonego tiramisu w miłym towarzystwie :)
ReplyDeleteZnowu narozsypywane ale cii, bo tu za nazywanie spraw po imieniu grożą bolesne konsekwencje ;D
Polonio Ma Droga! Ojjj pamiętam jak wyczekiwałam walentynek będąc smarkulą, a w głośniku szkolnym podczas lekcji w podstawówce były wyczytywane podczas lekcji życzenia. I to podekscytowanie: "Będzie coś dla mnie?" ;))
ReplyDeleteDzisiejsze walentynki - z wiadomych względów - schowałam do kieszeni i udawałam, że to nie dzisiaj ;)
Zdjęcia jak zwykle piękne. No ale to wiesz. Więc ja nie o tym, tym razem. Bo ja chciałam napisać, że sake to bym się z Tobą napiła. Bo nawet nie wiem, czy ona dobra, czy zła. A w dobrym towarzystwie, wiadomo, że nawet niesmaczne smakuje lepiej.
cmok, cmok :)**
No to zaszalalas!! :-)) piekny deser :-))
ReplyDeletep.s. a ja nigdy nie lubilam Walentynek i juz... ;-)
Piękne, efektowny i oryginalny deser.
ReplyDeleteI super fotki.
I słowa, które dobrze przeczytać. Spokojne i rozsądne.
I ja nie bojkotuję, choć i nie obchodzę. Moje dwa domowe Stwory dostały po brioszce i papierowym serduszku :) a dzień jak codzień.
Całus mocny na dobry tydzień
M. :*
Walentyna, Ty to masz gadane!:)
ReplyDeleteprzyjemnego tygodnia życzę. Zielono mi, taki pucharek to ja bym teraz wchłonął bez mrugnięcia okiem.
Cudo!
Mam podobny pogląd do zaprezentowanego przez Ciebie. Sam nie przepadam za Walentynkami (a raczej ich komercyjną stroną), ale z drugiej strony nic nie szkodzi, żeby jakiś drobiazg podarować Mojej Piękniejszej :-)
ReplyDeleteTwój deser jest niesamowity - bardzo efektowny.
Aga no i właśnie o to w tym wszystkim chodzi nie? :) Żeby było miło, ale niekoniecznie na słodko i różowo ;) Do wtorku!
ReplyDeleteMajanko dziękuję :*
Karola dziękuję! Mnie się ciągle wydaje, że mogłyby być jeszcze lepsze... Cieszę się, że marmolada się udała – ona jest raczej z tych takich ‘bardziej płynnych niż stałych’ ale smakuje pysznie! Mi został ostatni słoiczek i już myślę jakby zrobić kolejną :) Naprawdę nie musisz mi się za nic odwidzięcząć, cieszę się że byłam dla Ciebie inspiracją ;*
Gospodarno jak chciałąm z Elą robić, ale mnie wyprzedziła skubaniutka :) Dziękuję mam nadzieję, ze mimo przejściowych problemów i Wasze były miłe :* Chcesz ze mną upiec brioszkę? :)
Edytka no mówiłam przecież! :) Nie ma takiego deseru z którym sobie nie poradzisz jestem tego pewna! Gratluję 2lecia :*
Mihrunnisa :) To i dla mnie również razem z Tobą :*
Leloop OK :) Dobrze że się chociaż zdjęcia Tobie podobają :D
Delie czyżbyśmy znały te same osoby? :) A deser robi się prawe w mig! Serio :)
Ewo Matcha kupiłam w tym samym sklepie co Sake – Japan Centre. Niestety ten sklep jest w Londynie, ale prowadzą też sprzedaż wysyłkową. Jeśli chcesz to kupię Tobie małą paczuszkę. Niestety Matcha jest dość droga... :( Wszystkiego dobrego! Taka rocznica to nie przelewki :)
Aluś cieszę się :* No właśnie, a skąd ta głupia moda przyszła nie mam pojęcia :/ Tiramisu jedno dla Ciebie od mnie w Walentynki :*
Małgosiu kiedyś to były takie motyle w brzuchu że ja Cię! :) A myśmy sobie zrobili walentynkowy wypad do Curry Mile razem z Filipem i Gosią :) Pysznie było! :) Pooszłam w zielone nawet z logo żeby było lekko na przekór ale nie do końca bo to przeciez deser walentynkowy był jakby nie patrzeć :D Małgosia dawaj swoje! Koniecznie :)
Asiejko Kochana cieszę się że ciągle do mnie zaglądasz :* Jeśłi kiedyś się spotkamy to spróbujesz obiecuję!
Olciaky ano ;) Ja też ją bardzo lubię, bo jest taka... ludzka i normalna. Buziaki :*
Kuchasia :) Bo takie gesty które celebrujemy codziennnie, nabierają mocy w szczególne dni :* Dużo słońce i oby ta zima poszła sobie precz!
Ola :*
Kasiaaaa24 przykro mi że sama spędziłaś wczorajszy dzień :( Pamiętaj że zawsze możesz do nas blogowiczek pisać :*
Anulka scones mam w planach, ale raczej takie bardziej tradycyjne :) Za to chodzi mi po głowie nowy dźem :) Sake jest samo w sobie smaczne, ale powiem Tobie że w połączeniu z mascarpone to aksamitna poezja... Dziękuję za buziaki i My WAS całujemy czule :*
KaroLino wcale się nie wymądzrasz ja lubię Ciebie czytać ;* To bycie modnym jest okropnie denerwujące....
Aga-aa a ja nie :P Zielony to i owszem :) Może zrobię dla Ciebie coś różowego wkrótce :*
Grazynko i ja mam taką nadzieję! Buziaki :*
Basiu świętuję, ale inaczej :P A tak na serio to nie, chociaż było mi bardzo miło jak dostałam bukiet czerwonych tulipanów :) Czerwonych jak miłość :D O widzisz to ja Tobie tą żelatynę za nalewkę o! :D O nie tego koreanskiego to bym tak hojnie nie sypała gdzie popadnie :D
Alinko :)
ReplyDelete.Agatka. Matcha jest naprawdę pyszna szkoda tylko że taka droga :/ Ale całość jest NIEDOOPISANIA :D
Zaytoon jeśli chcesz to możemy się ‘dogadać’ i podeślę Tobie po lutowej wypłacie :)))))))) Fajny Połówek to fajna sprawa mówię Ci.. :D
Moniko oooo to ja nawet nie wiedziałam! Dzięki za garść informacji :) Hihi wychodzi na to że ja jestem galertkolubna :D Dziękuję za miłe słowa :*
Karolu Kochany pięknie napisane! Szczególnie te kosmyki włosów z buzi... To tak jakby na nowo przeżywać młodzieńczą miłość. Dzielić się radością ale i smutkiem. O to już niedługo! :) Zdradzisz która to? :) Zaczynam układać menu :*****
Atrio dziękuję :* Zaklinam jak mogę i na tyle sposobów, ile znam :)
Gwiazdko to tak tylko na wczorajsze święto :) Biszkopt jest wspaniały – wystarczy podwoić proporcje i będzie w sam raz na totownicę. Jest delikatny, puszysty i w dodatku Matcha nadaje mu fajny posmak :) I dalej nie wiem o co z tym hasłem :D
Wróżko (śliczny nick) dziękuję :) Poczekaj poczekaj za rok jestem pewna powiesz zupełnie co inengo :D
Arku w końcu ja Ciebie, a nie Ty mnie :P A niech będzie i różowy – raz w roku można :D
Fella Ty i tak masz już przerąbane :P Nie zabiorę Cię do TKMaxxx’a :D
Oczku o rany zapomniałam o radiowęźle wspomnieć! :D Noo ja też na to czekałam a jak było smutno jak koleżanki dostały a ja nie co nie? :D Oczku ja Cię walentynkowo wycałuję i wyściskam :*** Sake dobra i zdradliwa jak to powiedziała Ela ;)
Wianku bo Ty jakaś dziwna jesteś :P Na deser zapraszam a jakże! :) Tylko od połwoy kwietnia to już do Londynu :)
Monia upiekłaś brioszkę?? Ja zamierzam piec właśnie dzisiaj ;) A jaką piekłaś?? Ty wiesz co ja myślę bo już o tym rozmawiałyśmy :* Duży buziaki na caaaaaaaaały tydzień i byle do piątku! :*
Mich no mam ale nic na to nie poradzę :P Nawet jak się staram mało napisać to i tak wychodzi minimum 1/3 strony :D
Kuba dokładnie! :) I obu stronom będzie przyjemnie :)
Pola, ale wiesz wyglada na to ze w Czechach bez problemu jest ta zelatyna, jednak sie nie uda - bedziesz musiala poswiecic konfiture :-)) Koreanskie zielone jest baaardzo egzotyczne, no :D
ReplyDeleteZdjęcia boskie.
ReplyDeleteOj tak, kiedys czekalo sie na Walentynki.Do dzis wspominam jedna, taka szczegolna. Ale teraz gdyby nie markety pelne czerwonych serc to bym o nich nie pamietala.
ReplyDeletePoleczko ja ciagle jestem pod wielkim wrazeniem Twoich zdjec, sa cudne.
A to zielone tiramisu wpadlo mi w oko juz u Eli, boskie jest.
pozdrawiam
Oj tak, do piątku Kochana :)
ReplyDeleteJa zrobiłam małe oszukańce - wyglądają jak małe brioszki a to przerobione buchty. A co.
Przynajmniej wiedziałam, że wyjdą a trzeba mi było pewniaka :)
Buziak
M. :*
Poleczko, właściwie, to nie wiem, co powiedzieć...
ReplyDeleteA co do Połówka - w moim wieku, to raczej szaleńcza, blablabla, "miłość", na którą póki co się nie zapowiada. Ale kto wie? Może w niedalekiej przyszłości? Niezbadane są wyroki losu, jak to powiadają. ;))
Poleczko deser wygląda pysznie ale pozwól, że ja się twoimi zdjęciami pozachwycam:) Są takie cudowne!
ReplyDelete:*
Dzień dobry Poleczko ;-)
ReplyDeleteJesteś antywalentynkowa a tak pięknie o nich piszesz ;-))
Ach i moje ulubione mascarpone
Bardzo kusząco deser Twój wygląda... choć pierwsze zdjęcie zagadkowe bardzo było :)
ReplyDeleteWalentynki - nie neguję. Jeśli zdarzy się, że dzięki temu, że kiedyś ktoś to święto wymyślił, teraz ktoś spędzi miły dzień, milszy niż wszystkie inne, to dlaczego by nie?
a że komercja... że kicz? to my decydujemy, co kupujemy, prawda?
pozdrawiam ciepło Poleczko!
Apolonio, chcę chcę. a poczekasz, aż mi się tydzień bez zakupów skończy? Mail?
ReplyDeleteJeśli chodzi o Walentynki, to mogłabym napisać dokładnie to co Małgosia.
ReplyDeleteDeser wygląda przepięknie!
Matcha nigdy w życiu nie jadałam, nawet nie wiem gdzie tu można to kupić...
ReplyDeleteAle jak już znajdę, to zrobię. 100%! :)
Buziaki!
PS. Muszę Ci powiedzieć, że i szpatułka i kurczaczek sprawują się na medal :)))
Basiu no dooooooooooobra :D
ReplyDeleteKrokodylku :*
Karolka noo ale to czekanie wlasnie bylo najlepsze co nie? :) Dziekuje Karolka staram sie by byly coraz lepsze!
Monik :* I mamy piatek wlasnie :)
Zaytoon :*Oczywiscie ze tak ja swojego poznalam w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie... :D
Atinko a prosze bardzo i na zdrowie ! :)
SanFran ojej ale ja Cie dawno widzialam! Wszystko dobrze? :* Ja jestem tak troche anty i tak troche nie :)
Amarantko :D Ania Truskawkowa pisala ze myslala ze to scones :D Zgadzam sie w 100%! Sciskam Cie cieplo :*
Kasiu pewnie ze poczekam! :*
Kasiac dziekuje :*
Goś w japonskim sklepie masz jakis u siebie? Bardzo sie ciesze ze prezenciki sie podobaja i przede wszystkim ze sa uzyteczne :D
O, to ja wpadam do Ciebie tak walentynkowo powalentynkowo mmmm uwielbiam matchę, ale jakoś w sklepie mi z nią nie pod drodze - to tak jak z tymi jajkami u nas i u Ciebie :D
ReplyDeletePlko, dziekuje ale postaram sie wynalezc matche gdzies w internecie :) Poza tym juz pisalam kiedys, ze moja siostraw ondynie mieszka wiec zawsze moge ja wykorzystac :)
ReplyDeleteA ze droga.... to nie jest produkt, ktorego zuzywa sie na kilogramy. Cene wiec musi miec zeby oplacalo sie sprowadzac.
Szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem przepis, a chcę go wypróbować. Jak mniemam napar z zielonej herbaty użyty w galaretce to nic innego jak ten syrop cukrowy z matchą z poprzedniego etapu przygotowania, bo nie został nigdzie indziej wykorzystany. Dlaczego w takim razie słodzi się go jeszcze raz przy dodawaniu żelatyny i tak na raty dodaje się matchę i sake? nie widzę sensu szczerze mówiąc. No i proporcje- z podanych proporcji na syrop nie będzie 200ml a jakieś 125ml... straszny bałagan trudno mi się połapać
ReplyDeleteJulio nie wiem gdzie widzisz bałagan, ale przepis jest rozbity na części składowe, żeby niczego nie pominąć.
ReplyDeleteSyrop z matcha słuzy do nasączenia biszkoptu, a napar z herbaty do wykonania galaretki.
Cytuję z bloga:
'Na dno pucharków lub szklanek wlać trochę galaretki. Poczekać, aż zastygnie.
Z biszkoptu wyciąć krążki o średnicy szklanki lub paski (gdy używamy prostokątnego naczynia).
Na zastygniętą galaretkę wyłożyć cienką warstwę masy Mascarpone.
Na nią ułożyć krążek biszkoptu namoczony w syropie.
Na biszkopt wyłożyć znowu masę Mascaropne.
Na to znów biszkopt i znowu masa.
Przykryć folią spożywczą i zostawić na całą noc w lodówce.
Przed podaniem posypać herbatą w proszku Matcha.
Pozdrawiam!