Jestem ciekawa jakie są Wasze smaki dzieciństwa? Jestem pewna, że macie swoje ulubione.
Kiedy czytam wpisy na różnych blogach z nieukrywaną radością widzę, jak często wiele z nas powraca czy to wspomnieniami czy smakami do tych czasów, kiedy czuliśmy się beztrosko, kiedy z utęsknieniem czekaliśmy na wakacje i kiedy największym marzeniem było zjedzenie zimnych lodów w zimie (najlepiej przyniesionych przez Rodziców w ‘ruskim’ termosie do lodów prosto z najlepszej lodziarni w mieście), wypicie czerwonego picia w woreczku czy wybłaganie Mamy by pozwoliła pobawić się na dworze dłużej niż do 21-tej.
Piękne to były czasy, kiedy dzieciom do szczęścia nie były potrzebne telefony komórkowe, odtwarzacze mp3, a rower górski był rzeczą tak odległą, że aż prawie niemożliwą do posiadania.
Ze smutkiem obserwuję natomiast, jak obecnie wyznacznikiem dobrego samopoczucia większości maluchów jest posiadanie wszystkich najnowszych cudów techniki począwszy od grająco-śpiewających zabawek po ‘wypasiony’ komputer. A gdzie granie w gumę, kwadraty czy karciane makao? Chciałoby się machnąć ręką i zapytać się w duchu ‘dokąd ten współczesny świat zmierza?’.
Kiedyś zarzucono mi, że jestem staroświecka i nie idę z duchem nowoczesności, bo pełno tutaj na blogu przepisów kuchni polskiej (czy to z książek czy z zeszytu mojej Mamy), która (cytuję): 'ocieka tłuszczem i jest niezdrowa’. Bzdura. Wystarczy odrobina inwencji i nasze (staro)polskie potrawy zamienią się w najlepszą dla podniebienia ucztę. Szkoda, że ta nasza polska kuchnia została odsunięta w cień przez kuchnie świata, które (nie ukrywam) są interesujące, ale przecież nie są nasze. A kto inny będzie bronił naszej tradycji jak nie my sami?
Powiało trochę patriotyzmem, wybaczcie, to chyba przez zbliżające się wybory, o których myślę z nieukrywaną trwogą...
Powiało trochę patriotyzmem, wybaczcie, to chyba przez zbliżające się wybory, o których myślę z nieukrywaną trwogą...
Kompot z rabarbaru to napój, który pojawiał się u nas w rodzinie wraz z nadejściem sezonu na rabarbar na działce mojej Mamy. Podejrzewam, że każdy z nas ma swój ulubiony przepis wyniesiony z domu rodzinnego. Dla mnie kompoty to najsmaczniejszy napój, którego nie zastąpi nawet najlepszej jakości kupny sok z kartonu – wspaniale gasi pragnienie, ma dużo witamin i przede wszystkim wiemy, z czego został zrobiony. Fajną rzeczą w kompotach jest to, że można go pić zarówno na ciepło (np. w zimie) lub na zimno podany z kostkami lodu. Kombinacja owoców jest właściwie dowolna co dodatkowo podkreśla jego uniwersalność i ponadczasowość. Kompot wspaniale przetrzymuje zimę – wystarczy zlać ciepły do dużych, umytych i osuszonych w piecu słoików, szczelnie zakręcić i chwilę pasteryzować, a potem przez zimę możemy cieszyć się wspaniałym smakiem wiosennych i letnich owoców. Do swojego kompotu dodałam parę łyżek różowego wina – jeśli kompot będziemy podawać dzieciom można śmiało ten krok pominąć. Jeśli chcemy by kompot miał różowy kolor lepiej użyć nierafinowanego cukru trzcinowego demerara i czerwonych łodyg rabarbaru, których nie obieramy (pamiętając by je porządnie umyć pod bieżącą wodą) oraz dobrze jest kompot gotować krótko i odstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny przed podaniem, by nabrał mocy i koloru. Ilość cukru zależy od tego czy lubimy kompot mniej czy bardziej słodki. My piliśmy kompot mocno schłodzony z kostkami lodu i plasterkami cytrusów oraz listkami świeżej mięty. Polecam!
Winny kompot z rabarbaru
1 pęczek rabarbaru ( o wadze do 550g)
1.5 l wody
4-5 łyżek cukru Deremara (lub dowolnego cukru)
1 pęczek świeżej mięty
2 limonki
2 cytryny
1 mały kawałek kory cynamonowej
3-4 goździki
ziarenka wydłubane z dwóch owoców zielonego kardamonu
8 łyżek słodkiego różowego wina*
kostki lodu
W dużym garnku zagotowujemy wodę, a gdy zacznie wrzeć dodajemy ¾ pęczka mięty, skórkę otartą z dwóch cytryn, cynamon, goździki i kardamon.
Gotujemy 5 minut.
Rabarbar kroimy na kawałki (2-3 cm) i dodajemy do wody z przyprawami. Słodzimy cukrem.
Gotujemy maksymalnie 10 minut, wciskamy sok z dwóch cytryn i odstawiamy na minimum 2 godziny do ostygnięcia, a później do lodówki ( w tym czasie rabarbar kompot nabierze koloru i mocy).
Następnie kompot przecedzamy przez gęste sito i przecieramy przez nie ugotowany rabarbar tak by wycisnąć z niego jak najwięcej soków.
Do przecedzonego kompotu dodajemy 8 łyżek różowego wina (lub więcej).
Podajemy z plasterkami cytrusów, kostkami lodu i listkami świeżej mięty.









Polko! Kocham Cię za ten wpis ! (choć za inne też). Czuję dokładnie to samo! Cudnie, że przywołałaś picie z worka:) Dziękuję! Ja też raczej z tych "nietutejszych", bardziej we wspomnieniach niż "technice" żyję. A kompot z rabarbaru, to właśnie jeden z ulubionych smaków dzieciństwa:)
ReplyDeleteCałusy!
o matko! jaki bajeczny kompocik! moj jest namiastka tego co proponujesz, ale jest wlasnie powrotem do dziecinstwa i go nie zmienie ;-) piekne foty jak zwykle! :-)
ReplyDeletehmmmm na pewno ma to być kompot z winem a nie wino z kompotem?? bez sensu:P
ReplyDeletePoleczko, śliczny ten kompot! Co do wspomnień z dzieciństwa, wczoraj cofnęłam się w czasie o jakieś 25 lat i poskakałam ze skakanką :)
ReplyDeleteKompot z rabarbaru polubiłam jak byłam już duża :). Za to, gdy byłam mała uwielbiałam rabarbar maczany w cukrze. Do dziś pamiętam jak zawsze maczałam łodygi rabarbaru w cukiernicy, a moja mama krzyczała, żebym sobie na talerzyk cukru nasypała - tylko, że ten cukier w cukiernicy był jakiś taki słodszy...
ReplyDeletePolko - kompot z różowym winem to wspaniały pomysł!
Drugie, trzecie, czwarte zdjęcie - piękne! Polko, poczułam wakacje, upalne popołudnie, obudziłaś we mnie letnie tęsknoty. Ta limonka robi wszystko! Taki kompot muszę zrobić ;)
ReplyDeleteJa się przyznaję, kompotu nie lubię, zresztą tak samo kupnych soków, jedne i drugie przestałam pić w czasie, kiedy zaczęłam się odchudzać (czyli w wieku nastoletnim), dzisiaj odchudzać już mi się nie chce, ale strach przed kaloriami czającymi się w słodzonych napojach pozostał. Oczywiście, kompot bez cukru też można zrobić, ale jest wtedy... za mało słodki. Chociaż zdaje mi się, że ten Twój kompot to taka bardziej oranżadka, więc należy go oceniać w innej kategorii.
ReplyDeleteA co do smaków dzieciństwa, to wtedy kompoty lubiłam, z truskawek albo z gruszek, bo te zazwyczaj były rzadko, a jeśli miałabym się nawet dzisiaj na jakiś skusić, to ten z agrestowo-truskawkowy. Mam też z kompotem związane traumy - u mojej babci był podawany kompot jabłkowy, gdzie płynne stanowiło 1/3 mniej więcej i to było ok, byle tylko nie naruszyć spoczywającej na dnie warstwy przecieru, która była moim zdaniem niejadalna i psuła cały smak kompotu. To naprawdę było straszne, na sam koniec dobrego obiadu zepsuć sobie smak tymi wiórami.
Poczułam lato. Dziękuję Ci ;-)
ReplyDeleteKompot z rabarbaru to jeden ze smaków mojego dzieciństwa. A u mnie dziś jeden z innych- zupa szczawiowa.
ReplyDeleteFajne dodatki dobrałaś do swojego kompotu !
P.S. A ja moje córki nauczyłam grać w gumę a w domu czasem rżniemy z dzieciakami w makao :)
wyglada niezmiemsko i pewnie tez tak smakuje!
ReplyDeletePolu, dzieciństwo moje pod kątem spożywczym, to skondensowane, słodkie mleko z tubki, lody bambino,landrynki, oranżada w proszku, truskawki i poziomki zerwane z krzaczków i sernik wiedeński itd. :-) Nie było beztroskie. Było nudne. Zabawy w miescie, za mało zieleni, klucz na szyi, stanie w kolejkach z kartkami, przeczytane wszystkie książki z bilioteki, nawet te nudne, chińczyk, warcaby i szachy do znudzenia (nie bylo sklepu rebel z ogromnym wyborem ;-)) i szare ciuchy, bluzki farbowane w garze, bo tęsknota za kolorami, w kinach filmy radzieckie. Moje dzieci - gry planszowe, klasy, budowanie szałasów, zabawy patykami, piaskiem i wodą, ale i komputer, i zajęcia różne: muzyczne, architektoniczne, plastyczne, przyrodnicze i kilogramy książek, wyjścia do teatrów, wyjazdy, podróże. Mają kolorowe dzieciństwo, w którym szybko mija czas i dużo jest atrakcji. :-))I zajęcia dodatkowe i spektakle w teatrac jakieś lepsze, niż kiedyś, ta ilośc kawiarni dla dzieci, miejsc, gdzie mogą sie bawić, poznawać nowe rzeczy i zajęcia naukowe dla maluchów. Multum. Dobrze wykorzystany czas, gdy na wiele rzeczy jest i czas i energia. :-))
ReplyDeleteTego, czego brakuje obecnym dzieciom, to czasu ich rodziców. To czas stał sie najdroższy, najcenniejszy jednoczesnie.
Piękne zdjęcie butelki z kompotem. :-))
Upiekłam własnie Twój keks z pomidorami, szparagami, itd. Pachnie obłednie i jest piękny :-)) Jutro na śniadanie. :-)))
A wybory, też mnie nie cieszą, bo nie jest wybornie w naszej polityce.
a wiesz, że Twoje zdjęcia są magiczne? :)
ReplyDeleteHej hej, widzę u nas notki o podobnej porze :) I ja z rabarbarem! I wino mi ukradłaś, żmijo! ;))))
ReplyDeleteBuzi wielkie... Ostatnio mało mam czasu, stąd tylko kilka słówek...
Zacznę od końca. Wybory mnie nie interesują. Pewnie w końcu na kogoś zagłosuję i pewnie nawet wybiorę kogoś na podstawie całkiem logicznych przesłanek, aczkolwiek życie bez telewizji ma stanowczo mnóstwo zalet, a jedną z nich jest życie bez polityki.
ReplyDeleteZe smaków dzieciństwa pamiętam... papierówki - złoty sok spływający po rękach, gdy wgryzałam się w owoce podniesione prosto z trawy. I jeszcze wodę gazowaną z sokiem z wózków, nalewaną do opłukanych szklanek...
A, i pamiętam jeszcze, że nigdy nie lubiłam kompotów ;)
Pozdrawiam
Cuuudo, cuuudoooo! Ja w piatek bede robic kompot, nawet mam podobny przepis, tyle, ze bez wina. :)
ReplyDeleteSmaki z dzieciństwa :) oranżada w proszku na przykład.
ReplyDeletePamiętam też nie-smaki - przedszkolna zupa wiśniowa, przed którą się broniłam rękami i nogami, a potem poprosiłam o dokładkę...
Co do kuchni polskiej - to lubię i doceniam. I nie potrafię z niej zrezygnować.
Zdjęcia... Pola, to ja już nie będę pisać, Ty wiesz, prawda?
a kompot też sobie zrobię... :)
Zabójczo piękne zdjęcia! Uwielbiam nie tyle smak kompotu z rabarbaru co jego kolor - łososiowy nektar wiosny!
ReplyDeleteCałusy ślę!
:) u nas też był kompot z rabarbaru. I ciasto drożdżowe z rabarbarem :) Twój przepis jest świetny, więc chętnie go sobie zapiszę :) Pozdrawiam!
ReplyDeleteTen dodatek wina i limonki mi się bardzo podoba:)
ReplyDeleteJa lubię słodzić napoje syropem klonowym, ale traci się różowość przez to:(
Musi byc pyszny!
ReplyDeleteJa dopiero mam zamiar wrocic do smakow dziecinstwa ale najpierw musze usiasc z mama i powspominac :)
piękny ma kolor ten kompocik :) Jestem zauroczona :)) I zła.. :( Bo jak na złość nie mogę nigdzie dostać rabarbaru :(
ReplyDeletePiękny i subtelny kolor.
ReplyDeleteAż się rozmarzyłam. Rabarbar to wspomnienie babcinego ogródka na tyłach domu. Najchętniej taki jedzony na surowo, maczany w cukrze po kryjomu :)
kompot rabarbarowy jest tym najlepszym. z kawałeczkami. truskawkowy też jest pyszny. najważniejsze, że domowy. z zakletym smakiem dawnych dni, wspomnieniem wakacji u Babci.
ReplyDeletePolko, twoje wspomnienia pokrywają się również z moimi, chociaż oprócz skakana w gumę było wiszenie na trzepaku do góry nogami i pokradanie koszleli z pobliskiego sadu ;D A skoro rabarbaru coraz wiecej na straganach, to nie zostaje nic innego jak wypróbowac zaproponowany przez Ciebie smak :)
ReplyDeletePozdrawiam !
Polko, masz rację z tą naszą kuchnią polską. Obecnie łatwiej jest młodemu pokoleniu wykonać dania kuchni włoskiej, czy francuskiej niż ugotować dobry rosół, usmażyć chrupiący schabowy, czy upiec babciny sernik. Ja choć blogowanie dopiero zaczynam, często sięgam do sprawdzonych przepisów mojej rodziny i nie tylko mojej. Owszem wplatam też potrawy współczesne, które przecież są wspaniałe. Kuchnia też musi się rozwijać i ewoluować. Staram się jednak też przywracać smaki mojego dzieciństwa i mojego męża, jak i wyszukuje potrawy regionalne nieco mniej znane. Zdjęcia kompotu jak i sam kompot wspaniały. Pozdrawiam
ReplyDeleteBoże! jakie zdjęcia cudne
ReplyDeletetak mnie kusicie, że już prawie...
tak samo było z konfiturami :)
aaaa jaki kompot!!!!
ReplyDeletejako znana kompotomaniaczka- co roku zastawiam piwnicę wszelakimi kompotami i jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby którykolwiek słoik przetrwał do wiosny.
moje córki, mimo wczesnego wieku, sa już wysoko wykwalifikowanymi kompotożercami. moim celem jest nauczyć je gry w gumę i strzelania z procy.
pozdrawiam Cię serdecznie, staroświeckie dziewczę. serwus.
gra w gumę - znam,
ReplyDeletemakao - znam,
kwadraty - nie wiem co to, proszę o definicję (;
uwielbiam kompoty, ale koniecznie bez fusów. Soków kartonowych za to nie znoszę (poza butelkowymi, jak Kubuś, ale to się nie liczy :] ). A tak ich nie lubię odkąd z Sis znalazłyśmy ogromnego gluta w jabłkowym soku xD to już będzie z 7 lat... (;
uściski!
Poleczko skad ja to znam? Mam dokladnie te same odczucia co Ty. Czesto z Moim Ukochanym wspominamy lata beztroskiego dziecinstwa i choc pochodzimy z roznych miast to czas spedzalismy dokladnie tak samo. Teraz to zupelnie inne czasy i to niekoniecznie lepsze.
ReplyDeleteCo do komlpotu to Twoj przepis jest bardzo ciekawy, dodalas do niego wiele fanych skladnikow. Ja pamietam kompot mojej Babci mieszkajacej na wsi. To byly cudne czasy :)
milego dnia :)
Polko jabym czytała swoje wspomnienia z dzieciństwa - do tego jeszcze guma donald, lody bambinbo. ehhh
ReplyDeleteA co do współczesnych dzieci - sama jestem mamą 6-latka. To oczywiście moje zdanie i pewnie wywołam zaraz burzę ale sądzę, ze ta pogoń za wszelkimi newsami a dzidziny techniki czy mody to tylko i wyłącznie wina rodziców.
Rodziców którzy wychowuja swoje dzieci na społeczeństwo kosumpcyjne, którzy ciągle gdzieś biegną i nawet nie wiem za czym.
Mój syn Amadeusz dostrzega drobne rzeczy, potrafi powiedzieć jaki to ptak siedzi na drzewie i wie to nie z monitora ale od nas gdy spacerujemy razem po lesie.
Rozczula się nad małymi ptaszkami które biedactwa wypadły z gniazd, chodzi ze mną i zrywa mniszek na miód.
Jako jedyne dziecko w przedszkolu powiedział: moja mama piecze najlepsze chleby na świecie czym oczywiście wywołał wielkie zdziwienie bo kto w dzisiejszych czasach piecze w domu chleb ?
Oddaje swoej ubranie i zabawki biednym dzieciom. Odda drugiemy ostatniego swojego cukierka i tak bym mogła pisać i pisać...
Ale to wszystko rola rodziców by nauczyć dziecka widzieć oczami duszy i serca, by dawało od siebie innym, by nie było nastawione na konsumpcję.
To my znim gramy w warcaby, bierki czy chińczyka a nawet w pchełki. Ale kto takie gry jeszcze pamięta - terza to tylko gry na komputerze mają rację bytu.
Ależ się rozpisałam :)
serdecznie pozdrawiam
This comment has been removed by the author.
ReplyDeleteHihi,, picie z woreczka... niedościgniony rarytas wieku dziecięcego ;) A z innych smaków dzieciństwa?... jak tak sobie przypominam, to jest ich całkiem sporo... tak zwane "ciepłe lody", rosół i specjalne kotlety mielone mojej Mamy oraz potrawka z kurczaka, szczawiowa babci, cebularze i drożdżówki Mamy, kogel mogel ucierany w kubku łyżeczką, koniecznie z kakao, omlety, które ciągle próbowałam upichcić, grzanki z chleba smażone w jajku, torcik z bitą smietaną i kruchymi plackami z amoniakiem, rurki domowe z bitą śmietaną albo specjalnym kremem z białek, czereśnie, gruszki i śliwki renklody prosto z drzewa z sadu babci mojej koleżanki oraz morwy... ech rozmarzyłam się... większość z tych smakołyków i klimat z nimi związany, odeszły bezpowrotnie... A co do kompotów to ja tez je uwielbiam,, soków kartonowych praktycznie nie piję, za to szklanka pysznego, nie za kwaśnego kompotu to dla mnie balsam dla żołądka i dla duszy;) Pozdrawiam serdecznie:) a zdjęcia... urzekające, cudne!
ReplyDeleteTo ja poproszę szklaneczkę na ten duszny dzień:)
ReplyDeletePozdrawiam, mądrze napisane:)
Smaki dzieciństwa?
ReplyDeletedevolaj z ziemniaczkami, sałatką z pekińskiej i majonezu, kruszonka, tak sama kruszonka pieczona specjalnie dla Mnie przez moją babuszkę:)
A ja najbardziej lubiłam kwaśne smaki (kapusta bardzo:) kiszona, ogórki kiszone, kwaśne jabłka) toteż jako mała dziewczynka najchętniej siadałam pod krzakiem na ziemi, zrywałam sobie rabarbar i jadłam go na surowo odrywając długie cienkie włókna:). Mniam.
ReplyDeleteJestem częścią nowoczesnego pokolenia.
ReplyDeleteJestem częścią, która, pomimo tego, że z cudów techniki korzysta, najchętniej porzuciłaby je na stałe i uciekła.
Na wieś, do natury, tam, gdzie powietrze jest czyste, a dzieci wciąż się wspólnie bawią.
Zadziwiam znajomych...
Lubię kompoty.
Ten z rabarbaru zawsze gotuje latem moja babcia...
Pozdrawiam!
Pamiętam jedne z urodzin syna, niedługo po pójściu do szkoły. Ponieważ jestem przeciwniczką organizowania dziecięcych imprez w Mc Donalds, pizzeriach itp. zrobiłam je w ogrodzie. Do picia była lemoniada i kompot z rabarbaru. Dzieci początkowo nie wiedziały co to jest. Nigdy nie piły wcześniej! A potem zachwytem wypiły wszystko i już się nie pytały dlaczego nie ma coca coli, fanty, sprite'a... Te urodziny pamiętaja do tej pory i co roku musi być kompot z rabarbaru i lemoniada.
ReplyDeleteTaki kompocik to jest kompocik!:))
ReplyDeleteja też pamiętam kompoty z dzieciństwa, nie wszystkie lubiłam,a za niektórymi szalałam:))
Moja mama jeszcze je robi:)
Lubię z rabarbaru bardzo, lubię też z czerwonej porzeczki, ale świeżutki, później już traci swój smak.
Pozdrawiam cieplutkO:)
Idealizujemy dzieciństwo, bo to czas naszej młodości, beztroski, szaleństwa. O wadach raczej nie pamiętamy, a nawet jeśli pamiętamy, to przeważają zalety. Gra w gumę, karty - to wszystko ma swój klimat, ale to nie znaczy, że dzisiejsze gadżety są złe. Komputery czy mp3 to tylko inna forma szczęścia niż dawne gry planszowe. Gdybyś miała komputer w dzieciństwie, myślisz, że wspominałabyś ten czas z mniejszym sentymentem? Myślisz, że obecnie dzieci są mniej szczęśliwe? Chyba tylko wtedy, kiedy rodzice nie mają dla nich czasu, ale to przecież nie jest wina tych wszystkich gadżetów. Dla każdego pokolenia dzieciństwo wiąże się z innymi wspomnieniami, jest czymś pięknym. Ludziom niestety trudno przyjąć inny punkt widzenia i zrozumieć, że dla różnych ludzi różne rzeczy są magiczne :) I żadna z nich nie jest lepsza czy gorsza. Jest po prostu inna.
ReplyDeletePozdrawiam :)
O, picie czerwone w woreczku - taaak! A oranżadka w proszku, jedzona na sucho, np. z ręki? A po lody do termosu pamiętam, jak chodził dziadek...
ReplyDeleteTak poza tym to widzę, że wspomnienia z dzieciństwa wspomnieniami, ale ten kompot nie całkiem dla dzieci ;) Chętnie bym się napiła...
Drogi Anonimusie :)
ReplyDeleteJa nie mówię, że te gadżety są złe i negatywnie wpływają na nasze życie. Ale wiem jedno - świat pędzi, ludzie poświęcają coraz mnie czasu swoim dzieciom i próbują to wynagrodzić kupując nowe cuda techniki. Dzisiaj dostałam mejla od czytelniczki, która napisała że dziecko znajomych dostało na komunię telewizor plazmowy i kamerę cyfrową. Wybacz, ale w moich czasach jak dostało się kalkulator to już było coś i każdy się cieszył z tego co miał. Ja nosiłam ciuchy po starszej siostrze i nigdy się tego nie wstydziłam, a teraz od małego dzieci chodzą ubrane w metki i marki i myślisz, że im to na zdrowie wychodzi?
Tak, uważam że dzieci są w obecnych czasach mniej szczęśliwe, bo większość z nich nie potrafi się cieszyć z prostych rzeczy, ze wspólnej zabawy z dziećmi na podwórku, z upieczonego wspólnie z Mamą ciasta itd itp (mogłabym przykłady mnożyć) i z przerażeniem patrzę jak wyznacznikiem ich dobrego samopoczucia jest to, czy ich gadżety są lepsze niż gadżety ich rówieśników. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale jest to zjawisko coraz bardziej powszechne. Oczywiście to nie znaczy, że moje dzieci będą żyły jak w średniowieczu bez komputera, czy innych elektronicznych gadżetów, ale na pewno będę te gadżety kupowała z rozsądkiem i je odpowiednio dawkowała i nie pozwolę by moje 8mio letnie dziecko dostało na komunię czy inną okazję laptopa czy milion świecących zabawek, które szczęścia mu nie dadzą.
To jest moja opinia i jestem świadoma, że nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać :) Dlatego dziękuję za komentarz :)
Pozdrawiam,
Ewelina
Nie mam jeszcze swoich dzieci ale za to rodzenstwo doliczylo sie ich wspolnie 7 !
ReplyDeleteWiec jestem ciocia , ktora bardzo czesto opowiada o tych czasach bez komputera!
Nigdy nam sie nie nudzilo ...
W ciagu dnia maly wpad do domu po kromke chleba namoczona w wodzie i posypana cukrem( nie wiem dlaczego kiedys mi to smakowalo ???) lub do ogrodu po ogorka!
Gra w podchody , wieczorem ogniska i pieczone ziemniaki!
Mozna by tak pisac i pisac!
Kompot oczywiscie tez byl :)
Lu subtelny - piękne słowo! Do dziś mnie zastanawia, czemu wszyscy ten rabarbar maczali w cukrze w tajemnicy :))))
ReplyDeleteAsiejko pięknie to napisałaś wrażliwa Kobietko ;*
Szarlotku hehe zapomniałam o trzepaku, ale pewnie dlatego że się go okrutnie bałam :D Daj znać czy kompot smakował :)
Ewo dokłanie! Ja sama lubię podjeść coś z kuchni włoskiej, mojej ukochanej tajskiej czy japońskiej, ale myślę, że czasem się człowiek tak gubi w tych nowościach, że zapomina o tym co dobre i smaczne i ... nasze :)
Pozdrawiam ciepło i dziękuję!
Agatku :**
Karola :))) Nawet nie wiesz jak bardzo zazdroszczę Tobie piwnicy :)))))) Gra w gumę! Mama mówiła, że to niezdrowe dla dziewczynek było, ale jakoś nie widzę skutków ubocznych ani ja, ani moje siostry ani koleżanki z podwórka ;) Przyznaję jestem trochę staroświecka, ale chyba mi z tym do twarzy :D
Całusy!
Viri kwadraty to taka gra z piłką - rysowało się tyle pól kredą ilu było graczy, każdy miał swój kwadrat i trzeba było podawać nogą piłkę do innych graczy - mogłaś się na Twoim polu odbić tylko raz i musiałaś trafić w czyjeś pole - jak spadła za linią toi odpadało się z gry :) I nie można było używać rąk :)
O matko jedyna glut w soku brzmi ... ohydnie :D
Karolka z ust mi to wyjęłaś. Ja wiem, że teraz jest łatwiej, są leki itepe itede, ale... nie wiemmam wrażenie, że coś ucieka, że coś na zabrano, żebyśmy w zamian mogli dostać coś innego. A na kompot serdecznie namawiam :)
Pozdrówka!
Ewelosa i bardzo dobrze! Ja lubię takie komentarze, bo to znaczy że post albo dał do myślenia, albo przywołał najpiękniejsze wspomnienia :) Zgadzam się z Tobą w 100%! Nie jestem ślepa, wielu moich znajomych ma dzieci i widzę, co się dzieje. Oby mieć więcej, lepiej i w dodatku markowo. Jakie to płytkie myślenie. Wspaniałym mężczyzną będzie Twój Syn bo go wychowałaś na wrażliwego chłopca. Chinczyk był super! A i jeszcze Monopol :))) Hihi i jabłko i manadrynką w paczce pod choinką...
Uściski Kochana!
Violiśka zwłaszcza że dorośli zawsze mówili że to niezdrowe i nie chcieli kupować :) Z kieszonkowe nie wystarczało na wszystko :) Ciepłe lody i ja pamiętam i jeszcze ciasto owocowe o ptysie. Teraz je można kupić, ale mają inną masę i już nie smakują tak fajnie :) Bardzo dziękuję za komentarz, daje do myślenia i przywołuje te najpiękniejsze chwile, smaki i zapachy... To warto pamiętać, szczególnie kiedy cały świat gna i pędzi...
Pozdrawiam ciepło :)
Olciaky hehe a wiesz, że nawet myślałam o wstawieniu sałatki z pekińskiej na blog? :) Częstuj się kompotem jeśli tylko masz ochotę :)
Magdo mimo że nie lubisz, to namawiam na maleńkiego 'łynia' :) Zapiekanki i ta pizza to było coś! Najlepiej jak miały plasterki kiełbasy :) Zapachniało mi, oj zaoachniało...
Emilio kapusta! Surówka z kaputy i z jabłkiem :) Niedojrzałe papierówki czy mirabelki zielone :D O rany jak dobrze, że możemy mieć wspomnienia!
Zaytoon cieszę się, że jest nas więcej :) Ja też mam czasem ochotę zostawić wszystko (choć wiem, że tak się nie da), wyjechać, założyć ogródek, kupić kozę i .. żyć pełną piersią!
:*
Lo dziękuję! To jest właśnie to, czego w obecnych czasach jest tak mało. A przecież to nie jest tak duży wysiłek, a wspomnienia i smak zostają na całe życie!
Majanko moja Mama też robi kompoty na zimę. Uwielbiam grzebać w piwnicy - zawsze coś dobrego się znajdzie ;) I smacznego :D
Ptasia a wiesz, że ja oranżadki nie lubiłam nigdy? :P hehe A kompot może być dla dzieci tylko wino trzeba wypić wcześniej :D
Myślę, że to nie sam sprzęt powoduje, że dzieci (Twoim zdaniem) są mniej szczęśliwe, ale właśnie (jak zresztą zauważyłaś) rodzice. Racja, kiedyś każdy cieszył się z tego, co miał - ale jak widać nie była to trwała postawa, wynikająca ze zwykłej radości, tylko konsekwencja niewielkiego wyboru. Albo kalkulator, albo nic. Przecież to właśnie to pokolenie wychowuje teraz dzieci, które dostają na komunię laptopy i cieszą się nimi dopóty, dopóki nie zainteresuje ich inny gadżet. Gdyby postawy starszego pokolenia były trwałe, zinternalizowane, zostałyby przekazane dzieciom. A tak nie jest. Dzieci są ubrane w markowe ubrania, ale to od rodziców zależy co, poza tymi ubraniami, im przekażą. Jeśli starsi nie tylko mówią, że nie szata zdobi człowieka, ale i sami dają dobry przykład, to dziecko będzie wiedziało, że ważne jest być, a nie mieć. A wartości człowieka nie mierzy się ilością posiadanych przez niego gadżetów. W końcu to nie same ubrania są szkodliwe, a postawy, które są z nimi związane i które mogą (ale NIE muszą) być przekazywane. Jeśli rodziców stać na więcej, nie muszą kupować gorszego komputera, tylko dlatego, żeby dziecko nie wpadło w gorączkę rywalizacji. Nie chodzi nam przecież o postawę wynikającą z braku czegoś ("cieszę się z kalkulatora i uważam, że nie potrzebny mi jakiś-tam-gadżet"), tylko świadomość, że "lepszy komputer nie oznacza, że JA jestem lepszy". Bo na przykładzie współczesnych rodziców (wychowanych przecież w czasach, kiedy nie było takiego dobrobytu), widać jakie są konsekwencje takiego wynikającego z sytuacji, a nie z faktycznych przekonań, światopoglądu. Nie wiem czy rozumiesz mój tok myślenia? :) Oczywiście w żadną stronę nie należy przesadzać, żeby dziecko wiedziało, że nie zawsze mamy to, czego chcemy. Myślę, że kiedyś była podobna "rywalizacja", bo dzieci zawsze się oceniają, porównują, chcą należeć do grupy, mieć to, co mają inni. Dzisiaj tylko gra jest o większą stawkę, podstawa zjawiska dalej jest ta sama. Obecnie rodzice często chcą zapewnić swoim pociechom "lepszy start", w ich mniemaniu związany z lepszym poziomem życia, a co za tym idzie całą tą masą gadżetów. Mogą zagłuszać swoje sumienie kupując dziecku mp3 lub po prostu usprawiedliwiając się przed samym sobą, ale dla dziecka konsekwencje są takie same - osamotnienie. A to przecież ci sami ludzie, którzy kiedyś cieszyli się z kalkulatora i grali w gumę na podwórku... Wątpię, że ich sposób myślenia się zmienił. Oni w jakiejś mierze cały czas tacy byli i teraz są tego konsekwencje. Zgadzam się, że należy dzieciom dawkować zabawki z umiarem, ale chodzi tu o formę, a nie treść - bo problem nie jest w gadżetach, ale w tym czym dla nas są i jak je postrzegamy. Nie twierdzę też, że jakakolwiek materialna rzecz może dać szczęście - do pewnego poziomu poprawi nam humor, ale trwałe zadowolenie przynosi nam kontakt z ludźmi, spędzanie czasu z rodziną. I można wspólnie cieszyć się gadżetami, przekazując trwałe postawy, mówiąc że są to rzeczy, które umilają nam chwile, ale nie dają nam radości, jeśli nie możemy się nimi cieszyć z bliskimi :)
ReplyDeletePozdrawiam również, poprzedni anonim - Magda :)
KUCHARNIA, Anna-Maria :) Będziesz się musiała mną z Połówkiem podzielić :D
ReplyDeleteWianeczku e tam każdy jest doskonały i właśnie taki jaki lubimy - dla nas najlepszy :)
Zosiu Żmijko :D
Hanka właśnie poczytałam i muszę napisać, że zazdraszczam :D
Paulina :D Wszystko wyjadane z pojemniczkow, słoiczków i kartoników było lepsze ;) I smaczniejesze a ile emocji temu towarzyszyło fiu fiu :D
Ewo dziękuję! I czekam na Twoje zdjęcia Twojego kompotu :)
Karolina ja przyznaję, że też soków nie pijam, a kompot tylko do godziny 14tej tak samo jak inne słodzone napoje :) Ale tego smaku nic mi nie zastąpi :)
A z tym kompotem jabłkowym to ja mam też jedno złe wspomnienie - wszechobecne goździki... fuj :D
Goś proszę :*
Grażynko fajnych Wasze Dzieci mają Rodziców ! :) Potwierdza się to, co kiedyś napisałam Tobie w mejlu :D
Qoopko dziękuję :)
Krokodylku słodkie mleko z tubki i ja znam :) Najlepsze było to czekoladowe :) Na pewno było aż tak nudne? Z tego co pieszesz, to mnie się wydaje że ono było dużo fajniejsze niż ma większość dzieci teraz przykutych do komputera :) W jednym komentarzu wymieniłaś milion fajnych rzeczy :)))
Daj znać jak smakowało ciasto! :) Pachnie nieziemsko co nie?
Paula dziękuję :*
Ankaaaa jak się spotkamy to masz kopa :D Ciesz się, że tego rabarbaru nie upiekłam wcześniej :) I tak Cię kocham zapracowana Truskawko :*
Uasgi :) Mnie interesują, bo chciałabym już wrócić do domu. Normalnego domu. I kompotu lubię :) I papierówki :D Nasze znajomość idzie ku lepszemu :D
Pani dzięki! Czekam na kompot Serwusowej zatem :)
Amarantko wiśniowa ze stołówki to było coś, o czym marzyłam bo z racji tego, że moja Mama nie pracowała, na stołówkę żadna z nas nie musiała chodzić. Wtedy byłam nieszczęśliwa z tego powodu teraz doceniam :)
Zdjęcia to zaśługa światła wiesz? Tu jest dużo lepsze niż miałam w poprzednim mieszkaniu :*
Llooka zabójczo pięknie to Ty masz w domu :)))))))))
Isadora polecam :D Ciasto przede mną! :)
Delie mi też :) Muszę powiedzieć, że smakuje bossssssko :) A z syropem klonowym nie próbowałam i ze wstydem stwierdzam, że już od dawna nie mam go w szafce :(
Ewa hihi był :D Z Mamą wspomina się najlepiej :)))))
Milk_chocolate84 ojej trzymam kciuki! :*
Magdo tak teraz już wiem co masz na myśli :) W 95% się zgadzam, a te 5% zostawię sobie w myślach na kiedy indziej :)
ReplyDeleteDziękuję ponownie za inspirujący komentarz!
Magoldie fajną jesteś Ciocią :) A jadłaś kromkę chleba grubo posmarowaną wiejską śmietaną i posypaną cukrem? :D Niebo w gębie!
Polko - było nudne. Ja tak, jak i moje dzieci i mąż potrzebujemy wielu bodźców, nie znosimy pustki, lubimy się realizować. Moje dzieci mają dzieciństwo, w którym dużo się dzieje. Kładziemy akcent na doznania, doświadczenia, działania, bo myslimy podobnie do Magdy. Moje dzieci nie znają tej parującej nudy z naszego dzieciństwa, choć pewnie, ze czasem chca pochodzić cały dzxień w pidżamce i ja im pozwalam na ten RESET. Wiesz, ze moje dzieci mówią w kółko, jak szybko mija czas? Nam płynął wolno.
ReplyDeletePolko, też mnie mierzi ta ilość rzeczy, którymi zasypywane sa dzieci (sama tak robiłam przez pierwsze lata, odreagowywałam dzieciństwo w komunizmie), czasem boję się, że jak te dzieci dorosną to przyjaźń i młość też będą chciały kupić za pieniądze, bo pieniądze sa dla nich najważniejsze. Dzieci dostają rzeczy ZAMIAST. Moje dzieciaki nbiestety sa nietypowe. Pocieszam Ciebie i siebie, ze spotykamtrochę nietypowych dzieci. I troche nietypowych doroslych, z którymi jest o czym rozmaawiać i nie są to nowe kuchnie, pralki, samochody, czy domy, ale rozmowy, które mają smak. :-))) Mamy konsumpcyjne społeczeństwo, po prostu.
P.S. Pysznościowy. Niejadkowa dostaje do szkoły i je. ;-) Będę go piekła, bo dobrze smakuje. Dziękuję. :-))
wow jaki ma piękny kolor
ReplyDeleteHi , powiadasz ,że on retro dla mnie to on bardzo taki nowoczesny ma takie przyprawy , o których to kiedyś marzyc nawet nie śmiałam
Cudny i do zrobienia
Ja kompoty uwielbiam , choć pijam tylko w z świeżych owoców nie robię na zimę
Oj, i przegapiłabym taki wpis! Uwielbiam takie wspomnienia z dzieciństwa Pola, u mnie kompot z rabarbaru zdecydowanie do nich należy (nawet wczoraj napisałam to u siebie, hihi:)) - a oprócz kompotu - drożdżowe, barszcz czerwony Babci, kasza manna tak gęsta że "łycha staje", kartoflak i biszkopt z poziomkami ulubionej Cioci, owoce i marchewki prosto z grządki/krzaka, oj dużo tego.. :) Łażenie po drzewach i po wszystkim po czym się dało :D I w gumę też grałam i w makao i nadal uwielbiam gry wszelkie!
ReplyDeleteA kompot Twój - przesuper! bardzo podoba mi się "*" :D
Pozdrowienia cieplutkie i dzięki za przywołanie wspomnień :))):*
Super.
ReplyDeleteWyobraź sobie jak fajnie by było taki kompocik małej istotce zapakować do plecaka do szkoły, w takiej buteleczce.
Dziękuję Kochanie za przepis i inspirację.
Bardzo w moim temacie.
Reformuję naszą kuchnię - ale w bardzo naturalną stronę.
Masz rację, dzieci zbyt często zostają pozostawione sam na sam ze światem gadających gadżetów.
Ale gumą...Z Karolitą właśnie gramy w gumę.
Kurcze ile zapomniałam!
Pamiętasz? :))))
Buziaki
M.
smaki z dzieciństwa nie zapomniane przeze mnie i często przywoywane w mojej kuchni, takim smakiem jest również kompot z rabarbaru-a jakże tylko u mnie bez wina ale za to z dodatkiem kisielu koniecznie czerwonego co powoduje że ma gęstszą strukturę no i poprawia oczywiście kolor :) polecam i pozdrawiam
ReplyDeleteech najpierw to mi potrzebna pogoda umożliwiająca wypicie takiego kompotu. 8 stopni i lejący deszcz nastraja raczej do ciepłej herbaty :( A rabarbar kupiony i czeka. Na pewno zrobię taki kompot, bo bardzo lubimy kompoty w ogóle.
ReplyDeleteUwielbiam rabarbarowy kompot, uwielbiam! Znam go jednak tylko w wersji takiej "zwyczajnej". Twoj jest "wpasiony na maksa" wiec zapisuje sobie przepis i bede wszystkich nim raczyc :)) A najbardziej siebie :)
ReplyDeleteDolaczam sie do grona wielbicieli kompotu z rabarbaru:) zawsze kojarzy mi sie z dziecinstwiem...
ReplyDeleteBardzo ladne zdjecia Poleczko :)
Sciskam:*
Kompocik i u mnie - choc z miętą suszoną(z maminego ogródka:))i bez winka to i tak jest pysznym wspomnieniem dzeiciństwa. Właśnie po to go ugotowałam...
ReplyDeleteA swoją drogą czego on jest winny...? Co złego zrobił różowiaczek...?
Buziaki:*:*
yummmm, wyglada wysmienicie - swietny przepis, przepieka prezentacja oraz fantastyczne zdjecia. Serdeczne podzrowionka :)
ReplyDeletePolcia, wiesz teraz to bym sie "czerwonego picia w woreczku" nie tknela, ale wtedy to bylo taaaakie dobre, nie?
ReplyDeleteA z Twoja-mamina-stara kuchnia to jest tak: te rzeczy sa najlepsze, wspomnienia w nich sa ukryte, dobre wspomnienia i milo mi sie czyta Twe wpisy, fajne sa proste-stare rzeczy, udziwnione sa ciekawe, ale do klasycznych wraca sie z lezka w oku. Ludzie lubia rozne rzczy, kazdy ma inny styl, bo przeciez by bylo nudno gdybysmy byli tacy sami?
Ty staroswiecka - zart? Ten kompot staroswiecki napewno nie jest! trzymaj siePolcia i badz soba ;-)))
Polko, bardzo dziekuje za ten rewelacyjny przepis! Dzis z rana zlalam kompot i juz polowy nie ma :) Przypomina nam nieco w smaku Grögga ale ten jest bardzo orzezwiajacy, pycha! Mam nadzieje ze nie bedziesz miec nic przeciwko, jezeli napisze o nim na moim blogu, oczywiscie z odpowiednim linkiem i podziekowaniami :) Serdecznie pozdrawiam!
ReplyDeleteBardzo się cieszę i będzie mi niezmiernie miło być zacytowaną na Twoim blogu :)
ReplyDelete