Wednesday, 28 April 2010

Z wędzoną rybą...

Sprostowanie

Zawsze myślałam, że blogowa społeczność łączy, a nie dzieli. Dzisiaj jak za dotknięciem magicznej różdżki stałam się blogową złodziejką kradnącą cudze myśli i słowa i to przez osobę, po której najmniej się tego spodziewałam.
Nie wdając się w szczegóły. Osoby, które zaglądają do mnie od początku wiedzą, że zawsze podaję źródło przepisów i inspiracji, bo nienawidzę kradzieży i nieuczciwego zachowania. Nie toleruję też 'zapożyczania' cudzych przepisów.
Jeśli coś komuś zarzucamy, spójrzmy najpierw w głąb siebie, tak będzie uczciwie.
Wiecie co? Nie będę się tłumaczyć z czegoś, czego nie zrobiłam, bo wychowano mnie w domu tak, że wszelkie niejasności  wyjaśnia się prywatnie, a nie publicznie na oczach wszystkich.
Ocenę pozostawiam Wam, czytelnikom mojego bloga.



'Obudziłam się, bo nie spuściłam rolet, a ciekawskie słońce pomacało mnie po powiekach dość bezczelnie (...)' Ładne? ładne, ale nie moje. (Małgorzata Kalicińska 'Miłość nad rozlewiskiem')
W Londynie lato, które przyszło tak nagle! Obok domu mamy piękny zielony skwer, który mieszkańcy naszej dzielnicy dumnie zwą parkiem. Vauxhall Park (bo taka jego nazwa) jest piękny, zadbany i w sobotę był pełen ludzi, którzy zamienili go w plażę. A ja? Jestem obok i nie mam czasu cieszyć się słońcem. Szukam. 
Dziś postanowiłam zrobić małą przerwę i podzielić się z Wami przepisem.
Będę szczera - nie chce mi się ostatnio gotować. Upiekłam szarlotkę (obiecuję, że podzielę się z Wami przepisem wkrótce), zrobiłam dwa słoiczki dżemu (na próbę) i na tym moj kuchenne zawirowania się skończyły. Jem dużo zieleniny, pomidorów, zielonych ogórków, listków szpinaku, jajek i wędzonych ryb.
Nie mam aparatu.
Nie ma czasu.
Zaglądam do Was. Czasami milczę, ale lubię napisać coś więcej, niż 'jakie to pyszne', 'jakie to ładne'. Wrócę.
Ten pasztet zawładnął moim sercem od pierwszego kęsa. Ostatnio szukam nowych sposobów na jedzenie wędzonej makreli niż palcami prosto z talerzyka (oczywiście po obraniu ze skóry). Z dzieciństwa pamiętam smak pasty z zapuszkowanej ryby w sosie pomidorowym wymieszanej z białym twarogiem. Więc dlaczego nie podać wędzonej makreli (moja ulubiona to z miodem) w towarzystwie wiejskiego serka, sosu chrzanowego i koperku? I oczywiście obowiązkowo ogrodowych rzodkiewek. Wędzona makrela aż się prosi o chrupiące, młode rzodkiewki! Nie żałujmy ich więc - najlepiej pokroić je w słupki i podgryzać wraz z pastą. Wspaniale komponuje się ich ostrość z lekką słodyczą wędzonej makreli. I obowiązkowo coś zielonego. Ja ostatnio rozkochałam się w zielsku zwanym pea shoots (więcej informacji tutaj). Jest wspaniałe! Ciekawsze w smaku niż rukwią wodna i w dodatku zawiera siedem razy więcej witaminy C niż czernice oraz cztery raz więcej witaminy A niż pomidory. Do tego malutki kawałek razowego chleba, świeży ogórek, wiosenny szczypiorek i świeżo mielony czarny pieprz. Sporo pieprzu.
Na zdrowie!


PS Niedługo (hmm właściwie to może okazać się, że 'takdługo') pokażę kolejny przepis na wykorzystanie wędzonej ryby. Rybożercy łączmy się!
Zdjęcia zrobiłam dzięki uprzejmości Filipa, który nie boi się pożyczać mi swojego aparatu. Filip dzisiaj powiedział, że ja to mam dobrze, bo lubię robić zdjęcia smacznym rzeczom i mogę je sobie potem zjeść. A ja Wam powiem, że ja przede wszystkim lubię dobrze zjeść, a zdjęcia? Przy okazji :)



Zdrowe kanapki z pastą z ryby wędzonej i nowalijkami

dwie kromki ciemnego razowego chleba
mała wędzona makrela (u mnie z dodatkiem miodu)
1 łyżka serka wiejskiego
1-2 łyżeczki śmietanowego sosu chrzanowego
kilka kropel soku z cytryny lub limonki
duuużo koperku
wiosenny szczypiorek (cienki)
pęczek ogrodowych rzodkiewek
sól
świeżo mielony czarny pieprz
garść rukwi wodnej, młodych liści szpinaku lub pea shoots
kilka plasterków świeżego ogórka
małe pomidorki koktajlowe

Rybę obieramy ze skórki i rozdrabniamy widelcem lub palcami.
Mieszamy z wiejskim serkiem.
Dodajemy sos chrzanowy, sok z cytryny, koperek i doprawiamy solą i pieprzem.
Na kromce chleba układamy zieleninę, na to kładziemy plasterki ogórka, pastę z ryby, a na samą górę rzodkiewki pokrojone w słupki i szczypiorek.
Podajemy w towarzystwie pomidorków koktajlowych, dodatkowej ilości młodych rzodkiewek oraz niegazowanej wody mineralnej z lodem (tak podaję ja).

Smacznego!




Wednesday, 14 April 2010

Ku pamięci...

Z obrzydzeniem patrzę na tą całą medialną szopkę. Na miliony zdjęć Marty czy Jarosława Kaczyńskich, którzy stali się głównymi obiektami zainteresowania fotografów. Nie wiem, nie rozumiem. Że niby na każdym zdjęciu płaczą inaczej? Ładniej? Brzydziej? Po co te wszystkie 'sesje zdjęciowe'? Po co się pytam?? Ludzie trochę empatii a świat byłby o wiele lepszy...
Smutne jak szybko ludzka tragedia staję się pożywką dla mediów i dla nas.
Poprzez miejsce, czas i okoliczności tej katastrofy dla mnie to było coś więcej niż śmierć 96 osób. Nie, nie zaczęłam nagle GO lubić. To nie był mój kandydat, to nie była moja partia. Poprzez to zdarzenie nie doznałam olśnienia czy objawienia. Nie zmieniłam swoich poglądów religijnych. Ale ONI byli ludźmi, a żaden człowiek nie zasługuje na taką śmierć. W sobotę mój strach przed lataniem nabrał zupełnie innego znaczenia. Boję się jeszcze bardziej.

Nie wiem czy zauważyliście, ale mało mnie ostatnio w blogosferze. Głowę mam zaprzątniętą innymi sprawami, dlatego tym postem żegnam się z Wami na jakiś czas. Na pewno będą to trzy tygodnie, w praktyce może okazać się, że wrócę później. W weekend czeka mnie przeprowadzka do Londynu (tak wracam na stare śmieci), później małe 'turne' po Polsce, a później wracam do Londynu, wracam na siłownię  i do blogowania. W międzyczasie muszę wszystko spakować i znaleźć nową pracę. Brzmi szalenie, prawda? Dlatego do Was nie zaglądam - nic się samo nie zrobi, a siedzenie w internecie na pewno w tym nie pomoże. Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania lub będziecie chcieli napisać mi kilka miłych słów, piszcie - postaram się odpowiedzieć z jak najmniejszym opóźnieniem.

Czy będę tęsknić? Będę. Za miastem, za jego skalą, za możliwością chodzenia do pracy pieszo, ale przede wszystkim za ludźmi. Nie spotkacie w Londynie wielu tak życzliwych i otwartych ludzi jakich możecie spotkać tutaj na północy. Będę tęsknić za ich akcentem, za tym jak fajnie wymawiają niektóre wyrazy. Za tym, że nigdy się nie spieszą i nie mają ciśnienia na pieniądze i karierę. Za tym, że dają się ponieść kolejnym dniom bez zbędnego stresu. Jest coś za czym nie będę tęsknić - nie będę tęsknić za deszczową pogodą. Kiedy prawie trzy lata temu wyprowadzaliśmy się z Londynu do Manczesteru, ludzie z pracy ostrzegali mnie, że tu ciągle pada. Nie wierzyłam im. Uwierzyłam dopiero, jak tu zamieszkałam. W zeszłym roku nie mieliśmy lata. W tym roku liczę, że Londyn mi zadośćuczyni i że lato będzie słoneczne i upalne. Zobaczymy...

Zostawiam Was z wpisem, który na oko wydaje się być długi i skomplikowany. Ale taki nie jest. Pomijając wyrabianie i wyrastanie ciasta jest przepisem łatwym i szybkim, a przede wszystkim bardzo smacznym. Skąd pomysł? Jest w Londynie miejsce, gdzie można zjeść bardzo dobrą pizzę i gdzie można napić się bardzo dobrego piwa, warzonego tradycyjnymi metodami w mini browarach. Miejsce to nazywa się ZERODEGREES i w Londynie możecie je znaleźć w Blackheath, 10-15 minut pieszo od obserwatorium Greenwich (Royal Observatory Greenwich). Spragnionym przebywającym w Londynie polecam wstąpić tam na chociażby na małe piwo (half pint), a głodnych kieruję tam na pyszny obiad. Oprócz pizzy możecie zamówić tam muszle, makarony czy pyszne desery. Możecie usiąść przy lampce wina czy dobrej kawie. Nie lubię pizzy, w której dominuje przerost treści nad formą. Moją ulubioną pozostanie ta najprostsza, ale muszę powiedzieć że TA pizza, którą dzielę się z Wami dzisiaj i na którą próbuję odtworzyć przepis z pamięci, to pizza z klasą. Prawdziwa dama.


Moje ulubione ciasto na pizzę
Źródło: Antony Worrall Thompson (zmniejszyłam ilość drożdży)
Z podanych proporcji otrzymamy dwa spody na pizzę o średnicy 30cm
150g ciepłej wody
1 łyżeczka suszonych drożdży (lub 3/4 łyżeczki drożdży instant)
275g mąki pszennej typu '00' lub pszennej chlebowej (można użyć zwykłej mąki pszennej)
pół łyżeczki soli
ćwierć łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka miodu
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin

Drożdże rozpuszczamy w 100g ciepłej wody (drożdże instant możemy dodać od razu do mąki nie trzeba ich uprzednio aktywować) i zostawić na 30 minut, aż zaczną pracować.
Mąkę przesiać do miski, dodać sól i pieprz.
Do aktywnych drożdży dodać pozostałe 50g wody, miód i oliwę, wymieszać.
Składniki płynne połączyć z mąką i zagnieść elastyczne i miękkie ciasto (ja wyrabiałam około 15 minut).
Ciasto uformować w kulę, włożyć do miski lekko wysmarowanej oliwą, przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny (ciasto powinno co najmniej podwoić objętość).
Po tym czasie ciasto przebijamy pięścią i dzielimy na dwie części.
Każdą z części rozciągamy za pomocą dłoni (lub za pomocą wałka) na dwa koła o średnicy 30cm.


Aromatyczny sos pomidorowy
Pomysł na ten sos przyszedł mi do głowy, gdy przypomniałam sobie smak ćwikły z pieczonych buraków

4 szalotki
6 dużych ząbków czosnku
400g dojrzałych pomidorów
kilka gałązek świeżego tymianku
4 łyżki oliwy z oliwek
dwie szczypty cukru (użyłam brązowego)
mały karton (lub jedna puszka) pomidorów w zalewie (najlepsze są San Marzano)
sól
świeżo mielony czarny pieprz
szczypta płatków chilli
szczypta pieprzu cayenne

Na blasze ułożyć umyte pomidory, obrane szalotki, nieobrane ząbki czosnku oraz gałązki tymianku.
Całość skropić oliwą z oliwek, posypać odrobiną cukru i upiec w piekarniku, aż skórka na pomidorach popęka i da się zdjąć palcami.
Upieczone warzywa studzimy.
Czosnek obieramy z łupinek, pozbywamy się gałązek tymianku (zostawiając listki) i całość rozdrabniamy w blenderze na purée.
Przekładamy do rondla o grubym dnie, dodajemy pomidory z kartonu (puszki) i gotujemy na małym ogniu, aż sos zmniejszy objętość o połowę.
Doprawiamy solą, pieprzem, pieprzem cayenne i płatkami chilli.

Mój ulubiony sos czosnkowy

mały kubeczek jogurtu greckiego
4 duże ząbki czosnku
szczypta suszonej kolendry
szczypta uprażonych i rozdrobnionych w moździerzu ziaren kuminu
sól
pieprz
odrobina soku z cytryny
1 łyżeczka oliwy z oliwek extra virgin

Czosnek przepuszczamy przez praskę.
Jogurt łączymy z czosnkiem, sokiem z cytryny, kolendrą, kuminem i oliwą z oliwek.
Doprawiamy sokiem z cytryny, solą i pieprzem.


Karmelizowane gruszki

2 gruszki
pół szklanki cukru

Gruszki kroimy w plasterki i pozbywamy się gniazd nasiennych.
Każdy plasterek obtaczamy w cukrze i układamy w szerokim rondlu z grubym dnem.
Gotujemy przez 5 minut na średnim ogniu po czym ogień zmniejszamy i dodajemy cukier.
Gdy cukier rozpuści się zwiększamy delikatnie ogień pod rondlem i karmelizujemy gruszki przez 10-15 minut.
Delikatnie (uwaga gorące!) nabijamy je na patyczki do szaszłyków i studzimy.




Pizza na cienkim spodzie z orzechami, trzema serami i karmelizowanymi gruszkami

1 spód do pizzy (j/w)
6 łyżek sosu pomidorowego (j/w)
dwie kulki sera Mozzarella pokrojone w cienkie plasterki
pół opakowania niebieskiego sera pleśniowego, pokruszonego
dwie garście startego sera Pecorino
jedna garść startego żółtego sera Cheddar
karmelizowane gruszki (j/w)
dwie garści połówek orzechów włoskich lub pekanów
dwie garści świeżej rukoli
sos czosnkowy (j/w)

Piekarnik rozgrzewamy do 180stC.
Spód pizzy układamy na blasze do pieczenia (najlepsza jest taka z dziurkami) posmarowanej oliwą z oliwek lub olejem.
Na cieście rozsmarowujemy sos pomidorowy, zostawiając czyste brzegi (około 1 cm), które smarujemy oliwą z oliwek lub olejem i podpiekamy spód przez około 10 minut, aż zacznie lekko się rumienić.
Podpieczony spód wyjmujemy i układamy na nim kolejno mozzarellę, niebieski ser, karmelizowane gruszki i orzechy.
Całość posypujemy startymi serami Pecorino i Cheddar i wkładamy do pieca.
Pieczemy przez około 15-20 minut, w zależności od piekarnika - brzegi mają być rumiane, a sery rozpuszczone.
Po wyjęciu pizzy z pieca układamy na niej rukolę.
Podajemy z sosem czosnkowym (i kieliszkiem białego wina lub kuflem dobrego piwa).

Smacznego!





***
Przepraszam za brak opcji do wydruku, ale naprawdę nie mam na to czasu

Wpis jest długi, za długi, ale musiałam się wygadać...

Wednesday, 7 April 2010

Przedłużamy...

Drodzy Sympatycy Weekendowej Cukierni,

Wszem i wobec ogłaszam, że marcowa edycja WC zostaje przedłużona o jeden miesiąc i trwać będzie do końca kwietnia, bo:

1. Mieliśmy po drodze Wielkanoc, a nie każdy ma dwa lub więcej brzuchów do nakarmienia
2. Nie mogę znaleźć gadżetu, który chcę wysłać Edytce (wiem co chcę żeby dostała, ale w sklepach są jakieś poświąteczne pustki)
3. Panienka, która miała kwietniową edycję poprowadzić zgodziła się na przesunięcie gospodarzenia na inny miesiąc
4. Jest mi to bardzo na rękę

W ramach przypomnienia: pieczemy drożdżowe ślimaczki z marcepanem i rodzynkami, które zaproponowała Edytka tutaj. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie wyglądają one bardzo 'smakowo' i będę je piekła w nadchodzący weekend :)))

I dla zachęty krótkie podsumowanie... ślimaczki upiekły już z nami:


(jeśli kogoś pominęłam proszę o informację w komentarzach)

I jak zwykle mała prośba z mojej strony PROSZĘ PAMIĘTAJCIE o wysłaniu linków do Waszych wypieków na zawszepolka@gazeta.pl. Osoby, które linku (linka?) nie wyślą, mogą zostać pominięte w podsumowaniu.

Polka





Friday, 2 April 2010

Ostatni...

Niech ta Wielkanoc będzie najpiękniejsza ze wszystkich dotychczas przeżytych...
Niech czas płynie wolno...
Niech będzie PYSZNIE i PIĘKNIE


Tego i sobie i Wam życzę. U nas w tym roku będzie tak, jak napisała Monik - bez presji, bez stresu, bez pośpiechu... Ktoś powie jasne, a te wszystkie rzeczy, które pokazała na blogu? Ja odpowiem owszem, poszalałam, ale... żurkiem, babką i mazurkami podzieliliśmy się trzy tygodnie temu z trójką znajomych, którzy nas odwiedzili. Ćwikłę jedliśmy dwa tygodnie temu - wyszedł mały słoik. Tydzień temu raczyliśmy się majonezem, sosami i jajkami - po dwie połówki z każdego rodzaju na łebka. W zeszłym roku urobiłam się jak dziki osioł - mieliśmy spędzić wielkanoc ze znajomymi, którzy w ostatniej chwili wszystko odwołali, a my zostaliśmy z całym jedzeniem. W tym roku postanowiłam, że nie spędzę wolnego czasu w kuchni. Spędzę go na zakupach, spacerach, robieniu zdjęć innych niż 'jedzeniowych'. Zbiorę myśli, złapię oddech, a przede wszystkim nacieszę się Połówkiem. Mam zamiar pojechać w końcu do Kew Gardens, odwiedzić ponownie Cambridge i wspaniały sklep z gadżetami do domu i kuchni oraz sklep na Sloan Square z ręcznie wyrabianymi i malowanymi naczyniami. Nie jestem aż taką ignorantką - bardzo żałuję, że nie możemy być teraz w Zamościu, ale jestem zdania, że każdy z nas musi czasem odpocząć od wszystkiego.
Na koniec zostawiłam jeden przepis. Pewnie już wszystko macie przygotowane, ale może ktoś się skusi? Mam nadzieję, że któryś z moich wielkanocnych przepisów Wam się przydał. Przez kilka dni będzie tutaj cichutko zajrzę tutaj dopiero w środku przyszłego tygodnia, więc z góry dziękuję za wszystkie życzenia i jeszcze raz życzę Wam wszystkiego co najlepsze!
Za parę godzin będę w drodze. W torbie mam trzy mini paschy, chleb z ziarnami, słoiczek ćwikły i małą upieczona szynkę. I to wszystko. Wielkanoc będzie skromna, ale spędzona razem.

UWAGA ten przepis na paschę zawiera surowe żółtka. Jeśli ktoś surowych żółtek nie je, powinien przygotować paschę wg tego przepisu. Po przestudiowaniu wielu przepisów książkowych, postanowiłam zrobić paschę inaczej. Nie użyłam zwykłego twarogu, a serek śmietankowy i mascarpone. Pascha wyszła bardzo lekka, wspaniale trzyma kształt, ale myślę, że byłby problem z pokrojeniem jej na kawałki. Jeśli ktoś chciałby zrobić paschę w dużej formie, lepiej byłoby użyć 3-krotnie zmielonego białego twarogu. Zauważyłam, że wiele książek podaje by do ubitego masła dodawać partiami ser i żółtka. Ja nie polecam tej metody, bo masa się warzy. Bezpieczniej jest zrobić na odwrót - do sera ubitego ze śmietaną dodawać partiami masło i żółtka. Wspaniały aromat dodają bakalie wymoczone w rumie - na ten pomysł wpadłam dzięki Basi - nasza każda rozmowa kończyła się ostatnio na rodzynkach namoczonych w rumie. Pomyślałam czemu nie? Opłacało się.


Pascha
Z podanych proporcji wyszły mi  cztery małe paschy jak na zdjęciu (średnica 11 cm, wysokość 5 cm)

150g mieszanych bakalii (np. rodzynki, papaja, ananas, mango, wiśnie, żurawina)
50g mieszanej skórki kandyzowanej (pomarańczowa, cytrynowa)
¼ szklanki rumu

250g śmietankowego twarożku (użyłam sera quark)
250g sera mascarpone
150ml śmietany kremówki
150g miękkiego masła
1/4 szklanki cukru pudru
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
4 żółtka
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
150g mieszanych orzechów (migdały, włoskie, laskowe)
skórka zdjęta zesterem (lub otarta na tarce) z jednej cytryny i jednej limonki

Bakalie (oprócz rodzynek) drobno posiekać i razem z rodzynkami zalać rumem. Odstawić na godzinę, następnie odcedzić.
Orzechy sparzyć, obrać ze skórki i drobno posiekać.
Twarożek i mascarpone ubić ze śmietaną.
Masło ubić z cukrem pudrem i cukrem waniliowym na puch.
Do ubitego twarożku dodawać na przemian po jednym żółtku i po łyżce ubitego masła, ubijać.
Dodać bakalie, orzechy, startą czekoladę, skórki i dokładnie wymieszać.
Foremkę na paschę wyłożyć gazą tak by jej brzegi wystawały poza formę, wyłożyć masę serową, przykryć wystającą gazą, obciążyć deseczką i wstawić do lodówki na noc.
Na drugi dzień wyjąć na talerzyk i przybrać bakaliami.

Smacznego!