Friday, 25 June 2010

Very berry truskawki


'(...)Czas na truskawki! - pomyślała. Jak pomyślała, tak zrobiła i w zeszły weekend przeżyła prawdziwe truskawkowe szaleństwo. Sok z soczystych owoców, ściekał jej po palcach, a na białej bluzce pojawiło się kilka małych czerwonych plam. Pierwszych kilkanaście opłukała i zjadła prosto z durszlaka. Kolejne przeznaczyła na tartę, jeszcze inne na orzeźwiający napój.
'Na dzisiaj dość' - powiedziała, ale zaplanowała zakup kolejnych w sobotę na targu u Łukasza. 
Wiele razy zastanawiała się, co właściwie truskawki mają w sobie, że z utęsknieniem czeka na nie przez cały rok? Zapach, smak czy ten soczysty kolor czerwieni, który przyciąga wzrok i któremu trudno się oprzeć? 

Napój wyszedł pyszny - przeplatały się w nim najróżniejsze aromaty i wspaniale chłodził rozgrzane ciało. Przepis na tartę zapisała w kajecie uśmiechając się do siebie pod nosem - zamiana mąki pszennej na miałką semolinę był strzałem w dziesiątkę! Tak samo jak zmniejszenie ilości cukru - migdałowa masa i tak była wystarczająco słodka. Skończyła pisać przepis, dopiła ostatni łyk wina, zgasiła nocną lampkę i pozwoliła by ogarnął ją błogi sen...'

Udanego piątku Wam życzę! Już prawie sobota...




Migdałowa tarta z truskawkami

Spód tarty

300g miałkiej semoliny
szczypta soli
50g drobnego cukru
100g mielonych migdałów
180g zimnego masła
2 jajka
4 krople esencji migdałowej

Semolinę przesiać z solą do miski.
Dodać cukier i migdały, wymieszać i dodać zimne masło pokrojone na kawałki.
Wetrzeć masło w mąkę, aż do powstania dużych okruchów.
Jajka lekko ubić z esencją migdałową i dodać do suchych składników.
Szybko zagnieść ciasto, zlepić w kulę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki na minimum 40 minut.
Po tym czasie ciasto cienko rozwałkować, wyłożyć nim formę do tarty i ponownie schować do lodówki na 40 minut.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180C (termoobieg 160, gaz 4), wyłożoną ciastem formę przykryć kawałkiem papieru do pieczenia, obciążyć ceramicznymi groszkami i piec przez 15 minut.
Zdjąć groszki, papier i dopiekać kolejne 5 minut, aż ciasto będzie złoto-brązowe.
Wystudzić.

Nadzienie tarty

350g niesolonego masła
150g cukru
350g mielonych migdałów
4 duże jajka

Masło ubijamy z cukrem na puszystą masę (tak jak na masę do tortów).
Dodajemy mielone migdały i miksujemy.
Dodajemy po jednym jajku i miksujemy na gładką masę.
Masę przekładamy do upieczonego spodu i pieczemy przez 35 minut w piekarniku nagrzanym do 160C (termoobieg 140, gaz 3).
Studzimy na kratce.

Wierzch tarty

1kg dojrzałych truskawek
cukier puder
opcjonalnie kilka kropli ulubionego alkoholu

Truskawki kroimy wzdłuż na ćwiartki (jeśli używamy alkoholu to przekładamy je do miski i delikatnie mieszamy z alkoholem).
Układamy je na wierzchu wystudzonej tarty i posypujemy cukrem pudrem.



Orzeźwiający napój truskawkowy z wódką waniliową

500g dojrzałych truskawek
1 źdźbło trawy cytrynowej
ok 50g syropu cukrowego (przygotowanego jak tutaj)
200ml wódki waniliowej Absolut (lub dowolnej wódki)
500-700ml schłodzonej wody mineralnej niegazowanej
sok z 3 cytryn
sok z 1 limonki
listki świeżej mięty

W blenderze miksujemy truskawki i trawę cytrynową na gładkie puree.
W dużym dzbanku mieszamy wódkę, syrop cukrowy, wodę mineralną, sok z cytryn i limonki.
Dodajemy truskawkowe puree, świeżą miętę i kostki lodu.
Podajemy natychmiast.

Smacznego!



PS
Jeśli zostanie nam ciasto ze spodu do tarty, możemy upiec z niego małe 'semolinowe' ciasteczka - pyszne!

Monday, 21 June 2010

Bigos czy kapuśniak? Młoda kapusta!



Właśnie przejęłam komputer z rąk podstępnego fana piłki nożnej (komputer należący do fana się zepsuł). Właśnie wróciłam ze spotkania z uroczą właścicielką Słodkiej łyżeczki (Olu dziękuję za spotkanie:*). Właśnie usiadłam i kończę post z wczoraj...
Kiedy ktoś zapyta mnie, jaki dzień tygodnia jest moim ulubionym, bez wahania odpowiem - sobota. W sobotę można się wyspać, w sobotę w południe na siłowni jest pusto i przyjemnie (większość bywalców odsypia piątkowe imprezy i zbiera siły na kolejne dwa dni szalonej zabawy), w sobotę Pan Łukasz sprzedaje na naszym lokalnym targu prawdziwe* warzywa i owoce, w sobotę po całym tygodniu porannego mijania się jemy z Dawidem wspólne śniadanie... Soboty są leniwie, powolne i pyszne.
Po sobotniej wizycie na targu przytargaliśmy do domu trzy płócienne torby pełne młodych warzyw - pomiędzy chrupką marchewką, dorodnymi buraczkami, młodziutkim bobem, wiejskimi jajkami i innymi dobrami, znalazła swoje miejsce spora główka młodej kapusty (nasza pierwsza w tym sezonie). Od razu wiedziałam co z niej zrobię - coś czego smak i zapach przeniesie mnie w jakieś miłe miejsce. W miejsce, w którym mogłabym być tą samą małą dziewczynką siedzącą na kuchennym taborecie i patrzącą jak Mama z lekkością i gracją krząta się po kuchni i gotuje najpyszniejszy na świecie bigos z młodej kapusty. Jarski. Pozostaje tylko pytanie, czy będzie to bigos, czy kapuśniak?
Musicie wiedzieć, że w moim domu rodzinnym bigos i kapuśniak z młodej kapusty przygotowuje się w identyczny sposób i z tych samych składników. Oba dania gościły u nas na stole wraz z pojawieniem się pierwszych główek młodej kapusty w ogrodzie Mamy. Różnica jest taka, że do kapuśniaku dodajemy więcej wody, a z bigosu nadmiar wody odlewamy tuż przed dodaniem pomidorów. Ponieważ o tej porze roku pomidory nie są jeszcze tak smaczne i aromatyczne jak lubię, użyłam moich ulubionych pomidorów z puszki San Marzano. Wersja oryginalna nie zawiera grzybów i pieczarek, ale moim zdaniem po ich dodaniu bigos dużo zyskuje na smaku. Jeśli ktoś grzybów nie lubi, może je śmiało pominąć, a jeśli ktoś woli wersję mięsną to zapraszam do Kikki.
Oczywiście namawiam Was do znalezienia swojej ulubionej wersji tego dania, a mój przepis potraktujcie jako inspirację do znalezienia swojego ulubionego smaku.

Bigos lub kapuśniak z młodej kapusty

2 łyżki masła
2 łyżki oliwy
1 duża główka młodej kapusty
2 marchewki
garść suszonych prawdziwków
3 małe białe cebule (ostre)
4 duże ząbki czosnku (najlepiej świeżego)
12-15 brązowych pieczarek (użyłam chestnut)
1 puszka pomidorów (użyłam San Marzano)
sól
świeżo mielony czarny pieprz
1 łyżeczka domowego pieprzu ziołowego
szczypta płatków chili
2 szczypty ziaren kminku
duży pęczek koperku

Kapustę obieramy z wierzchnich, uszkodzonych liści i drobno szatkujemy.
Marchew kroimy w półplasterki.
W rondlu podsmażamy pokrojoną marchewkę i poszatkowaną kapustę na łyżce masła i łyżce oliwy, lekko solimy i dodajemy tyle wody by przykryła kapustę.
Dodajemy kminek, opłukane suszone grzyby i dusimy przez 10 minut.
UWAGA! Jeśli robimy bigos to odlewamy nadmiar wody, jeśli gotujemy kapuśniak wodę dolewamy (ilość wody zależy od tego czy lubimy kapuśniak/bigos bardziej/mniej gęsty).
Dodajemy pomidory z puszki i gotujemy na małym ogniu kolejne 10 minut.
Cebulę kroimy w drobna kostkę, a czosnek przeciskamy przez praskę.
Pieczarki kroimy w plasterki.
Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła i łyżkę oliwy, dodajemy cebulę i smażymy, aż się zeszkli.
Dodajemy czosnek i pieczarki, lekko solimy i smażymy przez 5 minut
Zawartość patelni dodajemy do bigosu wraz z płynem, jaki powstał podczas smażenia. Dusimy kolejne 5-10 minut (czas duszenia zależy od tego, jak drobno poszatkowaliśmy kapustę).
Doprawiamy solą, pieprzem, pieprzem ziołowym i płatkami chili.
Po zdjęciu z palnika dodajemy posiekany koperek.
Podajemy z młodymi ziemniakami lub pieczywem (wspaniale pasuje razowy żytni chleb).

Smacznego!

Kusiło mnie by do bigosu dodać odrobinę sosu sojowego, ale uznałam, że jest on zupełnie zbędny i zdusi smak kapusty. Młoda kapusta jest wspaniałym warzywem - nie potrzebuje miliona przypraw i uważam, że warto dać jej szansę.

*nie lubię smaku warzyw kupionych w osiedlowym markecie - przez cały rok smakują tak samo sztucznie 




Wednesday, 16 June 2010

Domowy pieprz ziołowy Polki


Krótka notka na szybko - tak tak ja też potrafię! :)

Uwinęłam się z raportem na jutrzejsze spotkanie, więc chce Was namówić na zrobienie domowej przyprawy. Nazwałam ją pieprzem ziołowym Polki, bo to nic innego jak mieszanka moich ulubionych przypraw zmielonych w młynku do kawy, którą trzymam zamkniętą szczelnie w słoiczku. Ostatnio ktoś mnie zapytał 'mejlowo' czy chce mi się bawić w kombinowanie, przerabianie i skąd mam na to czas? Pewnie, że mi się chce! Owszem czasu mi brakuje, ale kto ma go wystarczająco dużo? A po drugie ja naprawdę lubię mieszać, mielić i zestawiać ze sobą przeróżne smaki. Ale najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że spodziewamy się jakiegoś konkretnego aromatu, a efekt końcowy potrafi powalić nas na kolana.
Jest jeszcze inna przyczyna, dla której postanowiłam z kilku przypraw zrobić jedną. Za każdym razem jak już zbiorę w sobie wszystkie siły i zacznę mieszać dłońmi surowe mięso, chcąc je doprawić łapię 'brudnymi' rękami kilkanaście słoiczków, których potem brzydzę się dotknąć. Problem rozwiązany - słoiczek jest jeden i zawsze mogę poprosić o pomoc Dawida, który nie będzie czuł się zagubiony (no bo niby skąd ma wiedzieć, co Polka ma na myśli i ile czego chce w danym momencie dosypać?).
Jedna uwaga - warunkiem stworzenia dobrego domowego pieprzu ziołowego (a może powinnam nazwać to cudo ulubioną przyprawą do mięsa??) jest użycie dobrej jakości części składowych i nie chodzi mi o to, że mają one kosztować majątek i być z lichowiejakiegosklepu! Chodzi o to by nie były zwietrzałe, dlatego warto sprawdzić datę przydatności do spożycia na opakowaniu. Więc zostawiam na chwilę truskawki (jakieś one w tym roku są zupełnie bez smaku i szybko pleśnieją), młode warzywa i młodą zieleninę, która cieszy i karmi me oczy i namawiam Was gorąco na stworzenie swojej ulubionej mieszanki przypraw. Nie musi ona dokładnie wyglądać tak jak moja - niech będzie ona dla Was inspiracją. A może podpowiecie mi co można jeszcze do niej dodać? Chętnie poczytam o Waszych ulubionych smakach. Tymczasem zamykam komputer i niestety muszę Was przeprosić, ale w pracy nie mam czasu na zaległą korespondencję , po pracy padam na ryjek i chyba musicie poczekać do soboty :(

Miłego Wam życzę!

Domowy pieprz ziołowy Polki

1 łyżeczka ziaren białej gorczycy
1 łyżeczka ziaren jałowca
1/2 łyżeczki ziaren kminu rzymskiego
1 łyżeczka ziaren kminku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1/2 łyżeczki płatków chili
1 łyżeczka kulek ziela angielskiego
1 łyżeczka mieszanych kulek pieprzu
1 łyżeczka pieprzu syczuańskiego
2 liście laurowe

Wersja dla ambitnych: wszystkie składniki ucieramy w moździerzu i trzymamy w szczelnie zamkniętym słoiczku.
Wersja dla trochę mniej ambitnych, leniwych lub dla tych, którzy tak jak ja woleli kupić sobie młynek do kawy, a nie maszynkę do lodów, bo wolą wypłukać sobie trochę magnezu niż pożerać spalone w wielkim siłowym trudzie kalorie: wszystkie składniki mielimy w młynku do kawy lub ziaren i trzymamy j/w.

Smacznego!






Sunday, 13 June 2010

Miłego!

Bez wpisu. Na razie moje myśli i słowa pochłania nowa praca. Wybaczcie.
Wtajemniczonym polecam cały soundtrack, niewtajemniczeni również mogą posłuchać, bo to miła dla ucha piosenka :)

Miłego poniedziałku Kochani!



Thursday, 10 June 2010

O knedlach, mrówkach i truskawkach


Wiele razy pisałam o swoim dzieciństwie, smakach i zapach, które z niego doskonale pamiętam i których nigdy nie zapomnę. I chociaż nie wypada pisać w kółko o tym samym, nie mam wyjścia - truskawki są moją wielką miłością od wczesnych lat dzieciństwa. Najlepiej oczywiście smakowały te zerwane prosto z krzaka na działce Mamy i nieumyte (o zgrozo!). Te najbardziej dojrzałe były najsłodsze i miały najpiękniejszy odcień czerwieni, jaki kiedykolwiek widziałam, a ich smaku nie zastąpią truskawki nawet z najlepszej farmy na świecie. A wiecie jak je zbierałam? Siadałam na małym stołeczku, takim niziutkim  na trzech ukosnych nogach, swoje dwie nogi trzymałam na drugim takim samym stołku i wyczyniałam przeróżne wygibasy. A wszystko po to, by nie dopadły mnie krwiożercze bestie zwane mrówkami, których niestety na działce było mnóstwo. A czemu piszę o tym dzisiaj? Bo w końcu zrobiłam knedle z truskawkami. Pyszne i proste jak 'budowa cepa' (Anoushko :)). Przepis wycięłam z poradnika domowego dwa lata temu i przepis wędrował ze mną poprzez kolejne przeprowadzki. W tym roku nadszedł właściwy czas - w końcu go wykorzystałam.Z przykrością patrzę na tegoroczne ceny truskawek w Londynie. 1/3 czerwca za nami, a ceny jakie były takie są. I smak inny - mniej słodki i soczysty...

Podobny przepis podała kiedyś Dziuunia tutaj. Podobny, bo ciasto zawiera jajko i kilku dziewczynom mocno się kleiło. Tak jak podawał przepis z Poradnika Domowego zrobiłam 20 knedli, ale wyszły dosyć grube. Myślę, że śmiało można ciasto podzielić na 30 części - wtedy knedle będą miały go mniej i będą smaczniejsze. Zmniejszyłam ilość cukru w cieście z 5 łyżek do 2, dodałam sok z cytryny i mielony suszony imbir. Sos to najprostszy jaki można wymyślić - rozmaryn wspaniale komponuje się z malinami i truskawkami. W przepisie sugerowano posypanie knedli uprażoną tartą bułką, ale to dodatkowa porcja węglowodanów i jak dla mnie zupełnie przy słodkich knedlach zbędna. Ciasto odrobinę klei się do rąk, dlatego warto mieć pod ręką garść mąki i posypywać nią ręce. Pamiętajmy tylko, by osuszyć dobrze truskawki oraz by strona rozpłaszczonego na dłoni kawałka ciasta, na której będziemy kłaść truskawkę nie byłą posypana mąką, bo ciasto nie sklei się dobrze i rozpadnie podczas gotowania.
Knedle są pyszne - zachęcam Was gorąco bo prostszego i bardziej smacznego przepisu nie ma :)

Knedle z białego sera z truskawkami

Knedle

500g białego twarogu trzykrotnie mielonego (użyłam sera quark)
2 szklanki mąki orkiszowej (lub pszennej)
2 łyżki cukru
szczypta soli
2 łyżeczki mielonego imbiru
sok z 1 cytryny
20 truskawek (jednakowej wielkości) umytych i osuszonych papierowym ręcznikiem

Sos

dwie garść mrożonych malin
duża garść truskawek
1 łyżka cukru
igiełki z jednej dużej gałązki świeżego rozmarynu
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka gorącej wody
1 łyżka słodkiej śmietanki

W misce mieszamy mąkę, cukier, sól i imbir.
Dodajemy twaróg i sok z cytryny i szybko wyrabiamy gładkie ciasto (im dłużej będziemy wyrabiać, tym ciasto będzie bardziej lepkie i gumowate od dosypywanej mąki).
Z ciasta formujemy wałek i kroimy go na 20 kawałków (jak kopytka).
Każdy kawałek rozpłaszczamy na omączonej dłoni, kładziemy na nim truskawkę i zlepiamy w pierożek, po czym formujemy kulkę.
W szerokim garnku zagotowujemy wodę z odrobiną soli i wrzucamy do niej knedle. Czekamy aż wypłyną na powierzchnię i gotujemy 5 minut.
Wyjmujemy na talerz.
Składniki sosu miksujemy w blenderze (malin nie rozmrażamy) i polewamy nim knedle.

Smacznego!




Sezon Truskawkowy 2010

Sunday, 6 June 2010

O mój rabarbarze...


Nie będę pisać, że za oknem pięknie świeci słońce, że powietrze pięknie pachnie ciepłem, że można już kupić prawdziwe truskawki, kiedy Mama mi mówi, że w Zamościu pada (padało), nie można 'uplewić' działki, a kilogram truskawek kosztuje 11zł. Nie umiem odciąć się zupełnie od tego co dzieje się dookoła, od wiadomości, które co rano przeglądam pijąc poranną kawę i pisać tutaj o śpiewających ptakach czy skaczących żabach.
Będzie o dżemie.
Jeśli chodzi o ten dżem, mogę śmiało powiedzieć, że to mój i wyłącznie mój kolejny udany eksperyment.
Mam kilka swoich ulubionych połączeń owoc – przyprawa, a jednym z nich jest niewątpliwie jabłko – świeży rozmaryn. I chociaż wiem, ze niektórzy mogą się skrzywić, bo przecież do rozmarynu pasują bardziej gruszki, a do jabłek tylko i wyłącznie tymianek, będę uparta i powiem głośno NIE.
Chrupiące i soczyste jabłko deserowe i mocny, wyrazisty smak świeżych igiełek rozmarynu to prawdziwy melanż.
I wierzcie mi lub nie – próbowałam dodać rozmaryn do mięsa i to połączenie mi zupełnie nie pasuje, jak to mówi Robert Górski (KMN) ‘one się nie krzyżują’.
Za to dżem, który prezentuję dzisiaj zawiera wszystkie składniki, które lubię i które połączone razem tworzą wspaniałą harmonię smaków i zapachów.
Na rabarbar czekałam cały rok, by zrobić z niego dżem z dodatkiem imbiru, a to za sprawą ‘Rhubarb & Ginger Conserve’ firmy Wilkin & Sons Ltd , który namiętnie kupowałam przez całą zimę. Pomysł z dodaniem jabłka i rozmarynu przyszedł później – tuż obok stacji metra Oval, niedaleko której mieszkamy, odbywa się co sobotę mini market farmerski (tu pozdrowienia dla mojego ulubionego sprzedawcy Łukasza :)). Tydzień temu w sobotę kupiliśmy z Dawidem bardzo smaczne jabłka deserowe oraz kilka pęczków świeżych ziół, w tym rozmaryn. W planach były pieczone jabłka w sosie migdałowo-rozmarynowym, ale zmieniłam zdanie i postanowiłam trochę podrasować sam dżem. Jeśli ktoś lubi rozmaryn, śmiało może dodać go więcej, uważając by nie przesadzić, bo rozmaryn ma mocny aromat i zdominuje inne składniki dżemu. Na piękny kolor dżemu wpłynęły dwie rzeczy - przede wszystkim zrobienie karmelu z części cukru oraz dodanie łyżki octu balsamicznego.


Dżem z rabarbaru i jabłek z nutą imbirowo-rozmarynową
Z przepisu wyszły mi dwa słoiki o pojemności 250ml plus mały słoiczek jak na zdjęciach

800g rabarbaru
2 duże słodkie jabłka deserowe
2 gałązki świeżego rozmarynu
1 duży kawałek korzenia imbiru
300g cukru Demerara
skórka z 1 cytryny (otarta lub zdjęta zesterem)
skórka z 1 limonki (otarta lub zdjęta zesterem)
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
1 łyżka octu balsamicznego
sok wyciśnięty z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 1 limonki

Słoiki i zakrętki myjemy, suszymy w gorącym piekarniku  i trzymamy w cieple.
Nieobrany (umyty) rabarbar kroimy w kawałki (2-3 cm).
Jabłka obieramy i kroimy w małą kostkę.
Imbir obieramy i kroimy w cienkie plasterki.
Do garnka wkładamy kawałki rabarbaru, kosteczki jabłek i plasterki imbiru i zasypujemy 8 łyżkami cukru. Odstawiamy na 2 godziny.
Igiełki rozmarynu bardzo drobno siekamy (gałązki zachowujemy).
W osobnym garnku z reszty cukru robimy karmel (tak jak tutaj), dodajemy pokrojony rozmaryn i chwilę gotujemy razem.
Wciskamy sok z cytryny i limonki, mieszamy.
Dodajemy 1 łyżkę octu, mieszamy.
Dodajemy zasypane cukrem owoce wraz z całym sokiem jaki z nich powstał, cukrem z dna garnka, zachowane gałązki rozmarynu i resztę odmierzonego cukru.
Dodajemy skórkę z limonki i cytryny, startą gałkę  i smażymy dżem, aż uzyska pożądaną konsystencję (próba talerzyka).
Wyjmujemy gałązki rozmarynu.
Do gorących słoików wkładamy gorący dżem, zakręcamy i mocno dokręcamy przez ściereczkę.
Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do ostygnięcia.

Smacznego!






Friday, 4 June 2010

Podsumowując... chciałabym zaprosić :)


Nie wiem jak Wy, ale ja wciąż nie mogę uwierzyć, że dzisiaj mija już czwarty dzień czerwca. Należałoby zatem podsumować majowe wydanie Weekendowej Cukierni i zaprosić Was na wydanie czerwcowe, co czynię z wielką radością i to w swoim imieniu. Czerwcowej Cukierni gospodarzę ja i gorąco pozdrawiam Muffingirl :*
Kiedy w zeszłym roku Cukiernia otworzyła swe drzwi nie sądziłam, że przetrwa ona tak długo. Dziękuję wszystkim, którzy ją wspierają i którym się jeszcze nie znudziła i dziś z dumą podsumowując zapraszam Was do pieczenia czerwcowej słodkości. Wybrałam dla nas coś lekkiego i truskawkowego, więc jest okazja by zjeść coś smacznego i przyłączyć się do truskawkowej zabawy Olgi. Przepis na tartę wycięłam z magazynu Delicious w zeszłym roku (podejrzewam, że w okolicach czerwca właśnie) i z przyjemnością wspólnie z Wam ją w tym roku upiekę.
Spód I to taki, jaki podano w magazynie, spód II to mój ulubiony spód do słodkich tart. Można również upiec kilka mniejszych tart - zapraszam Was do eksperymentowania.

Migdałowa tarta z truskawkami
Na formę o średnicy 26.5cm

Spód tarty I

350g mąki pszennej
225g zimnego masła, podzielonego na kostki
100g drobnego cukru do wypieków
żółtka z 3 dużych jajek

Mąkę przesiać do miski.
Dodać cukier, wymieszać i dodać zimne masło pokrojone na kawałki.
Wetrzeć masło w mąkę, aż do powstania dużych okruchów.
Dodać żółtka i szybko zagnieść ciasto, zlepić w kulę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki na minimum 40 minut.
Po tym czasie ciasto cienko rozwałkować, wyłożyć nim formę do tarty i ponownie schować do lodówki na 40 minut.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180C (termoobieg 160, gaz 4), wyłożoną ciastem formę przykryć kawałkiem papieru do pieczenia, obciążyć ceramicznymi groszkami i piec przez 15 minut.
Zdjąć groszki, papier i dopiekać kolejne 5 minut, aż ciasto będzie złoto-brązowe.
Wystudzić.

Spód tarty II (który będę robiła ja)

300g mąki pszennej
szczypta soli
50g drobnego cukru
100g mielonych migdałów
180g zimnego masła
2 jajka
4 krople esencji migdałowej

Mąkę przesiać z solą do miski.
Dodać cukier i migdały, wymieszać i dodać zimne masło pokrojone na kawałki.
Wetrzeć masło w mąkę, aż do powstania dużych okruchów.
Jajka lekko ubić z esencją migdałową  i dodać do suchych składników.
Szybko zagnieść ciasto, zlepić w kulę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki na minimum 40 minut.
Po tym czasie ciasto cienko rozwałkować, wyłożyć nim formę do tarty i ponownie schować do lodówki na 40 minut.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180C (termoobieg 160, gaz 4), wyłożoną ciastem formę przykryć kawałkiem papieru do pieczenia, obciążyć ceramicznymi groszkami i piec przez 15 minut.
Zdjąć groszki, papier i dopiekać kolejne 5 minut, aż ciasto będzie złoto-brązowe.
Wystudzić.

Nadzienie tarty

350g niesolonego masła
350g cukru (ja bym zmniejszyła ilość o połowę)
350g mielonych migdałów
4 duże jajka

Masło ubijamy z cukrem na puszystą masę (tak jak na masę do tortów).
Dodajemy mielone migdały i miksujemy.
Dodajemy po jednym jajku i miksujemy na gładką masę.
Masę przekładamy do upieczonego spodu i pieczemy przez 35 minut w piekarniku nagrzanym do 160C (termoobieg 140, gaz 3).
Studzimy na kratce.

Wierzch tarty

1kg dojrzałych truskawek
cukier puder
opcjonalnie kilka kropli ulubionego alkoholu

Truskawki kroimy wzdłuż na ćwiartki (jeśli używamy alkoholu to przekładamy je do miski i delikatnie mieszamy z alkoholem).
Układamy je na wierzchu wystudzonej tarty i posypujemy cukrem pudrem.


A w majowym wydaniu Weekendowej Cukierni, której gospodarzyła Ewelosa udział wzięły:

Alicja i Jej blog Kuchnia Alicji
Alinka Wyka i Jej blog Pysznie, pyszniutko i tutaj
Carmellina i Jej blog Seventh Heaven
Ewelosa i Jej blog Ewelosa.pl - mój mały świat i tutaj
Gini Jej blog Moja słodka kuchnia
Gosiakr76 i Jej blog Do kawy - moje słodkości
Joanna i Jej blog Notatki kulinarne i tutaj
Jolanta Szyndlarewicz i Jej blog Nasze życie od kuchni
Kabamaiga i Jej blog Sto kolorów kuchni
Mafilka i Jej blog Zaczynam kucharzenie
Magoldie i Jej blog Kopalnia smaków
Majana i Jej blog Majanowe pieczenie 
Wiedźma Florentyna i Jej blog Pomieszanie z poplątaniem 
Zawszepolka, czyli ja poniżej :)(podaję przepis z moimi zmianami)

Tort latte-macchiato z jogurtem (NIEBO W GĘBIE)
Źródło: Czasopismo „Sól i pieprz” marzec 2007

Ciasto

2 łyżki bułki tartej
40 g cukru
4 łyżeczki cukru waniliowego
szczypta soli
3 jajka
100g mąki bezglutenowej
50g mąki ziemniaczanej

Piekarnik nagrzewamy do 200C.
Tortownicę o średnicy 23cm smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą.
Cukier ucieramy z jajkami i solą na puszystą masę.
Przesiewamy do masy obie mąki i delikatnie mieszamy.
Wylewamy do formy, wygładzamy i pieczemy 30 minut.
Studzimy.

Biały krem

750g jogurtu naturalnego
40g cukru
10 listków żelatyny
200ml śmietany kremówki
tabliczka gorzkiej czekolady posiekanej na kawałki

Listki żelatyny moczymy przez 10 minut w dużej ilości zimnej wody.
Odciskamy i rozpuszczamy w misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą.
Jogurt łączymy z cukrem, 2 łyżeczkami cukru waniliowego i rozpuszczoną żelatyną.
Dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy.
Ubijamy 100ml kremówki i delikatnie łączymy z jogurtem.
Na wystudzony spód wykładamy 2/3 kremu i wstawiamy do lodówki na pół godziny. Pozostałą 1/3 kremu odstawiamy w temperaturze pokojowej.

Ciemny krem

450g jogurtu naturalnego
40g cukru
4 łyżki kawy rozpuszczalnej rozpuszczonej w dwóch łyżkach gorącej wody
6 listków żelatyny
tabliczka białej czekolady posiekanej na kawałki

Listki żelatyny moczymy przez 10 minut w dużej ilości zimnej wody.
Odciskamy i rozpuszczamy w misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą.
Jogurt mieszamy z cukrem, rozpuszczoną żelatyną i rozpuszczoną kawą.
Dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy.
Ubijamy na sztywno 100 ml kremówki i delikatnie łączymy z masą kawową.
Ciemny krem wykładamy na jasny.
Tort wkładamy ponownie do lodówki i schładzamy około 20 minut.
Odłożony biały krem mieszamy i delikatnie wykładamy na wierzch.

Dekoracja

dobrej jakości kakao

Wstawiamy ciasto na noc do lodówki.
Przed podaniem tort posypujemy kakao.

Smacznego i życzę wszystkim udanego weekendu :) Do zobaczenia w poniedziałek!





Wednesday, 2 June 2010

W roli głównej: szparagi


Ten wpis staram się 'sklecić' od paru dni, ale mój nastrój zmienia się tak samo szybko jak angielska pogoda - rano jest szaro i buro, w okolicach południa zaczyna się przejaśniać, a po południu policzki i nos dosłownie kąpią się w cieple słonecznych promieni. Obiecałam sobie również, że nie opublikuję kolejnego postu dopóki nie nadrobię wszystkich zaległości mejlowo-blogowych. Powoli wychodzę na prostą - odetchnęłam po męczących rozmowach kwalifikacyjnych i piszę, robię zdjęcia, publikuję. Wszystko wraca do normy, a ja jeszcze przez chwilę korzystam z wolnego czasu zanim rozpocznę nową pracę.
Szparagi jeszcze są! Dumnie prężą się na straganach, więc korzystam i przygotowuję proste i smacznie dania. I choć najbardziej lubię je zjeść w towarzystwie dobrego jajka 'na miękko' lub pochrupać same lekko zblanszowane w osolonym wrzątku, to czasem pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa i na odkrywanie nowych smaków. Tak było ostatnio i dziś zapraszam Was na dwie pyszne przekąski ze szparagami w roli głównej. Życzę Wam dużo słońca i niestety mogę Was uściskać tylko deszczowo, bo za oknem prawdziwa jesienna szaruga...
Pierwszy przepis to bardzo uproszczona wersja tego sosu, który nam bardzo smakował i już nie raz do niego wracałam (świetnie smakuje np. z pieczoną karkówką). Postanowiłam go uprościć, by nie zdominował mocno smaku szparagów. Z podanej porcji wychodzi więcej sosu niż potrzebujemy, więc można śmiało zrobić go z połowy składników. Drugi przepis pochodzi z ulotki sklepu Oliviers&Co, która przyjechała do nas razem z Anią prosto z Francji i to Ani dziękuję za przetłumaczenie przepisu, z którego nie zrozumiałam ani słowa :). To pyszna i lekka sałatka w sam raz na podwieczorek i polecam podać do niej kromki opieczonej w piekarniku świeżej bagietki. Do sałatki można dodać kawałki arbuza lub garść truskawek, a melon zastąpić np. mango.


Szparagi z sosem orzechowo-imbirowym

1 pęczek szparagów
2 łyżki masła z orzeszków ziemnych
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
1 łyżka mirinu
3 łyżki wody
kawałek korzenia imbiru wielkości kciuka
1 mała słodka cebula

Szparagi blanszujemy w osolonym wrzątku przez 3 minuty, odcedzamy i przelewamy zimną wodą.
Składniki sosu mieszamy razem.
Cebulę kroimy w drobne piórka.
Na talerzu układamy szparagi, posypujemy piórkami cebuli i delikatnie polewamy sosem.



Lekka sałatka ze szparagów, melona i malin
Źródło: O&CO

12 cienkich szparagów
100g pomidorów koktajlowych
200g malin
pół melona
6 łyżek dobrej jakości octu balsamicznego
12 łyżek oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
sól
świeżo mielony pieprz

Szparagi blanszujemy w osolonym wrzątku przez 3 minuty, odcedzamy i przelewamy zimną wodą.
Melona kroimy w kostkę, pomidorki na połówki.
W misce wymieszać ocet, oliwę, sól i pieprz i dodać maliny, melona i pomidory.
Całość odstawiamy na 5 minut w temperaturze pokojowej.
Dodajemy szparagi i delikatnie mieszamy całość.
Przed podaniem schładzamy w lodówce.
Podajemy z pieczywem.

Smacznego!




A na koniec prezentuję Wam 10-te zdjęcie :) Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, ale skoro Olcik mnie w to wkręciła to nie mam wyjścia co? Zdjęcia mam poukładane (chyba jak wszystko w życiu), więc idziemy po kolei - Dysk zewnętrzny (G:) ---> Prywatne ---> Obrazy ---> Zdjęcia ---> Essex (05_2007) ---> 10-te zdjęcie, czyli jak wyglądałam 3 lata temu :)