Policzyłam. Odkąd zaczęłam nową pracę (połowa czerwca) zrobiłam tyle nadgodzin, że właściwie powinnam cały przyszły tydzień siedzieć w domu i mieć wszystko w nosie. Niestety na wykorzystanie mojego TOIL (time off in lieu) nigdy nie mam czasu, co delikatnie zaczyna mnie denerwować. Na szczęście za tydzień o tej porze będziemy spędzać miło czas z naszymi Bliskimi i wszystkie pracownicze obowiązki będziemy mieć daleko w ... nosie :)
Kiedyś się zastanawiałam (ciekawe czy Wy też myśleliście o tym), czy mogłabym nie pracować. Na takim etapie życia jakim jesteśmy teraz, spokojnie mogłabym siedzieć w domu i oddawać się swojej pasji i słodkiemu lenistwu. Kuszące? Ani trochę. Dziękuję, postoję. Owszem nie jestem z siebie zadowolona - moja skrzynka pocztowa pęka w szwach, a zajrzenie do Was ogranicza się do szybkiego rzucenia okiem na Durszlak w czasie przerwy, która często trwa maksymalnie 15 minut (inne strony internetowe niestety mamy zablokowane włącznie z prywatną pocztą), a blog jest coraz bardziej zaniedbany. Nie pamiętam kiedy miałam ostatni raz aparat w ręku. Doskwiera mi to mocno, ale wiem, że nie mogłabym NIE pracować. Ja po prostu muszę spędzać czas z ludźmi, zmęczyć się psychicznie, dostać dzienną dawkę stresu i przy okazji nie dać się zwariować :)
Oczywiście jestem pewna, że mój punkt widzenia się zmieni, gdy w moim życiu pojawią się maleńkie Istotki zwane Dziećmi, ale póki co jest tak, jak lubię. Ciężko mi się zmobilizować, by po pracy i siłowni włączyć komputer, więc zupełnie nie wiem co u Was słychać. Mam nadzieję, że łapiecie ostatnie ciepłe i słoneczne dni i pamiętacie, że istnieje taki odludek zwany Eweliną-Polką!
Dzisiaj chciałam Was zaprosić na obiad - taki był plan, ale moje plany zmieniają się często i szybko. Zatem zapraszam Was na długą wędrówkę po moich ulubionych dodatkach, dwóch nowych dżemach, a na koniec zapraszam na pyszną kawę!
Domowy cukier waniliowy
Przepis na domowy cukier z prawdziwą wanilią krąży w sieci już od dawien dawna i pewnie nikt nie wie, gdzie szukać jego korzeni. Era na jego produkcję nastała wraz z pojawieniem się na polskim rynku wydawniczym książek wszystkim dobrze znanej Nigelli Lawson. Ja sama mam kilka książek Nigelli - uwielbiam Jej przepisy, ale oglądanie Jej programów kulinarnych to dla mnie rzecz nie do przejścia (o gustach się nie dyskutuje, więc nie pytajcie mnie dlaczego bo i tak Wam nie powiem:)). Za jedną z najlepszych książek Nigelli Lawson uważam książkę 'Nigella Christmas' i to z niej zaczerpnęłam pomysł na domowy cukier waniliowy. Sposób wykonania zmieniłam, a zainspirowała mnie Anoushka. Kiedy w pewien majowy wieczór robiłyśmy razem dżem truskawkowy w Ruinie, rozmawiałyśmy o wanilii i Anoushka wspomniała, że często do ciasta czy deserów dodaje kawałki łupinek razem z ziarenkami, bo ma wspaniały aromat i szkoda jej wyrzucać. Dzięki tej rozmowie zrobiłam pięknie pachnący cukier waniliowy.
1kg drobnego nierafinowanego cukru do wypieków
4 świeże laski wanilii*
wyparzony szklany słoik o pojemności 1000ml
Całe laski wanilii tniemy na małe kawałeczki i umieszczamy w młynku do kawy.
Dosypujemy 2 łyżki cukru i chwilę mielimy całość.
Do dużej miski wsypujemy resztę cukru, zmielony cukier z wanilią i całość dokładnie mieszamy po czym przesypujemy do słoika i dokładnie zakręcamy.
Domowy cukier lawendowy
Ten cukier wymyśliłam sobie już w zeszłym roku, niestety nie udało mi się nigdzie kupić suszonej lawendy i nie miałam śmiałości by poprosić Was o nią. W zeszły weekend przy londyńskiej stacji metra Marble Arch nastąpiła mała wymiana handlowa, dzięki której w me ręce trafił spory woreczek wypełniony po brzegi pachnącą suszoną lawendą! Arku i Izo jeszcze raz dziękuję Wam za ten cenny prezent :) A cukier? Jest wspaniały!
500g drobnego nierafinowanego cukru do wypieków
6 łyżek suszonej lawendy
wyparzony szklany słoik i pojemności 500ml
Lawendę i 1 łyżkę cukru mielimy w młynku do kawy na proszek.
Resztę cukru wsypujemy do miski, dodajemy zmielony cukier z lawendą i całość dokładnie mieszamy, po czym przesypujemy do słoika i dokładnie zakręcamy.
Domowy ekstrakt waniliowy
Przepis na ekstrakt wynalazłam dawno temu na forum CinCin i właściwie to nie wiem, czemu czekałam tak długo by go zrobić. W Anglii taki ekstrakt jest dosłownie na wyciągnięcie ręki (pod warunkiem że jesteście gotowi by wydać na małą buteleczkę tego cuda ponad 5 funtów), więc pewnie to też miało swój wpływ na moje ociąganie się z nastawieniem własnego. Do zrobienia domowego ekstraktu użyłam waniliowej wódki Absolut, ale to nie jest koniecznie. Kiedyś czytałam, że można użyć innego mocnego alkoholu, jak rum, whisky czy brandy i nie omieszkam poeksperymentować w niedalekiej przyszłości :)
250ml czystej wódki (użyłam waniliowej wódki Absolut)
6 świeżych lasek wanilii
wyparzona butelka o pojemności 250ml
Laski wanilii przecinamy na pół i wkładamy do butelki.
Wlewamy wódkę, zakręcamy butelkę i mocno potrząsamy.
Ekstrakt odstawiamy do szafki lub spiżarki (nie może to być miejsce z dostępem do promieni słonecznych) na kilka tygodni i co jakiś czas energicznie potrząsamy butelką.
Ekstrakt jest gotowy do użycia po miesiącu, ale lepiej poczekać kolejny miesiąc - wtedy nabierze właściwego aromatu.
Ekstrakt jest gotowy do użycia po miesiącu, ale lepiej poczekać kolejny miesiąc - wtedy nabierze właściwego aromatu.
Po lewej ekstrakt tygodniowy, po prawej dwu-miesieczny
Poniższe przepisy na dżemy to totalna samowolka. Ja naprawdę polubiłam tą zabawę!
Tutaj zapraszam na wyczerpujący wpis o robieniu domowych dżemów (konfitur, marmolad) krok po kroku, a dziś zapraszam Was na dwa kolejne udane przepisy.
Dżem z malin i jeżyn z dodatkiem Porto
Przepis własny
Przepis własny
300g malin
500g jeżyn
200g cukru
1 łyżeczka ziarenek różowego pieprzu
sok wyciśnięty z 2 cytryn
skórka z 3 cytryn (otarta lub zdjęta zesterem)
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
1 łyżka słodkiego, gęstego octu balsamicznego
1 łyżka słodkiego, gęstego octu balsamicznego
180 ml wina Porto (lub czerwonego półsłodkiego wina)
Maliny i jeżyny zasypałam połową cukru i odstawiłam na godzinę.
Ziarenka pieprzy roztarłam w moździerzu.
W dużym rondlu o grubym dnie z reszty cukru zrobiłam karmel.
Dodałam zasypane owoce wraz z całym sokiem, pieprz, gałkę, sok i skórkę z cytryn i gotowałam na dużej mocy palnika, aż dżem osiągnął odpowiednią konsystencję.
Pod koniec dodałam ocet i Porto i gotowałam jeszcze chwilkę.
Gotowy dżem przełożyłam do gorących słoików, mocno zakręciłam, postawiłam na zakrętkach i poczekałam, aż wystygną.
Schowałam do spiżarki.
Maliny i jeżyny zasypałam połową cukru i odstawiłam na godzinę.
Ziarenka pieprzy roztarłam w moździerzu.
W dużym rondlu o grubym dnie z reszty cukru zrobiłam karmel.
Dodałam zasypane owoce wraz z całym sokiem, pieprz, gałkę, sok i skórkę z cytryn i gotowałam na dużej mocy palnika, aż dżem osiągnął odpowiednią konsystencję.
Pod koniec dodałam ocet i Porto i gotowałam jeszcze chwilkę.
Gotowy dżem przełożyłam do gorących słoików, mocno zakręciłam, postawiłam na zakrętkach i poczekałam, aż wystygną.
Schowałam do spiżarki.
Dżem z moreli i lawendy z dodatkiem Sake
Przepis własny
Przepis własny
150g cukru
150ml wody
150ml wody
700g dojrzałych moreli
1 bardzo dojrzały banan (opcjonalnie)
4 łyżki cukru z lawendą
skórka otarta z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 2 cytryn
1 łyżka suszonej lawendy
180 ml wódki Sake (lub dowolnej białej wódki)
W dużym rondlu o grubym dnie zrobiłam syrop z wody i cukru.
Dodałam morele, rozgniecionego banana, cukier z lawendą, skórkę i sok z cytryny oraz suszoną lawendę.
Całość gotowałam na dużej mocy palinka, aż dżem nabrał odpowiedniej konsystencji.
Pod koniec dodałam Sake i gotowałam jeszcze chwilkę.
Gotowy dżem przełożyłam do gorących słoików, mocno zakręciłam, postawiłam na zakrętkach i poczekałam, aż wystygną.
Schowałam do spiżarki.
W dużym rondlu o grubym dnie zrobiłam syrop z wody i cukru.
Dodałam morele, rozgniecionego banana, cukier z lawendą, skórkę i sok z cytryny oraz suszoną lawendę.
Całość gotowałam na dużej mocy palinka, aż dżem nabrał odpowiedniej konsystencji.
Pod koniec dodałam Sake i gotowałam jeszcze chwilkę.
Gotowy dżem przełożyłam do gorących słoików, mocno zakręciłam, postawiłam na zakrętkach i poczekałam, aż wystygną.
Schowałam do spiżarki.
Lawendowa kawa
1 porcja ziarenek kawy (na jedną mocną kawę)
pół łyżeczki suszonej lawendy
mleko (u mnie krowie bez laktozy)
cukier (do smaku)
Ziarenka kawy zmieliłam w młynku razem z lawendą i zaparzyłam kawę.
Dodałam podgrzane mleko i cukier.
Niebo w gębie!
Smacznego!
*świeże laski wanilii to takie, które łatwo można zgiąć i przeciąć na pół. Nie dajcie się nabrać - jeśli laska wanilii jest twarda i nie możecie jej zgiąć ani przeciąć, oznacza to że jest stara i wyschnięta.
Kochani tym wpisem żegnam się Wami na 2 tygodnie. W środę lecimy do domu. Nie będe zaglądała tutaj codziennie, więc nie będę w stanie odpowiadać na Wasze pytania na bieżąco. Mam nadzieję, że miło spędzicie ostatnie dni sierpnia i że wrzesień przywita nas ciepłem i słońcem. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia wkrótce!






































