Tuesday, 28 September 2010

... A ZA GRUSZKĄ DWA JABŁUSZKA




NIE wierzę, że odkąd Tatter zawiesiła u siebie ten baner minął już tydzień.
NIE wierzę, że weekend minął tak szybko i nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć.
NIE wierzę, że już za chwilę będzie koniec roku.
NIE wierzę, że w niedzielę udało mi się spędzić miły wieczór w miłym towarzystwie i poznałam Komarkę :]
Jest zimno i poważnie zastanawiamy się nad włączeniem ogrzewania.
Jest ciemno i o robieniu zdjęć po pracy nie ma mowy.
Jest mokro.
Jest londyńsko.
Wreszcie mogę otulić się wełnianym golfem, nosić wełniane szale i mam wrażenie, że już prawie zima, a jesieni wcale nie będzie.
Ale za to bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia mogę wypić kolejny kubek gorącej czekolady z różowym pieprzem lub ulubionej herbaty z rumem. Takie chłodne dni mają w sobie dużo uroku szczególnie dla takich domatorów jak ja.
I mamy sezon na jabłka. Ciekawe jaką odmianę Wy lubicie najbardziej? Ja uwielbiam te chrupkie i soczyste, nie za słodkie. Uwielbiam kiedy sok ścieka po palcach i kolejne soczyste kawałki znikają w szybkim tempie :]
Jabłko to mój ulubiony owoc. Wszechstronny. Plastyczny.
Na święto jabłka postawiłam na przepisy proste, smaczne, łatwe i... domowe. Miało być pieczone jabłko w sosie migdałowym, jest jabłko duszone w towarzystwie dwóch innych przepisów.
A nasze świętowanie suto pokropiliśmy w weekend angielskim cydrem (cider) z dodatkiem soku z czarnej porzeczki (cider and a black / cider with a dash of blackcurrant cordial)



MUS Z KWAŚNYCH JABŁEK I DOJRZAŁYCH BANANÓW

1kg kwaśnych jabłek (tutaj używam odmiany Bramley)
2 szklanki wytrawnego cydru (najlepszy będzie niegazowany - still cider)
1/2 szklanki brązowego cukru
2 bardzo dojrzałe banany
sok wyciśnięty z 1 cytryny
skórka otarta z 1 cytryny
1 łyżka przyprawy korzennej (bez mąki)

Jabłka obieramy, wyjmujemy gniazda nasienne i kroimy w ósemki.
Każdą cząstkę kroimy na 3 części.
Do szerokiego garnka wlewamy cydr i wkładamy kawałki jabłek; doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy garnek pokrywką i dusimy 10 minut.
Dodajemy rozgniecione banany, oba cukry, sok z cytryny, skórkę z cytryny i przyprawę.
Dusimy na średnim ogniu aż całość będzie gęsta.
Przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i stawiamy na zakrętkach.
Przykrywamy ścierką i czekamy aż całość ostygnie.
Ewentualnie słoiki pasteryzujemy.

UWAGA ilość cukru należy dostosować w zależności od gatunku jabłek 


BUŁKI DROŻDŻOWE Z KAWAŁKAMI KWAŚNYCH JABŁEK I SŁODKIM MUSEM JABŁKOWYM
Przepis mojej Mamy

Ciasto

250g mąki pszennej chlebowej, przesianej
250g mąki białej orkiszowej, przesianej
40g drożdży świeżych lub 2 łyżeczki drożdży suszonych
szczypta soli
50g cukru
250ml mleka (u mnie kozie)
80g masła
3 żółtka
skórka otarta z jednej cytryny

Nadzienie

4 duże kwaśne jabłka
3 łyżki cukru
1 łyżka cynamonu
5-6 łyżek musu jabłkowego

Zaczyn

Drożdże rozetrzeć w kubku z łyżką cukru, dodać 60 ml ciepłego mleka i 2 łyżki mąki. Wymieszać, przykryć ścierką i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

Nadzienie

Jabłka obierany, wyjmujemy gniazda nasienne i kroimy w kostkę.
Przekładamy do sita, stawiamy na misce i zasypujemy cukrem; zostawiamy na 30 minut.
W tym czasie jabłka puszczą sok, który można wypić.
Do odsączonych jabłek dodajemy cynamon i mus jabłkowy.

Ciasto

Resztę mleka podgrzać.
Masło roztopić w garnuszku i ostudzić.
Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę.
Obie mąki wymieszać w misce. Dodać sól, wyrośnięty zaczyn, żółtka ubite z cukrem i resztę ciepłego mleka. Wyrobić gładkie, lekko lepkie i elastyczne ciasto (ok. 15-20 minut).
Stopione masło dodać w 4 partiach dodając kolejną dopiero, gdy poprzednia zostanie wchłonięta w ciasto. Wyrobić kolejne 15 minut.
Dodać skórkę otartą z cytryny i chwilę wyrobić.
Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce - ciasto ma podwoić objętość.
Po tym czasie ciasto należy przebić ręką i podzielić na 16 równych wagowo kawałków.
Z każdego kawałka formujemy kulkę, którą rozciągamy na placek wielkości 3/4 dłoni, cieńszy na brzegach i grubszy po środku.
Do każdego placka nakładamy łyżkę nadzienia, sklejamy i formujemy okrągłe bułki.
Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy ścierką i zostawiamy do wyrośnięcia (muszą podwoić objętość).
Piec rozgrzewamy do temp 180C.
Każdą bułkę smarujemy z wierzchu rozmąconym jajkiem i pieczemy około 25-30 minut.
Studzimy chwilę w piekarniku, a później na kratce.


PLACUSZKI DROŻDŻOWE Z PLASTERKAMI JABŁEK
Przepis własny

125g mąki białej orkiszowej
125g mąki pszennej chlebowej
50 cukru
1 szklanka mleka
3 żółtka
3 białka
20g drożdży świeżych lub 1 łyżeczka drożdży suszonych
40g masła
szczypta soli
skórka otarta z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 1 cytryny
1 łyżka przyprawy korzennej (bez mąki)
2 duże kwaśne jabłka

Z drożdży, 1 łyżki cukru, połowy szklanki ciepłego mleka i 2 łyżek mąki przygotowujemy rozczyn, przykrywamy go ścierką i odstawiamy go w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość.
Jabłka obieramy, kroimy w cienkie plasterki i skrapiamy sokiem z cytryny, by nie ściemniały.
Białka ubijamy ze szczyptą soli.
Żółtka ubijamy z cukrem.
W dużej misce z reszty mąki, mleka, rozczynu, ubitych żółtek z cukrem i skórki otartej z cytryny przygotowujemy ciasto, które mieszamy mikserem na najwyższych obrotach (ciasto będzie lekko lejące).
Gdy ciasto zacznie odchodzić od ścianek miski dodajemy stopione i ostudzone masło, mieszamy i dodajemy białka - najpierw 1/3, mieszamy łyżką i dodajemy pozostałe 2/3.
Całość mieszamy, przykrywamy ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość.
Do wyrośniętego ciasta dodajemy plastry jabłek i mieszamy.
Placki smażymy na rozgrzanej patelni nabierając ciasto łyżką tak, by w każdym placku był jeden plaster jabłka (najsmaczniejsze są te bez dodatku tłuszczu) i podajemy ciepłe z ulubionym jogurtem, dżemem, konfiturą lub z musem jabłkowym.

Smacznego!


*Jeśli masz ochotę poczytać o tym, jak przygotować idealne ciasto drożdżowe zapraszam tutaj.
*Jeśli masz ochotę poczytać o pasteryzacji i przygotowaniu domowych przetworów zapraszam tutaj.
*Placuszki drożdżowe z mojego przepis są zupełnie inne niż tradycyjne polskie racuchy - są cieńsze i bardziej delikatne.





Thursday, 23 September 2010

UCZTA PRAWDZIWEGO CZEKOHOLIKA


Że Alcia jest pozytywnie zakręcona to wszyscy wiemy, że ma dar to wynajdywania przepisów na zabójczo smaczne potrawy, które potem tłumaczy magicznymi translatorami to też wiemy, ale nie spodziewałam się, że da się nasza kochana Alcia namówić na eksperyment :)
A było to tak. Na stronie jednego z moich ulubionych czasopism kulinarnych zobaczyłam ten przepis. Ponieważ kiedyś piekłam już ciasto czekoladowe z dodatkiem buraków, byłam pewna że w smaku to będzie (jak to mówi Ala) prawdziwy mercedes wśród ciast. Ale niestety składniki i ich proporcje zupełnie nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze dla mnie ciasto, które zawiera mąkę to już nie brownie. Po drugie brownie powinno być wilgotne, a ciasto na zdjęciu wygląda jakoś tak...sucho. Po trzecie ilość poszczególnych składników woła o pomstę do nieba! Gdybym zjadła (jeśli bym zjadła) kawałek ciasta do którego dodano 250g cukru + 200g czekolady na 100g mąki, prawdopodobnie by mnie zemdliło. O nie takich ciast nie lubimy ani ja, ani Dawid.
Przepis napisałam po swojemu mając na uwadze, że muszę dodać jakiś składnik łączący ciasto w całość. Postawiłam na mielone migdały i to była genialna decyzja. Ciasto jest IDEALNE. Wilgotne, niezbyt słodkie i kusząco czekoladowe. Ponieważ wiem, że mielone migdały w Polsce to luksus i ich cena ścina z nóg, można je zastąpić zwykłą pszenną mąką i też się uda. Chociaż dla mnie to nie będzie już brownie :)

Razem z Alcią zapraszamy Was na prawdziwą ucztę dla oczu i podniebienia!

BURACZANE BROWNIE

Ilość składników na formę o średnicy 20cm

500g ugotowanych lub upieczonych buraków
40g mieszanych orzechów
250g masła
400g ciemnej czekolady o zawartości kakao min. 70%
50g drobnego cukru
50g cukru z prawdziwą wanilią
6 jajek (białka i żółtka oddzielnie)
100 mielonych migdałów (lub 100g mąki pszennej)

Dodatkowo

2 kostki ciemnej czekolady (75% kakao)
1 łyżka masła
1 łyżeczka ziaren kawy rozgniecionych trzonkiem od dużego noża

Piekarnik rozgrzewamy do 180C (z wiatrakiem do 160C).
Formę smarujemy delikatnie masłem i jej spód wykładamy papierem do pieczenia.
Białka umieszczamy w misce i schładzamy w lodówce.
Buraki obieramy i ścieramy na tarce do jarzyn (drobne oczka).
Orzechy prażymy na suchej patelni i siekamy na grube kawałki.
Masło i czekoladę wkładamy do żaroodpornej miski. W garnku zagotowujemy wodę, zdejmujemy garnek z palnika i stawiamy na nim miskę z czekoladą i masłem, mieszamy aż oba składniki się rozpuszczą i połączą (UWAGA - miska NIE może dotykać wody).
Schłodzone białka ubijamy na sztywno z odrobiną soli.
Żółtka ubijamy z cukrem na białą, gęstą masę.
Do ubitych żółtek dodajemy stopioną czekoladę z masłem, posiekane orzechy, mielone migdały (lub mąkę) i buraki. Dokładnie mieszamy.
Do wymieszanej masy dodajemy 1/3 ubitych białek, delikatnie mieszamy i dodajemy resztę (białek).
Wszystko delikatnie, ale dokładnie mieszamy i przekładamy do formy.
Pieczemy przez 35-40 minut na środkowej półce w piekarniku.
Uwaga - ciasta nie można przesuszyć. Ma być ścięte przy brzegu, ale lekko 'drżące' po środku.
Całkowicie studzimy i dopiero wtedy kroimy na kawałki.
Ostudzone można polać polewą (2 kostki czekolady rozpuszczamy na parze z masłem) i posypać rozgniecionymi ziarnami kawy.

Smacznego!

EDIT Piekłam ciasto z połowy składników i wyszło mi 12 małych brownie jak na zdjęciu. Piekłam je przez 20 minut w temperaturze 150C. Za cudnej urody papilotki dziękuję Ani - Aniu to najładniejsze papilotki jakie kiedykolwiek miałam! DZIĘKUJĘ!


Ciastko na powyższym zdjęciu nie było do końca wystudzone co widać :-) Ale spróbujcie je upiec i się powstrzymać od zjedzenia choćby jednego kawałka dłużej niż przez 15 minut (jeśli jesteście prawdziwymi czekoholikami po prostu nie dacie rady!)

Monday, 20 September 2010

MIESZAJ I SMAŻ!


Mała przerwa w konkursach, słodkościach i narzekaniu na brak czasu. W niczym mi to narzekanie nie pomoże, a i chęci mi od tego nie przybędzie. Gdybym cały czas miała Was karmić konkursami i podsumowaniami niechybnie umarlibyście z głodu. Albo z nudów. Sama nie wiem co byłoby gorsze. Zupełnie nie wiem o czym dzisiaj napisać - wczoraj zrobiłam dokładnie N I C, jestem przeziębiona, dzisiaj zrobiłam trochę mniejsze n i c. Hura.
Ale dzisiaj zrobiłam kilka zdjęć - Zosiu deski na zdjęciach wychodzą pięknie że ho ho!
No to się dzisiaj sprytnie wykręcę - mam zaległą zabawę w temacie co lubię. I dobrze. Gdybym miała pisać, czego nie lubię odpowiedź byłaby jedna - miasta na literę L.
Do zabawy zostałam zaproszona przez Zieleninę, Hanię, Quinoamatorkę, Grażynkę, Ewelosę, Pinkcake, Noblevę, Lo, Tili, Emmę i Oliwkę (bardzo Wam dziękuję!), więc żeby czymś zapełnić stronę piszę. Niech się Wam przeczyta!

Lubię swój mały świat, w którym panuje ład, cisza i spokój (chociaż coś tak czuję, że nadchodzi czas zmian)
Lubię czekoladki Maltesers (w zasadzie to jedyne jakie jem)
Lubię zapach świeżo parzonej kawy (świeżo zmielonej)
Lubię wstawać wcześnie rano (bo wtedy cała reszta śpi i mam swój upragniony spokój oraz nikt mi nie zajmuje łazienki, kiedy ja jej potrzebuję)
Lubię popołudniowe drzemki
Lubię fonię (muzyka musi być wszędzie, musi mnie otaczać i przenikać)
Lubię kozy i kozi nabiał (szczególnie kozie sery i masło)
Lubię Sharleen Spiteri bo jest piękna, ma piękny głos i wspaniały szkocki akcent (jeśli w przyszłym życiu dane mi będzie być człowiekiem to bardzo pragnę być Szkotką)
Lubię siłownię (ale musi to być wyciskający łzy trening)
Lubię się nudzić

A jeśli chodzi o jedzenie, to bardzo lubię smażone warzywa z patelni w wersji z lub bez mięsa. Ostatnio częściej ta potrawa gości u nas w wersji dla mięsożerców, ale jeśli ktoś mięsa nie je zupełnie może je pominąć albo użyć wędzonego tofu, osuszonego na papierowym ręczniku. To danie wyjdzie każdemu, jest proste w wykonaniu i szybkie. Pewnie nie wygrałoby w konkursie na danie tajskie, bo wymieszałam tu przyprawę chińską ze składnikami nie-chińskimi, ale właściwie kto powiedział, że mieszać smaków nie wolno? Wolno tym bardziej, że produkt końcowy jest smaczny. Trzy drobne wskazówki:

  • potrawy NIE solimy (lub dosalamy według gustu dopiero na końcu), ponieważ marynata jest sama w sobie słona i bardzo łatwo można przesolić cały obiad
  • wołowinę kroimy w poprzek włókien, inaczej będzie twarda i niejadalna
  • wołowinę kroimy na cienkie kawałki i smażymy krótko bo j/w (jeśli jednak mięso stwardnieje, lepiej potroić ilość marynaty, przełożyć ją wraz z mięsem do naczynia w którym robimy gulasz i udusić całość jak... gulasz (około 2.5 godziny)


Warzywa i wołowina z patelni z tajskim makaronem ryżowym
Przepis własny

Porcja dla 4 osób

2 czubate łyżeczki chińskiej przyprawy 5 smaków*
1 łyżka mąki ziemniaczanej
500g chudej wołowiny (rump steak), pokrojonej w poprzek włókien na cienkie paski

Sos

6 łyżek sosu sojowego Tamari
9 łyżek sosu sojowego ciemnego
1 łyżka sosu z ostryg
2 łyżki octu ryżowego Mirin
2 łyżki miodu (użyłam eukaliptusowego)
2 łyżki ciepłej wody
duży kawałek korzenia imbiru
2 duże ząbki czosnku (idealnie świeżego), przeciśniętego przez praskę
2 łyżki soku z cytryny

Ponadto

4 łyżki oleju do smażenia
2 łyżki oleju z prażonych ziaren sezamu (toasted sesame oil)
2 szalotki, pokrojone w piórka
1 mała ostra papryczka chilli, drobno pokrojona
400g zielonej fasolki szparagowej
4 kolby kukurydzy
1 opakowanie tajskiego makaronu ryżowego

Mąkę mieszamy z przyprawą 5 smaków i delikatnie oprószamy nią mięso. Odstawiamy na pół godziny.
Makaron zalewamy wrzącą wodą i zostawiamy na 15 minut. Odcedzamy.
Kolby kukurydzy gotujemy w osolonej wodzie przez 10 minut. Wyjmujemy z wody, odcedzamy i ostrym nożem ścinamy ziarna kukurydzy pionowo w dół zaczynając od góry kolby. 
Fasolkę blanszujemy we wrzącej wodzie przez 5 minut. Odcedzamy.
W kubku mieszamy składniki sosu i dokładnie mieszamy.
W woku rozgrzewamy olej (aż zacznie dymić) i dodajemy szalotki.
Smażymy chwilę i dodajemy chilli i wołowinę.
Smażymy 4 minuty, często mieszając.
Dodajemy kawałki fasolki i ziarna kukurydzy, mieszamy.
Dodajemy marynatę, dokładnie mieszamy i smażymy nie dłużej niż 1 minutę.
Podajemy z ugotowanym makaronem i kawałkami limonki lub cytryny.

Smacznego!

Thursday, 16 September 2010

IO SONO L'AMORE. KOCHAJ, INSPIRUJ I WYGRAJ NAGRODĘ.


Nie jestem wielkim fanem wizji. Jestem absolutnym wielbicielem fonii - kocham zatapiać się w dźwięki. Lubię jak muzyka mnie otacza i staram się by była za mną przez cały dzień. Tak samo jest z książkami. Uwielbiam dotykać i wąchać kartki, gładzić okładki, używać kolorowych zakładek i zatapiać się w świecie książkowych bohaterów.
Ale umiem docenić DOBRE kino. I choć zdarza mi się zejść na złą drogę i stać w długiej kolejce tylko po to, by dostać się na przedpremierowy pokaz kolejnej części Zmierzchu ;-), to raczej swój repertuar filmowy dobieram bardzo ostrożnie. Nie wiem czy mogę napisać, że jestem koneserem dobrego kina, ale lubię filmy które mają duszę i które zmuszają do refleksji i myślenia. Lubię filmy, które wyciskają morze łez, dzięki którym patrzymy na siebie i na innych zupełnie inaczej, takie które mają ukryte drzwi, a każde z nich prowadzą do zupełnie innego świata.
Nie lubię nowoczesnych, zatłoczonych sal, gdzie dookoła siedzą chrupacze*, ignoranci** i wszyscy Ci uzależnieni od i-zabawek***.
Lubię kina kameralne, które są odwiedzane przez prawdziwych fanów.
Lubię kino niezależne.
Jeśli będziecie kiedyś mieli okazję odwiedzić Manchester, gorąco polecam zostawić w tyle wielkie molochy kinowe i udać się do Cornerhouse - czeka tam na Was prawdziwa uczta filmowa!.
Jeśli mieszkacie w Warszawie polecam kino Muranów.
A jeśli macie ochotę na filmową edukację na najwyższym poziomie polecam Wam Gutek Film.

'Firma Gutek Film istnieje od 1994 roku. Jej założycielem i współwłaścicielem jest Roman Gutek. Gutek Film zajmuje się promocją i dystrybucją światowego kina. Przez lata działalności firma wypromowała na polskim rynku takich reżyserów, jak: Peter Greenaway, Pedro Almodovar, Lars von Trier, Mike Leigh, Jim Jarmusch, Derek Jarman, Park Chan-wook, Paul Cox czy Wong Kar-Wai. Blisko 200 produkcji, które dotychczas wprowadziła do polskich kin firma Gutek Film obejrzało blisko 8 milionów widzów. Firma prowadzi od 1994 roku warszawskie kino Muranów. Na jego repertuar składają się oprócz seansów repertuarowych liczne festiwale, retrospektywy.'Czytaj więcej...

Dlaczego wspominam o tym dzisiaj? Bo wspólnie firmą z Gutek Film chciałabym zaprosić Was na konkurs****. Konkurs kulinarno-filmowy związany z przepięknym filmem 'Jestem miłością', który wchodzi na ekrany 24-tego września. To jeden z filmów, które TRZEBA zobaczyć (must-see movie). Myślicie, że zmyślam? Zobaczcie zwiastun filmu - ja za każdym razem jak go oglądam mam ciarki na całym ciele. Film jest przepełniony pasją, uczuciem i emocjami.
Zaczyna się banalnie: Emma (nagrodzona Oscarem Tilda Swinton) jest od wielu lat żoną Eduarda Recchi, głowy potężnej rodziny z Mediolanu. Piękna, otoczona bogactwem kobieta, żyje w świecie konwenansów, rytuałów i codziennych obowiązków. Przypadkowe spotkanie z młodym, charyzmatycznym przyjacielem syna przypomni jej o głęboko skrywanych żądzach i stanie się początkiem erotycznego przebudzenia. A co najważniejsze, romans zaczyna się... w kuchni.
Tilda Swinton to jedna z moich ulubionych i według mnie jedną z najbardziej utalentowanych aktorek. A do tego uważam, że ma cholernie interesującą urodę. Czasem mówię, że kiedyś będzie moją żoną :-).

Bardzo liczę, że obejrzycie ten film i opiszecie mi swoje wrażenia. Jestem pewna, że scena w której Tilda spożywa królewską krewetkę na długo pozostanie w Waszej pamięci...

A teraz popatrzcie na zdjęcie poniżej:


To zdjęcie to kadr z filmu. Chciałabym by stało się ono dla Was inspiracją. Zamknijcie oczy i pozwólcie, by to zdjęcie Wami owładnęło, byście nie mogli o nim przestać myśleć. Chciałabym, byście na jego podstawie wymyślili swój przepis. A potem wykorzystajcie go, przygotujcie coś specjalnego, podzielcie się nim z najdroższą Wam osobą. zróbcie zdjęcie i wyślijcie je wraz z przepisem na iamlove.iamlove@gmail.com. Potraktujcie to jak dobrą zabawę, nie rywalizację.  A może w kieliszkach wcale nie ma nic wytrawnego? Na Wasze propozycje będę czekać do końca września, a później ze wszystkich zdjęć i przepisów zrobię kolaż, opublikuję go na blogu i wybiorę trzech autorów (trzech ) najciekawszych przepisów. Każdy z tych autorów otrzyma zestaw filmów jak poniżej:



Zasady są trzy - mają to być tylko i WYŁĄCZNIE Wasze przepisy oraz zdjęcia (jeśli ktoś wykorzysta zdjęcie i przepis innej osoby bez jej zgody, zostanie wyrzucony z konkursu), jedna osoba może przesłać tylko JEDNĄ propozycję oraz zdjęcie wraz z przepisem musi zostać wysłane na powyższy adres mailowy.  Oczywiście do konkursu zapraszam wszystkich - wiem że nas pasjonatów kuchni i dobrego jedzenia jest miliony i wcale nie musimy prowadzić bloga by zachwycać swe podniebienie smakołykami. I ważna uwaga - liczy się pomysł i to ile uczucia włożycie w przygotowanie Waszej propozycji, a nie jakość zdjęcia. Gorąco namawiam Was do jednego - nie korzystajcie z gotowców. Uwierzcie w siebie, a zobaczycie jakie pokłady pomysłów w Was drzemią!

Namówiłam Was? Mam nadzieję, że tak! Ale najbardziej zależy mi na tym, żebyście znaleźli wolną chwilę i obejrzeli film 'Jestem miłością'. Naprawdę warto.

Pozdrawiam Was ciepło i zapraszam na kolejny wpis, ty razem przepis :-)

Polka

*     wszystkich kinowych  popcornożerców udusiłabym z chęcią własnym rękami
**   no bo po co przestać mielić jęzorem - przecież innym film na pewno też się nie podoba
*** czasem mam wrażenie, że większość ludzi przyjmuje jakieś dziwne zachowania stadne i bardzo się cieszę z faktu, że nie jestem jedną z nich
**** to pierwszy konkurs z nagrodami ufundowanymi przez kogoś z zewnątrz. Jak wiecie ja nie jestem fanką posiadania na blogu reklam, bo nie lubię 'sprzedawać' czegoś, czego nie używam/lubię/znam. Gutek Film to zupełnie co innego. To inicjatywa, którą trzeba poprzeć

Monday, 13 September 2010

WEEKENDOWA CUKIERNIA PODSUMOWUJE, ZAPRASZA I ROZDAJE NAGRODY!


Kochani!

Dosłownie zatkało mnie, jak zobaczyłam ile osób przyłączyło się do sierpniowej Weekendowej Cukierni i upiekło rożki Babci Rózi, czyli propozycję Basi, gospodyni poprzedniego wydania WC. Jest mi ogromnie miło, bo przyznam szczerze, że rozważałam jej zamknięcie (Cukierni, nie Basi;))... Ale po takim spektakularnym sukcesie po prostu NIE mogę tego zrobić!
Ponieważ odrobiliście zadanie na 6-tkę, a ja niestety sobie samej nie postawiłam nawet 2= (miałam piec rożki z Mamą, niestety Jej stan zdrowia na to nie pozwolił), postanowiłam że MUSZĘ (i CHCĘ) Wam podziękować, za to że tak długo jesteście ze mną i wspieracie Weekendową.

Dlatego też wszystkie osoby, które wzięły udział w sierpniowej Weekendowej Cukierni, oraz osoby które przyłączą się do niej we wrześniu wezmą udział w losowaniu nagrody, którą jest książka Nigella Express autorstwa Nigelli Lawson (wersja oryginalna w języku angielskim). 

Książka posiada twardą okładkę, została zakupiona w księgarni Waterstones i była użyta przeze mnie jeden raz. Ponieważ książkę mam jedną, tylko jedna osoba będzie mogła ją wygrać, ale druga i trzecia wylosowana osoba otrzyma ode mnie malutki drobiazg, który przyda się z pewnością w kuchni przy pieczeniu przeróżnych słodkości. Zasady pozostają takie same jak w każdej Weekendowej Cukierni, więc tylko osoby posiadające kulinarnego bloga mogą wziąć udział w losowaniu.

Kochani żeby nie przedłużać - poniżej podsumowanie sierpniowej WC /Basiu dziękuję za pomoc bez Ciebie nie dałabym rady wstawić dzisiaj tego podsumowania! :*/, a już dzisiaj wraz z Carmelliną zapraszam do kolejnego (wrześniowego) odcinka Weekendowej Cukierni! A co pieczemy? Bawarski placek ze śliwkami. Nie wiem jak Wy, ale to jest TO czego potrzebuję gdy prawdziwa jesień za oknem hula :)

Niech się Wam upieką wspaniałe słodkości!

A w sierpniowej Weekendowej Cukierni piekliśmy takie maleńkie cuda:

Zdjęcie i rożki autorstwa Basi

A udział wzięli:

Ada i Jej blog Słodko... i wytrawnie
Agatek i Jej blog Słodka Dziurka
Alcia i Jej blog Kuchnia Alicji
Amarantka i Jej blog Tu i teraz
Alinka i Jej blog Pysznie, pyszniutko
Amber i Jej blog Kuchennymi drzwiami
Ania i Jej blog Strawberries from Poland
Asieja i Jej blog Ugotujmy
Basia i Jej blog Makagigi i 55 pierników
Carmelina The seventh heaven
Ewelajna i Jej blog Kuchnia pełna smaków
Gosia i Jej blog Salt&Pepper&Co
Grażynka i Jej blog Oswajamy kuchenkę mikrofalową
Iv i Jej blog Ko ko ko
Jola i Jej blog Nasze życie od kuchni
Justin&Dorothy i Ich blog Domowe Wypieki
Kabamaiga i Jej blog Sto kolorów kuchni 
Kasia i Marcin i Ich blog Breakfast at Tiffany's 
Kasiac i Jej blog Pokrojone, doprawione
Kasia Kuzynka Basi
Peggy (Karol) i Jej blog Peggykombinera
KaroLina i Jej blog Bułka z masłem
Krokodyl i Jej blo Pomarańcza i imbir
Mahda Zet Koleżanka Basi
Majanka i Jej blog Majanowe Pieczenie
Monika i Jej blog Stoliczku, nakryj się! 
Muffingirl i Jej blog Muffingirl 
Olciaky i Jej blog Waniliowa chmurka
Paulina J. i Jej blog W kuchni na Stalowej
A.Grey&Paweł i Ich blog Spiżarnia
Cukrowa Wróżka i Jej blog Cukrowa Wróżka czaruje
Szarlotek i Jej blog Cukiernicze kreacje Charlotte
Ulcik i Jej blog Domowa kuchnia
Viridianka i Jej blog Cioccolato Gatto

/jeśli kogoś pominęłam lub wpisałam niepoprawnie nazwę autora i bloga proszę o komentarz pod postem/

Jeszcze raz dziękuję, zapraszam i pozdrawiam serdecznie!

Polka

Friday, 10 September 2010

WEEKENDOWA CUKIERNIA WAS POTRZEBUJE! PROŚBA O LINKI...



Drodzy Sympatycy Weekendowej Cukierni!

Powiem wprost - potrzebuję Waszej pomocy. Chciałam w czasie wolnym usiąść i pozbierać linki do Waszych wypieków w ramach WC-lipiec i WC-sierpień, ale nie mogłam się na tym skupić.  Kilka wizyt  w miejskim szpitalu i mogę tylko się cieszyć, że nigdy do takiego nie trafiłam (puk, puk, puk - właśnie odpukałam w niemalowane). MAMY opóźnienie! Powinno pojawić się już kilka dni temu zaproszenie do wrześniowej WC, ale nie chcę go publikować zanim nie opublikuję zaległych podsumowań!C hciałabym, również by podsumowania WC wróciły do poziomu sprzed roku, kiedy dbałam o Nie jak o własne dzieci, dlatego mam do Was prośbę. Proszę Wszystkich, którzy wzięli udział w lipcowym i sierpniowym wydaniu Weekendowej Cukierni by w komentarzach pozostawili link do swojego wypieku, a ja będę sobie powolutku nadrabiać zaległości mejlowe i będę odpowiadać na zaległe komentarze, zgoda? Wiem, że większość z Was dopisała się do Durszlaka,  ale wiem że są osoby które tego nie zrobiły i nie wysłały również linku do wypieku drogą mejlową.

Ja i Weekendowa Cukiernia bardzo POTRZEBUJEMY Waszej pomocy :-)