Monday, 29 November 2010

TARTA CYTRYNOWA I DŻEM Z GRUSZEK, IMBIRU, CYTRYN I KUMINU.


Moje dzieciństwo nie obfitowało w cytrusy. Zdobycie mandarynek czy pomarańczy graniczyło z cudem, a jak już się pojawiały, to zawsze plasowały się poza przeznaczonym na życie budżetem. Grejpfruty można czasem było zjeść u Wujka K., przekrojone na pół i posypane delikatnie cukrem. Do cytryn przez całe dzieciństwo odczuwałam wstręt i to niestety przez Babcię K. A to dlatego, że każda wyprawa do owej Babci kończyła się wypiciem co najmniej jednej szklanki herbaty posłodzonej cukrem i zakwaszonej sokiem wyciśniętym z cytryny. I nie pomagały prośby i błagania, że ja nie lubię i nie chcę, że herbatę to ja wolę gorzką i bez cytryny. Jak już byłam starsza to prosiłam o kawę :) 
Mandarynki i pomarańcze przywołują miłe wspomnienia - Dziadek M. był mistrzem w ich zdobywaniu i zawsze w mikołajkowej paczce znalazła się chociaż jedna sztuka. I naprawdę nie wiem, jak On to robił. I teraz ostrożnie, żeby nie popaść w pułapkę pisania o dziadkach i babciach, ale jest coś w niektórych wspomnieniach, że przychodzą same i wcale nie musimy się wysilać, żeby je przywołać. One po prostu są. Dla mnie jednym z takich wspomnień jest właśnie zapach obieranej palcami mandarynki, który do końca życia będzie kojarzył mi się właśnie z grudniem i Dziadkiem.
Teraz nie wyobrażam sobie życia bez zapachu i smaku skórki świeżo otartej z cytryny czy pomarańczy. Nie wyobrażam sobie zimowej, rozgrzewającej herbaty bez dodatku soku i skórki z cytrusów. Nie wyobrażam sobie domowego ciasta bez ich aromatu. Jest coś w tym zapachu, co nie pozwala przejść obok obojętnie. Skórka otarta z chociażby jednej cytryny dodana do drobnego cukru, zupełnie zmienia jego smak i aromat. Ta sama skórka dodana do chociażby naleśników czy racuchów zamienia je w produkt co najmniej luksusowy. I mogłabym tak wymieniać bez końca.
Ale zamiast wymieniać, to Wam coś pokażę.
Ale chciałam jeszcze o czymś napisać.

Jak wiecie razem z Dziewczynami prowadzę Bajeczną Fabrykę. Jest to miejsce dla Dużych i Małych. Miejsce, gdzie nie trzeba być serio. Miejsce, gdzie każdy z nas może poczuć się beztrosko. Miejsce, które możecie tworzyć razem z nami! Więc jeśli macie ochotę na chwilę zapomnienia, zapraszam Was serdecznie! Przekroczcie progi Fabryki, a już nigdy nie będziecie chcieli jej opuścić. Zwłaszcza, że bardzo często organizujemy konkursy i właśnie teraz można wygrać przepiękne foremki oraz pluszowe misie. Jeśli macie chwilę to serdecznie Was zapraszamy! Tu i tu znajdziecie więcej konkursowych szczegółów :)

Wystarczy tylko:
1. zamieścić komentarz pod konkursowym postem (Uwaga!!! Autorzy anonimowych komentarzy nie wezmą udziału w losowaniu);
2. zamieścić informację o Misiowym Konkursie na swoim blogu wraz z konkursowym banerkiem, który znajduje się poniżej (dotyczy posiadaczy własnego bloga)
Co trzeba zrobić, by przygarnąć jednego z pluszowych Misiów?
1. Namówcie swoje dzieci do narysowania, namalowania itd projektu nowego pokoju Misia (technika dowolna);
2. Wyślijcie zdjęcia lub skany prac swoich Pociech na adres e-mailowy Bajecznej Fabryki:

BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM
Losowania misiowych Szczęśliwców odbędą się 4 grudnia.
Zgłoszenia (komentarze i rysunki) przyjmujemy do 3 grudnia, do godziny 23.59.


DŻEM Z GRUSZEK, IMBIRU I CYTRYN Z DODATKIEM KUMINU

Ten dżem to absolutny (jak to mówi Alcia) mercedes wśród dżemów, które w parze z dojrzałym serem tworzą kompozycję absolutnie idealną! Inna sprawa, że mój smak z dzieciństwa to kromka chleba z grubym plastrem białego sera i odpowiednio cieńszym plastrem sera żółtego przybrana odpowiednią ilością dżemu wszelakiego rodzaju. No bo jak cytryna to imbir. Jak imbir to gruszki. A jak gruszki to KONIECZNIE uprażone ziarna kuminu (nie kminku! kumin to kmin rzymski, a nie kminek). A skąd ten pomysł? Otóż kiedyś podczas pobytu u naszych znajomych mieliśmy okazję spróbować dżemowego cuda zakupionego w sieci marketów Monoprix. Cudo to stało w lodówce z serami i było połączeniem gruszek z kuminem. I było pyszne. Dodałam imbir i cząstki cytryn i muszę przyznać, że wyrób domowy bije sklepowy na głowę. Pomimo, że dla mnie wyrób francuski to wyrób klasy zerowej.

  • 250g brązowego cukru
  • 200ml wody
  • 50g korzenia imbiru, obranego i startego na tarce do jarzyn (duże oczka)
  • 3 łyżeczki ziaren kuminu (kminu rzymskiego), uprażonych na suchej patelni
  • 1kg dojrzałych gruszek, obranych i pokrojonych w ósemki
  • 3 duże cytryny, idealnie niewoskowane (skórka otarta, a miąższ pokrojony w cząstki)
  • 200ml białego wina

W szerokim rondlu o grubym dnie z cukru i wody przygotowujemy syrop (cukier wsypujemy do wody i podgrzewamy na małym ogniu, aż cukier się rozpuści, następnie zwiększamy moc palnika i gotujemy całość 'do nitki').
Dodajemy uprażone ziarna kuminu i imbir i gotujemy chwilę.
Dodajemy cząstki gruszek oraz skórkę, sok i miąższ z cytryn.
Gotujemy całość na średnim ogniu, aż do uzyskania pożądanej konsystencji (czas gotowania zależy od tego, jak dojrzałe były gruszki i ile puszczą soku).
Pod koniec gotowania dodajemy wino i gotujemy jeszcze parę minut.
Dżem przekładamy do wyprażonych słoików i ewentualnie pasteryzujemy.

Tu dowiedz się więcej o pasteryzacji i przygotowywaniu dżemu.




TARTE AU CITRON (CYTRYNOWA TARTA) PRAWIE BEZ PIECZENIA

To moje drugie podejście do cytrynowej tarty. Pierwsza, którą zrobiłam zawierała w kremie mąkę i była po prostu niesmaczna. Od wielu przepisów odstraszały mnie dodatki skondensowanego mleka czy właśnie mąki ziemniaczanej oraz tony cukru. A to błąd. Masa ma być kwaśna (ale n i e  z a  b a r d z o), ale jednocześnie słodka (ale  n i e  z b y t  s ł o d k a). Te dwa smaki mają się uzupełniać, a nie nad sobą dominować. Tartę cytrynową z książki The Cook's Book (którą wam gorąco polecam, bo jest fantastyczna i na pewno kiedyś o niej napiszę i w dodatku można ją kupić na amazon za pół ceny) chciałam zrobić już od dawna i ... zrobiłam. Moje zmiany to zmniejszenie ilości cukru z 240g do 150g oraz dodanie domowego cukru waniliowego. Również spód do tarty z dodatkiem mąki razowej i semoliny to mój przepis i jest może trochę trudniejszy w wałkowaniu, ale trud wynagradza jego wspaniały smak i chrupkość. To naprawdę wspaniała tarta i z ręką na sercu mogę Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni jej smakiem.

Spód tarty
Z podanych proporcji upiekłam 4 spody o średnicy 12cm

  • 100g mąki pszennej razowej
  • 50g miałkiej semoliny
  • 100g zimnego masła
  • 1 jajko
  • szczypta soli

Piekarnik rozgrzałam do 160C.
Mąkę połączyłam z semoliną.
Dodałam sól i masło pokrojone w grubą kostkę.
Palcami wcierałam masło w mąkę, aż powstały drobne grudki.
Wtedy dodałam jajko i całość szybko zagniotłam w kulę.
Ciasto owinęłam folią i włożyłam na 1 godzinę do lodówki.
Po tym czasie ciasto cienko rozwałkowałam i wyłożyłam nim 4 formy do tart o średnicy 12 cm.
Każdą foremkę przykryłam kawałkiem papieru do pieczenia i wypełniłam ceramicznym grochem.
Piekłam 20 min, po czym zdjęłam groch i papier i piekłam kolejne 10 minut.
Ostudziłam.


Masa cytrynowa
Żródło: The Cook's Book

  • 5 dużych cytryn (idealnie niewoskowanych)
  • 100g drobnego cukru
  • 50g domowego cukru waniliowego
  • 4 jajka
  • 200 ml soku wyciśniętego z cytryn
  • 200g masła, pokrojonego w kawałki

Z umytych i osuszonych cytryn ścieramy skórkę, a sok wyciskamy.
Otartą skórkę łączymy w misce z cukrem i cukrem waniliowym i mieszamy palcami (WSPANIAŁE uczucie!).
Dodajemy do miski sok z cytryny i jajka i ubijamy chwilę mikserem.
Miskę z masą umieszczamy na garnku z wrzącą wodą i cały czas mieszając podgrzewamy, aż masa zgęstnieje (UWAGA! nie oszukujemy, mieszamy bo masa nam się zwarzy).
Gdy masa zgęstnieje (będzie miała konsystencję budyniu - powinno to zająć około 4-5 minut), zdejmujemy miskę z garnka i chwilę studzimy.
Dodajemy masło (po jednym kawałku) i miksujemy ręcznym blenderem (żyrafą).
Gotową masą wypełniamy spody tarty i całość chłodzimy w lodówce przez noc.

Smacznego!




Wednesday, 17 November 2010

ZIARNO



Sunday, 14 November 2010

ORZECHOWY TYDZIEŃ 2010


Szybko, szybko bo kończy się niedziela!
Kicham raz jeszcze, 'kulkuję' zasmarkaną chusteczkę higieniczną i przekopuję dysk w poszukiwaniu zdjęć ciasta i kanapki.
A muszę Wam powiedzieć, że ciasto nie byle jakie! Bez mąki, z bardzo gorzką czekoladą i kawałkami kandyzowanej skórki pomarańczowej. Do tego woda z kwiatów pomarańczy i mamy komplet.
Kanapka - jak wytworna dama! Pokruszona gorgonzola, włoskie orzechy i tymiankowy miód. A to wszystko na chrupiącej bułce (oczywiście pszennej, a jakże!)
Bo jak listopad, to długo wyczekiwana zabawa blogowa. Jak zabawa, to Ela, z którą można chichrać do białego rana. Jak Ela, to Jej Orzechowy Tydzień. A jak Orzechowy Tydzień, to żeby się paliło i waliło ja się przyłączę!
Więc się przyłączam.
W tym roku skromnie, bo skromnie ale smacznie. O tym mogę Was zapewnić. Ale przecież nie chodzi o to, by się przyłączyć z tuzinem przepisów, ale o to by PRZEDE wszystkim dobrze się przy tym bawić. Więc kiedy inni się stresują, ja wolę przegadać z fajnymi Dziewczynami pół nocy i ponarzekać, że to tylko i wyłącznie ich wina, że znowu nie napisałam kolejnego postu :)
I takiej wersji się będę trzymać (hihi)
Jak niektórzy pamiętają w zeszłym roku Ela powierzyła mi opiekę nad Orzechowym, ale w tym roku zabawa powróciłam do jej prawowitej Gospodyni. I dobrze. To oznacza, że będzie więcej Eli zdjęć i wpisów w blogosferze. Co oznacza prawdziwą ucztę dla wytrawnych koneserów.
I na koniec małe podsumowanie.

Tu możecie zobaczyć podsumowanie Orzechowego Tygodnia 2007
Tu możecie zobaczyć podsumowanie Orzechowego Tygodnia 2008
A tu możecie zobaczyć podsumowanie Orzechowego Tygodnia 2009

A oto i mój wkład - Elu dziękuję za kolejny Orzechowy!


BEZMĄCZNE CIASTO Z NUTĄ POMARAŃCZY, IMBIRU I GORZKIEJ CZEKOLADY
Adaptacja przepisu z książki Willie's Chocolate Bible by Willie Harcourt-Cooze

200g miękkiego masła
120g drobnego brązowego cukru (w oryginale 200g)
250g mielonych migdałów
2 łyżeczki wody z kwiatów pomarańczy
4 duże jajka
skórka otarta z 3 pomarańczy (idealnie niewoskowanych)
skórka otarta z 1 cytryny (idealnie niewoskowanej)
sok wyciśnięty z ½ pomarańczy
75g polenty (nie instant!)
½ łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki cream of tartar (lub sody)
100g kandyzowanej skórki pomarańczowej
100g świeżo utartego korzenia imbiru
100g gorzkiej czekolady (99% zawartości kakao) posiekanej na małe kawałki

Piekarnik rozgrzewamy do 160C.
Okrągłą formę o średnicy 24cm spryskujemy oliwą, a jej spód wykładamy papierem do pieczenia.
W dużej misce ubijamy masło z cukrem, aż masa będzie biała i puszysta.
Nie przerywając ubijania dodajemy po jednym jajku, mielone migdały i wodę z pomarańczy. Ubijamy.
Dodajemy otarte skórki z cytrusów, sok z pomarańczy, polentę, proszek do pieczenia i cream of tartar (sodę) i ubijamy na najmniejszych obrotach miksera.
Dodajemy kandyzowaną skórkę, imbir i kawałki czekolady i dokładnie mieszamy łyżką.
Masę przekładamy do tortownicy, wyrównujemy jej wierzch, wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 40 minut.
Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy w formie do ostygnięcia, a następnie wyjmujemy ciasto z formy.



KANAPKA Z GRILLOWANYMI FIGAMI, GORGONZOLĄ I MIODEM TYMIANKOWYM

MIÓD TYMIANKOWY

¼ szklanki ulubionego miodu (polecam akacjowy)
kilkanaście gałązek świeżego tymianku
odrobinę soku wyciśniętego z cytryny

Listki tymianku odrywamy z gałązek (delikatnie chwytamy za czubek gałązki i palcami 'zjeżdżamy' w dół gałązki) i razem z gałązkami wkładamy je do małego rondla.
Dodajemy miód i sok z cytryny i podgrzewamy całość na małym ogniu przez kilka minut, po czym zestawiamy z palnika i zostawiamy do ostygnięcia

GRILLOWANE FIGI

świeże duże figi (po 2 na osobę)
2 łyżeczki oliwy z oliwek

Figi kroimy na połówki, lekko smarujemy je oliwą i grillujemy po minucie z każdej strony w dobrze nagrzanym piekarniku (opcja grill, ale niekoniecznie).
Figi mają być ciepłe, ale wciąż jędrne.
Po upieczeniu kroimy je na ćwiartki.

DODATKOWO

kilka kromek pszennej bułki (po dwie na osobę)
kawałek pokruszonego sera gorgonzola
kilka połówek orzechów włoskich, uprażonych na suchej patelni
oliwa z oliwek

Każdą kromkę smarujemy delikatnie oliwą i opiekamy w piekarniku lub tosterze.
Na bułce układamy figi, pokruszony ser, orzechy, świeże listki tymianku i całość polewamy miodem tymiankowym.

Smacznego!



Z PORADNIKA MŁODEJ PANI DOMU - PRZELICZNIKI

Mam nadzieję, że się Wam przydadzą!
PS Dodałam przelicznik drożdży i szklanek.
Strona na bieżąco będzie uzupełniana :-)


Adapted from The Artisan net







Tuesday, 9 November 2010

SOS GRZYBOWY, KOPYTKA, KLUSKI KŁADZIONE I KASZA NA SYPKO



Bo to jest tak.
Jeśli coś mi doskwiera, to zaszywam się w ciszy i nie ma mnie.
Jeśli coś mi przeszkadza (na przykład brzuch, który zamienił się w piankę marshmallow), to wracam na siłownię i ćwiczę.
Jeśli wstaję o 5:30 rano i wracam do domu po 19tej, to wolę spędzić czas z Dawidem, niż w internecie.
Jeśli nie mam czasu popatrzeć co u Was i skomentować Waszych wpisów, to jakie mam prawo oczekiwać, ze Wy do mnie zajrzycie?
Jestem trochę zmęczona i w dodatku aura za oknem nie sprzyja zbieraniu myśli w całość. Na chodnikach leżą gnijące liście, pada i wieje.
Ale.
Pusia opublikowała swój wpis i uświadomiła mi, czego mi brakuje.
Kogo mi brakuje.
I dlaczego mi brakuje.
W weekend porządkowałam stare pudło, kóremu pieszczotliwie nadałam nazwę pierdoły Eweliny i znalazłam listy od kilku Blogowiczek w ramach akcji polka na obczyźnie.
Porządkowałam słoiczki z przetworami i znalazłam dwa słoiczki konfitury z róży od Chłopaka z Bydgoszczy, słoik powideł od Dziewczyny ze Szczytna, słoik dżemu z jabłuszek rajskich od Dziewczyny co lubi fiołki, kolejny słoik z różą od Dziewczyny z Pragi i słoik z tajemniczą zawartością od Dziewczyny z Tych.
Oprócz tego mam przyprawę od Chłopaka z Warszawy, co jeszcze niedawno wędrował po włoskim świecie, tony pysznej pigwy z Tych i mnóstwo przypraw z Jerozolimy. Piękne papilotki z Chorzowa, książkę z Kwidzyna, hafty krzyżykowe z Bier(ów), paczkę żywnościową z Kanady i paczkę ulubionych cukierków od Dobrej Duszyczki. Myślicie że to koniec? Ostatnio listonosz przyniósł małe cudo z wysłane prosto z Islandii. Nie wspomnę o pięknych dechach z Lublina. I pewnie nie wszystko udało mi się przywołać z pamięci, ale za to Wam DZIĘKUJĘ!
Tak zdecydowanie dla takich chwil warto prowadzić bloga.

DOMOWY SOS GRZYBOWY

Mój własny. Metodą prób i błędów przygotowałam ten jedyny, ten najlepszy. Teraz wiem, ze sos grzybowy MUSI zawierać świeży tymianek i świeżo startą gałkę muszkatołową. To podstawa. Białe wino i sok z cytryny tylko wspaniale dopełnią całość. Cebula jak i czosnek MUSZĄ być podsmażone na małym ogniu, by uwolnić z nich jak najwięcej aromatu. I tak jak nie lubię zagęszczać sosów mąką, to tutaj sos aż się prosi o dodatek mąki ziemniaczanej, uprzednio podprażonej na patelni. I oczywiście suszone prawidziwki.

duża garść suszonych prawdziwków (około 20g)
szklanka gorącej wody
2 łyżki masła
2 łyżki oliwy z oliwek
1 biała cebula, pokrojona w drobną kostkę
3 duże ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
4 gałązki tymianku
dwie szczypty tymianku arktycznego (opcjonalnie)
łyżeczka świeżo startej gałki muszkatołowej
500g brązowych pieczarek (chestnut), pokrojonych w grube plastry
200ml białego wina
sok wyciśnięty z połowy cytryny
1 pełna szklanka bulionu warzywnego
4 łyżki słodkiej śmietany (single cream)
2 płaskie łyżeczki mąki ziemniaczanej, uprażonej na suchej patelni
świeżo mielony czarny, biały i różowy pieprz
sól wędzona Maldon (lub zwykła sól)

Suszone prawdziwki zalewamy szklanką gorącej wody i odstawiamy na minimum godzinę.
Odciskamy z wody i kroimy grube plastry, wodę zachowujemy.
W szerokim rondlu stapiamy dwie łyżki masła z dwiema łyżkami oliwy i na małym ogniu podsmażamy cebulę, czosnek i listki tymianku przez 10 minut.
Dodajemy pieczarki, prawdziwki, sól i pieprz i smażymy przez 10 minut na małym ogniu.
Dodajemy gałkę muszkatołową i połowę wina i redukujemy jego ilość połowę.
Dodajemy sok z cytryny, resztę wina, wodę w której moczyły się prawdziwki oraz bulion i gotujemy na małym ogniu kolejne 10 minut.
Śmietanę mieszamy z mąką ziemniaczaną i cienkim strumieniem dodajemy do gulaszu.
Mieszamy i gotujemy 5 minut, aż sos zgęstnieje.
Doprawiamy pieprzem i solą i tymiankiem arktycznym (jeśli mamy).



KASZA NA SYPKO

Sposób mojej Mamy na sypką kaszę jest cudowny, ale ja z lenistwa go sobie uprościłam. Moja Mama gdy tylko kasza wchłonęła wodę, owijała garnek w stos gazet i chowała pod pierzynę. Ponieważ o prawdziwą pierzynę jak i o czas teraz trudno, wystarczy zaopatrzyć się w dobry rondel, który jest odporny na wysoką temperaturę i możemy się cieszyć każdym ziarnkiem kaszy z osobna. Można dodać szczyptę ulubionych przypraw, ale ja lubię kaszę taką zwykłą, polską.

1 szklanka kaszy (gryczanej lub jęczmiennej)
3 łyżki smalcu lub masła
1 szklanka wrzącej wody

Piekarnik nagrzewamy do 180C (termoobieg 160, piekarnik gazowy 4).
Tłuszcz stapiamy w rondlu i dodajemy kaszę.
Smażymy przez 3 minuty ciągle mieszając, aż każde ziarenko kaszy pokryje się tłuszczem i będzie lekko szkliste.
Dodajemy wodę i gotujemy do momentu, aż kasza ją wchłonie.
Przykrywamy rondel, wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez około 45 minut.

Kaszę podajemy z sosem i na talerzu posypujemy natką pietruszki.


GRYCZANO-ORKISZOWE KOPYTKA LUB KLUSKI KŁADZIONE

Wielokrotnie pisałam, że nie lubię makaronu. Ale za kopytka i pierogi leniwe dam się pokroić. Aby kopytka wyszły dobre, musimy użyć dobrych sypkich ziemniaków i upewnić się, że po ugotowaniu całkowicie je ostudzimy (najlepiej ugotować je dzień wcześniej i zostawić w lodówce). W innym przypadku ciasto zacznie nam się rozlewać. Ważne jest, by jak najkrócej wyrabiać ciasto, by nie zdążyło zagrzać się od rąk. I jedna ważna rzecz - nie podsypujmy mąki, bo kopytka będą gumowate i niesmaczne. A jeśli pomimo naszych starań ciasto nie będzie chciało z nami współpracować, to zróbmy... kluski kładzione. Po prostu odrywajmy kawałki ciasta i gotujmy je w osolonej wodzie tak jakbyśmy gotowali kopytka.

1000g sypkich ziemniaków
250g mąki gryczanej z pełnego przemiału minus 1 łyżka*
250g mąki orkiszowej lub pszennej minus 1 łyżka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 jajka
sól
świeżo mielony czarny pieprz
mąka do podsypywania

Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. Dokładnie odcedzamy, odparowujemy (trzymamy na małym ogniu przez około 1 minutę) i studzimy.
Następnie przepuszczamy je przez praskę lub maszynkę i przekładamy na stolnicę.
Dodajemy jajka i obie mąki przesiane przez sito.
Jak najszybciej zagniatamy ciasto i przerywamy je gdyskładniki dokładnie się połączą.
Ciasto dzielimy na 5 lub 6 mniejszych części.
Na palniku stawiamy duży garnek z wodą, którą solimy. Dodajemy do niej kilka kropel oliwy (to zapobiegnie sklejaniu się kopytek).
Stolnicę posypujemy mąką i z ciasta toczymy wałeczki o średnicy około 2 cm, które następnie delikatnie spłaszczamy dłonią. 
Każdy wałek kroimy pod ukosem na kopytka bardzo delikatnie odsuwając je nożem tak by się nie posklejały.
Gotowe kopytka wrzucamy na gotującą się wodę i gotujemy je przez około 2 minuty od wypłynięcia na powierzchnię wody (w zależności od wielkości kopytek).
Wyjmujemy je łyżką cedzakową i układamy na dużych talerzach delikatnie posmarowanych oliwą. 
W razie konieczności wodę w garnku uzupełniamy.
Oczywiście kopytka smakują najlepiej odsmażone na patelni :)
Smacznego!

*jeśli ktoś nie ma mąki gryczanej może zmielić kaszę gryczaną niepaloną w młynku do kawy




Sunday, 7 November 2010

JESZCZE JEMY ZE SMAKIEM!