Kiedy wstajecie rano, a ulicą płyną strugi deszczu, właśnie w ten dzień, kiedy mieliście pójść do parku i poopalać swoje blade kończyny górne i dolne, kiedy mieliście wypić wino w parku z fajnymi znajomymi, a po południu spotkać się z dawno niewidzianą fajną koleżanką, w dodatku tydzień wcześniej, z powodów czysto technicznych, nie udało Wam się dojechać tam gdzie chcieliście być, to ze złości można się popłakać, prawda?
Ale przecież nie może być, aż tak źle.
Bo przecież dzień wcześniej udało Wam się kupić wymarzoną, granatową sukienkę do samiuśkich kostek, upiekliście pyszny chleb i spędziliście spory kawał czasu w wannie, z przyjemnie pachnącą maseczką na twarzy, popijając domowe Malibu.
Nie będę Was oszukiwać.
Domowa wersja tego popularnego trunku w niczym nie przypomina tej oryginalnej, ale odpowiednio przygotowana stanowi dla niej świetną alternatywę.
Malibu od zawsze kojarzy mi się z dzikim luksusem, na który nie mogłam sobie kiedyś pozwolić, a który teraz dawkuję sobie w odpowiednich ilościach. Najbardziej lubię Malibu porządnie schłodzone w lodówce i podane w towarzystwie kilku kostek lodu.
I to musi być właśnie TEN czas, kiedy jest odpowiednia na Malibu pora, które najlepiej smakuje mi w dzień, ustępując pod wieczór szklance Martini Rosso. Jest odpowiedni czas na kufel niepasteryzowanego piwa, a inny na Whisky z colą. Czerwone wino najlepiej smakuje przy blasku świec, a Porto lubię w towarzystwie ciężkiego, mięsnego obiadu.
I mogłabym tak pisać bez końca...
Ale przecież nie może być, aż tak źle.
Bo przecież dzień wcześniej udało Wam się kupić wymarzoną, granatową sukienkę do samiuśkich kostek, upiekliście pyszny chleb i spędziliście spory kawał czasu w wannie, z przyjemnie pachnącą maseczką na twarzy, popijając domowe Malibu.
Nie będę Was oszukiwać.
Domowa wersja tego popularnego trunku w niczym nie przypomina tej oryginalnej, ale odpowiednio przygotowana stanowi dla niej świetną alternatywę.
Malibu od zawsze kojarzy mi się z dzikim luksusem, na który nie mogłam sobie kiedyś pozwolić, a który teraz dawkuję sobie w odpowiednich ilościach. Najbardziej lubię Malibu porządnie schłodzone w lodówce i podane w towarzystwie kilku kostek lodu.
I to musi być właśnie TEN czas, kiedy jest odpowiednia na Malibu pora, które najlepiej smakuje mi w dzień, ustępując pod wieczór szklance Martini Rosso. Jest odpowiedni czas na kufel niepasteryzowanego piwa, a inny na Whisky z colą. Czerwone wino najlepiej smakuje przy blasku świec, a Porto lubię w towarzystwie ciężkiego, mięsnego obiadu.
I mogłabym tak pisać bez końca...
LIKIER MLECZNO-KOKOSOWY (a'la Malibu)
Na podstawie: Forum Wizaż.pl
- 500g wiórków kokosowych
- 400ml spirytusu
- minimum 500ml chłodnej wody* (filtrowanej lub przegotowanej)
- 1 puszka mleka kokosowego
- 1 puszka śmietanki kokosowej
- 1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
Wiórki zalewamy w słoiku (lub kamionkowym naczyniu) spirytusem wymieszanym z wodą i odstawiamy na około 2 tygodnie pamiętając, by naczyniem raz dziennie porządnie wstrząsnąć.
Po tym czasie wiórki bardzo dokładnie przecedzamy przez gazę (wiórków nie wyrzucamy bo można z nich zrobić pyszne kokosanki).
W głębokiej misce bardzo dokładnie mieszamy mleko skondensowane, mleko kokosowe oraz śmietankę.
Dolewamy "kokosową" wódkę (uwaga - kolejność jest ważna: wódkę do mleka, bo mleko może się zwarzyć).
Całość energicznie mieszamy, zlewamy do butelek i wstawiamy do lodówki.
Pijemy :)
Smacznego!
*ilość wody zależy od tego jak dużo alkoholu ma posiadać nasze Malibu (ja dodaję mniej, a później w miarę potrzeby uzupełniam, by osiągnąć pożądaną moc trunku




O kurcze! Robię! Uwielbiam takie likiery!
ReplyDeletemniam! brzmi bosko.. a ja mam kokosa w kuchni .. i też myślałam jak go przerobić :)
ReplyDeleteZrób zrób :) Pycha!
ReplyDeleteZróbcie* :)
ReplyDeletehmm wygląda apetycznie-może też się kiedyś skuszę ;)
ReplyDeletePolcia, świetny taki likier , taki biały , taki czysty , nie winny, wiesz?
ReplyDeletep.s ja robiłam takie domowe, nie pamiętam przepisu,coś podobne jak twoje ,ale dawałam biały rum , no tez dobre to było , chyba nawet dość mocna podróba oryginału
No, Pola, dziś to ja tę kąpiel poprosiłabym i do tego Twoje maibu:), bo pada, siąpi i dżdży...:(, ale niestety dostanę tylko "...bu", bo do pracy czas iść...
ReplyDeletecudne zdjecia:)
ReplyDeletelikier... mmm... pycha:)
Wygląda na tyle bosko, że aż chyba zrobię... ale najpierw pytanie techniczne: O jakich puszkach mleka skondensowanego (400 czy 533g), kokosowego i śmietanki kokosowej (tutaj widziałem przynajmniej trzy rozmiary) mówimy?
ReplyDeleteRogaty tak naprawdę to nie ma najmniejszego znaczenia :) Im więcej mleka i śmietanki tym lepiej (można dać mniej wody) :)
ReplyDeletePozdrawiam!
kiedy będe mogła go skosztować?
ReplyDeletekiedy parapetówa?!
Brzmi i wygląda cudnie... domyślam się, że tak samo smakuje:)
ReplyDeleteMalibu - jedno z moich ulubionych trunków, chyba nigdy nie zabraknie go w moim barku. Twoja propozycja - bardzo, bardzo kusząca... :) mniamu...ślinka leci!!!
pieknie wyglada :)wprawdzie nie wiem,jak Malibu smakuje,ale na pewno nie mniej pysznie niz ta Twoja wersja :)
ReplyDeletePozdrawiam :)
Super pomysł. Musi być przepyszne :-) A pisać tak możesz bez końca spokojnie. Lubię Cię czytać :-)
ReplyDeletePozdrawiam
Uwielbiam Malibu!:))
ReplyDeletePyszności Poleczko.
Pozdrawiam:)
Ciekawi mnie, jaka to sukieneczka:D też poluję na długą, dzisiaj coś mierzyłam, ale średnio. Ostatnio trafiłam na likier cytrynowy z mlekiem (można by też pomarańczowy w takim razie), a jakie można jeszcze inne likiery zrobić? znam jeszcze krówkowy- z gotowanego mleka skondensowanego słodzonego, kukułkowy i tyle i teraz kokosowy! zgadzam się że takie dni to na delektowanie się takimi trunkami:) + przerwy na obowiązki;) pozdrawiam
ReplyDeleteMalibu, Martini...wszystko co lubię:) To pierwsze zdjęcie-cudo!!!
ReplyDeletePola...przepis prosty i genialny.Dla takich trunkow warto czekac te dwa tygodnie :)
ReplyDeletepozdrawiam serdecznie
Lole rowniez ;)
Ania
o tak to zdecydowanie moje smaki mniam
ReplyDeleteJa także robię takie malibu w domciu! Cudowne rozwiązanie dla kogoś kto lubi delikatne alkohole. Zdjęcia świetne! Jeszcze bardziej zachęcają do zrobienia takiego malibu...
ReplyDeletepiękne zdjęcia! i likier musi być pyszny :)
ReplyDeleteZdjęcia prześliczne. Osobiście jednak za malibu nie przepadam.
ReplyDeleteZa to lubię budzić się i oglądać za oknem deszcz. Lubię, kiedy pogoda krzyżuje mi plany i mam czas tylko dla siebie. Tak jak dziś - ja, kompot z wiśni i wolno płynący czas. Cudownie.
Pozdrawiam!
Polko, czapka z głowy za fotografowanie bieli ;) Za kokosowe drinki dziękuję, ale ta kąpiel z maseczką brzmi wspaniale! Mam nadzieję, że znajdę wkrótce czas na takie przyjemności.
ReplyDeletei love the first picture my dear!
ReplyDeleteit's so pure :)
mmmmm, coś co misie lubią najbardziej :)
ReplyDeleterobiłam kiedyś ze zwykłym skondensowanym mlekiem, też dobre wyszło...w zasadzie w trzy wypiłysmy w jeden wieczór :))
Pamiętam to nasze niepasteryzowane piwo, czas był wtedy jak najbardziej odpowiedni :)
ReplyDeleteCudo zdjęcia:) no i sam likier też pycha:) Wiem bo robię podobny:) Pozdrawiam!
ReplyDeletew moje imieniny opublikowałaś chyba specjalnie dla Mnie ten likier;)
ReplyDeleteRany jak ja lubię Malibu, to chyba mój ulubiony likier.. No i jeszcze lubię różowe wino.. i chyba tyle :]
ReplyDeleteJa niedawno kupiłam spódnicę do samych kostek :)!
Proste i pyszne !
ReplyDeleteCałe wieki nie piłam Malibu ;))
my już czekamy z kieliszkami! :)
ReplyDeletepiękna piękna butelka!
ReplyDeletePolciu, mniejsza o zgodność z oryginałem na pewno jest pyszny i kiedyś sobie zrobię :)
ReplyDeleteThis comment has been removed by the author.
ReplyDeleteMalibu to mój ulubionylikier. Na pewno skorzystam z przepisu.
ReplyDeletepozdrawiam
http://swiat-kuchni.blogspot.com
A ja mogłabym tak czytać bez końca....uwodzisz i to bardzo...A dzień Malibu, to dobry dzień i warto zmierzyć się z domowym trunkiem :)
ReplyDeletez tych składników to może wyjść tylko coś zabójczo pysznego :) już się widzę w towarzystwie tej butelki :)
ReplyDeleteSzarlotku bo to taka cicha uwodzicielka ;)
ReplyDeletePoluś, od razu mi się to nasze zlotowe malibu przypomniało mmmm ależ to było dobre i jak szybko znikało :D
ReplyDeleteBuziak :*
Polko, likier pychotka :) Pozwoliłam sobie nominować Cię do wyróżnienia One Lovely Blog Award :) Na stronie Nominacja :) zapisałam zasady tej zabawy i zachęcam Cię do wzięcia udziału. Zdaję sobie sprawę, że jest to zabawa łańcuszkowa, a nie wszyscy za takimi przepadamy. Nie mniej, ucieszyłam się ze swojego wyróżnienia i postanowiłam przekazać je dalej. Zrobisz z tym, co uznasz za stosowne. Pozdrawiam Cię ciepło :)
ReplyDeleteto musi być pyszne :)
ReplyDeleteAch i och, tyle mogę powiedzieć na ten temat. Zdecydowanie podczas spożywania kieliszeczka takiego cudownego trunku świat musi nabierać lepszych barw. Nawet pomimo wcześniejszych przeciwności losu...
ReplyDeleteŚciski!
KOńczyny już nie tak blade, co? :)
ReplyDeleteA ja poznaję butelkę!!!
A tak w ogóle, to już chcę weekendu.
I kurczę, Was chcę! :)***
PS Malibuuu, jak ja to lubię!
Kochana wyroznilam Cie w zabawie blogowej, szczegoly http://przysmakikarolki.blogspot.com/2011/07/wyroznienie.html
ReplyDeletepozdrawiam
Poluś, ale mi się podobają te zdjęcia z Trójmiasta - chciałabym tam teraz być :)
ReplyDeleteWpadnij do mnie po niespodziankę :)
http://kuchniaszczescia.pl/2011/08/cos-o-mnie-i-cos-na-wynos-czyli-cos-na-szybko/
Nigdy bym nei pomyslala Pola, ze zimne niealkoholowe napoje chetnei bym zamienila na jakis rozgrzewajacy likier, ale tak w takie lato to z checia ;-) Dobrego Polu!
ReplyDeleteI just added your website on my blogroll. I may come back later on to check out updates. Excellent information!
ReplyDeleteTo jest nie-fair, blogger mnie ignoruje :DD Przeciez pisalam tu w zimne dni ze ten Twoj likier to marzenie i na upal (ktorego nei bylo i ni ma tego roku) jak i na chlody - bo cos czuje na odleglosc ze dobrze rozgrzewa! Usciski Polciu :*
ReplyDeleteI just added your website on my blogroll. Really enjoyed reading through. Excellent information!
ReplyDeleteThanks for doing so! If you would like to have anything translated please let me know!
ReplyDeletexxx
Stoi już i moczy się kokos w spirytusie :) Nie mogę się doczekać efektu, tylko skąd wziąść śmietankę kokosową? Próbowałam pisać już wcześniej, ale blogger nie chciał mnie zalogować i ciągle chciał mi wyskakiwać anonymous..
ReplyDeleteMagdaleno w Kuchniach Świata widziałam :) Ale może być samo mleko będzie mniej kaloryczne :P
ReplyDeleteDzięki kochana za odpowiedź, w takim razie dodam dwa mleczka kokosowe. Obłędny jest zapach kokosu w słoiku, uuuu, już się nie mogę doczekać :) A w K. Ś. w Złotych Tarasach nie mieli, zobaczę jeszcze w Galerii Krakowskiej.
ReplyDeleteŚciskam mocno i czekam na kolejne inspirujące przepisy - masz coś na gruszki? Leżą u mnie i czekają na przeróbkę, brandy ani rumu chwilowo nie mam, bo zrobiłabym dżem, może masz jakiś przepis na naleweczkę?
Pozdrowienia!!!