Mam wrażenie, że wariuję. Coraz więcej rzeczy robić nam nie wypada, a to co wypada zupełnie mija się z moim światopoglądem.
Nie wypada pisać o Świętach, bo jest na to za wcześnie.
Nie wypada z uwielbieniem wtulać się w miękkie swetry z zimowym wzorem, bo pachną tandetą.
Nie wypada spędzić weekendu w domu, bo koniecznie trzeba obskoczyć wszystkich znajomych i odwiedzić najbardziej fajne miejsca w Warszawie.
Nie wypada spędzić weekendu w domu, bo koniecznie trzeba obskoczyć wszystkich znajomych i odwiedzić najbardziej fajne miejsca w Warszawie.
Nie wypada nie odbierać telefonu kiedy nie ma się na to ochoty, bo trzeba być cały czas w zasięgu.
Nie wypada przyznawać się, że ma się pasję i że tą pasją na pewno nie jest pięcie się po szczeblach kariery, bo to takie niepoważne.
Wypada za to siedzieć w pracy po godzinach i zabierać ze sobą służbowego laptopa na weekendy.
Wypada mieć samochód, bo jak można jeździć do pracy autobusem lub WKD?
Wypada odpisywać na wszystkie przychodzące maile, bo nieodpisywanie jest takie niekulturalne.
Wypada odpisywać na wszystkie przychodzące maile, bo nieodpisywanie jest takie niekulturalne.
Wypada wyrzucać z siebie nowe posty jak maszyna, tryskać weną i fantastycznym humorem.
Kociokwik.
Bezcelowa presja i umiejętność wpasowania się w tłum by być jednym z wielu.
Nie, to nie dla mnie.
Czasem czytam piękne wpisy jak cudownie jest rzucić wszystko i zacząć robić to, co się kocha. Szkoda tylko, że nikt nie daje nam worka pełnego pieniędzy i gotowego przepisu na życie.
Życie w zgodzie ze sobą to trudna sztuka, ale jeśli nie jesteśmy sobą to kim jesteśmy? Jeśli nie bronimy swojej pasji, to co nam pozostaje? Mam wrażenie, że nieustannie balansujemy na niewidzialnej granicy pomiędzy życiem dla siebie i dla innych. Oddać siebie innym to piękna rzecz, ale dla nas zostają już tylko skrawki i okruchy.
Czasem czytam piękne wpisy jak cudownie jest rzucić wszystko i zacząć robić to, co się kocha. Szkoda tylko, że nikt nie daje nam worka pełnego pieniędzy i gotowego przepisu na życie.
Życie w zgodzie ze sobą to trudna sztuka, ale jeśli nie jesteśmy sobą to kim jesteśmy? Jeśli nie bronimy swojej pasji, to co nam pozostaje? Mam wrażenie, że nieustannie balansujemy na niewidzialnej granicy pomiędzy życiem dla siebie i dla innych. Oddać siebie innym to piękna rzecz, ale dla nas zostają już tylko skrawki i okruchy.
A w mojej kuchni od dwóch tygodni pachnie świętami. W całym domu unosi się kojący zapach cynamonu, goździków i suszonych podgrzybków. Na blacie leży plastyczna, korzenna masa z której za chwilę powycinam ulubione kształty. Nadgryziona cierpka skórka otarta z pomarańczy i szczypta piekącej, świeżo utartej gałki muszkatołowej na języku. Kulinarne haiku.
Czekam na pierwsze płatki śniegu, które będę łapać w ciepłe dłonie.
I zrobiłam już listę postanowień na przyszły rok oraz pierwsze świąteczne zakupy.
A gdy zamykam oczy, czuję zapach dziadkowych, obranych mandarynek i wyłuskanych orzechów włoskich.
Chwilo trwaj.
WINNY SOS KOPERKOWY Z PIECZONYM CZOSNKIEM (BEZ MĄKI)
1 główka czosnku
2 łyżki masła
1 łyżka delikatnego oleju (np. z pestek winogron)
2 małe szalotki
pół kieliszka białego wina
mały kubek śmietany 22%
mały kubek ciepłego, delikatnego bulionu (mięsnego lub warzywnego)
sok z cytryny (do smaku)
2-3 liście laurowe
kilka kulek jałowca
kilka kulek ziela angielskiego
kilka kulek zielonego pieprzu
sól
2 pęczki koperku
Główkę czosnku piekę w piekarniku, aż jego ząbki będą miękkie i aromatyczne (pieczenie czosnku łagodzi jego ostry smak, który nie każdy z nas lubi).
Na rozgrzanej patelni stapiam masło, dodaję olej i wrzucam szalotki pokrojone w cienkie piórka.
Smażę chwilę, a gdy cebula zaczyna się ładnie rumienić wlewam wino i dokładnie mieszam.
Gotuję chwilę, aż wino delikatnie odparuje.
Śmietanę mieszam dokładnie z bulionem i dodaję odrobinę soku z cytryny. Dodaję ją do patelni i dokładnie mieszam z winem.
Dodaję przyprawy (ziarna pieprzu dodaję w całości – są pyszne i delikatne w smaku i można je rozgryzać), posiekany koperek i upieczone ząbki czosnku, rozgniecione widelcem.
Na końcu doprawiam solą i sokiem z cytryny.
Bardzo lubię ten sos w towarzystwie ugotowanych warzyw oraz gotowanego lub pieczonego mięsa.
Smacznego.






Zapomniałaś, że nie wypada marudzić :P
ReplyDeleteFakt. O tym się mówi :D
ReplyDeleteZaraz dopiszę :D
Ja nie wiem kto Tobie naopowiadał głupot o 'niewypadaniu';)
ReplyDeleteCzytam i robię dziwne miny... Nic nie wiem o tym, ze coś nie wypada, żadnej z tych rzeczy, o których piszesz, ze "wypada" nie spełniam. Żadnej...
ReplyDeletepola, musisz po prostu wyluzować... Tez bym chciała mieć więcej czasu na pasje, ale wykorzystuję ten co mam i... jakoś leci całkiem dobrze:).
U mnie w kuchni borówka z gruszką, pachnące pomarańcze, kora cynamonu i... stos naczyń do zajęcia się nimi:)
Ewelinko wnikliwa obserwacja otoczenia pozwala mi wysunąć powyższe wnioski. Może to specyfika mojego otoczenia? Wydaje mi się, że Ty masz dookoła siebie inne, lepsze, mniej naburmuszone i bardziej wyluzowane. Zgadza się?
ReplyDeleteUściski :*
No talent wyczytałam między linijkami zycia :)
A boś się na Warszawę nastawiła to... masz... Co zrobić... Stolyca...
ReplyDeleteTrzymaj się!
Ewelinko pozostaje mi mieć nadzieję, że to tylko chwilowe rozwiązanie :)
ReplyDeleteBuziak!
W Zamościu spokojniej. Jestem tego pewna. Może jak Ci to wszystko "da w kość" to się przeniesiesz... i spokój będzie na bank. Chyba polecam - ze wzgl. na to co tu czytam. I tak się trzymaj, choć tymczasowo!
ReplyDeleteP.S. I pozdrów Davida!
od tego nie-wypadania to można całkiem przestać być sobą.
ReplyDeleteto ja będę robiła co nie wypada i co gorsze bez wyrzutów sumienia....
a może tak wpływa na mnie, podobno bardzo spokojny i niezestresowany, trójmiejski klimat międzyludzki?
sos piękny, wyobraźnia podpowiada smak - przetestuję przy najbliższej okazji pewnie :)
nie cierpię tego "nie wypada" - to chyba najgorsza rama w jaką można samemu wpaść. Ja już od tygodnia planuję świąteczne wypieki i menu. Czekam z ustęsknieniem na śnieg i zabieram się za pierniczki :) pozdrawiam
ReplyDeletenie wypada nosic mini po 35 ;-) jak juz a reszta - nie wolno sie przejmowac.
ReplyDeletemi czasu na pasje brakuje bo pracuje dlugo i daleko od domu ale to sie niedlugo zmieni
w moim otoczeniu - przynajmniej tym powiazanym z praca nie wypada zachodzic w ciaze i isc na macierzynski - a ja wlasnie to zrobilam :)
nie wypada calowac meza przy innych jak sie ma pare lat stazu - caluje i co z tego
wypada byc na czasie z moda i miec wygolone pol glowy a ja co? klasyczny bob i tyle
z wiekiem ucze sie ze to serce i rozum ma mi mowic co jest ok - a jak innym sie nie podoba trudno - znajda sie inni znajomi
ps. tez bym chciala worek pieniedzy ;-)
Oj zbyt wielu rzeczy nie wypada, żeby się nimi przejmować. Miejmy to w nosie! (tego też nie wypada:))
ReplyDeleteWygląda na to, że jestem dość niewychowana, bo robię dużo rzeczy, których nie wypada :) Ale może dziewczyny mają rację? Może w mniejszych miastach inaczej z tym "wypadaniem"?
ReplyDeleteTrzymaj się w tej stolicy i mniej swoje pasje. Koniecznie.
Tak sobie czytam Ciebie i myślę, że ubrałaś w słowa to co czuję już od dawna. Od wielu miesięcy, a jakoś słów dobrać nie mogłam... Dodałabym tylko, że czasem nie chce mi się być miłą na zawołanie, bo tak wypada. Bywam opryskliwa;) i wiesz, czasem mi z tym dobrze. Popijam najzwyklejszą w świecie herbatę i nie odpisuję na zapytania czy to już:) dobrze mi z tym. Dziękuję za ten wpis:))))) buziaki:*
ReplyDeleteDopiero z Twojego posta dowiedziałam się co wypada, a co nie. Grozy odkryciu dodaje fakt, że od 18 lat mieszkam w Warszawie;-)))
ReplyDeletepozdrawiam ciepło!
Pola, właśnie dowiedziałam się jak jestem niemodna i niedzisiejsza :D
ReplyDelete- gadamy o świętach w pracy już od przynajmniej 2 tygodni, a ja za chwilę zarzucę świąteczną szatkę na bloga i też będę o nich pisać :D
- siedzę w kocu od początku października i chodzę czasami w dwóch swetrach "na cebulkę" bo nie trawię zimna :D
- 80% weekendów spędzam w domu, odpoczywając w kuchni, bo to moja ulubiona forma relaksu :D
- nienawidzę rozmawiać przez telefon i załatwiam w ten sposób tylko naprawę ważne sprawy :D
- moja pasja przyznaje się do mnie za mnie :D
- nienawidzę siedzenia w pracy po godzinach i unikam tego jak ognia :D
- nie mam samochodu i nie kieruję, chociaż mam prawo jazdy od 100 lat, bo nie lubię i boję się jeździć samochodem :D
- odpisywanie na maile pominę milczeniem, bo mam wieczne zaległości nawet w tych ważnych :D
- posty za to wychodzą samo z siebie i w większości są pozytywne, bo nie gotuję jak jestem nie w humorze.
Widzisz - głowa do góry, bo takich wariatów jest więcej ;D Uściski!
Czytałam dzisiaj artykuł o zarządzie biurowca, który zabronił pracownikom mieszczących się w nim biur przyjeżdżać do pracy na rowerze, bo to budynek klasy A i "nie wypada"... Złapałam się za głowę, a czytając Twoje wyliczenia w zasadzie złapałam się za głowę po raz drugi, bo robię wszystko, co "nie wypada" ^^ Ale co tam, nie myślą, że jestem wariatką i ekscentryczką, dla mnie życię jest dla ludzi, nie odwrotnie. Niech pachnie Świętami nawet i od dzisiaj, dzięki ciastu na piernik staropolski i orzechowym rożkom! :D
ReplyDeleteUwielbiam sos czosnkowy i koperkowy, w połączeniu mówi do mnie "spróbuj, nie pożałujesz!"
To ja jestem kompletnie niedzisiejsza. Ciężko mi poddać się takim "niewypada" otoczenia. Mam swoje sprawy i swoje pasje. Nie biorę pracy do domu, bo chociaż chciałabym nie da się (sama wiesz), spędzamy często weekendy w domu, żeby nacieszyć się domem i sobą. Co prawda nie każde, ale to są nasze świadome wybory. Właśnie wyjęłam z piekarnika pachnące stollen, żeby rozpocząc jutro sezon świąteczny. Dom już częściowo ozdobiony na jutrzejszy początek, ale to sa wszystko nasze wybory. A co dla mnie nie wypada? Jeść z otwartymi ustami i mówić, nie wstać witając się ze starszą osobą, nie mówić dzień dobry sąsiadom, nie sprzątać po psie... i takie tam. Polka trzymaj się i nie poddawaj, bo Ci to odbierze radość życia. Pozdrawiam.
ReplyDeleteNie, nie marudzic wypada, przeciez dzisiaj kazdy jest niezadowolony, narzeka, szczegolnei na brak czasu :D A ja lubei byc niemodna ;-))
ReplyDeleteJa sie z Toba zgodze Polu, sluzbowy laptop w weekend to jest paranoja... Jednak nie zgodze sie ze "odpisywanie na maile jest nieaktualne" a co odpowiedac, na "czesc" czy nie odpowiadac? Nie wiem gdzie jest roznica? ;-)
Jedno jednak chyba nei podlega maniu racji: wal Pola to co wypada, Tobei ma byc dobrze zw zyciu, a nie tym co wypada, a co nie!!! :*
Co to jest WKD, Pola? :)
ReplyDeleteU mnie też pachniało ostatnio świętami. Czyżby jakiś work? :)
:***
Polko Droga! Co to znaczy, że wypada czy nie wypada?! Oprócz elementarnych zasad dobrego zachowania, o których pisze Lo, cała reszta to wyłącznie moje życie i robię to na co mam ochotę, co sprawia radość mi, a przez także moim bliskim. Większość weekendów spędzam w domu, bo tu jestem najszczęśliwsza, telefonów z premedytacją nie odbieram, bo zawsze dzwonią w nieodpowiednim momencie, świętą są tematem rozmów już od tygodni, i właściwie wszystko o czym napisałaś u mnie wypada i jest jak najbardziej na miejscu. Kompletnie mnie nie interesuje dziki pęd tylko po to, by ktoś mnie polubił, czy przyjął do swojego grona. Wiesz co - mam to wszystko w nosie! I powiem Ci, że uważam się za niezwykle szczęśliwą i spełnioną osobę, choć zamiast samochodu mam rower i co wieczór od wielu lat wtulam się w ten sam ukochany sweter.
ReplyDeletePolko! Nie daj się! Kto jak kto, ale Ty?! Tupnij nogą, rób po swojemu!!!
Kochana Polu - po przeczytaniu Twojego posta diagnoza jest jedna - musisz zmienić pracę :) Z doświadcznia wiem, jak bardzo czarnych kolorów może nabrać świat kiedy człowiek zmusza się do pracy w miejscu, którego kompletnie nie czuje. Czasami warto na chwilę zrezygnować z pieniędzy, żeby odzyskać wolność ducha. W tej sprawie mam jasno wyrobione poglądy poparte kilkoma przykładami, ale to pogadamy jak się zobaczymy :)) Buzi, nie dołuj! (Ps. Połowa wymienionych rzeczy, to kwestia konwenansów. Olać i robić po swojemu!! :) )
ReplyDeletePolcia, no coś Ty, nie warto być dla siebie tak surowym :)Co to w ogóle za kategoria "nie wypada"? Te wszystkie "wypada"/"nie wypada" chyba wypada po prostu mieć gdzieś, ot :)
ReplyDeleteJedynie z mejlami się nie zgadzam, bo na pracowe odpisuję z obowiązku (jakieś tam się zawsze przecież ma), a prywatne z własnej nieprzymuszonej woli, bo niczego tak nie potrzebuję jak kontaktu z bliskimi, przyjaciółmi, znajomymi..
A sos koperkowy to ja Poldku zawsze i wszędzie, zwłaszcza z taką ładną filiżanką :)
Ściskam :)
PS. O nie, marudzić moje Panie to jest dziś "w dobrym tonie"! ;)
Za tę listę masz u mnie wielkie + ale co do wora pieniędzy to bym nie przesadzał. iedyś mówiłem sobie że jak będę miał pieniądze to kupie wielkie płótna i będę robił wielkie malarstwo. Nigdy nie starczała kasy aż znalazłem ołówek i zacząłem "malować" ołówkiem.
ReplyDeletepozdrawiam ciepło
Ha! Na szczęście żyję w świecie, w którym to wszystko wypada, bo to mój własny świat i ja wyznaczm w nim reguły! Naprawdę mnie zadziwiłaś tą listą "niewypadaczy", szczególnie weekendami w domu i szlabanem na komunikację miejską! Naprawdę są ludzie, którym nie wypada tego robić? Ludzie są dla mnie źródłem nieustannego zdumienia...
ReplyDeleteAleż komunikacją miejską wypada - powiedziałabym nawet, że w pewnych (moich;)) środowiskach jest to dość "trendy";) w odróżnieniu od zasmradzania i tak już zakorkowanych ulic Warszawy;)
ReplyDeletetakże naprawdę, to nie kwestia miejsca, tylko własnego podejścia. ja na przykład nienawidzę świąt i paplania o "rodzinnym cieple" i tych wszystkich obleśnych choinek i mikołajów i mam z kolei wrażenie, że to nie wypada - a przecież powinniśmy pięknie sie różnić i już:)
Pola, Ty naprawdę marudzisz moja droga. I gdzie Ty bywasz, że masz takie straszne spostrzeżenia.
ReplyDeleteNie mam służbowego laptopa.
Moi znajomi i rodzina od lat, przynajmniej 10, wiedzą, że z rzadka odbieram telefon (nawet mam stosowną wiadomość na stacjonarnej sekretarce)
W weekend zwykle wygrzewam się pod kocem lub siedzę na wiosce, gdy ciepło.
Samochód mamy tylko dlatego że do naszej wioski autobus jedzie raz na 2 godziny, ale żadne z nas nie jeździ nim do pracy bo i po co, lepiej sobie książkę poczytać w autobusie (WKD nie lubiłam zimą, bo w starych wagonach grzało w tyłek jak cholera).
Laptopa służbowego nie mam. Mój L. bierze swojego czasem do domu, ale zwykle wtedy gdy wysyła wiadomość: dziś pracuje z domu, jutro przyniosę chleb.
No i nie pnę się po szczeblach kariery.
Jedyne co zauważyłam po wnikliwej obserwacji, że standardy te narzucają przyjezdni i to mnie smuci, bo dają fałszywe świadectwo o tym mieście, które bardzo lubię.
I wypada wypada mieć pasję: Małgosia organizuje spotkania socjologów: dyskusję na każdy temat przy winie.Tomek buduje łodzie i dom planuje zrobić też sam. Róża każdą wolną chwilę spędza w swoim domu na wsi, chce mieć kozy. Piotrek pisze wiersze i wydaje je w niedochodowym pisemku. Małgosia organizuje wymianę ciuchów i kiermasze biżuterii. Marek przerabia stare samochody, a z bratem warzy domowe piwo. Maryla szuka, co raz to rzuca się na inne hobby, wierzę, że w końcu znajdzie. Rozejrzyj się oni są też koło ciebie. I nie ważne gdzie będziesz mieszkać, szczęście to wewnętrzny stan.
O, o laptopie, aż dwa razy napisałam. Pewnie po cichu go pragnę, nawet początkujący psychoanalityk by rzekł.
ReplyDeleteUsciski.
Poleczko ja juz dawno doszlam do takiego momentu w zyciu, ze nie przejmuje sie tym co ludzie powiedza, zyje tak zeby mi i mojej najblizszej rodzinie bylo dobrze. Nie robie kariery, ba ja nawet pracy nie mam, siedze w domu i w nosie mam czy ktos pomysli o mnie kura dolowa. Spelniam sie w inny sposob ;-)
ReplyDeleteNie obnosze sie ze swoim majatkiem i co komu do tego jaki mam samochod, telewizor czy komputer i gdzie pojade na wakacje. Kazdy niech zyje po swojemu i da zyc innym.
Przyznam jednak, ze to dzieki temu ze mieszkalam we Francji nabralam takiego dystansu do otoczenia. Mieszkajac w Polsce caly czas pewnie teraz tez bym wpadla w ten dziki ped.
A swietami delektuje sie juz od niedzieli. Uwielbiam ten czas oczekiwania i nie szczedze sobie przyjemnosci w postaci drobnych ozdob w domu. W mojej kuchni tez juz czuc te wspaniale aromaty, o ktorych piszesz. Szczescie to przeciez wszystkie drobne przyjemnosci, ktore towarzysza nam kazdego dnia, a ja chce byc szczesliwa.
pozdrawiam Cie goraco.
Wszystkie powinności to historia względności ;) nogą tupać, nie dać się schematom :) pozdrawiam!
ReplyDeletePięknie napisane i jak dobrze być niemodną, niedostosowaną i popełniać gafy:)
ReplyDeleteŁeee, co się przejmujesz? Gdybym miała taki dobry sos w sosjerce, nie przejmowałabym się niczym ;-)
ReplyDeletePo pierwsze -wspaniały sosik :)
ReplyDeletePo drugie - za bardzo się przejmujesz tym, co wypada a co nie, wrzuć trochę na luz :)
Po trzecie - ja już myślę o Świętach od dawna, pokupowałam bakalie i to, co można wcześniej a nawet umyłam już jedno okno !
Buziaki Polciu :)))
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze. Pisane szczerze i od serca. Czytam je sobie po raz kolejny i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że spokojniejsze czasy czekają tuż za rogiem, a ja muszę znaleźć w sobie jaja żeby podjąć decyzję! Niedawno wróciłam do domu, wybaczcie ale padam na pysk i odpiszę na komentarze jutro. Jeszcze raz wielkie dzięki!
ReplyDeletehmmm ... nie wypada? na to się zwraca uwagę w okresie dorastania, jak chce się dorównać rówieśnikom; myślę, że to na ile przejmujemy się tym co wypada, a co nie świadczy o naszej dorosłości ;) OK, "nie wypada" tego co w jakiś sposób krzywdzi innych - ja z Twojej listy wykreśliłabym odpowiadanie na maile (kiedyś listy) - pod warunkiem, że to wiadomości naprawdę do mnie, a nie tzw. "niezamawiane"; a poza tym?? co komu do tego w jakich swetrach chodzisz (nawet gdy są najbardziej kiczowate, ja np. uwielbiam swoje krasnoludki w ogródku - też nie wypada); co komu do tego czym jeździsz do pracy - ja co prawda samochodem, ale to z wygody :) marudzenie? no faktycznie, nadmierne jest uciążliwe dla otoczenia - ale kto nie chce, nie musi słuchać/czytać/przebywać z Tobą (i trzeba się z tym liczyć i marudzić do woli); co do pracy - to coraz bardziej popularny jest pogląd, że NIE wypada pracować za dużo i nie mieć pasji; acha - chyba nie wypada pisać takich długich komentarzy, bo kto by to czytał ;)
ReplyDeletea sos koperkowy wygląda zachęcająco - faktycznie może być dobrym sposobem na gotowane jarzyny, muszę spróbować
Zaciekawił mnie ten "delikatny olej" :) Przecież zwykły olej rzepakowy jest bez smaku i bez zapachu, a przy tym korzystnie wpływa na zdrowie :)
ReplyDeletebardzo lubie pieczony czosnek, wtedy traci on swoja ostrosc i staje sie taki slodkawy. A ten sos to brzmi naprawde smakowicie:)
ReplyDeleteCo ja Ci mam napisać ... wszystko co tam wyskrobałaś , że nie wypada .. no nie wiem, ja tego dookoła siebie nie czuje . Ale jednak po przemysleniu dochodzę, że to dlatego, ze ja na prowincji mieszkam. tutaj żyje sie wolniej i inaczej;) Pozdrawiam!
ReplyDeleteTwoje słowa to jakby moje myśli wydarte z głębi mnie, mój bunt przykryty jest ciężka kołderką codzienności, a żal duszę w sobie Na tablicy mam przyszpilony The Holstee Manifesto, czytam sobie – „This is your life... if you don't like something, change it, if you don't like your job, quit”. Ale mimo wszystko brnę dalej. Bo kredyt dożywotnio, bo dziecko kiedyś na studia, bo kawałek mebla do pokoju kupić trzeba, bo tak w ogóle to nie jestem już młoda i ambitna. Potulnie skulam uszy po sobie i godzę się z myślą, że następny weekend spędzę w pracy, nie bo chcę być cool ,ale dlatego, że ktoś na górze zadecydował za mnie i ma to w nosie, że miałam swoje "banalne plany".
ReplyDeleteOd zupełnej wariacji ratuje mnie ta maleńka odskocznia jaką są moje pasje: kuchnia, książka, fotografia. Czasami ogrzeje moje serce uśmiech dziecka, czasami ciepła dłoń męża.
Trzymaj się cieplutko, w swoim ciepłym świątecznym sweterku. Wdychaj korzenne aromaty i miej to wszystko w głębokim poważaniu :)
Polciaa! Nie wypada to nie zrobic Twojej piernikowej przyprawy... dzieki niej juz dawno pachnie Swietami..a co do rozmow telefonicznych- ludzka rzecz pogadac:) Ja rozmawiam kilka razy dziennie z siostra bo jest daleko i co? Mam sie nie przyznawac? Wiesz gdzie najlepiej wsadzic to niewypadanie? Najlepiej robic wszystko jak nam rozum dyktuje (no i serce tez) a wariatow olac :-)) buziaki piernikowe sle!
ReplyDeleteFajny post. Czasami rzeczywiście można mieć dość tego co wypada czy nie wypada, a wtedy dobrze jest się odciąć od świata i mieć wszystko gdzieś.
ReplyDeleteWypada czy nie wypada...nigdy nie mysle w takich kategoriach.
ReplyDeletePoleczko wypada wszystko to na co masz ochote, to co Cie uszczesliwi. Kompromisy czasem tez trzeba umiec robic i na przyklad zmagac sie z praca po to, zeby moc rozwijac i finansowac pasje.
A sosik boski:)
Sciskam serdecznie!
Oj długo Poli musiałam się przegryźć ze słowami...
ReplyDeleteSłowem nie napiszę, że mam wszystko w d... bo mój świat to mój dom a mój dom to moja twierdza.
Tak to mój świat, i choć na wsi - presja i do niego się czasem przebija. Z pracy J., ze szkoły K..., z porad "mam idealnych"...
Jak Ty staram się oddzielać ziarna od plew, ale czasem same plewy...wokół, a wtedy....jak to ładnie napisałaś - kociokwik.
Wszystkie te bzdury to jak brudny ślad na szkle (nie rysa!) można je z głowy wyczyścić. Ja wiem, że Ty wiesz :*
Najbliższe jest mi to co napisała Agnieszka - praca, choć daleka od ideału - wiem, że pozwoli mi na rozwijanie pasji...
Kompromis...
Nie zawsze jest tak, że możemy zmienić pracę i tym samym nasz świat na lepszy. U mnie było to niemożliwe. Ale wiesz, mnie bardzo pomogło zakończenie toksycznych znajomości...
Przytulam niedzielnie.
M.
Pola, cieszę się, że to napisałaś. Staram się nie poddawać niewypadaniu, ale czasem jest ciężko, bo sobie myślę: a jeśli to ja nie mam racji. I coś jeszcze: jakiś czas temu rzuciałam pracę i od tego czasu nic nie robię (niuansów jest trochę więcej, ale tak mniej więcej przedstawia się stan obecny ;) Nie powiem, fajnie jest, czuję się doskonale i bardzo mi się nowej pracy szukać nie chce. Zła wiadomość: przez to tylko, że cieszę się życiem nie odkryłam, czego właściwie chcę i jak mam żyć, żeby było dobrze. Niestety. Nie ma jednak co wariować i słuchać innych, od Twojego konformizmu innym szczęścia nie przybędzie, za to Tobie ubyć może. Całusy.
ReplyDelete