Sunday, 11 December 2011

Gotowałam z Tomaszem Jakubiakiem i piłam wina z Alzacji

Co się stanie, jeśli zaprosimy kilka kulinarek w jedno miejsce, postawimy na stole kilkanaście butelek alzackiego wina, a szefem kuchni będzie Tomasz Jakubiak? Na pewno kilka z nich będzie miało na drugi dzień pełny brzuch i solidnego kaca :)




    W czwartek późnym wieczorem, w salonie firmowym MIELE na ulicy Gotarda 9 (róg Rzymowskiego) w Warszawie, odbyły się warsztaty kulinarne (dla mnie drugie) w których miałam okazję wziąć udział. Tych pierwszych nie wspominam dobrze, chociaż innym blogerkom się podobały. Jestem raczej typem kuchennego samotnika - nie lubię gotować w grupie i nie lubię gdy zbyt duża liczba osób kręci się po jednej kuchni. W grupie lubię usiąść przy stole i konsumować.

    Kiedy dostałam mailowe zaproszenie od Agnieszki Lasoty-Wojnickiej z Czasu Wina oraz Pani Anny Ziółkowskiej z Sopexa S.A, przez chwilę się zawahałam. Nie byłam do końca przekonana, czy aby na pewno warto tam być. Tłum ludzi, piątek za pasem (co dla ludzi pracujących zawodowo oznacza kolejny dzień w pracy) i gotowanie na akord. Brrr. Dodatkowo miałam w planach spotkanie i plotkowanie z Moniką przy dobrej kawie. Ale właściwie dlaczego nie spotkać się przy dobrym (darmowym) winie i jedzeniu w otoczeniu znajomych kulinarek? Pojechałyśmy i muszę powiedzieć, że kurczę naprawdę było warto. Miałam niemały problem z napisaniem recenzji. Nie wiem jakie są oczekiwania ludzi, gdy takowe czytają!






    Zazwyczaj nie mam problemów z podzielnością uwagi, ale umówmy się co do jednej rzeczy. Albo człowiek degustuje, albo skrzętnie notuje ściskając w dłoni kartkę papieru i ołówek, albo robi zdjęcia, albo gotuje. Gotowanie skreśliłam od razu z listy, (patrz wyżej), degustowanie nie podlega jakiejkolwiek dyskusji i, o dziwo, szło w parze z robieniem zdjęć, a z notowania wyszło jedno wielkie nic. Skończyło się na pierwszej degustowanej pozycji Muscat Grand Cru Pfingstberg 2005, Bernard Haegelin gdzie postawiłam duży znaczek '+'. I to by było na tyle. Górę wzięła moja hedonistyczna natura, a kolejne porcje wina pojawiały się zdecydowanie za szybko w moich kieliszkach. Nie zanotowałam więcej ani słowa. Wiem tylko jakie wino mi nie smakuje, bo dostałam je w prezencie (Gewurztraminer Vieilles Vignes 2009, Maurice Schueller) i właśnie je piję. Mocno słodkie i mdłe w smaku, ale wypić się da. Drugie wino, które powędrowało ze mną do domu to Riesling Bonheur Convival 2010,  Domaine Riefle i coś czuję, że to będzie jedno z moich ulubionych. W materiałach, które dostaliśmy odnalazłam pełną listę win, jakie miałyśmy okazję degustować. Niestety zupełnie nie pamiętam, które z nich mi smakowały bardziej, a które mniej. I to by było na tyle mojej winiarskiej (nie)nabytej wiedzy, ale muszę przyznać, że jeden wieczór i krótka prezentacja to za mało, żeby wiedzę winiarską zdobyć.
Ale żeby nie wyjść na totalnego głupka, przejrzałam sobie materiały w domu i z radością zapraszam do przestudiowania poniższej listy, obejmującej alzackie odmiany winorośli:

  • Sylvaner - orzeźwiające i lekkie, z dyskretnym smakiem świeżych owoców. Pasuje do owoców morza, ryb, wędlin, bigosu, galarety mięsnej i śledzi.
  • Pinot Blanc - delikatne i subtelne, łączy w sobie świeżość i wykwintność. Pasuje do większości potraw: szwedzki stół, wędliny, gotowane i duszone ryby, sery kozie, fondue.
  • Riesling (mój faworyt No 2!) - wytrawne, szlachetne, o delikatny smaku świeżych owoców. Ma subtelny aromat. Jest to wino gastronomiczne i idealnie pasuje do ryb, skorupiaków, owoców morza, białego mięsa, bigosu czy pierogów z kapustą i grzybami.
  • Muscat d'Alsace (mój faworyt No 1!) - ma niezwykły zapach świeżych owoców i (tu niespodzianka) jest wytrawne w smaku, co daje wrażenie chrupania świeżych winogron. Może być podawane jako aperitif i pasuje do szparagów i wędzonego łososia.
  • Tokay Pinot Gris - bogate, o dobrze skomponowanym, treściwym smaku, który pozostaje na długo w ustach. Cechuje się złożonymi aromatami. Doskonałe z wątróbką, dziczyzną, białym mięsem, pieczeniami, podrobami czy pierogami i pasztecikami z grzybami.
  • Pinot Noir - jedyny szczep w Alzacji dający czerwone lub różowe wino, o smaku świeżych owoców przypominających wiśnie. Idealne do czerwonych mięs, dziczyzny, wędlin, koziego sera lub sera gruyere czy szaszłyków.
  • Gewurztraminer (mi smakowało najmniej, jest ciężkie, nudnawe i bardzo słodkie) - mocne i wykwintne w smaku, o charakterystycznym aromacie owocowym, kwiatowym lub korzennym. Idealny jako aperitif oraz jako dodatek do dań egzotycznych, pikantnych serów, deserów i ciast owocowych.



    Na warsztatach miałam okazję poznać Tomasza Jakubiaka. Świetny facet, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz śmiałam się do łez przez cały wieczór. Tomasz jest maksymalnie wyluzowany, o czym miałam okazję się przekonać, gdy wraz z kilkoma Dziewczynami (M, M, M i E - dzięki!) do kuchni przeniosłyśmy kawałek imprezy i razem z Tomaszem wyjadałyśmy palcami krewetki prosto z woka (nie wiem czy powinnam pisać o kiełbasie, owocach, tortilli, giczy-bitchy?). Ale spróbujcie być u przysłowiowego żłoba i nie pchać palców do garów. W ramach zadośćuczynienia mogę napisać co jedliśmy, a jeśli ktoś chciałby konkretny przepis to proszę o wiadomość. Mi najbardziej smakowały właśnie krewetki (niestety nie pamiętam kto je przygotował), cielęca gicz-bitch przygotowana przez Monikę W. i Ewelinę W., kogel-mogel ukręcony przez Małgosię M. oraz sos winegret zrobiony przez Monikę L.
Oprócz wymienionych Dziewczyn w warsztatach uczestniczyli: Kasia (CillieBite), Marta (Restaurantica), Joanna, Zuzka z Mężem, Ola z Mężem, Gosia (Oczko), Agata z koleżanką Sylwią, Magdalena, Barbara i Piotr Adamczewscy

A teraz w skrócie, co gotowaliśmy (a raczej Oni wszyscy gotowali) i jedliśmy:

  • Grillowane muszle św. Jakuba podane na musie winno-jabłkowym z selerową solą (muszle - fuj, mus z jabłek i sól - rewelacja!, dodam, że za radą Tomasza najlepsze jabłka do tego musu to Ligol i Lobo i żeby ładnie się rozpadły należy cukier dodać od razu). Sugerowane wino - Sylvaner alzacki
  • Krewetki duszone w białym winie i pomidorach z domową tortillą kukurydzianą (niebo w gębie!, najlepiej smakuje wyjadane palcami prosto z woka). Sugerowane wino - Riesling alzacki
  • Muszle duszone w białym winie z kiełbasą chorizo, pikantną papryka i serem Manchiego (szkoda wina i sera, nie cierpię muszli!). Sugerowane wino - Pinot Gris alzackie
  • Gicze cielęce duszone z gruszką, szalotką w białym winie i demiglas cielęcym podane z sałatką polane winegretem z orzechów laskowych i pomidorów (pycha!). Sugerowane wino - Pinot Noir alzackie.
  • A na deser owoce zapiekane pod koglem-moglem z winem i wanilią (przy tym deserze odleciałam w kulinarną rozkosz). Sugerowane wino - Gewurztraminer Vendanges Tardives.






    Na koniec dodam, że znalazłam parę minut by pomacać przepiękny sprzęt kuchenny marki Miele. Drodzy Właściciele Salonu jeśli chcecie komuś zrobić świąteczny prezent w postaci wyposażenia kuchni to ja jestem pierwsza w kolejce!

Organizatorom serdecznie dziękuję za zaproszenie, Tomkowi J. za pyszne jedzenie, a Uczestnikom za fantastycznie spędzony czas! Jeśli tak będą wyglądały wszystkie warsztaty, to ja poproszę o kolejne zaproszenia :)




24 comments:

  1. Polko! Przeczytałam z zaciekawieniem! Żałuję ogromnie, że jednak nie mogłam dotrzeć!
    Uściski:)

    ReplyDelete
  2. I ja tam byłam, Polę ściskałam i wino piłam :DDD

    Poli, niedzielny całus!
    M. :)

    ReplyDelete
  3. Świetne zdjęcia,ciekawa relacja!a muszle św.Jakuba muszą smakować wyśmienicie;)
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  4. Ciekawa relacja. Zmysłowe zdjęcia:)

    ReplyDelete
  5. no i było się tak pocić nad recenzją i trapić?:) przecie jest ok:)mówiłam-w głowę walnąć i okrzyczeć i efekty będą;)
    pozdrawiam!:)

    ReplyDelete
  6. fajne fajne : )

    Riesling jest zawsze na podium!

    ReplyDelete
  7. Szkoda, że nie udało się nam tam spotkać. Kiedy Ty piłaś wino, ja po ciemku walczyłam o zycie w zaśnieżonych Bieszczadach. Jedyna mysl kołacząca mi się wtedy po głowie, to było: co ja tutaj robię?

    ReplyDelete
  8. Polko wspaniałe zdjęcia! Musiało być cudownie:) Wino, dobre jedzenie, miłe towarzystwo a wszystko to połączone z pasją życia:)
    miłego poniedziałku!

    ReplyDelete
  9. Cudowne to musiały być chwile :) Ty i tyle wina :) I jeszcze Ci gotowali :) JA też chcę takie zaproszenie :)

    ReplyDelete
  10. Grudzień miesiącem warsztatów ;D Ech te wina.. Szkoda tylko, że znowu w Wa-wie :(

    ReplyDelete
  11. Jaka piękna relacja! Ja też jestem zachwycona tymi warsztatami :)

    ReplyDelete
  12. ale smakowitości:) musiało być rewelacyjnie

    ReplyDelete
  13. Poleczko, gicz-bitch rządzi :) Co do wszystkich Twoich spostrzeżeń zgadzam się w 100%. Nie ma to jak impreza przeniesiona do kuchni... wyjadanie krewetek prosto z woka, komentowanie muszli, po prostu bezcenne!
    Też chcę takich warsztatów więcej :)

    Zdjęcia jak zwykle piękne :)

    PS. Krewetki robiłam ja z Oczkiem, przy pomocy Agaty z koleżanką i Kasi :)

    ReplyDelete
  14. Aniu-Mario i ja żałuję! Ostatnio nie miałyśmy okazji porozmawiać za długo.

    Monique i Pola wyściskana wróciła do domu :)

    Monisia dziękuję! Muszli nie jadłam :) Z radością oddałam swoją porcję :D

    Aciri :)

    Cocoluna z 7 godzin to pisałam… :D Ale pomogło to co mi napisałaś na FB :) Dziękuję!

    Tomasz dzięki dzięki :D

    Lo i ja żałuję, szczególnie że na ostatnie warsztatach to ja nawaliłam :/ Ale przeżyłaś??? :)

    Olliveta dziękuję! Było naprawdę przyjemnie i wesoło :) Mogłabym tak częściej :D

    Katie oj były a kac na drugi dzień mi o nich co chwilę przypominal :D

    Komarka :D ja nie żałuję, ale szkoda że Ciebie nie było :(

    OlaCruz :D A my musimy się spotkać w temacie obiektywu :)

    Scraperka :)

    Dagmara.Sylwia.Maria dziękuję!

    EVE o tak :) Imprezę zapamiętam na długo oj takkkk… :D I się wyjaśniło kto takie pyszne krewetki przyrządził :)

    ReplyDelete
  15. Gicz bitch była najlepsza, ale zapomniałaś Poldek o kiełbaskach.

    Żałuję, że musiałam wyjść przed deserem...

    Cudne zdjęcia, no ale to wiesz.


    buziak

    ReplyDelete
  16. Świetna zabawa, ja tamte warsztaty też lubię, choć mają zupełnie inny charakter. I nie płacz już więcej, że cię nie zapraszają, bo w końcu cię wyślę do psychiatry od tych płaczy ;-) ( czyli ziści się mój spacer).

    ReplyDelete
  17. Fajna zabawa i zazdroszczę, zwłaszcza że w nigdy nie brałam udziału w warsztatach związanych z prowadzeniem bloga.

    ReplyDelete
  18. Pysznie! Polko, zamarzyłam o krewetkach ;)

    ReplyDelete
  19. o jak ja zazdroszczę :) cudne zdjęcia! pozdrawiam

    ReplyDelete
  20. Nie zawsze mogę napisać komentarz tak od razu po przeczytaniu Twojego posta. Muszę kilka razy zobaczyć i nasycić oczy Twoimi zdjęciami. Są cudowne, wyraziste, klimatyczne i takie dopracowane. Talent masz, talent i w pisaniu i fotografowaniu

    ReplyDelete
  21. Ze wszystkich obecnych tu odcieni szarości wybieram te ze zdj. nr 1 :)))

    Fajna recenzja Polu, taka na luzie, bez wymyślania, super się czyta!

    Miłego wieczoru Polcia :*

    ReplyDelete
  22. no właśnie, właśnie... i kto tu komu ma zazdrościć... ;) mnie zawsze już będą omijac takie akcje/zaproszenia ;) damn, wszystko w stolycy ;)

    ReplyDelete
  23. Gosiu o faktycznie!!! Kiełbaski były perfekcyjne :)

    Kasiu ale kto płacze? Ja nie. Ja tylko stwierdzam fakty :)

    Ula to moje drugie. Fajna zabawa :) Ale myślę, że odrobina dystansu potrzebna :)

    Ewo ja również…

    Piegusek1976 :]

    Anna-apsik1 dziękuję ślicznie. DZIĘKUJĘ!

    Monika :D Ściskam Cię bardzo mocno!

    Magda ano niestety :( Do tej pory też mnie omijało – to tak na pocieszenie :)

    ReplyDelete

Dziękuję za odwiedziny :)
Komentarze są moderowane - złośliwie oraz zawierające SPAM są usuwane.