Sunday, 4 December 2011

Lady Business Club, Teresa Rosati oraz Malibu w tle


      W zeszłą środę długo myślałam, czy wybrać się na czwartkowe spotkanie Lady Business Club. Po wyjściu z siłowni zrobiłam szybką rundę po sklepach w celu kupienia schludnej i eleganckiej kiecki, po czym (jak zwykle) nie znajdując nic dla siebie i przysypiając w autobusie w drodze do domu miałam plan by odwołać swój udział. W czwartek rano wstąpiła we mnie nowa energia. Zapakowałam aparat, dwa obiektywy, wbiłam się w swoją ulubioną białą spódnicę, zrobiłam mocniejszy niż zazwyczaj makijaż i po pracy jak na skrzydłach pobiegłam do Lounge Cafe Ro-Ro. Skusiła mnie osoba samej organizatorki – Emilii Bartosiewicz, zaproszeni goście (Pani Teresa Rosati oraz Pani Katarzyna Selwant) oraz darmowe drinki z moim ukochanym Malibu. Ale przede wszystkim zaciekawiła myśl przewodnia czwartkowego spotkania – pasja jako motor i podstawa biznesowego sukcesu.


Szminiki Oriflame, za którymi osobiście nie przepadam

    Jestem bardzo mile zaskoczona przebiegiem całego spotkania. Pani Teresa jest bardzo ciepłą osobą, pozytywnie nastawioną do życia. Bez deka zadęcia opowiedziała nam o sobie, swoim talencie oraz pasji, bez której nie byłaby dzisiaj tym kim jest. Nie wahała podzielić się z nami trudnościami, jakie spotkały ją na samym początku jej przygody z projektowaniem oraz niewątpliwie wzmocniła w nas wiarę w siebie i w to co robimy. Drugi z gości, pani Katarzyna Selwant, na co dzień psycholog sportowy, podkreślała wielokrotnie, że porażka to motor napędzający nas do działania i nigdy nie powinniśmy się poddawać.

Kuferek na kosmetyki Oriflame

Mój konkurent z aparatem konkurencyjnej marki (pełnoklatkowym!)

    Nie mogłam się powstrzymać i zadałam obu Paniom pytanie dotyczące krytyki – czy powinniśmy ją brać bardzo do serca i zejść z drogi, którą podążamy, czy raczej traktować ją jako czynnik motywujący nas do dalszego rozwoju i pracy nad sobą. Swoją odpowiedzią Pani Teresa utwierdziła mnie tylko w tym, co zrozumiałam już dawno temu. Konstruktywna krytyka jest potrzebna, bo daje nam szansę na poprawę i bycie jeszcze lepszym, ale krytyka anonimowa i wyrażona przez wszystkich tylko nie znawców tematu nie służy niczemu i nie powinniśmy w ogóle się nią przejmować, po czym dodała, że w pewnych środowiskach zarówno rywalizacja jak i krytykowanie osiągają poziom absurdu i, mówiąc prostym językiem, należy to olać.
    Po gorącej dyskusji piłyśmy fantastyczne drinki na bazie Malibu. Dowiedziałyśmy się wielu  ciekawostek o samym trunku (ja bardziej skupiłam się na swoich kubkach smakowych niż na słuchaniu całkiem przystojnego Pana), ale zapamiętałam, że Malibu samo w sobie jest ponoć mało kaloryczne. I piłam najlepszy drink na świecie z dodatkiem kolendry, trawy cytrynowej i pestek papryczki chili. Pycha! /przepis poniżej/
    Podczas całego spotkania mrugała do mnie przepiękna suknia projektu Pani Teresy, którą pożądam myślami do dnia dzisiejszego. Dodam jeszcze, że żadna z nas nie wyszła ze spotkania z pustymi rękami dzięki mikołajkowej loterii merlina oraz loterii wizytówkowej.
    Na zakończenie dodam, że nie jestem w ciemię bita i zdaję sobie sprawę, że Pani Rosati miała zapewne dużo łatwiej i koszty rozwoju swojej pasji znaczyły dla niej tyle co nic, ale chcę wierzyć, że każdy z nas będzie miał swoją szansę. Obyśmy tylko nie przestali wierzyć w siebie i nie zapominali, że życie jest tylko jedno i od nas zależy jak je przeżyjemy.

Drink Caribben Spices

CARIBBEN SPICES
Źródło: Drinkimalibu.pl

50ml Malibu
15ml świeżego soku z limonki
5ml syropu cukrowego
1 gałązka kolendry
1 trawa cytrynowa
pół małej papryki chilli

Rozgnieć kolendrę, trawę cytrynową i chilli w wysokiej szklance, a następnie dodaj pozostałe składniki. Wyszejkuj i dwukrotnie przecedź do schłodzonej szklanki.
Udekoruj chilli lub listkami kolendry.
Ciekawostka: Caribbean Spices to karaibska odmiana „wściekłego psa”.


Zdjęcia fragmentu wnętrza Rounge Cafe Ro-Ro, Warszawa