W zeszłą środę długo myślałam, czy wybrać się na czwartkowe spotkanie Lady Business Club. Po wyjściu z siłowni zrobiłam szybką rundę po sklepach w celu kupienia schludnej i eleganckiej kiecki, po czym (jak zwykle) nie znajdując nic dla siebie i przysypiając w autobusie w drodze do domu miałam plan by odwołać swój udział. W czwartek rano wstąpiła we mnie nowa energia. Zapakowałam aparat, dwa obiektywy, wbiłam się w swoją ulubioną białą spódnicę, zrobiłam mocniejszy niż zazwyczaj makijaż i po pracy jak na skrzydłach pobiegłam do Lounge Cafe Ro-Ro. Skusiła mnie osoba samej organizatorki – Emilii Bartosiewicz, zaproszeni goście (Pani Teresa Rosati oraz Pani Katarzyna Selwant) oraz darmowe drinki z moim ukochanym Malibu. Ale przede wszystkim zaciekawiła myśl przewodnia czwartkowego spotkania – pasja jako motor i podstawa biznesowego sukcesu.
Jestem bardzo mile zaskoczona przebiegiem całego spotkania. Pani Teresa jest bardzo ciepłą osobą, pozytywnie nastawioną do życia. Bez deka zadęcia opowiedziała nam o sobie, swoim talencie oraz pasji, bez której nie byłaby dzisiaj tym kim jest. Nie wahała podzielić się z nami trudnościami, jakie spotkały ją na samym początku jej przygody z projektowaniem oraz niewątpliwie wzmocniła w nas wiarę w siebie i w to co robimy. Drugi z gości, pani Katarzyna Selwant, na co dzień psycholog sportowy, podkreślała wielokrotnie, że porażka to motor napędzający nas do działania i nigdy nie powinniśmy się poddawać.
Nie mogłam się powstrzymać i zadałam obu Paniom pytanie dotyczące krytyki – czy powinniśmy ją brać bardzo do serca i zejść z drogi, którą podążamy, czy raczej traktować ją jako czynnik motywujący nas do dalszego rozwoju i pracy nad sobą. Swoją odpowiedzią Pani Teresa utwierdziła mnie tylko w tym, co zrozumiałam już dawno temu. Konstruktywna krytyka jest potrzebna, bo daje nam szansę na poprawę i bycie jeszcze lepszym, ale krytyka anonimowa i wyrażona przez wszystkich tylko nie znawców tematu nie służy niczemu i nie powinniśmy w ogóle się nią przejmować, po czym dodała, że w pewnych środowiskach zarówno rywalizacja jak i krytykowanie osiągają poziom absurdu i, mówiąc prostym językiem, należy to olać.
Po gorącej dyskusji piłyśmy fantastyczne drinki na bazie Malibu. Dowiedziałyśmy się wielu ciekawostek o samym trunku (ja bardziej skupiłam się na swoich kubkach smakowych niż na słuchaniu całkiem przystojnego Pana), ale zapamiętałam, że Malibu samo w sobie jest ponoć mało kaloryczne. I piłam najlepszy drink na świecie z dodatkiem kolendry, trawy cytrynowej i pestek papryczki chili. Pycha! /przepis poniżej/
Podczas całego spotkania mrugała do mnie przepiękna suknia projektu Pani Teresy, którą pożądam myślami do dnia dzisiejszego. Dodam jeszcze, że żadna z nas nie wyszła ze spotkania z pustymi rękami dzięki mikołajkowej loterii merlina oraz loterii wizytówkowej.
Na zakończenie dodam, że nie jestem w ciemię bita i zdaję sobie sprawę, że Pani Rosati miała zapewne dużo łatwiej i koszty rozwoju swojej pasji znaczyły dla niej tyle co nic, ale chcę wierzyć, że każdy z nas będzie miał swoją szansę. Obyśmy tylko nie przestali wierzyć w siebie i nie zapominali, że życie jest tylko jedno i od nas zależy jak je przeżyjemy.![]() |
| Szminiki Oriflame, za którymi osobiście nie przepadam |
Jestem bardzo mile zaskoczona przebiegiem całego spotkania. Pani Teresa jest bardzo ciepłą osobą, pozytywnie nastawioną do życia. Bez deka zadęcia opowiedziała nam o sobie, swoim talencie oraz pasji, bez której nie byłaby dzisiaj tym kim jest. Nie wahała podzielić się z nami trudnościami, jakie spotkały ją na samym początku jej przygody z projektowaniem oraz niewątpliwie wzmocniła w nas wiarę w siebie i w to co robimy. Drugi z gości, pani Katarzyna Selwant, na co dzień psycholog sportowy, podkreślała wielokrotnie, że porażka to motor napędzający nas do działania i nigdy nie powinniśmy się poddawać.
![]() |
| Kuferek na kosmetyki Oriflame |
![]() |
| Mój konkurent z aparatem konkurencyjnej marki (pełnoklatkowym!) |
Nie mogłam się powstrzymać i zadałam obu Paniom pytanie dotyczące krytyki – czy powinniśmy ją brać bardzo do serca i zejść z drogi, którą podążamy, czy raczej traktować ją jako czynnik motywujący nas do dalszego rozwoju i pracy nad sobą. Swoją odpowiedzią Pani Teresa utwierdziła mnie tylko w tym, co zrozumiałam już dawno temu. Konstruktywna krytyka jest potrzebna, bo daje nam szansę na poprawę i bycie jeszcze lepszym, ale krytyka anonimowa i wyrażona przez wszystkich tylko nie znawców tematu nie służy niczemu i nie powinniśmy w ogóle się nią przejmować, po czym dodała, że w pewnych środowiskach zarówno rywalizacja jak i krytykowanie osiągają poziom absurdu i, mówiąc prostym językiem, należy to olać.
Po gorącej dyskusji piłyśmy fantastyczne drinki na bazie Malibu. Dowiedziałyśmy się wielu ciekawostek o samym trunku (ja bardziej skupiłam się na swoich kubkach smakowych niż na słuchaniu całkiem przystojnego Pana), ale zapamiętałam, że Malibu samo w sobie jest ponoć mało kaloryczne. I piłam najlepszy drink na świecie z dodatkiem kolendry, trawy cytrynowej i pestek papryczki chili. Pycha! /przepis poniżej/
Podczas całego spotkania mrugała do mnie przepiękna suknia projektu Pani Teresy, którą pożądam myślami do dnia dzisiejszego. Dodam jeszcze, że żadna z nas nie wyszła ze spotkania z pustymi rękami dzięki mikołajkowej loterii merlina oraz loterii wizytówkowej.
![]() |
| Drink Caribben Spices |
CARIBBEN SPICES
Źródło: Drinkimalibu.pl
50ml Malibu
15ml świeżego soku z limonki
5ml syropu cukrowego
1 gałązka kolendry
1 trawa cytrynowa
pół małej papryki chilli
Rozgnieć kolendrę, trawę cytrynową i chilli w wysokiej szklance, a następnie dodaj pozostałe składniki. Wyszejkuj i dwukrotnie przecedź do schłodzonej szklanki.
Udekoruj chilli lub listkami kolendry.
Ciekawostka: Caribbean Spices to karaibska odmiana „wściekłego psa”.
![]() |
| Zdjęcia fragmentu wnętrza Rounge Cafe Ro-Ro, Warszawa |











