Wednesday, 31 August 2011

SPAGHETTI z karmelizowaną cebulą i smażonymi pomidorami

Powrót do rzeczywistości bywa bolesny. Szczególnie powrót do smutnej do bólu architektury blokowisk, gdy przez ostatni tydzień wystarczyło otworzyć szeroko drewniane okiennice, wyjść na taras, wystawić buzię do słońca i słuchać, wąchać, patrzeć...


36 klatek to za mało, by uchwycić to co pragnie się zapamiętać. 72 klatki wystarczy, by zachować to, co zachowane być powinno...
Ale o tym będzie innym razem. Jeszcze układam w głowie obrazy. Jeszcze nie jestem gotowa, by o nich pisać. Chcę większość z nich zachować tylko dla siebie, dlatego czeka mnie syzyfowa selekcja.

Chciałabym jednak pozostać w klimatach włoskich, ale jak zwykle dostosowanych do tego, co lubię. Do tego, co warto wydobywać z jedzenia. Nie jestem wielką fanką makaronu. Nie skusiłam się nawet na spróbowanie jednej nitki włoskiego spaghetti podczas wakacji. Ale dobrym makaronem przygotowanym w domu nie pogardzę. Nie muszę dodawać, że musi to być DOBRY makaron z semoliny (mąki z pszenicy durum) i ugotowany tylko i wyłącznie AL DENTE. A jeśli całe danie z Jego udziałem przygotowuje się nie dłużej niż 15 minut, to zjem całą porcję, wyliżę miskę i ładnie podziękuję /chyba że w makaronie będą siedziały powtykane w ukryciu małe, dziwnie pachnące i smakujące 'muszlowce' - na takie cuda się nie skuszę i wolę zjeść suchy chleb chociażby dla konia :-)/
Wybaczcie, ale dzisiejsza potrawa nie jest ani skomplikowana, ani niskokaloryczna, ale za to niebiańsko smaczna. Nie ma nic lepszego niż lekko karmelizowana w occie balsamicznym cebula, podsmażone na dobrej oliwie małe, słodkie i pełne słońca pomidory i dobry twardy włoski ser. I tu mogę polemizować, bo pewnie większość z Was pomyślała o parmezanie, ale ja wybieram pecorino. Ten ser ma własnie TEN smak, którego potrzebuję. 
Lubię wyrafinowaną prostotę. To własnie ona smakuje mi najlepiej i daje najwięcej satysfakcji.
To danie kojarzy mi się od zawsze ze schyłkiem lata. Lata, którego w Warszawie w tym roku praktycznie nie było. Chociaż nadal mam jego niedosyt, czekam z utęsknieniem na jesień. Wczoraj poczułam na policzkach jesienny wiatr. Polska złota jesień jest przepiękna i mam zamiar zrobić Jej dużo zdjęć.
Przemycam dzisiaj mały product placement. Daleka jestem od promowania na swoim blogu rzeczy, do których jestem wrogo nastawiona lub takich, które są mi obojętne. Ale z pełną świadomością wspominam w przepisach produkty, które lubię i których używam w swojej kuchni. Wiele razy pisałam o soli Maldon i blenerze Kenwood'a kMidx zupełnie za darmo i przez nikogo do tego nie zmuszana. Dzisiaj przemycam w przepisie produkty Monini, bo dlaczego właściwie nie? Ja mam zapas naprawdę dobrej włoskiej oliwy z oliwek (której i tak na co dzień używam w kuchni), a producent zaciera ręce, bo ma za darmo reklamę. Dodam tylko, że te produkty widziałam na półkach sklepowych we Włoszech. 

Kto znajdzie Lolę?
Oliwę z oliwek Extra Vergine Classico zostawiam do spryskiwania blach, foremek i ciasta chlebowego, bo jest w sprayu i jak dla mnie jest za mało aromatyczna, by wykorzystać ją inaczej.
Olej ryżowy (rafinowany) zostawiam do przygotowywania domowego majonezu i wszelkich dipów, bo ma lekko słodki, migdałowy smak.
Oliwę z oliwek extra vergine D.O.P. Val di Mazara zostawiam do naszych ulubionych dań. Jest pysznie aromatyczna, ma piękną barwę i smak, który dobra oliwa powinna mieć. 
Ocet balsamiczny jest smaczny, ale dosyć ostry i jak dla mnie ma zbyt 'swobodną' konsystencję - jestem przyzwyczajona do ciut gęstszej.
I naprawdę zachęcam Was do zrobienia tego makaronu. Tylko proszę, użyjcie aromatycznych pomidorów i nie kupujcie gotowego startego sera, bo całość będzie do wyrzucenia.


SPAGHETTI ZE SMAŻONYMI POMIDORKAMI I KARMELIZOWANĄ CEBULĄ
/W przepisie wykorzystałam Oliwę z oliwek extra vergine D.O.P. Val di Mazara i Ocet balsamiczny Monini/

  • 6 łyżek oliwy z oliwek extra vergine (z pierwszego tłoczenia)
  • pół dużej białej cebuli
  • 2 duże, opasłe ząbki czosnku
  • ćwierć łyżeczki suszonej pietruszki
  • ćwierć łyżeczki suszonego czosnku
  • duża szczypta suszonych płatków chili
  • 400g małych, słodkich pomidorów na gałązce
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • duża szczypta wędzonej (lub zwykłej) soli
  • 50g orzechów włoskich, posiekanych (około dwie garście)
  • 50g sera pecorino startego na tarce (około dwie garście)
  • szczypta świeżo mielonego czarnego pieprzu
  • makaron spaghetti z semoliny (mąki z pszenicy durum)

Na szerokiej patelni (użyłam woka) rozgrzać oliwę.
Wrzucić cebulę pokrojoną w cienkie piórka i ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki. Zmniejszyć moc palnika i całość smażyć na małym ogniu, aż cebula zacznie się rumienić.
Dodać suszone przyprawy i wymieszać.
Dodać umyte pomidorki i ocet balsamiczny.
Odrobinę zwiększyć moc palnika i smażyć całość, aż pomidory zaczną pękać (gdy to się stanie nie mieszamy już więcej, ponieważ pomidory zaczną się rozpadać, a powinny zostać 'w całości').
Gdy sos lekko zgęstnieje, a cebula zacznie się delikatnie karmelizować całość posolić wedle gustu.
Porcję makaronu dla dwóch osób ugotować al dente.
Ugotowany makaron rozłożyć na talerzach i polać sosem z patelni, wraz z pomidorkami i cebulą.
Posypać siekanymi orzechami, posypać startym serem i odrobiną świeżo mielonego czarnego pieprzu.

Bon appétit!

Monday, 15 August 2011

BURGERY warzywne i marchewkowe TZATZIKI


Mówią że człowiek jest jak zwierzę - drażnione, robi się agresywne.
Tu i ówdzie widzę w dżemach ocet balsamiczny, czasem widuję bazylię w kompocie, a ostatnio tymiankowy miód. Niech tak będzie. Mówią, że naśladownictwo to najwyższa forma pochlebstwa, więc na zdrowie. A ja rosnę w piórka, bo wychodzi na to, że moje przepisy są po prostu wspaniałe. Ale ani nie mam czasu o tym pisać, ani mi się nawet nie chce.
Pytacie, czy żyję. Żyję i mam się nadzwyczaj dobrze. Lekko zmęczona i zapracowana, ale dostałam skrzydeł i mam zamiar rozłożyć je jak najszerzej. Mam głowę pełną pomysłów i naprawdę bardzo bym chciała skrócić dzień pracy i maksymalnie wydłużyć czas wolny. Przez ostatnie lata czułam, że stoję w miejscu. Teraz czuję, że powoli idę do przodu. I choć nie jest idealnie i jeszcze nie do końca spełniam swoje marzenia, to jest dobrze.
Wiecie, że pierwszy raz zastanawiam się co napisać? :-) Nie mam powodów do narzekania, od dłuższego czasu nie śledzę blogowego życia. Brakuje mi go (brakuje mi Was), ale nadszedł moment w którym nabrałam do tego wszystkiego zdrowego dystansu. Jedyna rzeczą za którą tęsknię najbardziej jest siłownia. I na nic kolejne postanowienia. Po prostu nie mam na nią czasu. A szkoda.
Co jeszcze? Minęły kolejne urodziny (i bloga i moje) -  pierwszy raz od pięciu lat spędzone dokładnie tak, jak chciałam. Już dawno przeminęły, ale wspomnienia o nich pozostaną ze mną zawsze.
Kulinarnie bez emocji. Mało mięsa, dużo sezonowych warzyw. Nowe przepisy na dżemy (naprawdę zastanawiam się, czy w ogóle je opublikować), nowe przepisy na sosy. Mało ciast i ciasteczek, ale dużo witamin. Pojawia się makaron z semoliny i chleby pszenno-orkiszowe. Kosz pełen owoców i gorzka czekolada. Bycie hedonistką zdecydowanie mi odpowiada, pewnie dlatego ostatnio poszukuję nowych smaków. I bardzo chcę się z Wami dzisiaj podzielić przepisem na udany obiad. Wegetariański. Skoro pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza, można włączyć piekarnik i upiec delikatne bułki, usmażyć wyraziste burgery i podać je z nieklasycznym sosem tzatziki. Za tradycyjnymi burgerami nie przepadam (chociaż dobrze wysmażony burger w angielskim pubie to niebo w gębie), bo od zawsze kojarzy mi się z mdłym mielonym, w którym więcej jest namoczonej w mleku bułki niż mięsa. Ale TAKI burger to zupełnie inny wymiar.

Smacznego!


BUŁKI HAMBURGEROWE
/przepis, który znalazłam u Tater pochodzi z książki "The Bread Baker's Apprentice" P. Reinharta/

Zaczyn:
  • 320g pszennej białej mąki chlebowej (typ 750 lub 850)
  • 2 łyżeczki drożdży instant
  • 340g letniego mleka (35-38C)

Drożdże mieszamy z mąką i dodajemy mleko.
Mieszamy, zakrywamy folią i zostawiamy na minimum godzinę w temperaturze pokojowej (zaczyn powinien potroić swoją objętość).

Ciasto:
  • 215 g pszennej białej mąki chlebowej (j/w)
  • 1.5 łyżeczki soli
  • 3 łyżki cukru
  • 1 żółtko z dużego jajka, rozbite widelcem
  • 5 łyżek rozpuszczonego masła lub oleju roślinnego
  • 1 jajko do posmarowania bułek

Do zaczynu dodajemy mąkę i cukier i dobrze mieszamy.
Dodajemy żółtko oraz masło lub olej.
Wyrabiamy miękkie, elastyczne i gładkie ciasto (ok 15 minut).
Formujemy kulę i wkładamy ją do naoliwionej misy, zakrywamy folią i wstawiamy do lodówki na całą noc.
Na drugi dzień wyjmujemy ciasto i zimne dzielimy na 12 kulki o wadze około 85g.
Formujemy dobrze naciągnięte bułki i układamy je w odległości około 5cm na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Przykrywamy luźno folią i zostawiamy na 2 - 2.5 godziny, aż bułki podwoją swoją objętość.
Piekarnik rozgrzewamy do 210C.
Każdą bułkę smarujemy dwukrotnie jajkiem roztrzepanym z łyżką wody lub mleka
i posypujemy ziarnem sezamowym.
Pieczemy przez 15-17 min, aż bułki będą rumiane.
Tatter pisze, że z tego ciasta można formować również bułeczki do "hot-dogów".


TZATZIKI MARCHEWKOWE
/przepis własny/

  • 2 ogórki gruntowe
  • 1-2 małe marchewki
  • ćwierć łyżki soli
  • szczypta ziaren kuminu (kminu rzymskiego)
  • 3 duże ząbki czosnku
  • pęczek koperku
  • 400ml jogurtu greckiego
  • sok z cytryny
  • pieprz do smaku
Ogórek i marchewkę (obrane) ścieramy na tarce do jarzyn (ogórek - grube oczka, marchew - oczka drobne) i mieszamy z solą oraz kuminem.
Odstawiamy na minimum godzinę i po tym czasie dokładnie odciskamy.
Do odciśniętych warzyw dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, posiekany koperek, jogurt i doprawiamy sokiem z cytryny i pieprzem.


WEGETARIAŃSKIE BURGERY
/przepis własny/

  • 500g marchewki startej na tarce do jarzyn (grube oczka)
  • 2 cebule (pokrojone w piórka)
  • 1 łyżeczka ziaren kuminu (kminu rzymskiego)
  • 1 łyżeczka przyprawy curry
  • 200g ugotowanych* ziaren ciecierzycy (lub soi)
  • 1 duże jajko
  • 3 łyżki oliwy
  • pół pęczka natki pietruszki
  • około 30g sera Parmezan startego na tarce do jarzyn (grube oczka)
  • 2 łyżki ziaren białego sezamu
  • sól i pieprz do smaku
  • ew. 2 łyżki mąki z ciecierzycy (wtedy kotlety będą mniej rozpadać się przy smażeniu, ale będą miały więcej węglowodanów)
  • olej lub oliwa do smażenia

Na dużej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy i podsmażamy startą marchew oraz pokrojoną cebulę wraz z kuminem i curry, aż całość delikatnie zmięknie i przejdzie aromatem przypraw.
Do blendera przekładamy podsmażone warzywa, dodajemy ugotowane ziarna ciecierzycy (lub soi), wbijamy jajko, dodajemy 1 łyżkę oliwy oraz natkę pietruszki i całość miksujemy na masę (mniej lub bardziej jednolitą – jak kto lubi).
Do zmiksowanej masy dodajemy starty ser oraz ziarna sezamu.
Całość dokładnie mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem (masa powinna być dość ostra).
Dodajemy mąkę (jeśli używamy) i jeszcze raz mieszamy.
Ręką formujemy kotlety i smażymy je z dwóch stron na dobrze rozgrzanym tłuszczu.
Podajemy w bułce (lub bez) z rukolą i ulubioną wersją tzatziki

*ziarna soi jak i ciecierzycy namaczamy przez całą noc w zimnej wodzie, na drugi dzień wodę wymieniamy i gotujemy je do miękkości (około 1 godzinę)

-------------------------------
PS
Droga Pani Iwono Szumska. Jeśli jeszcze raz ukradnie Pani jakiekolwiek zdjęcie z tej strony i wyśle je do JAKIEJKOLWIEK gazety bez mojej zgody, przywłaszczając sobie do niego (jak również do części przepisu) prawa autorskie podam Panią do sądu i obarczę Panią całkowicie kosztami postępowania sądowego.
Powyższe stwierdzenie dotyczy KAŻDEJ osoby, która ukradnie i wykorzysta publicznie bez mojej zgody jakiekolwiek zdjęcie i/lub przepis.

Dziękuję za uwagę.

Ewelina Majdak

Jak miło znaleźć w gazecie, której się w ogóle nie czyta, swoje zdjęcie i część swojego przepisu! Ewie dziękuję za czujność, a Aleksandrze, która z Panią Sz.miała już przyjemność, za pomoc w napisaniu maila do Redakcji.

Wednesday, 3 August 2011

MIGAWKI z Gdańska i Sopotu

Podróż tasiemcem, uśmiechnięta Buzia otoczona puszystą rudą fryzurą o 5-tej nad ranem i Truskawkowe powitanie w chłodny poranek.
Lemoniada, pomidory z bazylią i śniadanie na tarasie.
I wzbudzająca zachwyt podłoga.
I starenowe krzesło.
I cudowny weekend.
Raz jeszcze.
Cyfrowo.