Nie mogłam przegapić Dnia Jabłka,chociaż wywołuje on u mnie lawinę myśli i wspomnień.
A zaraz za nią potok słów, które cisną się na usta.
A zaraz za nią potok słów, które cisną się na usta.
Chciałabym, żeby było tak jak dawniej.Chciałabym (jak kiedyś) mieć więcej motywacji i zapału.
Chciałabym nie tęsknić za rozmowami wieczorową porą, bo chciałabym, żeby nadal trwały!
Dużo się zmieniło, rozjechało w różne strony.
Olga nie prowadzi już swoich kulinarnych zabaw, do których przyłączały się setki osób, a Weekendowa Piekarnia już dawno zamknięta na cztery spusty.
I jeśli mam na forum odpowiedzieć na pytanie, w którą stronę zmierza blogosfera to szczerze odpowiem nie mam pojęcia. W przeciągu 3 lat zmieniło się tak wiele! Czasem mam wrażenie, że nie potrzebujemy żadnych autorytetów, bo tak bardzo wierzymy w swoje umiejętności.
A może po prostu ja jestem jakaś dziwna?
Nie potrafię odciąć się od przeszłości i zrozumieć, że może właśnie na tym polega rozwój. Że tak wygląda zmiana na lepsze?
Trochę mi szkoda. I pewnie dużo w tym mojej winy.
Z łezką w oku wspominam, że dzięki Dniu Jabłka poznałam wiele wspaniałych osób.
I nie chcę zaprzepaścić tych znajomości, bo jedną straciłam pewnie na zawsze.
Ale niech tak będzie. Przyjmuję rzeczywistość taką, jaka jest.
Tatter dziękuję :*
Wiem, że już późno, ale zapraszam Was na pysznie puszysty omlet jabłkowy prosto z Południowego Tyrolu. Częstujcie się do woli, a ja przeniosę się myślami do tej pięknej krainy, którą miałam okazję odwiedzić zaledwie miesiąc temu...
I jeśli mam na forum odpowiedzieć na pytanie, w którą stronę zmierza blogosfera to szczerze odpowiem nie mam pojęcia. W przeciągu 3 lat zmieniło się tak wiele! Czasem mam wrażenie, że nie potrzebujemy żadnych autorytetów, bo tak bardzo wierzymy w swoje umiejętności.
A może po prostu ja jestem jakaś dziwna?
Nie potrafię odciąć się od przeszłości i zrozumieć, że może właśnie na tym polega rozwój. Że tak wygląda zmiana na lepsze?
Trochę mi szkoda. I pewnie dużo w tym mojej winy.
Z łezką w oku wspominam, że dzięki Dniu Jabłka poznałam wiele wspaniałych osób.
I nie chcę zaprzepaścić tych znajomości, bo jedną straciłam pewnie na zawsze.
Ale niech tak będzie. Przyjmuję rzeczywistość taką, jaka jest.
Tatter dziękuję :*
Wiem, że już późno, ale zapraszam Was na pysznie puszysty omlet jabłkowy prosto z Południowego Tyrolu. Częstujcie się do woli, a ja przeniosę się myślami do tej pięknej krainy, którą miałam okazję odwiedzić zaledwie miesiąc temu...
JABŁKOWY OMLET (APFELSCHMARREN)
/składniki na 3 porcje/
40g drobnego cukru
1 czubata łyżka cukru z prawdziwą wanilią
6 żółtek
100ml mleka
100ml śmietanki 12%
1 łyżeczka rumu
150g pszennej mąki
6 białek
1 bardzo dużo jabłko obrane i starte na tarce do jarzyn (grube oczka)
cukier trzcinowy do posypania omletu
szczypta soli
olej i kawałek masła do smażenia
Żółtka ubić z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę.
Dodać mleko, śmietankę, rum i mąkę i dokładnie wszystko wymieszać.
Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli i delikatnie wmieszać w masę jajeczną.
1/3 porcji ciasta wlać na patelnię i smażyć, aż spód omletu zetnie się i zrumieni.
Wtedy rozłożyć rownomiernie na wierzchu omletu 1/3 porcji startego jabłka, posypać całość cukrem i wstawić do rozgrzanego piekarnika (200C) pod górną grzałkę.
Piec od 3 do 5 minut, aż góra omletu się zetnie (cukier ładnie się skarmelizuje i wierzch omletu będzie chrupiący).
Na koniec rozszarpać omlet na małe kawałki przy pomocy dwóch widelców lub palców.
Smacznego!

















