Na dwa dni przed wyjazdem do Gdańska chciałam z niego zrezygnować. Ale pojechałam. Z nastawieniem na dobrą zabawę i z radością dzielenia pokoju z Dorotą. Było warto! Nie ukrywam, że czuję się trochę obnażona. Tak jak cukierek wyjęty z papierka, który staje się zwykłą landrynką. I wcale nie mówię, że landrynki od cukierków są gorsze. Są po prostu 'gołe' i nie mają w sobie ani krzty tajemniczości. Ale facebook i tagowanie robią swoje. Czasem z lekką przesadą.
Mam głowę pełną myśli i wspomnień i doprawdy nie wiem, o czym Wam opowiedzieć!
Moja przygoda z Blog Forum miała wyglądać trochę inaczej. Miałam prowadzić warsztaty fotograficzne (kulinarne), ale organizatorom zależało na wykorzystaniu lamp studyjnych i sztucznego światła. Ja się na tym nie znam, studio nie posiadam i uczciwie z prowadzenia warsztatów zrezygnowałam. Czy zrobiłam źle? Na pewno nie, bo nie sądzę, by uczestnicy chcieli by ktoś mówił im jak mają naświetlać talerz sztucznym snopem światła, kierując się tylko i wyłącznie własną intuicją. Tak więc zostałam prelegentem (panelistą?). Fajnie było, chociaż wolałabym dostać inny zestaw pytań.
O samym Forum? Było bardzo fajnie. Bo nie jest dla mnie rzeczą ważną, czy catering był udany, czy do d..., czy prezentacje były długie, czy krótkie i w jakim klubie obyła się impreza integracyjna. NIE ma możliwości zorganizowania dużego wydarzenia (było nas więcej niż 150 osób!) tak, by każdy był w 100% zadowolony. Nie ma i kropka. Zawsze znajdzie się jakiś malkontent niezadowolony z życia, dla którego dzień bez marudzenia to dzień stracony. W tym miejscu pragnę również przypomnieć, że naszą narodową cechą jest (niestety) brak zadowolenia z czegokolwiek.
Mam ochotę wyściskać organizatorów za możliwość spędzenia czasu z fantastycznymi ludźmi, wyrażając po cichu nadzieję, że zaproszą mnie do Gdańska w przyszłym roku.
I niech żałują Ci, co nie załapali się na afterparty w hotelowym lobby. Ja odpadłam wcześniej, czego sobie nie wybaczę do końca życia.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak dobrze się bawiłam. Poznałam wiele wspaniałych ludzi, o których istnieniu nie wiedziałam, ludzi, których znałam tylko blogowo oraz po raz kolejny miałam okazję spotkać się z Dziewczynami (One już wiedzą o kogo mi hodzi!). Dzięki Pawłowi zjadłam (dwa razy!) najlepszy na świecie rosół z kołdunami Pani Tatiany, dzięki Ewie miałam okazję wziąć do rąk najpiękniejszy na świecie (i przeze mnie pożądany) aparat fotograficzny i dostałam kanapkę od samego Kominka. Oł je! I mogłabym wymieniać bez końca, ale uwierzcie mi, że takich chwil nie da się opisać żadnymi słowami. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie (Anulka dzięki!) i poszłam na świetne warsztaty dziennikarskie, prowadzone przez Anię Luboń z magazynu Elle. Mam nadzieję, że pióro mi się poprawi i od dzisiaj będzie mnie łatwiej czytać.
A jednak dopadło mnie nieodparte wrażenie, że blogowicze spoza sfery kulinarnej nie mieli pojęcia co my, blogerki kulinarne, mamy na myśli mówiąc, że pisanie bloga o takiej właśnie tematyce to nasz pasja. Widocznie pojęcie pasja ma dla nas trochę inny wymiar, niż dla blogerów zupełnie niekulinarnych. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że pisanie o kotlecie nie musi być dla wszystkich zrozumiałe, tak samo jak przeżywanie kulinarnego orgazmu podczas jedzenia chrupiącej, czosnkowej bagietki obłożonej bruschettą z dojrzałych pomidorów, o tyle jestem odrobinę zawiedziona, że nie miałyśmy okazji o tym opowiedzieć. Z drugiej strony mam świadomość, że to nie był zlot stricte kulinarny i nie my byłyśmy głównymi bohaterkami. Tak, ja też musiałam to sobie uświadomić i jest mi lepiej. Pozostaje mieć nadzieję, że nasza obecność i aktywne uczestnictwo w dyskusjach zwróci uwagę na kulinarną część blogosfery. W tym miejscu pragnę podziękować Mirkowi za sympatyczną wzmiankę o kucharkach!
Aha i ominęła mnie dyskusja o blogach i blogaskach... I dzięki ci losie! Słowo blogasek wywołuje u mnie te same odruchy co kawusia i kakałko.
Czego żałuję? Żałuję, że nie było z nami żadnego kulinarnie blogującego faceta. Żałuję, że Forum nie trwało dłużej, bo nie z każdym udało się zamienić chociaż kilka słów. Żałuję, ze nie miałam czasu na fotograficzny spacer po Gdańsku z Ewą, szczególnie gdy patrzę na piękne zdjęcia Moniki. Aż mnie ściska. Ale nic straconego! Do Gdańska wrócę na pewno i to nie jeden raz. Piękne to miasto.
Absolutnie nie żałuję decyzji o przyjeździe i uczestnictwie w Forum. Nie wiem, czy byłam dobrym prelegentem. Wy mi powiedzcie. Ale przede wszystkim nie żałuję, że nasz lot powrotny do Warszawy był opóźniony, bo na ten sam lot czekała śmietanka uczestników Forum, którzy przygarnęli moją skromną osobę do swojego stolika.
Nie wiem, czy ta relacja jest Wam przydatna. Chciałam tylko powiedzieć, że to fajne przeżycie i na pewno zapadnie ono na bardzo długo w moim sercu.
W tym miejscu chciałam podziękować wszystkim tym, dzięki którym mogłam TAM być i tym, którzy wytrzymali w moim towarzystwie dłużej niż 5 minut. Jako wisienka na torcie wspaniała wiadomość - Ania i Jej Truskawkowy blog wygrały w konkursie Blog of Gdańsk (głosowanie internautów). Wspaniale!
Podsumowując zapraszam do obejrzenia Mediafunowego filmu. To tylko 20 minut, a zapewniam, że warto! A na sam koniec zapraszam Was na oficjalna stronę Blog Forum Gdańsk 2011, gdzie znajdziecie materiały z całego spotkania oraz linki do innych jego recenzji.
Mam głowę pełną myśli i wspomnień i doprawdy nie wiem, o czym Wam opowiedzieć!
Moja przygoda z Blog Forum miała wyglądać trochę inaczej. Miałam prowadzić warsztaty fotograficzne (kulinarne), ale organizatorom zależało na wykorzystaniu lamp studyjnych i sztucznego światła. Ja się na tym nie znam, studio nie posiadam i uczciwie z prowadzenia warsztatów zrezygnowałam. Czy zrobiłam źle? Na pewno nie, bo nie sądzę, by uczestnicy chcieli by ktoś mówił im jak mają naświetlać talerz sztucznym snopem światła, kierując się tylko i wyłącznie własną intuicją. Tak więc zostałam prelegentem (panelistą?). Fajnie było, chociaż wolałabym dostać inny zestaw pytań.
O samym Forum? Było bardzo fajnie. Bo nie jest dla mnie rzeczą ważną, czy catering był udany, czy do d..., czy prezentacje były długie, czy krótkie i w jakim klubie obyła się impreza integracyjna. NIE ma możliwości zorganizowania dużego wydarzenia (było nas więcej niż 150 osób!) tak, by każdy był w 100% zadowolony. Nie ma i kropka. Zawsze znajdzie się jakiś malkontent niezadowolony z życia, dla którego dzień bez marudzenia to dzień stracony. W tym miejscu pragnę również przypomnieć, że naszą narodową cechą jest (niestety) brak zadowolenia z czegokolwiek.
Mam ochotę wyściskać organizatorów za możliwość spędzenia czasu z fantastycznymi ludźmi, wyrażając po cichu nadzieję, że zaproszą mnie do Gdańska w przyszłym roku.
I niech żałują Ci, co nie załapali się na afterparty w hotelowym lobby. Ja odpadłam wcześniej, czego sobie nie wybaczę do końca życia.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak dobrze się bawiłam. Poznałam wiele wspaniałych ludzi, o których istnieniu nie wiedziałam, ludzi, których znałam tylko blogowo oraz po raz kolejny miałam okazję spotkać się z Dziewczynami (One już wiedzą o kogo mi hodzi!). Dzięki Pawłowi zjadłam (dwa razy!) najlepszy na świecie rosół z kołdunami Pani Tatiany, dzięki Ewie miałam okazję wziąć do rąk najpiękniejszy na świecie (i przeze mnie pożądany) aparat fotograficzny i dostałam kanapkę od samego Kominka. Oł je! I mogłabym wymieniać bez końca, ale uwierzcie mi, że takich chwil nie da się opisać żadnymi słowami. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie (Anulka dzięki!) i poszłam na świetne warsztaty dziennikarskie, prowadzone przez Anię Luboń z magazynu Elle. Mam nadzieję, że pióro mi się poprawi i od dzisiaj będzie mnie łatwiej czytać.
A jednak dopadło mnie nieodparte wrażenie, że blogowicze spoza sfery kulinarnej nie mieli pojęcia co my, blogerki kulinarne, mamy na myśli mówiąc, że pisanie bloga o takiej właśnie tematyce to nasz pasja. Widocznie pojęcie pasja ma dla nas trochę inny wymiar, niż dla blogerów zupełnie niekulinarnych. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że pisanie o kotlecie nie musi być dla wszystkich zrozumiałe, tak samo jak przeżywanie kulinarnego orgazmu podczas jedzenia chrupiącej, czosnkowej bagietki obłożonej bruschettą z dojrzałych pomidorów, o tyle jestem odrobinę zawiedziona, że nie miałyśmy okazji o tym opowiedzieć. Z drugiej strony mam świadomość, że to nie był zlot stricte kulinarny i nie my byłyśmy głównymi bohaterkami. Tak, ja też musiałam to sobie uświadomić i jest mi lepiej. Pozostaje mieć nadzieję, że nasza obecność i aktywne uczestnictwo w dyskusjach zwróci uwagę na kulinarną część blogosfery. W tym miejscu pragnę podziękować Mirkowi za sympatyczną wzmiankę o kucharkach!
Aha i ominęła mnie dyskusja o blogach i blogaskach... I dzięki ci losie! Słowo blogasek wywołuje u mnie te same odruchy co kawusia i kakałko.
Czego żałuję? Żałuję, że nie było z nami żadnego kulinarnie blogującego faceta. Żałuję, że Forum nie trwało dłużej, bo nie z każdym udało się zamienić chociaż kilka słów. Żałuję, ze nie miałam czasu na fotograficzny spacer po Gdańsku z Ewą, szczególnie gdy patrzę na piękne zdjęcia Moniki. Aż mnie ściska. Ale nic straconego! Do Gdańska wrócę na pewno i to nie jeden raz. Piękne to miasto.
Absolutnie nie żałuję decyzji o przyjeździe i uczestnictwie w Forum. Nie wiem, czy byłam dobrym prelegentem. Wy mi powiedzcie. Ale przede wszystkim nie żałuję, że nasz lot powrotny do Warszawy był opóźniony, bo na ten sam lot czekała śmietanka uczestników Forum, którzy przygarnęli moją skromną osobę do swojego stolika.
Nie wiem, czy ta relacja jest Wam przydatna. Chciałam tylko powiedzieć, że to fajne przeżycie i na pewno zapadnie ono na bardzo długo w moim sercu.
W tym miejscu chciałam podziękować wszystkim tym, dzięki którym mogłam TAM być i tym, którzy wytrzymali w moim towarzystwie dłużej niż 5 minut. Jako wisienka na torcie wspaniała wiadomość - Ania i Jej Truskawkowy blog wygrały w konkursie Blog of Gdańsk (głosowanie internautów). Wspaniale!
Podsumowując zapraszam do obejrzenia Mediafunowego filmu. To tylko 20 minut, a zapewniam, że warto! A na sam koniec zapraszam Was na oficjalna stronę Blog Forum Gdańsk 2011, gdzie znajdziecie materiały z całego spotkania oraz linki do innych jego recenzji.
![]() |
| Hotelowy korytarz i Dorota |
![]() |
| Tak, uwielbiam fotografować (przez) firanki |
![]() | ||
| Zdjęcie zrobione przez firankę w hotelowym pokoju |
![]() |
| dwie wieże |
![]() |
| Zdjęcie autorstwa Agnieszki Piegowatej |













































