Mam wrażenie, że wariuję. Coraz więcej rzeczy robić nam nie wypada, a to co wypada zupełnie mija się z moim światopoglądem.
Nie wypada pisać o Świętach, bo jest na to za wcześnie.
Nie wypada z uwielbieniem wtulać się w miękkie swetry z zimowym wzorem, bo pachną tandetą.
Nie wypada spędzić weekendu w domu, bo koniecznie trzeba obskoczyć wszystkich znajomych i odwiedzić najbardziej fajne miejsca w Warszawie.
Nie wypada spędzić weekendu w domu, bo koniecznie trzeba obskoczyć wszystkich znajomych i odwiedzić najbardziej fajne miejsca w Warszawie.
Nie wypada nie odbierać telefonu kiedy nie ma się na to ochoty, bo trzeba być cały czas w zasięgu.
Nie wypada przyznawać się, że ma się pasję i że tą pasją na pewno nie jest pięcie się po szczeblach kariery, bo to takie niepoważne.
Wypada za to siedzieć w pracy po godzinach i zabierać ze sobą służbowego laptopa na weekendy.
Wypada mieć samochód, bo jak można jeździć do pracy autobusem lub WKD?
Wypada odpisywać na wszystkie przychodzące maile, bo nieodpisywanie jest takie niekulturalne.
Wypada odpisywać na wszystkie przychodzące maile, bo nieodpisywanie jest takie niekulturalne.
Wypada wyrzucać z siebie nowe posty jak maszyna, tryskać weną i fantastycznym humorem.
Kociokwik.
Bezcelowa presja i umiejętność wpasowania się w tłum by być jednym z wielu.
Nie, to nie dla mnie.
Czasem czytam piękne wpisy jak cudownie jest rzucić wszystko i zacząć robić to, co się kocha. Szkoda tylko, że nikt nie daje nam worka pełnego pieniędzy i gotowego przepisu na życie.
Życie w zgodzie ze sobą to trudna sztuka, ale jeśli nie jesteśmy sobą to kim jesteśmy? Jeśli nie bronimy swojej pasji, to co nam pozostaje? Mam wrażenie, że nieustannie balansujemy na niewidzialnej granicy pomiędzy życiem dla siebie i dla innych. Oddać siebie innym to piękna rzecz, ale dla nas zostają już tylko skrawki i okruchy.
Czasem czytam piękne wpisy jak cudownie jest rzucić wszystko i zacząć robić to, co się kocha. Szkoda tylko, że nikt nie daje nam worka pełnego pieniędzy i gotowego przepisu na życie.
Życie w zgodzie ze sobą to trudna sztuka, ale jeśli nie jesteśmy sobą to kim jesteśmy? Jeśli nie bronimy swojej pasji, to co nam pozostaje? Mam wrażenie, że nieustannie balansujemy na niewidzialnej granicy pomiędzy życiem dla siebie i dla innych. Oddać siebie innym to piękna rzecz, ale dla nas zostają już tylko skrawki i okruchy.
A w mojej kuchni od dwóch tygodni pachnie świętami. W całym domu unosi się kojący zapach cynamonu, goździków i suszonych podgrzybków. Na blacie leży plastyczna, korzenna masa z której za chwilę powycinam ulubione kształty. Nadgryziona cierpka skórka otarta z pomarańczy i szczypta piekącej, świeżo utartej gałki muszkatołowej na języku. Kulinarne haiku.
Czekam na pierwsze płatki śniegu, które będę łapać w ciepłe dłonie.
I zrobiłam już listę postanowień na przyszły rok oraz pierwsze świąteczne zakupy.
A gdy zamykam oczy, czuję zapach dziadkowych, obranych mandarynek i wyłuskanych orzechów włoskich.
Chwilo trwaj.
WINNY SOS KOPERKOWY Z PIECZONYM CZOSNKIEM (BEZ MĄKI)
1 główka czosnku
2 łyżki masła
1 łyżka delikatnego oleju (np. z pestek winogron)
2 małe szalotki
pół kieliszka białego wina
mały kubek śmietany 22%
mały kubek ciepłego, delikatnego bulionu (mięsnego lub warzywnego)
sok z cytryny (do smaku)
2-3 liście laurowe
kilka kulek jałowca
kilka kulek ziela angielskiego
kilka kulek zielonego pieprzu
sól
2 pęczki koperku
Główkę czosnku piekę w piekarniku, aż jego ząbki będą miękkie i aromatyczne (pieczenie czosnku łagodzi jego ostry smak, który nie każdy z nas lubi).
Na rozgrzanej patelni stapiam masło, dodaję olej i wrzucam szalotki pokrojone w cienkie piórka.
Smażę chwilę, a gdy cebula zaczyna się ładnie rumienić wlewam wino i dokładnie mieszam.
Gotuję chwilę, aż wino delikatnie odparuje.
Śmietanę mieszam dokładnie z bulionem i dodaję odrobinę soku z cytryny. Dodaję ją do patelni i dokładnie mieszam z winem.
Dodaję przyprawy (ziarna pieprzu dodaję w całości – są pyszne i delikatne w smaku i można je rozgryzać), posiekany koperek i upieczone ząbki czosnku, rozgniecione widelcem.
Na końcu doprawiam solą i sokiem z cytryny.
Bardzo lubię ten sos w towarzystwie ugotowanych warzyw oraz gotowanego lub pieczonego mięsa.
Smacznego.









































