Wednesday, 30 November 2011

Bezmączny sos koperkowy z pieczonym czosnkiem

Mam wrażenie, że wariuję. Coraz więcej rzeczy robić nam nie wypada, a to co wypada zupełnie mija się z moim światopoglądem.
Nie wypada pisać o Świętach, bo jest na to za wcześnie.
Nie wypada z uwielbieniem wtulać się w miękkie swetry z zimowym wzorem, bo pachną tandetą.
Nie wypada spędzić weekendu w domu, bo koniecznie trzeba obskoczyć wszystkich znajomych i odwiedzić najbardziej fajne miejsca w Warszawie.
Nie wypada nie odbierać telefonu kiedy nie ma się na to ochoty, bo trzeba być cały czas w zasięgu.
Nie wypada przyznawać się, że ma się pasję i że tą pasją na pewno nie jest pięcie się po szczeblach kariery, bo to takie niepoważne.
Wypada za to siedzieć w pracy po godzinach i zabierać ze sobą służbowego laptopa na weekendy.
Wypada mieć samochód, bo jak można jeździć do pracy autobusem lub WKD?
Wypada odpisywać na wszystkie przychodzące maile, bo nieodpisywanie jest takie niekulturalne.
Wypada wyrzucać z siebie nowe posty jak maszyna, tryskać weną i fantastycznym humorem.
Kociokwik.
Bezcelowa presja i umiejętność wpasowania się w tłum by być jednym z wielu.
Nie, to nie dla mnie.
Czasem czytam piękne wpisy jak cudownie jest rzucić wszystko i zacząć robić to, co się kocha. Szkoda tylko, że nikt nie daje nam worka pełnego pieniędzy i gotowego przepisu na życie.
Życie w zgodzie ze sobą to trudna sztuka, ale jeśli nie jesteśmy sobą to kim jesteśmy? Jeśli nie bronimy swojej pasji, to co nam pozostaje? Mam wrażenie, że nieustannie balansujemy na niewidzialnej granicy pomiędzy życiem dla siebie i dla innych. Oddać siebie innym to piękna rzecz, ale dla nas zostają już tylko skrawki i okruchy

A w mojej kuchni od dwóch tygodni pachnie świętami. W całym domu unosi się kojący zapach cynamonu, goździków i suszonych podgrzybków. Na blacie leży plastyczna, korzenna masa z której za chwilę powycinam ulubione kształty. Nadgryziona cierpka skórka otarta z pomarańczy i szczypta piekącej, świeżo utartej gałki muszkatołowej na języku. Kulinarne haiku.
Czekam na pierwsze płatki śniegu, które będę łapać w ciepłe dłonie.
I zrobiłam już listę postanowień na przyszły rok oraz pierwsze świąteczne zakupy.
A gdy zamykam oczy, czuję zapach dziadkowych, obranych mandarynek i wyłuskanych orzechów włoskich.
Chwilo trwaj.


WINNY SOS KOPERKOWY Z PIECZONYM CZOSNKIEM (BEZ MĄKI)

1 główka czosnku
2 łyżki masła
1 łyżka delikatnego oleju (np. z pestek winogron)
2 małe szalotki
pół kieliszka białego wina
mały kubek śmietany 22%
mały kubek ciepłego, delikatnego bulionu (mięsnego lub warzywnego)
sok z cytryny (do smaku)
2-3 liście laurowe
kilka kulek jałowca
kilka kulek ziela angielskiego
kilka kulek zielonego pieprzu
sól
2 pęczki koperku

Główkę czosnku piekę w piekarniku, aż jego ząbki będą miękkie i aromatyczne (pieczenie czosnku łagodzi jego ostry smak, który nie każdy z nas lubi).
Na rozgrzanej patelni stapiam masło, dodaję olej i wrzucam szalotki pokrojone w cienkie piórka.
Smażę chwilę, a gdy cebula zaczyna się ładnie rumienić wlewam wino i dokładnie mieszam.
Gotuję chwilę, aż wino delikatnie odparuje.
Śmietanę mieszam dokładnie z bulionem i dodaję odrobinę soku z cytryny. Dodaję ją do patelni i dokładnie mieszam z winem.
Dodaję przyprawy (ziarna pieprzu dodaję w całości – są pyszne i delikatne w smaku i można je rozgryzać), posiekany koperek i upieczone ząbki czosnku, rozgniecione widelcem.
Na końcu doprawiam solą i sokiem z cytryny.
Bardzo lubię ten sos w towarzystwie ugotowanych warzyw oraz gotowanego lub pieczonego mięsa.

Smacznego.

Monday, 14 November 2011

Dzień Pluszowego Misia. Odkurz swojego Misia!

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Pluszowego Misia. Do pluszowego święta pozostało kilka dni. Bajeczna Fabryka trzeci rok z rzędu zaprasza wszystkich do zabawy [2009 i 2010].


Gdzie jest Twój miś? 
Może leży na dnie szafy przyciśnięty stertą ubrań? 
Może wpadł kilka lat temu za łóżko?  
Może siedzi od miesięcy zakurzony na regale obok równego rzędu książek?

Nie pozwól, by w tak magicznym dniu Twój Miś stał zapomniany w kącie. 
Przyłącz się do pluszowej akcji! 
Stwórzmy wspólnie wielką galerię Misiów!
To proste!!!
Odkurz swojego misia, 
zrób mu zdjęcie 
i wyślij je na adres:
BAJECZNAFABRYKA@GMAIL.COM

Zdjęcie należy przesłać do końca dnia 24 listopada, by 25 listopada na ścianach Bajecznej Fabryki pojawiły się kolorowe zdjęcia radosnych Misiów!

Saturday, 12 November 2011

Warszawa o poranku...

I trochę poziomych kadrów, bo ponoć mam same pionowe :)





Wednesday, 9 November 2011

NIE dla Anonimów i ostatnie 2 dni głosowania na Mazury. Nasze. Polskie.

Serdecznie inforumję, że od dnia dzisiejszego osoba Anonimowa nie ma możliwości pozostawienia komentarza na moim blogu. Nie mam czasu ani ochoty na wdawanie się w duskusje z osobami, które są niekulturalne i/lub nie mają odwagi się przedstawić. Jeśli ktoś chciałby wyrazić opinię na tematy związane (lub nie) z treścią bloga (zarówno te przychylne jak i nieprzychylne) zawsze może napisać do mnie lub zajrzeć na stronę Fanów mojego bloga i tam swobodnie wyrazić swoje zdanie.

Tyle w temacie ogłoszeń :)


Chciałabym poprosić Was o oddanie głosu na nasze polskie Mazury. Kto był ten wie, że warto zagłosować.  Nie poniesiecie żadnych kosztów (tak samo jak mnie nie kosztowało napisanie tego posta), a tych kilka głosów na pewno się przyda.
Zagłosować można na stronie Mazury Cud Natury lub na stronie New 7 Wonders of Nature.
A jeśli nie jesteście do końca przekonani, to zajrzyjcie tutaj (pozwoliłam podlinkowac sobie streaming Segritty).
Czy Mazury mogą na Was liczyć?

Pozdrawiam i do przeczytania!

Ewelina (Polka)

Sunday, 6 November 2011

Nieznośna ciężkość bytu i bruschetta dla wymagających


Aromat kawy roztaczający kojący aromat, kot na kolanach i wełniane kapcie z pomponem zrobione przez Babcię.
Rękawiczki długie aż po same łokcie, wełniana czapka z opasłymi guzikami i płaszcz do kolan.
Dywan z liści szeleści pod nogami jak szalony!
Odpowiednia dawka leku i nagle nieznośna ciężkość bytu ulatuje wraz z ciepłym powietrzem.
Listopad to dobry czas na jesienne porządki. Porządki w życiu i na blogu, tak by wszystko stało się czyste, lekkie i przejrzyste. 
Dopóki nie odzyskam tego, co stracone będzie mnie tutaj ciut mniej. Ale będę.
Nie ma nic piękniejszego niż kontakt z drugim człowiekiem, a to od ponad roku nie wychodzi mi zbyt dobrze.
Muszę uporać się z zaległymi mailami i komentarzami i powrócić do regularnych treningów, czekając na powrót samoakceptacji.
Od kilku tygodni zastanawiam się nad istotą prowadzenia przeze mnie bloga. Po gdańskim forum mam pewną obawę czy pisanie ma sens. Czuję się niekomfortowo, bo mam mnóstwo pomysłów, ale kompletny brak czasu na to co lubię najbardziej - fotografowanie. Wstawianie przepisów bez zdjęć słabo działa na ludzką wyobraźnię. 
Ale wiem, że usunięcie bloga to jak wydarcie kawałka z siebie. Jednego z najbardziej potrzebnych mi do wirtualnej egzystencji.
Czekam zatem na lepsze myśli odgryzając kolejny kawałek chrupkiego chleba obłożonego obficie pachnącymi pomidorami.  To ostatni dzwonek by zjeść (w miarę) smaczne pomidory. 
Pomidory, świeża bazylia, odrobina czosnku i dobra oliwa. Połączenie idealne. Idealne comfort food na sobotnie śniadanie. 
Sok cieknący po brodzie, bezwstydne oblizywanie palców i okruchy chleba spadające na talerz. 
Chleb namoczony w oliwie do granic nieprzyzwoitości.
Odrobina wędzonej soli i świeżo utłuczonego czarnego pieprzu.
Czas zatrzymany w miejscu. 
Chwilo trwaj!

Friday, 4 November 2011

Z poradnika fotoamatora. Słowem wstępu o fotografii cyfrowej i analogowej.

fotografia analogowa

fotografia analogowa

fotografia analogowa

W połowie września zaczęłam pisać poniższy post. Próbowałam zebrać setki myśli, które lewitują w mojej głowie. Doszło do tego, że wszędzie zapisywałam różne zdania – w gazecie, w kalendarzu, na dłoni, na sklepowych paragonach… oraz na nie recepcie :) Głęboko w mojej głowie zakorzeniła się świadomość bycia pokornym i pochylenia głowy nad pracami mistrzów fotografii. Ale ponieważ zbiera mi się coraz więcej pytań o moje zdjęcia nadszedł czas by coś o nich napisać. Mam nadzieję, że ten wpis to dopiero początek i że wystarczy mi zapału by pojawiły się kolejne.

fotografia cyfrowa

Nigdy nie sądziłam, że fotografia stanie się jedną z najważniejszych części mojego życia i że z nieukrywaną radością będę nawiązywać rozmowę z aparatem, fotografowanym obiektem, ale przede wszystkim z samym sobą. Pamiętam migawki z dzieciństwa - zakradam się do tajemnej szafki w dużym pokoju i z wielką ostrożnością i skupieniem biorę do ręki Zenita mojego Taty. Czułam do tego aparatu szacunek. Szacunek do jego surowej konstrukcji i do zapachu skórzanego pokrowca. Mój Tato to prawdziwy pasjonat. Dawno, dawno temu w swojej w pełni wyposażonej domowej ciemni wywoływał i retuszował przepiękne zdjęcia. Niestety przegapiłam moment, w którym mogłam się od Niego wszystkiego nauczyć. Nie ma ciemni, nie ma aparatu, a Tato poszedł wraz z duchem czasu i robi zdjęcia aparatem cyfrowym.

fotografia analogowa

fotografia analogowa

Swoją przygodę z fotografią zaczęłam od cyfrowej lustrzanki (Canon 450D). Ponad miesiąc oswajałam ten aparat, bo bałam się, że go zepsuję. Możecie się śmiać, ale można powiedzieć, że właśnie wtedy po raz pierwszy miałam prawdziwy aparat w swoich rękach. Używania tandetnego, plastikowego aparatu analogowego (prezent komunijny) w ogóle nie pamiętam. Zresztą popsuł się dosyć szybko. Mam wrażenie, że teraz nadrabiam stracony czas (o ile to możliwe). Chwil, które przeminęły i które już nie wrócą nie dam rady sfotografować. Ile pięknych kadrów zostało utraconych na zawsze! Obecnie staram się mieć jeden z aparatów zawsze przy sobie. Częściej noszę ten analogowy. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że pragnę być modna za wszelką cenę, ale dlatego, że najczęściej fotografuję dla siebie. I tu wypadałoby napisać odrobinę więcej zachowując myśl przewodnią, że fotograf-zawodowiec pracuje dla innych, a fotograf-amator dla siebie*.

fotografia analogowa

fotografia analogowa

fotografia analogowa


fotografia analogowa

Kiedyś Ewa napisała mi, że kawa nie wyklucza herbaty. Tak właśnie jest z fotografią – cyfrowa nie wyklucza analogowej i na odwrót. Obie wspaniale się dopełniają i mogą swobodnie żyć obok siebie. Odpowiedzmy sobie zatem na proste pytanie: jaki efekt chcemy osiągnąć? Co fotografie mogą nam dać? I na używanie której jesteśmy gotowi? Dla mnie obie fotografie są tak samo potrzebne i pokuszę się o stwierdzenie, że fotografia cyfrowa jest o wiele trudniejsza niż fotografia analogowa, ale ta druga z kolei jest bardziej hedonistyczna i rozważna. Obie natomiast uczą pokory. Cyfrowa przed swoim technologicznym zaawansowaniem, a analogowa przed ascetycznym podejściem do procesu fotografowania. Mimo, że lubię je obie, wyraźnie oddzielam jedną od drugiej. Nie ma co ukrywać – zawodowi fotografowie używają w swojej pracy aparatów cyfrowych. Zależy im na efekcie, który można zobaczyć tu i teraz. Jeśli uzyskane zdjęcie ich nie zadowala, mogą w ułamek sekundy je usunąć i zrobić kolejne. I nie ma się czego wstydzić. Każdy zawodowiec przed naciśnięciem spustu migawki wie, jakie zdjęcie uzyska, ale przecież każdy z nas dąży do osiągnięcia pełnej satysfakcji i uzyskania perfekcyjnego ideału. Krąży powszechna opinia, że dobry fotograf nie robi dużej ilości ujęć. Nie zgadzam się z nią i jestem zdania, że nie jest zbrodnią przyznanie się do tego, że z 20-tu zrobionych zdjęć wybierzemy właśnie TO jedyne. Najlepsze. Dlatego też fotografia cyfrowa towarzyszy mi, gdy fotografuję jedzenie. Staram się by zdjęcie było żywe (soczyste, nasycone i świeże),  by każdy z Was miał ochotę wyciągnąć rękę i sięgnąć po sfotografowany przedmiot przez szklany monitor. Tą samą zasadę stosuję przy wykonywaniu zdjęć na zlecenie – im bardziej doskonałe zdjęcie prześlę do zleceniodawcy, tym większą mam szansę na kolejne zlecenia. I w takich momentach staram się z amatorszczyzny przejść na zawodowstwo, co oczywiście jest lekko bzdurnym pojęciem w moim przypadku. Dla mnie zawodowiec to ktoś, kto ma bardzo dobre podstawy teoretyczne i praktyczne w danej dziedzinie. Ja fotografii uczyłam się (i nadal uczę) sama właśnie poprzez fotografowanie, ale także poprzez podglądanie i czytanie najlepszych. Cieszę się z kolejnego kroku do przodu i mam zamiar zrobić kolejne. Co daje mi fotografia cyfrowa? Niesamowite rozeznanie się w jej temacie, dogłębne poznanie mojej cyfrowej lustrzanki i wiedzę, jak zastosować przeróżne ustawienia  w celu osiągnięcia zamierzonego efektu.

fotografa cyfrowa

fotografia cyfrowa

Fotografia analogowa to dla mnie istna magia, ale wiem że na chwilę obecną jakby niepełna. Zapełnioną kliszę oddaję do zaufanego foto-studia i chociaż z niecierpliwością czekam na jej wywołanie to mam wrażenie, że właśnie tracę sens używania analoga. Samodzielne wywołanie kliszy to dla mnie idealne dopełnienie całości. Ale wszystko przede mną. Na chwilę obecną uczę się rozwagi i oddaję hołd tradycyjnej fotografii. Fotografia analogowa to kwintesencja sama w sobie. 36 klatek (lub mniej), które należy wykorzystać najlepiej jak potrafimy. Nie ma możliwości natychmiastowego zobaczenia efektu, a powtórka ujęcia to jedna klatka mniej na całej kliszy. Ta fotografia wymaga od nas przemyślenia, skupienia i rozważnego naciskania spustu migawki. Aparat nie ma ustawień Auto i tylko od nas zależy, jaki otrzymamy efekt końcowy. Mamy pełną kontrolę nad aparatem, ale jednocześnie wymusza on na nas pewną dyscyplinę. Co daje mi analog? Pomógł mi uwolnić się od używania funkcji auto focus, od której byłam uzależniona, ale przede wszystkim sprawił, że stałam się bardziej wrażliwa i uważna.

fotografia analogowa

fotografia analogowa

fotografia analogowa


fotografia analogowa (zdjęcie przekonwertowane na b&w)

Nie będę podejmować kwestii wyższości jednej fotografii nad drugą. Dla mnie obie są tak samo ważne. Zresztą nie potrafię powiedzieć, która z nich jest lepsza. Obie prezentują zupełnie inną jakość, inny poziom zaawansowania i inny cel ich używania. Ciągle się ich uczę, cały czas na nowo. Uczę się kadrowania, naświetlania, używania głębi ostrości.
Kończąc dodam, że chyba się rozkręciłam i to dopiero początek. Co mogę na wstępie polecić? Przeczytanie instrukcji dołączonej do Twojego aparatu. Od deski do deski. Warto również poczytać dobre książki o fotografii (niech zapadnie Wam w pamięć Pan Michael Freeman), dobre artykuły które bardzo łatwo znaleźć w sieci (np. ten pochodzący z blogu Zawsze kwadrat) oraz gorąco zachęcam do zaglądania na fora internetowe.
A jeśli dotrwaliście do końca to koniecznie zapoznajcie się ze złotymi zasadami fotografii (idealnie pasują one również do fotografii cyfrowej). Służę chęcią przetłumaczenia całości lub fragmentów.
Moja ulubiona zasada? To nieprzestrzeganie żadnych zasad (Rule #10).
Pod wpisem ze zdjęciami zazwyczaj nie udostępniam możliwości pozostawienia komentarza, ale dzisiaj jest to możliwe. Mam nadzieję, ze będziecie mieli ochotę dodać coś od siebie.

Poniżej wkleiłam kilka wakacyjnych zdjęć. Podczas tegorocznego pobytu w Wenecji i Veneto zrobiłam sobie przerwę od cyfry (przejął ją Dawid) i używałam wyłącznie analoga. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy powtarzać ujęć. A jednak. Podczas weekendowego przeglądania zdjęć znalazłam kilka pasujących do siebie. Zestawiłam je w kolaże. Te po lewej (lub powyżej) to cyfrowe zdjęcia Dawida, te drugie to zdjęcia moje, analogowe. Celowo poprosiłam Dawida, by nie polepszał swoich w żadnym programie. Nasuwa mi się pewna myśl, ciekawe czy Wam również?











Udanego piątku Wam życzę i do przeczytania!