Sunday, 27 January 2013

Polski burak i kartoflak


Droga A.,

Kiedy w 2007 roku opuszczałam Polskę, byłam młoda i szalona, a swoją wyprawę traktowałam jak jedną wielką przygodę. Spakowałam swój niewielki dobytek w dwa plecaki i bez żalu pojechałam za wielkie wody zdobywać Anglię. Bez ustalonych ram czasowych, bez szczegółowego planu. Pomieszkałam chwilę w Londynie, przeniosłam się Manchesteru i tak poznałaś zawszepolkę i jej kulinarnego bloga. Mieszkając poza Polską starałam się nigdy na Nią nie narzekać i niejednokrotnie złościło mnie jak wieszano na Niej przysłowiowe psy. Że panie na poczcie niemiłe, że obsługa w sklepie nie taka, że nie można kupić świeżej ryby czy aromatycznej przyprawy curry, że jest brudno, chamsko i butnie. Nie krytykowałam, bo dlaczego mam krytykować kraj który opuściłam? W Anglii mieszkało mi się dobrze i wygodnie. Nigdy nie czułam się tam jak obywatel gorszej kategorii. Były łzy smutku, ale i radości. Jeśli czytałaś moje posty, to dokładnie wiedziałaś kiedy było mi lepiej, a kiedy gorzej. Towarzyszyłaś mi w mojej przeprowadzce do Londynu. Wiesz, gdybym mogła, nie opuszczałabym Manchesteru. Zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia, ale sytuacja gospodarcza zmusiła nas do powrotu do Big Smoke. W międzyczasie zwiedziliśmy Szwajcarię, która niepostrzeżenie wkradła się w nasze serca. 

Źle mi było w Londynie. Nie lubię tego miasta, o czym często pisałam w swoich postach. Były różne pomysły jak to zmienić. Stanęło na powrocie do Polski. Wygrała tęsknota za Rodziną i Przyjaciółmi. Tęsknota za Ojczyzną. Towarzyszyłaś mi w kolejnej przeprowadzce. W załatwianiu transportu i pakowaniu naszego dobytku. Do Polski wróciłam z tak wielkim entuzjazmem, że kipiał on we mnie i wypływał na zewnątrz. Znalazłam bardzo szybko pracę, spotykałam się z innymi Blogerami, mogłam wsiąść w pociąg i odwiedzić Bliskich. Brzmi bajkowo, prawda? Niestety z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. Nagle przestałam mieć czas dla Znajomych bo gniłam w pracy. Przejazd z Zamościa do Warszawy przy korzystaniu z usług PKP potrafił trwać 12 godzin(sic!). Nadchodził weekend, a ja byłam tak zmęczona, że połowę wolnego od pracy czasu przesypiałam. Do tego wiecznie wojujące w przejściach czy drzwiach wejściowo-wyjściowych Starsze Panie, zapchane do granic możliwości autobusy i smutne twarze. 

A najgorsze było w ty wszystkim to, że znałam powód tych smutków. Jak Pani która pracuje na kasie i zarabia tak mało, że nie stać ją na książki dla swojego dziecka ma być wesoła??? Jak?

Mijały miesiące, a my robiliśmy wszystko, by z Polski ponownie wyjechać. Udało się. Towarzyszyłaś mi w mojej przeprowadzce do Szwajcarii. Od kilku miesięcy mieszkam tutaj i jestem szczęśliwa.

Kocham Polskę. To zawsze będzie moja ukochana Ojczyzna, ale poziom absurdu jaki wytworzył się tam ostatnimi czasy potrafi zgnieść nawet największego patriotę. To że zabrania się bycia szczęśliwym ludziom, którzy nie chcą brać ślubu, ludziom którzy wolą spędzić całe życie z osobą tej samej płci, to że na siłę chce nam się wcisnąć GMO, że wmawia się nam słuszność faszerowania dzieci szczepionkami, że rzuca się kłody pod nogi tym, którzy mają pomysł na siebie. Z trwogą przeczytałam, jak Zuzia Górska co miesiąc ściera się z Państwem by móc dalej robić to co kocha, jak sąsiedzi zamiast się wzajemnie wspierać, donoszą na siebie do przeróżnych instytucji państwowych, jak Zazie przez to, że żyje z Kobietą a nie Mężczyzną jest "nieużyteczna, bo nie wykonuje funkcji prokreacyjnej". Żal ściska mi serce i jest mi wstyd, że przyłożyłam rękę do tego, że Polską rządzi banda niedouczonych ludzi, którzy swoich obywateli mają za nic. Ale czy dano mi wybór? Czy miałam jakąś alternatywę? 

Wkurza mnie jeszcze jedna rzecz. Że ludzi, którzy wyjechali z Polski nazywa się tchórzami, bo uciekamy zamiast walczyć. Niby jak mamy walczyć? Czym? Siekierą? Bo słowa nic dadzą, skoro są wyrzucane do kosza już w zalążku. Powiem Ci jedno. Uciekłam z Polski, bo zobaczyłam że poza Nią można żyć normalnie. Że pracując na pół etatu nie muszę się martwić, ze zabraknie mi środków do życia do przysłowiowego 1-szego. Że obcy ludzie mogą się do siebie uśmiechać, przepraszać za to, że się potrącili, przepuścić w drzwiach, a urząd podatkowy jest po to, żeby pomóc a nie po to żeby zgnoić i ukarać. Powiem Ci więcej. 
To wielka odwaga zostawić wszystko, co się osiągnęło i wyjechać do obcego kraju.
Wyjechałam, by nie stać się kolejnym smutnym obywatelem. 
Polska to piękny kraj, w którym żyją wspaniali i zdolni ludzie, ale niestety jako Państwo, które dba o swoich Obywateli nie ma mi kompletnie nic do zaoferowania. 

I zrobiłam dla kartoflaka. Bezglutenowego. Tak jak lubisz. Ziemniaki starałam na tarce na dużych oczkach. Tak jak lubisz.  W dwóch wersjach, dla mnie i dla Ciebie bez mięsa. Tak jak lubisz.


KARTOFLAK (TARCIUCH, BABKA ZIEMNIACZANA)
|na okrągłą formę o średnicy 17cm oraz kwadratową o boku 17cm|

3 jajka
1.5kg sypkich ziemniaków
2 łyżki jogurtu naturalnego
100g twardego żółtego sera (parmezan, Bursztyn, Dziugas)
2 łyżki oleju do smażenia |np. z pestek winogron|
1 duża cebula |lub 2 mniejsze|
4 ząbki czosnku
pieprz w kulkach
kilka kulek jałowca
2 liście laurowe
mała papryczka chilli (birds eye)
2 łyżki majeranku
sól
gałka muszkatołowa
mielone orzechy do obsypania formy
opcjonalnie kilka cienkich plastrów wędzonego boczku do wyścielenia formy

Jajka rozbijamy lekko widelcem.
Obrane ziemniaki i ser ścieramy na tarce do jarzyn (duże oczka).
Ziemniaki mieszamy z jogurtem (dzięki temu nie ściemnieją) i przekładamy na sitko, które ustawiamy na misce. Zostawiamy na 30 minut. Po tym czasie wodę z miski wylewamy, a a krochmal z dna garnka dodajemy do ziemniaków.
Cebulę i czosnek obieramy i kroimy w cząstki.
Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę, czosnek, liście laurowe, kulki pieprzu i jałowca oraz pozbawioną pestek papryczkę chilli. Podsmażamy całość na małym ogniu przez około 10 minut, aż cebula zacznie brązowieć. Podsmażone warzywa wraz z przyprawami i oliwą przekładamy do miski i rozdrabniamy w blenderze na gładką masę.
Mieszamy dokładnie ziemniaki, ser, jajka oraz masę z patelni i doprawiamy solą, startą gałką i jeśli trzeba pieprzem (babka ziemniaczana lubi pieprz).
Formę smarujemy oliwą lub masłem i wysypujemy mielonymi orzechami. Jeśli używamy boczku, to plastry układamy tak, by ich połowa wystawała poza brzegi formy.
Masę ziemniaczaną przekładamy do formy i wyrównujemy wierzch (ewentualnie zakładamy na nią wystające części plastrów boczku).
Pieczmy w piekarniku nagrzanym do 180C) przez około 60 minut.
Babka ma się zrumienić, ale gdyby stało się to za szybko (zależy od rodzaju piekarnika) należy przykryć ją folią aluminiową i w ten sposób dopiekać.
Podajemy babkę na ciepło z kwaśną śmietaną lub studzimy ją, chowamy do lodówki na noc, a tuż przed podaniem obsmażamy na patelni.

Bon Appétit!


64 comments :

  1. Bardzo dobrze mi się Ciebie czyta Ewelino, niezależnie od tego jaki temat poruszasz.
    Tchórz to dla mnie ktoś, kto jest pasywny i tylko potrafi narzekać. O szczęście można walczyć wszędzie. A mieć marzenia w szarej rzeczywistości i je spełniać, to dopiero odwaga!
    Pozdrawiam, Tosia.
    Ps. Zamiast buraka, wybieram kartoflaka :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tosiu bardzo Ci dziękuję. Za zrozumienie przede wszystkim.
      Pięknie napisane: O szczęście można walczyć wszędzie

      Delete
  2. Ewelinka, wiesz mi jest tak przykro , jest mi wstyd i strach mnie obleciał bo niestety ,,nasi " politycy nie dorośli do swojej roli i dobro obywateli mają w ...
    A kartoflak lubię i buraki ,ale te jadalne i tylko te
    Śliczne to pierwsze zdjęcie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem Aluś. Mi też jest przykro. Bardzo. Próbowałam z całych sił.
      :*

      Delete
  3. Rozumiem Ciebie

    pozdrawiam

    ReplyDelete
  4. dwie noce z rzędu śniła mi się Polska. Pierwszy sen był jakiś taki miły: szłam Alejami Jerozolimskimi w burzy i mokłam, ale deszcz był ciepły, letni, przyjemny. Po tym śnie miałam się ochotę spakować i wsiąść w samolot. Kolejnej nocy śniło mi się, że mieszkam w PL i że czuję się nieustannie ścigana, że cokolwiek robię jest źle i że chcą mnie zamknąć w więzieniu bo spóźniłam się na ...mecz! to tylko sen, ale wynika chyba z tego co o życiu w Polsce rozumie się gdy się w niej nie mieszka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i co ja mam napisać, jak Ty wszystko wiesz :)

      Delete
  5. Sam kiedyś chciałem wyjechać z kraju, ale zabrakło mi odwagi. Za stary chyba jestem na takie zmiany, tak myślałem 10 lat temu. Teraz jestem szczęśliwy, że wtedy się nie odważyłem. Nie wiem co by było jakbym wyjechał, wiem czego by nie było. Nie było by Agi i naszej córeczki Emilki, nie było by wielu różnych rzeczy, lecz może były by inne. Ja swojej decyzji nie żałuję. Lecz każdy jest kowalem swego losu i każdy ma prawo żyć jak chce. Szkoda, że w Polsce jest to w wielu przypadkach niemożliwe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo cieszę się że szczęścia ludzi, którym udało się ułożyć sobie życie w Polsce. Bardzo! Niech Wam się dobrze wiedzie!

      Delete
  6. Ewelinko, podpisuję się pod tym co napisałaś o Polsce i o nas, emigrantach. Wracam do PL raz w roku (tak już od dziesięciu lat) i za każdym razem mam nadzieję, że się poprawiło. Niestety, jest coraz gorzej :-( Mam na myśli małe miasteczka i wsie, tam się żyje bardzo biednie. Trzeba pamiętać, że Warszawa, Kraków, Poznań, Gdańsk i może Wrocław to nie cała Polska. Cieszę się, że nadal podoba Ci się Szwajcaria :-)
    Kartoflak wygląda pysznie, ładny nożyk na pierwszym zdjęciu. Pozdrawiam z Bazylei :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jolu podoba mi się. Cały czas niezmiennie ;)
      Całusy i mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia!! :)

      Delete
  7. Pierwszy raz wyjechalam 10 lat temu. I wrocilam. I bylo dokladnie tak jak piszesz:( Potem znow wyjechalam. Tym razem nie wroce.Kijem Wisly nie zawrocisz. A mnie zycia szkoda. I wcale nie tak zle bo nie ten tchorzem co wyjechal, ale ten co nie mial odwagi...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kijem Wisły nie zawrócisz - trafniej nie mogłabym tego ująć. Dzięki :)

      Delete
  8. Walczyć się nie da... Bezmyślność na każdym kroku, żeby nie powiedzieć głupota... Pół etatu tutaj...??? Ha, ha, ha... - praca na etat, a pieniądze za pół i jeszcze się martwisz...
    Miałam kiedyś swoją emigrację i ja, ale zatęskniłam... Teraz, po kilku latach, gdzieś w tyle głowy..., mam takie myśli..., że chciałabym znów...
    Trzymaj się, Mała, i niech Ci się jak najlepiej wiedzie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewelinko dziękuję :* Oby jak najwięcej mądrych i wspaniałych ludzi jak Ty miało szansę zmienić Polskę na dużo lepszą! Wcale bym nie wyjeżdżała, gdybym nie dostała w kość tak jak przez ostatnie 18 miesięcy.

      Delete
  9. Niestety Polska to wciąż zaścianek Europy. Ale i tak tęskno.....i ciągle mam nadzieję, że może jednak da się normalnie żyć. I ciagle jeszcze nie odważyłam się sprawdzić na własnej skórze. Marzę by rozpakować walizki na dobre, a nie na chwilę...
    Lubię tu zaglądać, pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kreciu nie wiem czy zaścianek, bo jednak się rozwija i idzie do przodu, powoli ale idzie. Ludzie muszą zmienić swoje podejście do siebie samych. To przede wszystkim. Gdzieś tam w głębi serca wierzę, że będzie lepiej!

      Delete
  10. A ja tu zostałam. Nie wyjeżdżałam na długo, zostałam... Byłam naiwna, myślałam, że jak będę dobra w tym co robię, to da się żyć. Ciągnę dwie prace, jestem dobra w tym co robię, mam doktorat i inżyniera... I tylko ciężko się żyje... i nie wiem, jak długo tak się da. I nikogo nie obchodzi to, że dobra jestem - jestem kobietą, z założenia jestem gorsza i mam przerąbane.
    Zostałam dla miłości... Wiesz, że czasem zastanawiam się, czy było warto? I to jest straszne - do czego doprowadza ten kraj...
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A widzisz ja za miłością wyjechałam i cieszę się, że D stanął na mojej drodze. Łatwiej mi było wyjechać mając kogoś, kto mnie wspiera. Nie żałuj :* Kto wie gdzie Was nogi poniosą? :)

      Delete
  11. Ciężko mi się zgodzić, ponieważ nie mam doświadczeń migracyjnych - jakoś tak zawsze sądziłam, że jakoś tutaj się ułoży: najbliższe miesiące pokażą, jak.
    Wiem, jak biednie się żyje, ponieważ u nas na wsi wiele osób ledwo, ledwo wiąże koniec z końcem.
    Trochę żałuję,że nie wyjechałam chociażby na Erazmusa, ale zostałam, tak jak Usagi: dla miłości.
    Wiele rzeczy mniue wkurza (akurat oprócz szczepionek, bo jest coś takiego jak odporność populacyjna która działa, gdy populacja jest szczepiona;)) - wkurza mnie, że rejesrując się do specjalisty muszę czekać kilka miesięcy, a receptę dostanę tylko na dwa miesiące do przodu. Wkurza mnie, że idę z bólem klatki piersiowej na pogotowie i czekam kilka godzin na minimalne zainteresowane (szybciej byłoby wezwać karetkę pod uczelnię).I to, że moja Mama będzie pracować na intensywnej terapii do 67 roku życia (na prawdę da się wtedy dobrze obsługiwać pacjentów?). Wkurza mnie, że moja przyjaciółka dostaje dofinansowanie na założenie spółdzielni socjalnej, które przepada, ponieważ sąd ociągał się z wydaniem numeru Regon (pomimo,że wiedzieli,jak ważna jest sprawa). Wkurza mnie, że na książkę z biblioteki muszę czekać kilka miesięcy, a w czytelni najnowsze pozycje są z 2000 roku. I dużo, dużo innych rzeczy.

    Mówię sobie, że trawa na innym trawniku zawszej est zieleńsza i może ludzie mają inne, większe problemy gdzie indziej.

    Myślę,że zbyt tęskniłabym za Rodziną jednak.. chociaż pewnie i tak będę tam mieszkać, gdzie mój Pan będzie miał pracę. Uff.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz to prawda z tą trawą. Nigdzie nie jest idealnie. Zawsze znajdą się rzeczy, które będą nas wkurzać. Dla mnie ważna jest ilość minusów w stosunku do ilości plusów i tu niestety Polska przegrała. Dałam sobie i jej szansę, ale się nie ułożyło. Nie mam do nikogo pretensji, ktoś mi może zarzucić że starałam się zbyt słabo. Ale kolejnego roku w Warszawie bym nie przeżyła :)

      Delete
  12. A ja wciąż żałuję, że nie wyjechałam jak mogłam - jeszcze przed mężem i dziećmi - i wciąż jakoś próbowałam wytłumaczyć to nasze państwo, starałam się zrozumiec, jakoś przetrwać trudny czas... i dzisiaj już wiem, że to był mój zyciowy błąd, lata wyrzeczeń i czekanie na lepsze jutro zaowocowało klepaniem tzw biedy, bo jeśli pracujemy i nie możemy spokojnie utrzymać się bez strachu o jutro, to chyba nie można nazwać spokojnym bytem i stabilizacją... i nieraz zastanawiam się o co ja walczyłam?
    buziaki Ewelinko, żyj tam gdzie czujesz się dobrze...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję Kasiu :* Ja chyba wyjechałam w ostatnim możliwym momencie i rodzinę będę zakładać już na obczyźnie. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Wierzę, że będzie :)

      Delete
  13. piekny post....rozumiem Cie. Sama mieszkam poza granicami Polski. Teskno mi ale moge godniej zyc tutaj. Pozdrawiam ze Szkocji!:) P.S. Nigdy nie bylam w Szwajcarii- musze kiedys sie wybrac:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapraszam :) Ja w Szkocji byłam tylko raz i tylko na 3 dni. Pięknie tam jest i wspaniałym angielskim mówicie :)

      Delete
  14. piekny post. sama mieszkam poza granicami Polski..teskno mi ale tutaj zyje sie godniej....pzdrawiam ze Szkocji!:)

    ReplyDelete
  15. Ewelinko, piszesz z perspektywy kogoś, kto mieszkał jakiś czas poza granicami Polski. Kogoś, kto posmakował innego życia, kto wrócił i domyślam się, że ciężko jest odnaleźć się w polskich realiach.
    Miłość jest trudna i skomplikowana, a miłość do Polski tym bardziej. Chyba trzeba się jej nauczyć.

    Wiele mnie wkurza w naszym kraju: bezrobocie, minimalne zarobki, idiotyczne decyzje polityków, nietolerancja, strach, czy wystarczy , czy będę miała pracę itp. Dużo można wymieniać (nawiasem mówiąc co do szczepionek - jestem z frakcji szczepionkowej, jestem za).
    Nie jestem zaślepiona miłością do kraju, bo żyje się tu ciężko, to fakt.

    Nie każdy jednak ma taką możliwość wyjechać i znaleźć pracę w innym kraju.
    Nie jest tchórzem ten, kto wyjechał za granicę, ale tez nie jest tchórzem ten, kto został. To każdego wybór, możliwości, które nie każdy posiada.
    Ty je masz i dobrze. :) Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, byś znalazła swoje miejsce na Ziemi i była szczęśliwa:).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cenisz szczerość, więc pozwoliłam sobie napisać to, co powyżej.
      Uściski:*

      Delete
    2. Majanko uwielbiam Twoją szczerość! Po to jest możliwość komentowania, żeby każdy z Was napisał jak czuje. Gdybym nie wyjechała w 2007 pewnie do dziś mieszkałabym we Wrocławiu. I kto wie może by mi było wspaniale? Może ułożyłabym sobie życie tak, że nawet takie absurdy by mi nie przeszkadzały. Dlatego nigdy nie krytykowałam ani Polski ani nikogo kto w Niej mieszka. Bo każdy ma prawo być szczęśliwym tam gdzie chce :)
      Dziękuję za szczery komentarz :*

      Delete
    3. Dodam, że wielką odwagę ma ten kto wyjechał, ale większą ten kto został i robi wszystko żeby móc żyć w Polsce przyzwoicie :) Ani w jednym, ani w drugim nie ma nawet odrobiny tchórzostwa.

      Delete
  16. Niestety nie sposob sie nie zgodzic.
    Jest to straszne, okropne, i przerazajace, ze tak w naszym kraju traktuje sie obywateli, bezkarnie im ublizajac zza sejmowego mikrofonu.
    Ja wyjechalam w 2005 roku, przez lata sie meczylam, miotalam, nie wiedzialam gdzie przynaleze, czulam jakas powinnosc chciec wrocic, chcialam byc dumna polka. Nie jest latwo, ale po podjeciu decyzji nie wracam, zostaje, jestem tutaj i tu mi dobrze zaczelam odzywac. Pracuje i stac mnie na normalne zycie. Wyc mi sie chce kiedy widze jak panstwo polskie traktuje moja rodzine, moja mame, ktora pomimo wyksztalcenia, charowy przez cale zycie dalej nie moze zyc godnie i spokojnie.
    Szkoda slow... :-(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ulało mi się co? :) Pisałam ten post cały dzień. Żal mi serce ściska jak patrzę w jakich warunkach żyją moi bliscy. Jak rachunki za gaz, prąd i wodę pochłaniają nędzne wypłaty i emerytury :(
      Pozdrowienia ciepłe!

      Delete
  17. Ja chyba za wczesnie z PL wyjechalam, by tesknic... Poza tym milosc odebrala mi wtedy rozum i chyba caly rozsadek - wyjechalam praktycznie z dnia na dzien, prawie na wariackich papierach, dzis sobie nie wyobrazam, ze raz jeszcze bym cos takiego zrobila :D
    Zycie ulozylo mi sie inaczej niz kiedys myslalam (nigdy bowiem nie myslalam o wyjezdzie z PL, o zyciu poza granicami kraju), no ale serce nie sluga i trudno przewidziec, w kim sie czlowiek zakocha ;) I tak juz zostalo. A teraz, po prawie 19 latach nie wyobrazam sobie, ze moglabym do PL wrocic, to tutaj jest teraz moj Dom...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata czasem Ci zazdroszczę, poważnie :)
      Masz już swoje miejsce na ziemi, swój dom, Twoje serce jest z Tobą. Pięknie!

      Delete
  18. Przeczytałam post z zainteresowaniem, bo sama byłam chwilkę na emigracji "wakacyjnej" i mimo, że wracałam ze łzami, bo praca była okropna, a zachowanie przełożonych wręcz skandaliczne - to zarobki rekompensowały mi te niewygody. Cóż pieniądze zarobione w 3 miesiące pozwoliły mi utrzymać się na studiach ( oczywiście bezpłatnych) przez pół roku...
    Polskie Państwo żyje, takie mam wrażenie, swoim życiem i rządzi się prawami wyrwanymi z jakiejś powieści absurdu. Rozumiem wiele - należę do posiadaczy tzw. otwartej głowy :P jakkolwiek to brzmi - i potrafię słuchać innych, tyle tylko że gdy przychodzi moja kolej - to mnie nie słucha nikt! Zapominamy o umiejętności słuchania i dyskusji merytorycznej bez udziału wielkich słów, emocji. Będąc studentką filologii polskiej nauczyłam się, że trzeba swoje zdanie popierać Faktami, Cytatami, Liczbami i Literą Prawa, bo tylko do tych wspólnych wartości umiemy się odnieść wszyscy. Emocje, Religia, Uczucia to sfera prywatna i nie może być argumentem.
    Trochę się rozpisałam, ale po ostatniej awanturze w sejmie o związkach partnerskich - bo dyskusja to z pewnością nie była - poczułam się bezsilna i tak mocno rozczarowana brakiem tolerancji, że po przeczytaniu Twojego posta nie mogłam się powstrzymać. Pozdrawiam serdecznie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Magdaleno dziękuję za Twój głos. Gdyby więcej takich było i byłyby dopuszczone do opinii publicznej było by w naszym kraju cudnie :)

      Delete
  19. E., lubię jak czasem nad kartloflem napiszesz coś ważnego, więcej kartofli i więcej takich postów!

    Ja bardzo przeżyłam ostatnią sytuację w Sejmie, bo byłam w całą sprawę bardzo zaangażowana i naiwnie liczyłam, że się uda. Tymczasem nie tylko się nie udało, ale dano tam popis nieprawdopodobnego chamstwa, wykluczenia i dyskryminacji. I jest mi bardzo przykro bo wiem, że nikt za to nikogo nie pociągnie do odpowiedzialności :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to jest najgorsze, że niektóre osoby mogę bezkarnie rzucać mięsem w naszą stronę. Na kilogramy. A my mamy to znosić, bo nic nie możemy z tym zrobić :( Bo jesteśmy olewani i ignorowani. Dziękuję za Twój komentarz. Jeśli lubicie takie posty będzie ich więcej, obiecuję :)

      Delete
  20. Wyjechalam dawno temu, pare lat temu rozwazalam przez chwile powrot do Polski,ale tylko przez chwile, bo....wlasnie...przede wszystkim nastoletniego dziecia nie "wyrwe" z jej korzeni tutaj,po drugie zaplecze socjalne jest na takim poziomie, ze nie pracujac mozna jednak pozwolic sobie na w miare godne zycie,moze bez luksusow i kawioru,ale da rade zyc, sluzba medyczna jest na tak dobrym poziomie, ze nie musze miesiacami czekac na termin wizyty u specjalisty...
    Im dluzej tu mieszkam, to tym bardziej zloszcze sie patrzac bezsilnie na polityke w De, na marnotrawienie pieniedzy,ktore inwestuje sie w beznadziejne projekty, miliardy € ladowane w budowe berlinskiego lotniska-porazki-posmiewiska itp.
    W Polsce polityka i politycy sa jeszcze bardziej beznadziejni, ale mysle, ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma i mimo wszystko wiele zalezy od nas samych jak i gdzie nam sie zyje.Podziwiam swoich najblizszych, ktorzy zyja,pracuja i uzeraja sie z urzedami i zapleczem medycznym w Polsce, mysle, ze bardzo ciezko byloby mi sie przyzwyczaic na powrot do zycia w polskiej codziennosci,dlatego mimo wszystko jednak zostane tutaj...
    Zycze Ci, zebys odnalazla siebie i swoj spokoj w nowym kraju i zebys byla szczesliwa-bo to jest najwazniejsze...
    Usciski :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosiu dziękuję za Twój głos w tej sprawie. Pewnie, że tam gdzie nas nie ma jest zawsze lepiej niż tam gdzie aktualnie jesteśmy. Ja mam pewną granicę wytrzymałości. Dużo zniosę, ale nie wszystko i z trwogą patrzę jak moi Rodzice muszą się użerać i gryźć z codziennością.
      Nie chcę tak.
      :*

      Delete
  21. Zostawiając na boku kwestię bandy (p)osłów, od których ja osobiście wymagam jedynie, by w życiu obywateli nie przeszkadzali (to i tak będzie wspaniale), to z moich obserwacji wynika, że żyje się lepiej...
    Widzę co dzieje się na wsiach - biednej mazowieckiej i bogatszej dolnośląskiej. Widzę remontowane domy, podłączane łazienki. Poprawę komunikacji - już nie muszę docierać do miasteczka przed 12, bo po 12.30 do mojej rodzinnej wsi nie pojedzie żaden autobus...
    Operację, na którą 15 lat temu się "państwowo" (mimo bycia uczennicą, ubezpieczoną) się nie złapałam, i którą musiałam robić prywatnie w Austrii, 8 lat temu wykonano mi błyskawicznie - w 10 dni od zdarzenia będącego jej podstawą już mnie wypisywali ze szpitala.
    Powoli, cierpliwie, dojdziemy do tego, czego chcemy. Przewalczymy upiorki komunizmu i lustracji, wygramy z kibolstwem, dorobimy się profesjonalnych polityków... Jeszcze trochę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo bardzo na to liczę wiesz? Bardzo! Jeśli moje potomstwo będzie chciało zamieszkać w Polsce to chciałabym żeby żyło im się normalnie :)
      Całus!

      Delete
  22. Fantastyczne zdjęcia, piękne w swej surowości.,

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :) Proste dania nie potrzebują przeładowanej stylizacji prawda?

      Delete
  23. Bardzo Wam dziękuję za komentarze i refleksje. Wszystkie razem i każdą z osobna.
    Dużo osób pyta mnie, czy nie żałuję że wyjechałam z Anglii i wróciłam do Polski. Nie żałuję. Bo przekonałam się na własnej skórze, że wolę tęsknić niż codziennie przeżywam frustracje. Dla mnie nauka zupełnie obcego mi języka jest łatwiejsza niż życie w Polsce. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Polska zawsze zostanie w moim sercu. Kocham ją, bo to moja Ojczyzna.

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. i tutaj doskonale cie rozumiem, bo zyjac z dala od Polski zyjemy normalnie, wracajac do Polski nasza oczywista normalnosc "gdzies tam" chcemy przedlozyc na polska normalnosc i tu sie zaczynaja schody....bo ta polska po kilku krokach do przodu trafia na bardzo gruba betonowa sciane....czasu trzeba....nie trace nadzieji, ze kiedys to sie zmieni jednak ...
      Pozdrawiam :)

      Delete
  24. E., a ja sie poplakalam. Normalnie lza splynela po moim policzku pod koniec Twojego wywodu.
    Za tchorza uwazam sama siebie, ze nie dalam sie mezowi 10 lat temu kiedy bylam jeszcze nastolatka na wyjazd namowic. Mam do siebie zal i dopiero takie teksty jak Twoj mi to uswiadamiaja.
    Tu nic sie nie zmieni :( Zdolowalam sie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Monika nie dołuj się. Na pewno są chwile i wspomnienia, których by nie było gdybyś wyjechała. Emigracja nie jest łatwą decyzją. Trzeba nauczyć się zostawić wszystko za sobą i budować wszystko na nowo. Pozostaje mieć nadzieję, że jednak lepsze nadejdzie!
      I wiesz co? Życie jest mało przewidywalne. Może jeszcze wyruszysz w drogę?
      Pozdrowienia :*

      Delete
  25. Oj, Ewelinko, szczerą prawdę napisałaś.
    Wyjechałam do Szwecji i do tej pory uważam to za najwspanialszy czas w moim życiu. Wróciłam z miłości. Do psa. Czyż to nie żałosne, że pies zadecydował o moim życiu?
    Później miałam szansę wyjechać znów, z W i Córcią, ale nie zrobiłam tego. Głównie przez W. Czasem żałuję, czasem nie. Życie piszę dziwne scenariusze. Ten kraj jest piękny i beznadziejny jednocześnie. Wpływ mam tylko na swoje postępowanie, ale kroplą uczciwości nie przemienię bagna łajna...
    Ściskam
    Pinki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pinki ja bym również wróciła z miłości do Zwierzaka. Wiesz jakoś chyba celowo wstrzymywałam się z przygarnięciem kota dopóki mi się nie ułoży. Lola zamieszkała z nami w Polsce. Miało być tam dobrze. Przyjechała z nami tutaj i jest bardziej szczęśliwa. Ma dużo miejsca, nie siedzi po całych dniach sama w domu. Nie żałuj! Na pewno jest dużo plusów :)

      Delete
  26. Bardzo bardzo dobry post, dobry temat, refleksyjny, ale czasem tak trzeba :)

    Lubię ogromnie ziemniaki w każdej postaci, muszę się pokusić o zrobienie babki ziemniaczanej :)

    ReplyDelete
  27. Najważniejsze, aby każdy miał pomysł na swoje życie :)
    Bardzo mi imponujesz :)
    A blog - genialny! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Monika rany dziękuję! Nigdy nie sądziłam, że usłyszę od kogoś tak miłe słowa. Dziękuję!!

      Delete
  28. Moja Droga, Twojego bloga śledzę już hohoho i jeszcze dłużej. I jak zawsze Twój post o życiu, chociaż pełen gorzkich słów jest wyważony. Myślę, że nikt nie może czuć się obrażony o to, co napisałaś. Wszystko jest tylko prawdą, taką samą, jak w poście o pochwale bylejakości w Polsce. Nie wiem, czy da się to zmienić, ale patrząc na nasze "elity" polityczne można dojść do wniosku, że niestety zmian szybko nie będzie. Patrząc na naszą, polską politykę zawsze przypomina mi się "Potop" Sienkiewicza, gdzie każdy tą polską kołderkę ciągnie w swoją stronę. Niestety coraz więcej ludzi bierze przykład "z góry" i zachowuje się tak samo. Myślę, że też często sytuacja ich do tego przymusza.
    Obserwuję twarze ludzi w komunikacji miejskiej, są szare, pozbawione wyrazu, a usta zaciśnięte w smutną podkówkę.. Zmarszczki wokół ust nie układają się do góry w uśmiechu, a raczej w dół podkreślając gorycz przeżywanego życia. Krzyki, trąbienie, przepychanki, pretensje i tak rzadko zrozumienie i uśmiech. Być może życie w Polsce zza szyb samochodów i mieszkań w lepszych dzielnicach jest lepsze. W moim powiecie stopa bezrobocia przekroczyła magiczną liczbę 20%, sama jestem po studiach, w czasie których udzielałam się, jak najwięcej. Jestem osobą otwartą, chętnie się uczę i podejmuję nowych wyzwań. A jedyne na co obecnie mogę liczyć to staż z Urzędu Pracy, który kończę za miesiąc. Tak, mówię to otwarcie, uczę się języka kraju, w którym na pewno jest lepiej. Bo gorzej być nie może.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przymknijcie proszę oko na błędy, ale pisałam pod wpływem emocji. Pozdrawiam! I na zakończenie powtarzam to, co zwykle: każda porażka, która nas spotyka to klucz do nowych drzwi.

      Delete
    2. Nawet nie zauważyłam żadnych błędów. Zaczytałam się w przepiękny i mądry komentarz. Dziękuję za niego!

      Delete
  29. Jak najbardziej mogę się pod tym podpisać, smutne jest to, że człowiek musi tak bardzo mocno się starać, a nie raz walczyć o to żeby po prostu być szczęśliwym.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety. Wierzę w zmianę, wierzę!

      Delete
  30. Zazdroszcze Ci, ze pogodzilas sie z wyjazdem. Dla mnie mieszkanie za garnica to raczej ciagle poczucie obcosci i pustki. No, ale moze po prostu wyjechalam za pozno. Kiedy jest sie mlodszym mozna latwiej sie zaaklimatyzowac. Mimo ze nie zaluje wyjazdu, poniewaz wyjechalam z powodow uczuciowych to jednak nie potrafie przyzwyczaic sie do zycia za granica. Kiedy mieszkalam w Niemczech nie bylo to tak dotkliwe, zawsze mozna bylo na weekend wyskoczyc do Wrocka ;), ale teraz jestem w USA i pobyt tak daleko od Europy jest dla mnie po prostu przygnebiajacy. W ogle nie czuje sie tutaj u siebie. Ta tesknota sprawia, ze nawet nie jesetm w stanie sluchac polskiej muzyki bez popadania w depresje. Jedynym rozwiazaniem jest po prostu nie myslec o tym wszystkim. A tutaj taki wpis i sobota z glowy :)
    Nie wiem jakie inni maja doswiadczenia, ale ja za granica nie umiem z nikim sie zaprzyjaznic (nie mowie tutaj o jakichs powierzchownych kontaktach towarzyskich), chyba ze z Polakami. Moze to kwestia charakteru a moze za malo wspolnych spraw i w sumie brak tematow do rozmow.

    Na szczescie zawsze mozna ugotowac cos pysznego. Niezaleznie gdzie sie jest.

    ReplyDelete
  31. Po 24 latach poza Polską i niezliczonymi wizytami w starym kraju chyba pozbyłam się typowej polskiej ckliwości (a miałam tego w sobie CAŁE POKŁADY.... przez lata).... Gdybym wiedziała co mnie tu spotka (i ile wysiłku wymaga pozbycie się naleciałości nie zawsze dobrych, choć wyniesionych z domu rodzinnego, i z domu ojczystego...) to chyba jednak bym nie wyjechała, ale przetrwałam.... Teraz czuję się obywatelką świata, i jest mi z tym naprawdę dobrze..... Gotuję polskie potrawy gdy mam ochotę, czytam polskie książki gdy mam ochotę (chociaż Radio Złote Przeboje leci u mnie przez net cały dzień, nawet gdy mnie nie ma, bo kocur Lulo je lubi :), a gdy nie mam ochoty to nie tylko nie czuję się winna, ale z wielką przyjemnością odkrywam fascynującą różnorodność ludzi i świata wokół mnie..... (z przymrużeniem oka ;P )

    ReplyDelete

Zostaw komentarz i zaskocz mnie!
Chamstwo, które z krytyką nie ma nic wspólnego, będzie usuwane.