Porzeczkówka mieszana jak marzenie
Nalewki Basiowej/Basinej (niepotrzebne skreślić) spróbowałam pierwszy raz dokładnie 3 lata temu na
spotkaniu u Madzi, na którym obecny był kwiat polskiej blogosfery kulinarnej :) Nalewka była tak dobra, że niektóre z nas nie mogły w nocy spać i raczyły się nią prawie do białego rana. Bardzo miło wspominam tamten zlot - od początku do samego końca.
Wtedy dzięki Basi, a także
Karolinki, która również przyniosła ze sobą nalewkę 'palce lizać', zaszczepiła się we mnie chęć założenia domowej warzelni. Po wczytaniu się w posty
Basi oraz
Moniki, która jak się okazało do nalewek ma taką samą smykałkę jak Basia, zdurniałam i poczułam jakbym czytała książkę o tworzeniu stron internetowych. Temat odpuściłam, chociaż w międzyczasie podpytywałam Dziewczyny co i jak. Apogeum mojego chcenia nastało, kiedy Basia poczęstowała nas swoją porzeczkówką w zeszłym roku na wielkanoc, oraz kiedy Monia dwukrotnie odwiedziła mnie w Warszawie i dwukrotnie podarowała mi buteleczki z iście królewskim trunkiem domowej roboty w środku. Obiecałam sobie, że nie odpuszczę, doczytam, popytam i nalewkę nastawię. I w sumie nie miałam wyjścia, bo przed przeprowadzką do Szwajcarii musiałam opróżnić zamrażalnik, gdzie w woreczkach czekało na użycie około kilogram czarnych i czerwonych porzeczek. Miałam dwa wyjścia - albo je wyrzucić, albo nastawić nalewkę. Jedzenia zwyczajowo nie wyrzucam, więc tak oto powstała porzeczkówka z mrożonych mieszanych porzeczek.
I powiem Wam tylko jedno. Niech się schowa Martini, niech się schowa wino, niech się schowają rum, gin czy whisky. To cudo ma odpowiednią zawartość alkoholu, gęstą, aksamitną konsystencję, cudnie pachnie i zapewnia niezapomniane doznania.
I uwierzcie mi, że najtrudniejszą częścią procesu nie jest nalew, syrop czy filtrowanie, ale próba zapomnienia o porzeczkówce na minimum 6 miesięcy...
W tym miejscu pragnę podziękować Basi i Monice, bez których ta nalewka by nie powstała. Wiedzę czerpałam z tego, tego, tego oraz tego postu. Porto to mój pomysł, bo nie lubię przeprowadzać w połowie pustych butelek.
PORZECZKÓWKA Z PORTO I MIESZANYCH PORZECZEK
1.5kg owoców czarnej i czerwonej porzeczki z gałązkami (użyłam owoców mrożonych)
100g suszonych owoców Goji
0.5l spirytusu (95%)
0.5l żytniej wódki (40%)
0.3l Tawny Porto (20%)
0.5kg cukru
Dzień 1: Mrożone porzeczki wraz z szypułkami oraz owoce goji przełożyłam do ogromnego słoja i zalałam mieszanką spirytusu, wódki i Porto (słój powinien być wypełniony maksymalnie do 3/4 wysokości) i odstawiłam w nasłonecznione miejsce na 14 dni. Codziennie słojem wstrząsałam.
Dzień 14: Po 14 dniach zlałam całą ciecz znad owoców (ta ciecz to nalew alkoholowy), przelałam ją do drugiego słoja, odstawiłam w ciemne miejsce, a porzeczki zasypałam cukrem. Co kilka dni potrząsałam słojem, by cukier szybciej się rozpuścił (zwyczajowo używa się pół kilograma cukru na kilogram owoców, ale Porto było dosyć słodkie więc nie zwiększałam ilości cukru)
Dzień 28: Po kolejnych 14 dniach zlałam syrop, który powstał z owoców oraz cukru i połączyłam z uzyskanym wcześniej nalewem alkoholowym. Nalewkę odstawiłam w ciemne, chłodne miejsce i starałam się zapomnieć o niej na kilka miesięcy.
6 miesięcy później: Przed ostatecznym zlaniem do mniejszych butelek zlałam klarowną część znad osadu, a pozostałość przefiltrowałam przez kilkukrotnie złożoną gazę. Połączyłam razem i rozlałam nalewkę do mniejszych butelek.
Zakorkowałam i czekam co jakiś czas sprawdzając, czy aby nie nabrała już odpowiedniej mocy :)


Aż nabrałam ochoty, żeby też zrobić taką nalewkę.
ReplyDeleteZ ręką na sercu polecam bo to wspaniała zabawa jest :)
DeleteOjej, nasze powitania! :))) Się wzruszyłam normalnie. To było az 3 lata temu?
ReplyDeleteA nalewka piękna, wyobrazam sobie, jak obłędnie pachnie. I rekinek mi się podoba niezmiernie :)
Aha styczeń 2010 :) Chciałam wtedy jechać do Polski w trampkach :)))))
DeleteFaaajnie było :)
Oj pamiętam ten pomysł z trampkami! ;)
Deletemmmm uwielbiam porzeczkowe alkohole nalewki własnej produkcji szczególnie... poproszę wirtualny kieliszeczek może być z rekinkiem :)
ReplyDeleteRekina nie oddaję, bo jest unikatowy :D
Deletei skąd ja teraz porzeczki wezmę?
ReplyDeleteskąd ja w ogóle wezmę porzeczki?
jak mogłaś?
cruel woman!
A w Sainsbury's na mrożonkach pewnie leżą :))))
Deletenaprawdę? no nie zerwę się teraz z łóżka sprawdzić, ale przy najbliższej okazji ... po mojej stronie Belfastu tylko Asda i Tesco ;)
DeleteHm :) W Tesco tym bardziej, ale mogę się mylić :P
DeletePytanie skąd weźmiesz spirit :D
o, nie, a nie ma?
DeleteKupuję tylko wina więc nie wiem co na hard corowych półkach
Polcia :**
ReplyDeletePorto to mój pomysł, bo nie lubię przeprowadzać w połowie pustych butelek - przesłodkie to :))) Strasznie mi się ten pomysł podoba a z takim powodem to już podwójnie!
Ale musze chyba samokrytyke złożyć, bo jak instrukcje nastawiania nalewek brzmią jak instrukcje tworzenia stron www to najwyraźniej są źle napisane :D Następną będzie trzeba napisać prościej (albo dac odnośnik do Ciebie ;)) :D
Polcia, nie mogę się już doczekać :))):*
No bo co wypić sama nie to nie dałabym rady :) Połowę butelki to szkoda zabierać ;)
DeleteMonia to jest superowo napisane, tylko ja skakałam po postach jak zając w kapuście zamiast to wszystko przeczytać po kolei jak przykazano :)))
Robiłam porzeczkówkę, tylko,że z samych czerwonych porzeczek i też pyszna. :)
ReplyDeleteNastępnym razem zrobię taką mieszaną, pół na pół z czarnymi:)
Pozdrawiam.
Majanko daj znać :) Ja chyba sobie kawówkę nastawię :)) I pomarańczówkę :))))
DeleteCałusy :)
Juz widzę, jak z szaleństwiem w oczach biegam po zamrażarkach w poszukiwaniu porzeczek :-))) Aaaaaa!!!
ReplyDeleteChyba gdzieś je ostatnio widziałam? Tylko gdzie...?
Mlask!
No wiem że pora trochę średnia, ale skoro mi z mrożonych wyszła pycha nalewka to przecież nie ma co do lata na świeże czekać :)
DeleteJa jeszcze nigdy nie robiłam, ale to musi być pyszna zabawa! Chętnie wypróbuję Twój przepis ;) Pozdrawiam!
ReplyDeleteNie ma w tym nic trudnego, tylko trzeba silną wolę mieć :) Wiesz jak kusi takie cudo? :)
DeletePozdrowienia!
Niesamowita. Piękny, głęboki kolor. I ten dodatek porto mnie intryguje :)
ReplyDeleteMyślę, że Porto postawiło kropkę na i :)
DeleteTeż spróbuję w sezonie letnim :-))) Po cichutku polecam też śliwkową nalewkę, robioną w ten sam sposób :-)))
ReplyDeleteBędzie i śliwkowa nawet mam już odłożony przepis :)
DeleteSkusiłabym się. Bardzo chętnie.
ReplyDeletePozdrawiam
A.
:)
Deleteno pewnie, że zrobię :) mam kuzynkę która bardzo lubi robić nalewki, a my bardzo je lubimy pić, więc i jej ten przepis podrzucę z pewnością powali na kolana :) tylko dlaczego trzeba tak długo czekać :D
ReplyDeleteTaka Kuzynka to skarb najcenniejszy :)))
DeleteA gdzie rekin? Ja sporadycznie nalewki robiłam , nie będę cyganić,ze nie ,ale przez Basie i Monikę to teraz robię je na pęczki
ReplyDeleteŚliczne te twoje foty Poleczko , oj śliczne
Rekin się upił i śpi :) A jak chrapie! :D
DeleteBasia i Monia to dwa czorty :))
Całusy Aluś :*
Ale musi być pyszna! :-)
ReplyDeleteJest jest... :))))
DeleteJa robiłam dwa razy imbirówkę (imbir, miód, cytryny i dobra wódeczka). Latem przywoziłam z PL wódkę i nastawiałam nalewkę. Do zimy była gotowa :-). Niestety w tym roku zapomniałam i nie zrobiłam :-( . Ale wódka jest, nie wyparowała wiec jest nadzieja, że coś z tego jeszcze będzie. Ta porzeczkówka też brzmi dobrze :-)
ReplyDeleteJolu imbirówkę wpisuję do kajeciku :))
DeleteMożemy nastawić razem ;))))
I razem się pilnować, żeby nie podpijać :D
Ha, ta porzeczkówka, jakkolwiek, lepiej mi brzmi nalewka z czarnej porzeczki, to na pewno niczego sobie truneczek ...:).
ReplyDeleteJa robię od trzech lat malinówkę i... już mi się znudziła i aroniówkę, ale ta ciągle (na szczęście)ma smak:).
Latem muszę zrobić to cudo zachwalane przez Ciebie:)
p.s. teraz to już naprawdę lecę...!
Sio bo już późno :*
DeleteJa mam na liście nalewkę ze śliwek, likier z kawy, nalewkę z pomarańczy z imbirem... :))))))))
O rety, ten wpis jest piekny, w takim dobrym swietle mnei przedstawia :D
ReplyDeleteJeszcze Pola powiedzlas mi, ze placiszt 5 stowek za butelke porzeczkowej nalewki, zapamietalam i wiozlam flaszke do Lon (wiem Londynu nie lubisz, wiec pewnei nei pamietasz:). Co by nie bylo jestem ogromnei rada, ze zlapalas nalewkowego bakcyla!!! I czekam niecierpliwie na TA degustacje! :* PS. Skads znam ta trojkatna butelke ;)
Raz, że cudowny post, a dwa to te niesamowite zdjęcia! Masz talent! Pozdrowienia :)
ReplyDelete